Cassandra Layton
: pn lut 23, 2026 10:15 pm
CASSANDRA LAYTON

data i miejsce urodzenia
13.05.1999 Torontozaimki
Żeńskiezawód
Krupierka oraz kasjerka kasynowa, dorabia tańczącmiejsce pracy
Casino & Racetrack Woodbine/The Painted Ladyorientacja
Biseksualnadzielnica mieszkalna
Parkdalepobyt w toronto
Od urodzenia z krótką przerwąumiejętności
Wysportowana; od dziecka trenowała łyżwiarstwo figurowe na poziomie umożliwiającym start olimpijski. Tańczy i biega długodystansowo. Potrafi posługiwać się bronią palną. Płynnie mówi po hiszpańsku, zna niemiecki na poziomie komunikatywnym. Posiada prawo jazdy i prowadzi bardzo pewnie. Szybko liczy i sprawnie operuje gotówką. Przekonująca w rozmowie, potrafi negocjować i manipulować emocjami; umie płakać na zawołanie i skutecznie kłamać. Ma wyczucie stylu i potrafi wykorzystać swój wygląd. Szybko się uczy, jest sprytna i uważnie obserwuje ludzi. Wierna jak pies wobec ludzi, którym ufa. Dla rodziny zrobi wszystko.słabości
Impulsywna i wybuchowa. Nieufna wobec obcych, szczególnie mężczyzn, a jednocześnie bywa lekkomyślna. Czerwone flagi widzi jako wyzwanie. Szybko wpada w nieodpowiednie towarzystwo lub raczej jest takim towarzystwem. Wciąż zmaga się z traumą, co czasem prowadzi do utraty kontroli. Cierpi na bezsenność. Spóźnialska i zapominalska. Choć dobrze prowadzi, ma na koncie kilka stłuczek. Uparta, trudna do przekonania, nie uznaje autorytetów. Ma trudność z proszeniem o pomoc i nadmiernie polega na sobie. Wulgarna, skłonna do konfliktów. Moralnie niejednoznaczna, skłonność do nihilizmu. Źle znosi bezczynność, tworzy chaos dookoła siebie z zwykłej nudy.
No dobrze, Cassandra. Może opowiesz mi coś o swoim dzieciństwie?
Nie wiem, co jest tutaj do opowiadania.
Pochodzisz stąd? Miałaś dobre relacje z rodzicami, swoimi rówieśnikami?
Urodziłam się i wychowałam tutaj, w Toronto. Pewnie chciałby pan usłyszeć jakąś drastyczną historię, jak mi było źle w życiu, ale tak nie było. Moi rodzice się bardzo kochali, kochali mnie. Miałam dużo przyjaciół, z niektórymi do tej pory mam kontakt. Dobrze wspominam tamten czas. W domu zawsze pachniało ciastem, moja mama uwielbiała piec i gotować. Tato pracował bardzo ciężko. Nigdy mi niczego nie brakowało, mieliśmy mały dom, skromny, ciepły, rodzinny. Jeździliśmy na wakacje za granicę. Niczego mi nigdy nie odmówiono. Spędzaliśmy wspólnie czas, co niedzielę byliśmy w kościele całą rodziną. Miałam dużo wujków, pracowali w firmie taty. Każdy znał mojego ojca, traktowali go z szacunkiem i zaufaniem. Mama zabierała mnie na lodowisko, uwielbiałam tam spędzać czas. Kochałam to miejsce, wtedy też zaczęłam się interesować łyżwiarstwem, tato zapisał mnie do klubu, załatwił trenera.
Jak wspominasz szkołę?
Zależy. Miałam dobre oceny, jeśli o to panu chodzi. Lubiłam poznawać inne dzieci, bawić się z nimi na przerwach. Nie lubiłam nauczycieli i chyba z wzajemnością. Mówili, że jestem niesforna, nie słucham tego, co się do mnie mówi. Nie wiem, ciężko było mi usiedzieć tyle czasu, to było nudne. Nie mówili nic ciekawego, wolałam uczyć się z mamą. Mama była, jest najmądrzejszą osobą, jaką znam. Potrafiła mówić o wszystkim z taką pasją, że każdy jej słuchał. Uczyła mnie o innych kulturach, religiach.
Mam tutaj informację o tym, jak w wieku dziesięciu lat trafiłaś do opieki społecznej. Twoja matka zachorowała, twój ojciec odbył karę pozbawienia wolności. Mogłabyś mi coś więcej opowiedzieć o tym?
Mama… Mama zachorowała. Nie rozumiałam wtedy, czym jest schizofrenia. Ja pamiętam, jak jednego dnia była, a drugiego jej zabrakło. Jakby ktoś podmienił mi matkę. To nie była ta sama kobieta, która mnie wychowywała. Coś, ktoś zabrało z niej całą miłość, nadzieję, światło. Wyszła w środku nocy, boso, znaleźli ją sąsiedzi. Mnie obudziły krzyki, zamieszanie. Mało pamiętam z tej nocy, wyraźniej pamiętam dzień, w którym przyszli po tatę. Krzyczał bardzo głośno, że jest z dzieckiem i chorą żoną, a oni i tak zrobili wszystko tak gwałtownie, nagle. Nie dali mi się nawet z nim pożegnać. Mamę też zabrali, płakała tak bardzo, ja też. Nie rozumiałam, co się dzieje, nikt nie chciał mi odpowiedzieć. Potem przyprowadzili jakąś kobietę, która pomogła mi się spakować. Mówiła coś do mnie, pamiętam to, jak poruszała ustami, ale ja ogłuchłam na kilka godzin, nie słyszałam w ogóle co mówiła.
Musiało ci być bardzo ciężko, zmiana środowiska, utrata rodziców.
Nie straciłam ich, to ktoś zadecydował, że nie mogą się mną opiekować. Nie było tak źle, dopóki nie kazali mi się bawić w dom z innymi rodzinami. Nie lubiłam tamtych dzieciaków, ciągle mi próbowali wmówić, że zostanę już tutaj, dopóki nie będę dorosła. Te starsze zawsze się śmiały ze mnie, że jestem naiwna, ale wiedziałam, że oni mnie nie porzucili. Było ciężej, ale nie było źle. Wciąż mogłam jeździć na treningi, uznali, że jest to kluczowe w podtrzymaniu mojej poczytalności czy czegoś. Miałam sponsorów. Wie pan, pomimo tego zawsze wiedziałam, że ktoś jeszcze się mną opiekuje. Jak mówiłam, miałam liczną rodzinę, przychodzili na moje występy, pytali, czy wszystko u mnie dobrze. Moi rodzice nigdy nie byli problemem, problemem było to, że mnie od nich zabrano. Tato wrócił, obiecał mi to i dotrzymał słowa. Wtedy już wszystko wróciło do normy.
I jaka to była norma?
Normalne życie. Chodziłam do liceum, na treningi. Tato załatwił lepszego trenera, kupował najlepsze stroje. Mama raz była, raz nie. Pilnowałam, by zażywała swoje lekarstwa, ale to zawsze była loteria. Czasami nic nie jadła, nie piła, trzeba było ją zmuszać. Ale tato był, opiekował się nią. Tłumaczył mi, że potrzebuje nas teraz bardziej niż kiedyś. Był w domu tak długo, jak mógł, ale musiał zarobić na utrzymanie nas. Pomagałam mu, ile mogłam, ale on wolał, bym się skupiła na sobie, na treningach.
Jak ci się udało to wszystko połączyć? Dom, problemy z mamą, treningi.
Normalnie. Wstawałam wcześnie rano, robiłam to, co muszę, i tyle. Nigdy nie było w tym większej filozofii, ja naprawdę kochałam to, co robię. Byłam zawsze dobra, ale wtedy byłam jedną z najlepszych. Gdy tato wrócił, moja „kariera” nabrała rozpędu. Tylko to wymagało dużo dyscypliny. Presja była spora, a każdy mi mówił, że niektórzy by umarli, by mieć takie możliwości jak ja. Czasami miałam wrażenie, że właśnie tego ode mnie chcą, fizycznego poświęcenia, złożenia ofiary. Było mi ciężko, ale tego chciałam. Chciałam startować na igrzyskach, miałam szansę, ale nigdy tam nie dotarłam. Wszyscy mi mówili, że wrócę z medalem.
Co się stało?
Nic, zmieniłam zdanie.
Tak po prostu?
Czemu ludzie ciągle mnie o to pytają? Tak, miałam pojechać na igrzyska, nie pojechałam, czemu każdy mi przypomina o tym? Wszyscy zakładają, że łatwo mi było porzucić coś, na co pracowałam całe moje życie, ale ja już dłużej nie mogłam tak, ja nie chciałam. To nie było takie kolorowe, błyszczące, jak wy to widzicie. Wiem, że nawaliłam, że najprawdopodobniej zmarnowałam moją jedyną szansę, ale ja już tam nigdy nie wrócę. Nie mogę.
Czemu nie możesz?
Nie chcę o tym mówić, proszę, nie każcie mi o tym mówić.
Cassandra, nikt cię do niczego nie zmusza. Ja tylko chcę ci udzielić pomocy, której potrzebujesz. Muszę przeprowadzić z tobą wywiad. Trafiłaś tutaj, ponieważ ktoś cię znalazł nieprzytomną. Zażyłaś leki swojej mamy. Miałaś na sobie liczne rany cięte, a także siniaki.
Co mam panu na to odpowiedzieć? Przeprosić? Tłumaczyłam, pomyliłam opakowanie, myślałam, że to nasenne. Było mi po prostu przykro, bardzo za nim tęsknię i ciężko mi jest bez niego. Odszedł kolejny raz bez pożegnania. Tylko tym razem na dobre i już nigdy nie wróci do mnie, a ja miałam mu jeszcze tyle do powiedzenia. Ktoś go zamordował, jak ludzie w ogóle mogą robić takie rzeczy? Nie pomyśleli, że ma żonę, córkę, która go potrzebuje teraz bardziej niż kiedykolwiek? To moja wina. Powiedziałam mu o trenerze o tym co robił, zobaczył te siniaki, był taki zły. Zadzwonił do wujka, krzyczał jak opętany. Płakał, przepraszał mnie, że nie zauważył, że gdyby wiedział, to dawno temu mnie stamtąd zabrał. Ja tylko chciałam, by mnie wysłuchał, by mi pomógł, ale on nie myślał trzeźwo. Wyjechał, ja zostałam sama w domu, mama jest na oddziale zamkniętym. Później zapukali policjanci, przekazali mi wieści. Wszystkim było, kurwa, tak przykro, każdy mi tak współczuł, a ja czułam się winna temu wszystkiemu. Gdybym się zamknęła, zacisnęła zęby i przeczekała ten jeden miesiąc, pojechała na igrzyska, to on pewnie by wtedy nie wyjechał… Czy to koniec? Mogę już stąd wyjść? Proszę, nie chcę więcej o tym rozmawiać, proszę. Proszę.
Tak, wrócimy do tego jutro.
Dziękuję.
Nie wiem, co jest tutaj do opowiadania.
Pochodzisz stąd? Miałaś dobre relacje z rodzicami, swoimi rówieśnikami?
Urodziłam się i wychowałam tutaj, w Toronto. Pewnie chciałby pan usłyszeć jakąś drastyczną historię, jak mi było źle w życiu, ale tak nie było. Moi rodzice się bardzo kochali, kochali mnie. Miałam dużo przyjaciół, z niektórymi do tej pory mam kontakt. Dobrze wspominam tamten czas. W domu zawsze pachniało ciastem, moja mama uwielbiała piec i gotować. Tato pracował bardzo ciężko. Nigdy mi niczego nie brakowało, mieliśmy mały dom, skromny, ciepły, rodzinny. Jeździliśmy na wakacje za granicę. Niczego mi nigdy nie odmówiono. Spędzaliśmy wspólnie czas, co niedzielę byliśmy w kościele całą rodziną. Miałam dużo wujków, pracowali w firmie taty. Każdy znał mojego ojca, traktowali go z szacunkiem i zaufaniem. Mama zabierała mnie na lodowisko, uwielbiałam tam spędzać czas. Kochałam to miejsce, wtedy też zaczęłam się interesować łyżwiarstwem, tato zapisał mnie do klubu, załatwił trenera.
Jak wspominasz szkołę?
Zależy. Miałam dobre oceny, jeśli o to panu chodzi. Lubiłam poznawać inne dzieci, bawić się z nimi na przerwach. Nie lubiłam nauczycieli i chyba z wzajemnością. Mówili, że jestem niesforna, nie słucham tego, co się do mnie mówi. Nie wiem, ciężko było mi usiedzieć tyle czasu, to było nudne. Nie mówili nic ciekawego, wolałam uczyć się z mamą. Mama była, jest najmądrzejszą osobą, jaką znam. Potrafiła mówić o wszystkim z taką pasją, że każdy jej słuchał. Uczyła mnie o innych kulturach, religiach.
Mam tutaj informację o tym, jak w wieku dziesięciu lat trafiłaś do opieki społecznej. Twoja matka zachorowała, twój ojciec odbył karę pozbawienia wolności. Mogłabyś mi coś więcej opowiedzieć o tym?
Mama… Mama zachorowała. Nie rozumiałam wtedy, czym jest schizofrenia. Ja pamiętam, jak jednego dnia była, a drugiego jej zabrakło. Jakby ktoś podmienił mi matkę. To nie była ta sama kobieta, która mnie wychowywała. Coś, ktoś zabrało z niej całą miłość, nadzieję, światło. Wyszła w środku nocy, boso, znaleźli ją sąsiedzi. Mnie obudziły krzyki, zamieszanie. Mało pamiętam z tej nocy, wyraźniej pamiętam dzień, w którym przyszli po tatę. Krzyczał bardzo głośno, że jest z dzieckiem i chorą żoną, a oni i tak zrobili wszystko tak gwałtownie, nagle. Nie dali mi się nawet z nim pożegnać. Mamę też zabrali, płakała tak bardzo, ja też. Nie rozumiałam, co się dzieje, nikt nie chciał mi odpowiedzieć. Potem przyprowadzili jakąś kobietę, która pomogła mi się spakować. Mówiła coś do mnie, pamiętam to, jak poruszała ustami, ale ja ogłuchłam na kilka godzin, nie słyszałam w ogóle co mówiła.
Musiało ci być bardzo ciężko, zmiana środowiska, utrata rodziców.
Nie straciłam ich, to ktoś zadecydował, że nie mogą się mną opiekować. Nie było tak źle, dopóki nie kazali mi się bawić w dom z innymi rodzinami. Nie lubiłam tamtych dzieciaków, ciągle mi próbowali wmówić, że zostanę już tutaj, dopóki nie będę dorosła. Te starsze zawsze się śmiały ze mnie, że jestem naiwna, ale wiedziałam, że oni mnie nie porzucili. Było ciężej, ale nie było źle. Wciąż mogłam jeździć na treningi, uznali, że jest to kluczowe w podtrzymaniu mojej poczytalności czy czegoś. Miałam sponsorów. Wie pan, pomimo tego zawsze wiedziałam, że ktoś jeszcze się mną opiekuje. Jak mówiłam, miałam liczną rodzinę, przychodzili na moje występy, pytali, czy wszystko u mnie dobrze. Moi rodzice nigdy nie byli problemem, problemem było to, że mnie od nich zabrano. Tato wrócił, obiecał mi to i dotrzymał słowa. Wtedy już wszystko wróciło do normy.
I jaka to była norma?
Normalne życie. Chodziłam do liceum, na treningi. Tato załatwił lepszego trenera, kupował najlepsze stroje. Mama raz była, raz nie. Pilnowałam, by zażywała swoje lekarstwa, ale to zawsze była loteria. Czasami nic nie jadła, nie piła, trzeba było ją zmuszać. Ale tato był, opiekował się nią. Tłumaczył mi, że potrzebuje nas teraz bardziej niż kiedyś. Był w domu tak długo, jak mógł, ale musiał zarobić na utrzymanie nas. Pomagałam mu, ile mogłam, ale on wolał, bym się skupiła na sobie, na treningach.
Jak ci się udało to wszystko połączyć? Dom, problemy z mamą, treningi.
Normalnie. Wstawałam wcześnie rano, robiłam to, co muszę, i tyle. Nigdy nie było w tym większej filozofii, ja naprawdę kochałam to, co robię. Byłam zawsze dobra, ale wtedy byłam jedną z najlepszych. Gdy tato wrócił, moja „kariera” nabrała rozpędu. Tylko to wymagało dużo dyscypliny. Presja była spora, a każdy mi mówił, że niektórzy by umarli, by mieć takie możliwości jak ja. Czasami miałam wrażenie, że właśnie tego ode mnie chcą, fizycznego poświęcenia, złożenia ofiary. Było mi ciężko, ale tego chciałam. Chciałam startować na igrzyskach, miałam szansę, ale nigdy tam nie dotarłam. Wszyscy mi mówili, że wrócę z medalem.
Co się stało?
Nic, zmieniłam zdanie.
Tak po prostu?
Czemu ludzie ciągle mnie o to pytają? Tak, miałam pojechać na igrzyska, nie pojechałam, czemu każdy mi przypomina o tym? Wszyscy zakładają, że łatwo mi było porzucić coś, na co pracowałam całe moje życie, ale ja już dłużej nie mogłam tak, ja nie chciałam. To nie było takie kolorowe, błyszczące, jak wy to widzicie. Wiem, że nawaliłam, że najprawdopodobniej zmarnowałam moją jedyną szansę, ale ja już tam nigdy nie wrócę. Nie mogę.
Czemu nie możesz?
Nie chcę o tym mówić, proszę, nie każcie mi o tym mówić.
Cassandra, nikt cię do niczego nie zmusza. Ja tylko chcę ci udzielić pomocy, której potrzebujesz. Muszę przeprowadzić z tobą wywiad. Trafiłaś tutaj, ponieważ ktoś cię znalazł nieprzytomną. Zażyłaś leki swojej mamy. Miałaś na sobie liczne rany cięte, a także siniaki.
Co mam panu na to odpowiedzieć? Przeprosić? Tłumaczyłam, pomyliłam opakowanie, myślałam, że to nasenne. Było mi po prostu przykro, bardzo za nim tęsknię i ciężko mi jest bez niego. Odszedł kolejny raz bez pożegnania. Tylko tym razem na dobre i już nigdy nie wróci do mnie, a ja miałam mu jeszcze tyle do powiedzenia. Ktoś go zamordował, jak ludzie w ogóle mogą robić takie rzeczy? Nie pomyśleli, że ma żonę, córkę, która go potrzebuje teraz bardziej niż kiedykolwiek? To moja wina. Powiedziałam mu o trenerze o tym co robił, zobaczył te siniaki, był taki zły. Zadzwonił do wujka, krzyczał jak opętany. Płakał, przepraszał mnie, że nie zauważył, że gdyby wiedział, to dawno temu mnie stamtąd zabrał. Ja tylko chciałam, by mnie wysłuchał, by mi pomógł, ale on nie myślał trzeźwo. Wyjechał, ja zostałam sama w domu, mama jest na oddziale zamkniętym. Później zapukali policjanci, przekazali mi wieści. Wszystkim było, kurwa, tak przykro, każdy mi tak współczuł, a ja czułam się winna temu wszystkiemu. Gdybym się zamknęła, zacisnęła zęby i przeczekała ten jeden miesiąc, pojechała na igrzyska, to on pewnie by wtedy nie wyjechał… Czy to koniec? Mogę już stąd wyjść? Proszę, nie chcę więcej o tym rozmawiać, proszę. Proszę.
Tak, wrócimy do tego jutro.
Dziękuję.
zgoda na powielanie imienia
niezgoda na powielanie pseudonimu
nieZgody MG
poziom ingerencji
wysokizgoda na śmierć postaci
niezgoda na trwałe okaleczenie
niezgoda na nieuleczalną chorobę postaci
niezgoda na uleczalne urazy postaci
takzgoda na utratę majątku postaci
takzgoda na utratę posady postaci
tak