La Palma
: czw lut 19, 2026 6:11 pm
William N. Patel
Spokój. To właśnie niego poszukiwała Charlotte po rozwodzie rodziców i z tego powodu zdecydowała się na najmniej turystyczną wśród wszystkich wysp kanaryjskich. Czarne, piaszczyste plaże, piękne klify oraz sosnowe lasy wydawały się być wystarczającą zachętą, by skryć się przed całym światem. Chyba tego potrzebowała. Zniknąć i ukryć się, póki tylko jeszcze miała resztki zdrowia psychicznego.
Los w ciągu ostatniego roku wystarczająco z niej drwił. Sprawa rodzinna ciągnęła się od lipca, dając jej dotkliwie w kość. Wpierw same rewelacje związane z rozwodem oraz podejmowanie pierwszy wręcz losowych kroków. Zniknięcie z radarów jej rodzeństwa wcale nie polepszało całej sytuacji.
Może nawet przez krótką chwilę miała nadzieję, że wszystko się poukłada, gdy poznała przystojnego prokuratora. Lubiła grać przeciwnej stronie na nosie, stąd założyła się z nim o randkę. Był jeszcze większym ponurakiem od niej, ale gdy tańczyli, czy jak grał jej na pianinie, to zobaczyła w nim kogoś więcej. Tylko i to się dość szybko pochrzaniło. Czuła wobec niego chłód, umiejętnie próbował trzymać ją na dystans, kiedy ona potrzebowała ciepła. Przytulenia, pocałunku jakiegokolwiek znaku, że zaczyna mu na niej zależeć. Tylko i tu wszystko się pochrzaniło, kiedy została przymuszona zniszczyć mu sprawę w zastępstwie. Dodatkowo musiała to zrobić w najbardziej paskudny sposób, którego sama normalnie by nie użyła. Za to zniszczyła Lennoxowi karierę, reputację, dodając uroczą naklejką załamanie nerwowe. Sama czuła się zdradzona, bo dla niej było to największe upokorzenie, jakie przeżyła. O, jak grubo się myliła. Na domiar złego, kiedy już się pogodzili, on zniknął.
A wtedy pojawił się on, źródło jej największych życiowych problemów oraz przyczyna największego upokorzenia życia. O ile wcześniej myślała, że sąsiad jest po prostu wkurwiający, tak ostatnio zmieniła zdanie. Mogła mieć sentyment do sylwestrowej nocy, czy do układania wspólnie tarota. Nawet te drobne afery, czy wysadzanie mu toalety przez środki przeczyszczające. Ba, pojechała do jego rodziców i choć miała w tym niecny plan, to zaczynało jej zależeć. Tylko jeden bankiet był w stanie przekreślić wszystko. Zostanie prawnikiem jej ojca, przepytywanie jej w trakcie rozprawy, czy... przekupstwo sędziego. Nie potrafiła w żaden racjonalny sposób tego wytłumaczyć. Na pewno go nienawidziła i na pewno nie chciała go widzieć. Takim sposobem znalazła się tutaj.
W pięciogwiazdkowym hotelu próbując zregenerować się na leżaku z drinkiem. Nawet jeśli William postanowiłby gdzieś wyjechać, to wątpiła, że wybierze najmniej uczęszczany kierunek ze wszystkich wysp kanaryjskich. Nie była tak imprezowa, choć znajdowały się tu odpowiednie miejsca, jeśli człowiek potrafił je znaleźć. Turystów przyciągał wiecznie dymiący wulkan, który pięć lat temu wybuchł. Erupcja zostawiła ślad na całej wyspie, a jednak krajobraz był cały czas zaskakująco piękny. Zaskakujący byli też przystojni wyspiarze, z którymi Charlotte wychodziła co noc do baru blisko hotelu. W zasadzie nigdy nie zastanawiała się nad własnym bezpieczeństwem.
Śpiewała, piła, jadła. Te trzy rzeczy wydawały się cały czas stale zmieniać co noc. Jednym z nich była nawet... zauroczona? Miał piękne, czarne loczki, czarujący uśmiech oraz ciemne, brązowe tęczówki, w które mogłaby się wpatrywać całymi godzinami. Jednego wieczoru zaprosił ją sam na drinka, a ona postanowiła się zgodzić bez żadnego mrugnięcia okiem. Zgodziła się i naprawdę bardzo dobrze się bawiła. Śmiała się głośno, gdy karmili się lokalnymi owocami, popijając margaritę. Jednak wiadomo kobieta musi iść na jakiś czas przypudrować nosek, poprawić strój i Lotte też to zrobiła. Zniknęła z horyzontu, gdy Pablo, bo tak się nazywał ten Hiszpan, nasypał jej coś do drinka. Nic nie wiedząca Kovalski wróciła, a w ciągu rozmowy zdążyła go wypić.
I sama nie wiedziała, czy ten drink był tak mocny, czy za mało dzisiaj zjadła. Normalnie potrafiła wypić w opór alkoholu, a zaczęła czuć się po ciężkim melanżu. Świat wydawał się być dla niej wolniejszy, spowolnił, a wszystko wyglądało, jakby włączyła wolniejsze odtwarzanie. Powieki zaczęły stawać się coraz cięższe. Kolejny drink już nie wszedł tak dobrze, miała problem z trafieniem słomką do ust. Mimo to cały czas się uśmiechała, potakiwała, choć wraz z każdą upływającą minuta coraz bardziej traciła świadomość tego, co się działo dookoła niej. Traciła wraz z każdą chwilą koncentrację. Nie mogła skupić się ani na rozmówcy, ani na czym co działo się dookoła niej.
Spokój. To właśnie niego poszukiwała Charlotte po rozwodzie rodziców i z tego powodu zdecydowała się na najmniej turystyczną wśród wszystkich wysp kanaryjskich. Czarne, piaszczyste plaże, piękne klify oraz sosnowe lasy wydawały się być wystarczającą zachętą, by skryć się przed całym światem. Chyba tego potrzebowała. Zniknąć i ukryć się, póki tylko jeszcze miała resztki zdrowia psychicznego.
Los w ciągu ostatniego roku wystarczająco z niej drwił. Sprawa rodzinna ciągnęła się od lipca, dając jej dotkliwie w kość. Wpierw same rewelacje związane z rozwodem oraz podejmowanie pierwszy wręcz losowych kroków. Zniknięcie z radarów jej rodzeństwa wcale nie polepszało całej sytuacji.
Może nawet przez krótką chwilę miała nadzieję, że wszystko się poukłada, gdy poznała przystojnego prokuratora. Lubiła grać przeciwnej stronie na nosie, stąd założyła się z nim o randkę. Był jeszcze większym ponurakiem od niej, ale gdy tańczyli, czy jak grał jej na pianinie, to zobaczyła w nim kogoś więcej. Tylko i to się dość szybko pochrzaniło. Czuła wobec niego chłód, umiejętnie próbował trzymać ją na dystans, kiedy ona potrzebowała ciepła. Przytulenia, pocałunku jakiegokolwiek znaku, że zaczyna mu na niej zależeć. Tylko i tu wszystko się pochrzaniło, kiedy została przymuszona zniszczyć mu sprawę w zastępstwie. Dodatkowo musiała to zrobić w najbardziej paskudny sposób, którego sama normalnie by nie użyła. Za to zniszczyła Lennoxowi karierę, reputację, dodając uroczą naklejką załamanie nerwowe. Sama czuła się zdradzona, bo dla niej było to największe upokorzenie, jakie przeżyła. O, jak grubo się myliła. Na domiar złego, kiedy już się pogodzili, on zniknął.
A wtedy pojawił się on, źródło jej największych życiowych problemów oraz przyczyna największego upokorzenia życia. O ile wcześniej myślała, że sąsiad jest po prostu wkurwiający, tak ostatnio zmieniła zdanie. Mogła mieć sentyment do sylwestrowej nocy, czy do układania wspólnie tarota. Nawet te drobne afery, czy wysadzanie mu toalety przez środki przeczyszczające. Ba, pojechała do jego rodziców i choć miała w tym niecny plan, to zaczynało jej zależeć. Tylko jeden bankiet był w stanie przekreślić wszystko. Zostanie prawnikiem jej ojca, przepytywanie jej w trakcie rozprawy, czy... przekupstwo sędziego. Nie potrafiła w żaden racjonalny sposób tego wytłumaczyć. Na pewno go nienawidziła i na pewno nie chciała go widzieć. Takim sposobem znalazła się tutaj.
W pięciogwiazdkowym hotelu próbując zregenerować się na leżaku z drinkiem. Nawet jeśli William postanowiłby gdzieś wyjechać, to wątpiła, że wybierze najmniej uczęszczany kierunek ze wszystkich wysp kanaryjskich. Nie była tak imprezowa, choć znajdowały się tu odpowiednie miejsca, jeśli człowiek potrafił je znaleźć. Turystów przyciągał wiecznie dymiący wulkan, który pięć lat temu wybuchł. Erupcja zostawiła ślad na całej wyspie, a jednak krajobraz był cały czas zaskakująco piękny. Zaskakujący byli też przystojni wyspiarze, z którymi Charlotte wychodziła co noc do baru blisko hotelu. W zasadzie nigdy nie zastanawiała się nad własnym bezpieczeństwem.
Śpiewała, piła, jadła. Te trzy rzeczy wydawały się cały czas stale zmieniać co noc. Jednym z nich była nawet... zauroczona? Miał piękne, czarne loczki, czarujący uśmiech oraz ciemne, brązowe tęczówki, w które mogłaby się wpatrywać całymi godzinami. Jednego wieczoru zaprosił ją sam na drinka, a ona postanowiła się zgodzić bez żadnego mrugnięcia okiem. Zgodziła się i naprawdę bardzo dobrze się bawiła. Śmiała się głośno, gdy karmili się lokalnymi owocami, popijając margaritę. Jednak wiadomo kobieta musi iść na jakiś czas przypudrować nosek, poprawić strój i Lotte też to zrobiła. Zniknęła z horyzontu, gdy Pablo, bo tak się nazywał ten Hiszpan, nasypał jej coś do drinka. Nic nie wiedząca Kovalski wróciła, a w ciągu rozmowy zdążyła go wypić.
I sama nie wiedziała, czy ten drink był tak mocny, czy za mało dzisiaj zjadła. Normalnie potrafiła wypić w opór alkoholu, a zaczęła czuć się po ciężkim melanżu. Świat wydawał się być dla niej wolniejszy, spowolnił, a wszystko wyglądało, jakby włączyła wolniejsze odtwarzanie. Powieki zaczęły stawać się coraz cięższe. Kolejny drink już nie wszedł tak dobrze, miała problem z trafieniem słomką do ust. Mimo to cały czas się uśmiechała, potakiwała, choć wraz z każdą upływającą minuta coraz bardziej traciła świadomość tego, co się działo dookoła niej. Traciła wraz z każdą chwilą koncentrację. Nie mogła skupić się ani na rozmówcy, ani na czym co działo się dookoła niej.