sprawa męskiej wywłoki
: wt lut 10, 2026 8:13 pm
Zdecydowałem się poprowadzić sprawę dziada Kovalskiego bo tak po prawdzie chociaż pierwsze emocje względem Charlotte już trochę opadły to nadal miałem do niej ogromny żal. Nie chciałem jej oglądać, więc zręcznie unikałem spotkań na klatce i właściwie gdziekolwiek, ale nie czułem już takiej złości jak podczas naszego ostatniego spotkania, które nota bene wcale nie było tak dawno temu. Zrozumiałem także, że zniszczenie jej matki donikąd mnie nie doprowadzi, a może tylko sprawić, że będę miał wyrzuty sumienia. Ale słowo się rzekło i zostałem prawnikiem, który miał reprezentować Gustava na sali sądowej. Szczerze? Olewałem to czy wygramy czy nie, właściwie byłbym nawet rad, gdybym jednak przegrał, nie zależało mi na tym czy będzie mnie lubił albo chociaż szanował, bo prawda była taka, że co bym nie zrobił to i tak patrzył na mnie z nieukrywaną pogardą. Ja chętnie poszedłbym na ugodę, jedna sprawa, załatwienie formalności i nara, ale facet kategorycznie odrzucił moją propozycję jasno dając mi do zrozumienia, że liczy na to, że uda nam się puścić szanowną (chociaż sam nie miał do niej szacunku za grosz) małżonkę z torbami. Był jebanym złamasem i w duchu naprawdę kibicowałem drugiej stronie. Nawet mi się nie chciało starać, a każde nasze spotkanie w cztery oczy było prawdziwą katorgą, sprawiało, że coraz mocniej miałem go dosyć. Gdyby nie namowy ciotki to jak matkę kocham chyba bym zrezygnował. Tylko, że mnie od małego wpajano, że rodzina jest najważniejsza, jaka by nie była i wierzyłem w to. Nie kontaktowałem się z rodzicami od czasu tego pieprzonego bankietu bo zwyczajnie bałem się pytań, które mogą paść, szczególnie od strony matki. Odrzucałem każde jej połączenie i pisałem krótkie, zdawkowe wiadomości typu nie mogę rozmawiać, mam dużo pracy, odezwę się później, tylko to później nie miało nastąpić aż do odwołania. Nie wiedziałem jakie podejście do całej sytuacji ma mój ojciec i chyba trochę się bałem dowiedzieć. Stoimy pod drzwiami pokoju numer 206, w którym miały odbyć się dzisiejsze negocjacje - To standardowa procedura, proszę za wiele nie mówić, ja występuje w Pana imieniu, panie Kovalski, podejrzewam, że druga strona będzie chciała iść na ugodę - zanim zdążę złączyć usta, on już wchodzi mi w zdanie - Żadnej ugody nie będzie, rozmawialiśmy już o tym - Boże, jeśli coś łączyło Charlotte z jej ojcem to chyba to, że obydwoje potrafili wyprowadzić mnie z równowagi. Mocno wciągam w płuca powietrze, w myślach powtarzając, że złość piękności szkodzi i nie warto - Tak, rozumiem, wiem o tym, chociaż nie ukrywam, że to by była najsensowniejsza opcja - jebany śmieciu. Nie czarujmy się, przecież to on był winny rozpadu małżeństwa i jeśli tamta kobieta znajdzie prawnika, który był chociaż trochę mądrzejszy niż mój lewy but, to udowodnią to z łatwością. Właściwie nas ratowała chyba tylko intercyza, pieprzony skurwiel zabezpieczył się zawczasu. Jednak nawet to nie gwarantowało puszczenia jej z torbami, właściwie po cichu liczyłem na to, że sąd przyzna jej odpowiednie alimenty, na tyle wysokie żeby Guciowi poszły w pięty. Zerkam na nadgarstek, z przyzwyczajenia, bo nie mam zegarka. Mój Rolex zapadł się pod ziemię i ta sprawa również spędzała mi sen z powiek, ale nie warto się nad tym rozwodzić. Unoszę spojrzenie na zegar umieszczony na ścianie ponad drzwiami. Druga strona zaraz powinna tu być. Po cichu liczyłem na to, że Lotta nie będzie chciała uczestniczyć w negocjacjach, chociaż oczywiście miała prawo wspierać swoją matkę. Niemniej nie byłem gotów spojrzeć jej w twarz, szczególnie, że nie zamierzałem przepraszać, skoro to ona pierwsza wytoczyła mi wojnę.
Charlotte Kovalski
Charlotte Kovalski