Ariadne Calloway
: sob lut 07, 2026 12:50 am
Ariadne "Riddy" Calloway

data i miejsce urodzenia
13 listopada 1996, Tobermory, Ontario, Kanadazaimki
ona/jejzawód
barmankamiejsce pracy
The Beaches Boardwalkorientacja
heterodzielnica mieszkalna
Parkdalepobyt w toronto
od trzech latumiejętności
Jest dobra w słuchanie i wyciąganie wniosków. Potrafi milczec, kiedy trzeba i zadawać odpowiednie pytania, gdy jakieś ewidentnie wiszą w powietrzu. W rękawie ma zawsze kilka bystrych przemyśleń na każdą okazję - a jeśli myślenie nie jest już odpowiedzią, potrafi robić drinki, które skutecznie wybawia umysł od konieczności nadmiernej i zupełnie zbędnej pracy. Nie przyznaje się do tego wszystkim, ale lubi i potrafi gotować, jest też szczególnie dobra w pieczeniu ciast. Uważa się też za mistrzynię karaokę i wbrew pozorom, jakie mogłoby sprawiać to, jak brzmi podczas zakrapianych imprez, ma niezły głos i wyczucie rytmu. Za swoją najmocniejszą stronę uważa lojalność. słabości
Nie znosi być ograniczana i wpychana w role, których nie chce podejmować. Nie czuje się dobrze w formalnych sytuacjach ani takich, do ktorych ktoś napisał scenariusz. Nie jest najlepsza w konwenanse i zdarzało jej się powiedzieć rzeczy niepoprawne politycznie w totalnie nieodpowiednim momencie, bo nie wyczuła klimatu sytuacji, w jakiej się znalazła. Nie potrafi w związki, w zaufanie, nie umie prosić o pomoc i polegać na innych ludziach. Rzadko się zwierza i dopiero uczy się przepraszać. Poza tym totalnie przerażają ją szczury, nie umie pływać i nigdy w życiu nie wyszło jej zrobienie ciasta opartego na drożdżach, co jest bardzo przykre, bo uwielbia pizzę i chętnie nauczyłaby się ja robić sama. Po cichu nie znosi porażek i potrzebuje walidacji ze strony otoczenia, ale nie chce się do tego przyznawać nawet przed sobą samą, dlatego otacza swoje emocje grubym murem, a kompleksy kryje autoironicznym dowcipem.
- Ariadne Calloway! Gdzieś ty znowu wlazła?! Nie możesz się tak zachowywać! Wiesz, jak wszyscy się o ciebie martwią?
Wiedziała. I to nie tak, że zupełnie nic sobie z tego nie robiła. Po prostu przejmowała się tym w nieodpowiednim momencie - odrobinę za późno, aby cokolwiek zmienić. Czuła się głupio, kiedy po powrocie do domu stawała oko w oko z tym spojrzeniem ciotki. Tym, które mówiło, jak bardzo nie była z niej zadowolona – jeszcze zła, wciąż nie do końca rozczarowana (na całe szczęście, chociaż tę różnicę Riddy nauczyła się doceniać dopiero później). Tyle wystarczyło. Jedno spojrzenie i cała duma z powodu własnego niecnego geniuszu znikała w jednej chwili, a razem z nim zadowolenie z przeżytej właśnie przygody. Riddy spuszczała głowę i nie odpowiadała nic. Bo niby co miałaby powiedzieć? Wtedy jeszcze potrafiła gryźć się w język. Nie dlatego, że nie znała odpowiednich słów albo brakowało jej woli walki. Była waleczna, uparta i pyskata, odkąd potrafiła sobie przypomnieć. W wieku sześciu lat przestała się też bać, że ciotka odda ją tam, gdzie ją znalazła. Zwyczajnie nie wiedziała, co powiedzieć. Przyjmowała pokornie słowa gniewu, rozgoryczenia i mieszające się z nimi wyrazy szczerej troski. Potem szła pod prysznic (zazwyczaj nieopisanie brudna po wszystkich przygodach), a następnie do swojego pokoju i dopiero tam, kiedy emocje po spotkaniu z ciotką opadły, powoli mogła trawić to, co przydarzyło jej się tamtego dnia. A działo się sporo – inaczej nie otrzymałaby reprymendy. Poznawała nowe miejsca, odkrywała nowe zakątki, właziła w nowe kąty. Wracała z siniakami, zadrapaniami i liśćmi we włosach. Serce biło jej tak mocno, że i tak nie mogłaby zasnąć niezależnie od zmęczenia.
- Nie możesz się tak zachowywać! Nie możesz tak po prostu wsiąść sobie w autobus do Toronto! Do TORONTO! Masz dopiero trzynaście lat! Czy ty wiesz, co mogło ci się stać?
To podchwytliwe pytanie. Słyszała o tym, co mogło się stać, ale nie mogłaby powiedzieć, że traktowała całkiem na poważnie opowieści-horrory, które dorośli opowiadali o tych wszystkich złych i mrocznych rzeczach, jakie czekają na dziewczynę w wielkim świecie. No bo bez przesady, miała już trzynaście lat, potrafiła o siebie zadbać! Zresztą, nawet nie dojechała do Toronto, to przecież daleko. Cała ta przygoda była fajna, zanim jeszcze rozpoczęła się na dobre. Etap przygotowań po cichu, ukrywanie się ze wszystkim, wielkie plany i tak dalej – ekscytujące! Nie zamierzała wyjeżdżać na zawsze. Nie widziała powodu. Dobrze jej było w rodzinnym domu w Tobermory, lubiła tez swoją szkołę, swoich znajomych, miała plany na przyszłość – zamierzała w końcu zostać inżynierem. Nie mogłaby tak po prostu spakować się i zniknąć. To miała być tylko i wyłącznie przygoda. Niestety, okazało się, że wyprawy na koniec świata są szalenie nudne, kiedy już wsiądzie się w autobus i po prostu jedzie się przed siebie. Znudziła się na wysokości Owen Sound, gdzie wsiadła w autobus powrotny i wróciła. Nie zamierzała nikomu nic o niczym mówić, ale zauważył ją znajomy sąsiada, gdy kręciła się na dworcu, czekając na swój kurs do domu. Sąsiad być może by się nie wygadał, ale jego znajomy opowiedział o wszystkim ciotce i stąd cała afera. Riddy do tej pory o tym pamięta. I raczej nie zapomni. Mimo że już od jakiegoś czasu tam nie mieszka.
-Jak mogłaś mi to zrobić?! Nie możesz się tak zachowywać! Przecież jesteś MOJĄ dziewczyną!
Nie była. To, że lubiła z kolesiem sypiać potajemnie, kiedy jego rodziców nie było akurat w domu, wcale nie było przecież jednoznaczne z tym, że była jego dziewczyną, prawda? Według niej zwyczajnie dobrze się bawili. Od czasu do czasu. Kiedy nie musiała prowadzić z nim przydługich konwersacji. Trevor był całkiem sympatyczny. Był od niej o dwa lata starszy, prawie kończył liceum, należał do kółka dramatycznego, miał przyjemną twarz i wiele do powiedzenia. To ostatnie wywoływało w niej spory wewnętrzny paradoks, bo z jednej strony lubiła to, że nie musiała za bardzo wysilać się przy nim, aby mówić cokolwiek, kiedy akurat nie miała na to ochoty, a z drugiej nie znosiła tego, że nieustannie gadał. Nie zostawała u niego na noc, nie spędzała z nim radosnych popołudni, ich schadzki bywały krótkie i konkretne – i najwidoczniej to wystarczyło, żeby wyobrażał sobie zbyt wiele. Być może wiele innych dziewczyn z ich szkoły dałoby wiele, aby znaleźć się na jej miejscu. Riddy jednak nie należała do tych, które marzyłyby o tym, żeby być czyjąś. Wręcz przeciwnie. Należała tylko i wyłącznie do siebie. Dlatego kiedy Trevor zaczął wmawiać jej, że była jego, kazała mu spierdalać.
A potem znalazła sobie innego faceta, innego przyjaciela, inne zajęcia, skupiła się na czymkolwiek innym. Nie przywiązywała się do związków. One po prostu były czymś, co zajmowało jej czas. Miała inne, znacznie ważniejsze rzeczy na głowie. Musiała skończyć szkołę, a potem dostać się na studia. Miała przyjaciół, własne zainteresowania i pasje.
- A nie mogłabyś zostać i po prostu studiować tylko w tym nieszczęsnym Toronto? Jakoś dałabyś radę z dojazdami, na pewno!
Nie mogła.
To znaczy nie… To nie do końca tak… Mogłaby, ale zwyczajnie nie chciała. Lubiła Tobermory, całą barwną okolice, nabrzeże, lasy i wszystkie wspomnienia, jakie wiązała z tą miejscowością, jednak kiedy liczba lat na jej liczniku niebezpiecznie zaczęła zbliżać się do dwudziestki, ona coraz bardziej zdawała sobie sprawę z tego, że chciałaby jednak czegoś więcej. To małe miasteczko posiadało swój niewątpliwy urok i charakter – ale było też wiele innych miast równie urokliwych i być może nawet bardziej charakternych od niego. Riddy chciała je zobaczyć. Jeśli nie wszystkie (bo była realistką, umówmy się), to większość. Dlatego nie wahała się, kiedy została przyjęta na Ontario Tech University na wydział technologiczny. Było wystarczająco daleko od domu, aby czuła, że może robić wszystko, co chciała. I właśnie to robiła.
- Nie możesz tak po prostu odejść z dnia na dzień, Riddy, jesteś tu potrzebna. Nie możesz się tak zachować wobec teamu…
Długo nad tym myślała. Odczuwała w sobie silne poczucie solidarności wobec ludzi, z którymi pracowała. Lubiła Oshawę. Poznała tu wiele osób, z którymi lubiła spędzać czas. Z kolei wielkość tego miasta i jego duża ilość barów zapewniały jej wystarczająco małe prawdopodobieństwo trafienia przypadkiem na kogoś, z kim czasu spędzać nie chciała. Tylko że nie mogła tam dłużej zostać. To było dobrych kilka lat. Może mogłaby stwierdzić, że wiele się podczas nich nauczyła, ale… Nie była do końca przekonana, czy to rzeczywiście jest prawdą. Nadal czuła się tak samo głupia i nieodpowiedzialna jak wtedy, gdy przyjechała tu na studia. Nadal dawała się ponosić imprezom, nie dbając o jutro, wdawała się w podejrzane relacje, bo akurat w danej chwili wydawały jej się interesujące i nadal przeżywała dzień za dniem, nie mając bladego pojęcia, co robi – a po prostu improwizując. Nie dorastała. Nie chciała. Nie była też pewna, czy faktycznie chce wyjechać i wrócić do Tobermory. Dlatego wybrala rozwiązanie pośrednie.
Toronto. Bar. Tym razem z tej drugiej strony, tej od nalewania drinków a nie ich picia. W końcu zawsze lubiła i rozumiała ludzi. Poza tym to miało być i tak tylko na chwilę...
- Nie możesz się tak zachowywać, masz prawie trzydzieści lat!
To nie tak, że nie słyszy. Owszem, docierają do niej słowa, mimo że muzyka wokół jest naprawdę głośna. Woli udawać, że jest niczego nieświadoma. Nie ma ochoty ani słuchać ani tym bardziej się tym przejmować. Bo co z tego, że ma prawie trzydzieści lat? Niby co to zmienia? Absolutnie nic. Nigdy niczego nie zmieniało. Od zawsze nie mogła się tak zachowywać i od zawsze właśnie tak się zachowywała – cokolwiek to tak miałoby znaczyć. Uśmiecha się tylko jak gdyby nigdy nic, zeskakuje z baru (to nie cud, że do tej pory nie ściągnął ją z niego siłą żaden ochroniarz – Riddy po prostu tam pracuje, a to nie jest jej pierwsze rodeo) i dopija resztkę piwa, po czym odstawia butelkę na ladę. Wszystko jest nieważne. Ten bar, to miasto, to nabrzeże, jej własne p r a w i e trzydzieści lat. Uśmiecha się, tańczy, jak gdyby jutra miało nie być. Potem jest na plaży. Nie wie nawet jak ani kiedy. Biegnie w kierunku wody, która zdaje się być tak spokojna o tej porze. Nic jej nie zatrzymuje – nawet te głosy gdzieś z tyłu, które nadal wołają, że jest już późno, że to niebezpieczne i że nie powinna się tak zachowywać. Unosi się na falach. Przez chwilę zastanawia się nad tym, czy gdzieś obok niej nie przepływa właśnie jakiś aligator. Lub meduza. Ewentualnie płaszczka. Tak naprawdę zawsze marzyła o spotkaniu żółwia, ale w tym klimacie to się raczej nie przytrafi, już się z tym pogodziła. Spogląda w nocne niebo. Chyba zaczyna świtać. Nie pozwala sobie zasnąć. Wychodzi na brzeg, gdzie układa się na plecach na piasku, której o tej porze zdążył stać się już chłodny. Przymyka oczy i wspomina o wszystkim tym, kim być nie powinna i jak nie powinna się była zachowywać…
Chciałaby powiedzieć, że ma to wszystko gdzieś. Ale to mogłaby nie być do końca prawda.
Czy tak będzie już zawsze?
Ma nadzieję, że nie. Ale nie wyklucza takiej możliwości.
♠ Potrafi sama wbić gwoździa, wkręcić żarówkę, odmalować ściany i zatankować samochód. Umie nawet otworzyć sobie sama drzwi. Szokująca sprawa. Docenia jednak, kiedy ktoś chce to zrobić za nią, uważa to za podstawę uprzejmości,
♠ Uwielbia starą rockową muzykę i stare filmy (szczególne miejsce w jej sercu zajmuje Casablanca),
♠ Posiada prawo jazdy na motor, ale od dawna z niego nie korzystała i nawet nie ma motoru,
♠ Królowa karaoke. W swoim własnym mniemaniu oczywiście,
♠ Bardzo lubi też DIY i wszelkiego rodzaju rękodzieło,
♠ Nie wierzy w horoskopy, przeznaczenie i uważa, że każdy znak jest tylko nadmiernie interpretowanym przypadkiem, nic poza tym,
♠ Jeśli jednak chodzi o duchy, ma nieco inne przekonania... Woli nie igrać ze światem nadprzyrodzonym,
♠ Chce przeżyć jak najwięcej, jak najszybciej - sky is the limit,
♠ Pisze się na większość przygód i wyzwań, bo dlaczego miałaby je przespać?
♠ A spać lubi. Nie funkcjonuje rano bez dużego wiadra kawy i zdecydowanie lepiej działa jej się w godzinach popołudniowo-wieczornych niż tych wczesno-porannych. Bo kto w ogóle wymyślił te całe poranki? Szaleństwo totalne.
Wiedziała. I to nie tak, że zupełnie nic sobie z tego nie robiła. Po prostu przejmowała się tym w nieodpowiednim momencie - odrobinę za późno, aby cokolwiek zmienić. Czuła się głupio, kiedy po powrocie do domu stawała oko w oko z tym spojrzeniem ciotki. Tym, które mówiło, jak bardzo nie była z niej zadowolona – jeszcze zła, wciąż nie do końca rozczarowana (na całe szczęście, chociaż tę różnicę Riddy nauczyła się doceniać dopiero później). Tyle wystarczyło. Jedno spojrzenie i cała duma z powodu własnego niecnego geniuszu znikała w jednej chwili, a razem z nim zadowolenie z przeżytej właśnie przygody. Riddy spuszczała głowę i nie odpowiadała nic. Bo niby co miałaby powiedzieć? Wtedy jeszcze potrafiła gryźć się w język. Nie dlatego, że nie znała odpowiednich słów albo brakowało jej woli walki. Była waleczna, uparta i pyskata, odkąd potrafiła sobie przypomnieć. W wieku sześciu lat przestała się też bać, że ciotka odda ją tam, gdzie ją znalazła. Zwyczajnie nie wiedziała, co powiedzieć. Przyjmowała pokornie słowa gniewu, rozgoryczenia i mieszające się z nimi wyrazy szczerej troski. Potem szła pod prysznic (zazwyczaj nieopisanie brudna po wszystkich przygodach), a następnie do swojego pokoju i dopiero tam, kiedy emocje po spotkaniu z ciotką opadły, powoli mogła trawić to, co przydarzyło jej się tamtego dnia. A działo się sporo – inaczej nie otrzymałaby reprymendy. Poznawała nowe miejsca, odkrywała nowe zakątki, właziła w nowe kąty. Wracała z siniakami, zadrapaniami i liśćmi we włosach. Serce biło jej tak mocno, że i tak nie mogłaby zasnąć niezależnie od zmęczenia.
- Nie możesz się tak zachowywać! Nie możesz tak po prostu wsiąść sobie w autobus do Toronto! Do TORONTO! Masz dopiero trzynaście lat! Czy ty wiesz, co mogło ci się stać?
To podchwytliwe pytanie. Słyszała o tym, co mogło się stać, ale nie mogłaby powiedzieć, że traktowała całkiem na poważnie opowieści-horrory, które dorośli opowiadali o tych wszystkich złych i mrocznych rzeczach, jakie czekają na dziewczynę w wielkim świecie. No bo bez przesady, miała już trzynaście lat, potrafiła o siebie zadbać! Zresztą, nawet nie dojechała do Toronto, to przecież daleko. Cała ta przygoda była fajna, zanim jeszcze rozpoczęła się na dobre. Etap przygotowań po cichu, ukrywanie się ze wszystkim, wielkie plany i tak dalej – ekscytujące! Nie zamierzała wyjeżdżać na zawsze. Nie widziała powodu. Dobrze jej było w rodzinnym domu w Tobermory, lubiła tez swoją szkołę, swoich znajomych, miała plany na przyszłość – zamierzała w końcu zostać inżynierem. Nie mogłaby tak po prostu spakować się i zniknąć. To miała być tylko i wyłącznie przygoda. Niestety, okazało się, że wyprawy na koniec świata są szalenie nudne, kiedy już wsiądzie się w autobus i po prostu jedzie się przed siebie. Znudziła się na wysokości Owen Sound, gdzie wsiadła w autobus powrotny i wróciła. Nie zamierzała nikomu nic o niczym mówić, ale zauważył ją znajomy sąsiada, gdy kręciła się na dworcu, czekając na swój kurs do domu. Sąsiad być może by się nie wygadał, ale jego znajomy opowiedział o wszystkim ciotce i stąd cała afera. Riddy do tej pory o tym pamięta. I raczej nie zapomni. Mimo że już od jakiegoś czasu tam nie mieszka.
-Jak mogłaś mi to zrobić?! Nie możesz się tak zachowywać! Przecież jesteś MOJĄ dziewczyną!
Nie była. To, że lubiła z kolesiem sypiać potajemnie, kiedy jego rodziców nie było akurat w domu, wcale nie było przecież jednoznaczne z tym, że była jego dziewczyną, prawda? Według niej zwyczajnie dobrze się bawili. Od czasu do czasu. Kiedy nie musiała prowadzić z nim przydługich konwersacji. Trevor był całkiem sympatyczny. Był od niej o dwa lata starszy, prawie kończył liceum, należał do kółka dramatycznego, miał przyjemną twarz i wiele do powiedzenia. To ostatnie wywoływało w niej spory wewnętrzny paradoks, bo z jednej strony lubiła to, że nie musiała za bardzo wysilać się przy nim, aby mówić cokolwiek, kiedy akurat nie miała na to ochoty, a z drugiej nie znosiła tego, że nieustannie gadał. Nie zostawała u niego na noc, nie spędzała z nim radosnych popołudni, ich schadzki bywały krótkie i konkretne – i najwidoczniej to wystarczyło, żeby wyobrażał sobie zbyt wiele. Być może wiele innych dziewczyn z ich szkoły dałoby wiele, aby znaleźć się na jej miejscu. Riddy jednak nie należała do tych, które marzyłyby o tym, żeby być czyjąś. Wręcz przeciwnie. Należała tylko i wyłącznie do siebie. Dlatego kiedy Trevor zaczął wmawiać jej, że była jego, kazała mu spierdalać.
A potem znalazła sobie innego faceta, innego przyjaciela, inne zajęcia, skupiła się na czymkolwiek innym. Nie przywiązywała się do związków. One po prostu były czymś, co zajmowało jej czas. Miała inne, znacznie ważniejsze rzeczy na głowie. Musiała skończyć szkołę, a potem dostać się na studia. Miała przyjaciół, własne zainteresowania i pasje.
- A nie mogłabyś zostać i po prostu studiować tylko w tym nieszczęsnym Toronto? Jakoś dałabyś radę z dojazdami, na pewno!
Nie mogła.
To znaczy nie… To nie do końca tak… Mogłaby, ale zwyczajnie nie chciała. Lubiła Tobermory, całą barwną okolice, nabrzeże, lasy i wszystkie wspomnienia, jakie wiązała z tą miejscowością, jednak kiedy liczba lat na jej liczniku niebezpiecznie zaczęła zbliżać się do dwudziestki, ona coraz bardziej zdawała sobie sprawę z tego, że chciałaby jednak czegoś więcej. To małe miasteczko posiadało swój niewątpliwy urok i charakter – ale było też wiele innych miast równie urokliwych i być może nawet bardziej charakternych od niego. Riddy chciała je zobaczyć. Jeśli nie wszystkie (bo była realistką, umówmy się), to większość. Dlatego nie wahała się, kiedy została przyjęta na Ontario Tech University na wydział technologiczny. Było wystarczająco daleko od domu, aby czuła, że może robić wszystko, co chciała. I właśnie to robiła.
- Nie możesz tak po prostu odejść z dnia na dzień, Riddy, jesteś tu potrzebna. Nie możesz się tak zachować wobec teamu…
Długo nad tym myślała. Odczuwała w sobie silne poczucie solidarności wobec ludzi, z którymi pracowała. Lubiła Oshawę. Poznała tu wiele osób, z którymi lubiła spędzać czas. Z kolei wielkość tego miasta i jego duża ilość barów zapewniały jej wystarczająco małe prawdopodobieństwo trafienia przypadkiem na kogoś, z kim czasu spędzać nie chciała. Tylko że nie mogła tam dłużej zostać. To było dobrych kilka lat. Może mogłaby stwierdzić, że wiele się podczas nich nauczyła, ale… Nie była do końca przekonana, czy to rzeczywiście jest prawdą. Nadal czuła się tak samo głupia i nieodpowiedzialna jak wtedy, gdy przyjechała tu na studia. Nadal dawała się ponosić imprezom, nie dbając o jutro, wdawała się w podejrzane relacje, bo akurat w danej chwili wydawały jej się interesujące i nadal przeżywała dzień za dniem, nie mając bladego pojęcia, co robi – a po prostu improwizując. Nie dorastała. Nie chciała. Nie była też pewna, czy faktycznie chce wyjechać i wrócić do Tobermory. Dlatego wybrala rozwiązanie pośrednie.
Toronto. Bar. Tym razem z tej drugiej strony, tej od nalewania drinków a nie ich picia. W końcu zawsze lubiła i rozumiała ludzi. Poza tym to miało być i tak tylko na chwilę...
- Nie możesz się tak zachowywać, masz prawie trzydzieści lat!
To nie tak, że nie słyszy. Owszem, docierają do niej słowa, mimo że muzyka wokół jest naprawdę głośna. Woli udawać, że jest niczego nieświadoma. Nie ma ochoty ani słuchać ani tym bardziej się tym przejmować. Bo co z tego, że ma prawie trzydzieści lat? Niby co to zmienia? Absolutnie nic. Nigdy niczego nie zmieniało. Od zawsze nie mogła się tak zachowywać i od zawsze właśnie tak się zachowywała – cokolwiek to tak miałoby znaczyć. Uśmiecha się tylko jak gdyby nigdy nic, zeskakuje z baru (to nie cud, że do tej pory nie ściągnął ją z niego siłą żaden ochroniarz – Riddy po prostu tam pracuje, a to nie jest jej pierwsze rodeo) i dopija resztkę piwa, po czym odstawia butelkę na ladę. Wszystko jest nieważne. Ten bar, to miasto, to nabrzeże, jej własne p r a w i e trzydzieści lat. Uśmiecha się, tańczy, jak gdyby jutra miało nie być. Potem jest na plaży. Nie wie nawet jak ani kiedy. Biegnie w kierunku wody, która zdaje się być tak spokojna o tej porze. Nic jej nie zatrzymuje – nawet te głosy gdzieś z tyłu, które nadal wołają, że jest już późno, że to niebezpieczne i że nie powinna się tak zachowywać. Unosi się na falach. Przez chwilę zastanawia się nad tym, czy gdzieś obok niej nie przepływa właśnie jakiś aligator. Lub meduza. Ewentualnie płaszczka. Tak naprawdę zawsze marzyła o spotkaniu żółwia, ale w tym klimacie to się raczej nie przytrafi, już się z tym pogodziła. Spogląda w nocne niebo. Chyba zaczyna świtać. Nie pozwala sobie zasnąć. Wychodzi na brzeg, gdzie układa się na plecach na piasku, której o tej porze zdążył stać się już chłodny. Przymyka oczy i wspomina o wszystkim tym, kim być nie powinna i jak nie powinna się była zachowywać…
Chciałaby powiedzieć, że ma to wszystko gdzieś. Ale to mogłaby nie być do końca prawda.
Czy tak będzie już zawsze?
Ma nadzieję, że nie. Ale nie wyklucza takiej możliwości.
Ciekawostki
♠ Świetnie czuje się we własnym towarzystwie i nie potrzebuje chłopa do szczęścia - no, chyba że takiego przelotnego (tj. do przelotu), wiadomo,♠ Potrafi sama wbić gwoździa, wkręcić żarówkę, odmalować ściany i zatankować samochód. Umie nawet otworzyć sobie sama drzwi. Szokująca sprawa. Docenia jednak, kiedy ktoś chce to zrobić za nią, uważa to za podstawę uprzejmości,
♠ Uwielbia starą rockową muzykę i stare filmy (szczególne miejsce w jej sercu zajmuje Casablanca),
♠ Posiada prawo jazdy na motor, ale od dawna z niego nie korzystała i nawet nie ma motoru,
♠ Królowa karaoke. W swoim własnym mniemaniu oczywiście,
♠ Bardzo lubi też DIY i wszelkiego rodzaju rękodzieło,
♠ Nie wierzy w horoskopy, przeznaczenie i uważa, że każdy znak jest tylko nadmiernie interpretowanym przypadkiem, nic poza tym,
♠ Jeśli jednak chodzi o duchy, ma nieco inne przekonania... Woli nie igrać ze światem nadprzyrodzonym,
♠ Chce przeżyć jak najwięcej, jak najszybciej - sky is the limit,
♠ Pisze się na większość przygód i wyzwań, bo dlaczego miałaby je przespać?
♠ A spać lubi. Nie funkcjonuje rano bez dużego wiadra kawy i zdecydowanie lepiej działa jej się w godzinach popołudniowo-wieczornych niż tych wczesno-porannych. Bo kto w ogóle wymyślił te całe poranki? Szaleństwo totalne.
zgoda na powielanie imienia
niezgoda na powielanie pseudonimu
nieZgody MG
poziom ingerencji
średnizgoda na śmierć postaci
niezgoda na trwałe okaleczenie
niezgoda na nieuleczalną chorobę postaci
niezgoda na uleczalne urazy postaci
takzgoda na utratę majątku postaci
takzgoda na utratę posady postaci
nie