Strona 1 z 1

Carlos ''Cordero'' Salazar

: wt lut 24, 2026 6:10 pm
autor: Carlos Salazar
Carlos "Cordero" Salazar
Osacar Isaac
homeprofilebiopermits
Obrazek
data i miejsce urodzenia
17 listopada 1980, Escuinapa, Meksyk
zaimki
on/jego
zawód
Przemytnik, handlarz narkotykami i bronią, właściciel The Painted Lady
miejsce pracy
The Painted Lady
orientacja
Bisekusalny
dzielnica mieszkalna
Distillery District
pobyt w toronto
Dziesięć lat
umiejętności
Lojalny i skłonny do poświęceń dla bliskich. Niezwykle opanowany i odporny na czynniki stresogenne. Płynnie posługuje się hiszpańskim i angielskim, zna podstawy włoskiego. Potrafi być czarujący i pełen pasji, co zazwyczaj wykorzystuje, by kierować ludźmi. Świetny obserwator, bardzo wyczulony na zmiany stanu emocjonalnego rozmówcy. Potrafi posługiwać się bronią palną. Prawo jazdy G+, a także umiejętność jazdy konnej. Punktualny i sumienny we wszystkim co robi.
słabości
Pamiętliwy i skłonny do zemsty. Dysonans normatywny – wybór między moralnością i religią a sposobem w jaki żyje. Nieufny wobec ludzi, czasami wręcz paranoicznie spodziewa się zdrady. Boi się utraty kontroli i nienawidzi bezsensownej przemocy, choć w przeszłości po nią sięgał. Skłonności do rozładowywania napięcia poprzez alkohol, seks i autoagresję. Niezwykle uparty, ma problemy z przyznaniem się do błędu.
Czcij ojca swego
i matkę swoją
Meksyk pachniał jak jalapeño i kadziła rozpalane przez jego matkę. Był kolorowy i pełen życia, intensywny i dziki, nieokiełznany, skąpany w słońcu. Brzmiał jak śmiech dzieci i śpiew kobiet, tańczących w rytm przygrywających mariachi. Był domem, niedzielnym obiadem w towarzystwie rodziny, wielkim snem i niezapomnianą przygodą. Był dzwonami kościelnymi i cichą modlitwą, słodyczą na języku, gdy calavera de alfeñique rozpływały się w ustach, aksamitami, które przyzywały zmarłych na Día de Muertos, pozwalając im ucztować wśród bliskich.
Carlos był pierwszym i jedynym dzieckiem w rodzinie Salazar. Największym skarbem, który posiadali. Jego rodzice byli młodzi i radośni, pełni wiary w lepsze jutro, pomimo trudnych czasów, jakie nastały dla kraju. Matka była pobożną i łagodną kobietą, całkowicie oddaną wychowaniu syna. Pamięta jej ciepłe oczy i czułe dłonie, szeroką suknię, za którą krył się, gdy wpadł w kłopoty. Wciąż czuje różaniec, który wciskała do jego małych rączek, gdy prowadziła go na niedzielną mszę. Robiła najlepsze enchiladas jakie kiedykolwiek jadł i śpiewała tak cudownie, że chóry anielskie mogłyby pozazdrościć jej głosu. Padre był natomiast typowym machismo; mężczyzną pełnym dumy i siły, który czuwał nad rodziną, dbając o jej dobre imię i bezpieczeństwo. Choć nie potrafił w pełni okazywać miłości wobec syna, Carlos nigdy nie czuł się niechciany – podziwiał ojca za jego niezłomność i odwagę, za głębokie uczucie wobec swojej żony i ciężką pracę, jaką wkładał we wszystko co robił. Lata młodości były najlepszym okresem w jego życiu, do którego wraca z nieukrywaną nostalgią. Wtedy Meksyk był rajem, a przynajmniej tak widziały go dziecięce oczy.
Nie będziesz miał bogów
cudzych przede mną
Meksyk pachniał jak dym i przypalone mięso. Był brudny i ciemny, nieobliczalny, niebezpieczny nawet dla ludzi, którzy dobrze go znali. Brzmiał jak wystrzał z broni, który budził ze snu, jak krzyk kobiet i płacz dzieci. Był powoli upadającym imperium, gdzie pieniądz zamykał usta tym, którzy powinni być sprawiedliwi. Był czarnymi świecami rozpalanymi w imię zemsty, podobizną śmierci, smakiem krwi na języku i wyborem między małym i wielkim złem.
Lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte były niespokojnym czasem. Kryzys gospodarczy i katastrofy naturalne odbiły piętno na mieszkańcach Meksyku, a wojny między kartelami zbierały przerażające żniwo. Korupcja i niesprawiedliwość były niezwykle odczuwalne, a społeczeństwo zostało pozostawione przed przykrym faktem – było zdane na łaskę tych, którzy potrafili podporządkować sobie ludzi siłą. Religia przestała być ochroną i obietnicą; znaleźli się bogowie znacznie bardziej obiecujący i materialni, niż ten, który patrzył na nich z góry.
Carlos bardzo szybko przekonał się, że jego dzieciństwo było słodką ułudą. Rodzice chronili go przed przykrą rzeczywistością i robili to doskonale, ale nie potrafili czuwać nad nim w nieskończoność. Odwaga jego ojca, którego tak podziwiał, sprowadziła na niego śmierć; niesłuszną, przedwczesną, tak bardzo niepotrzebną. Narcos nie dbali o imiona tych, do których strzelali – jeśli ktoś stanowił przeszkodę, należało go usunąć. Przypadkowe ofiary nie miały twarzy, a wdowy i sieroty to niewielka cena za potęgę.
Nie
zabijaj
Musiał zapewnić byt sobie i matce, która po śmierci męża zdecydowanie przygasła. Życie nie stało przed nim otworem, tak jak sądził, gdy był dzieckiem. Bardzo szybko okazało się, że to nielegalna działalność przynosi największy zysk. Ryzyko? Przecież było obecne zawsze, niezależnie od tego, po której stronie stał. Wolał więc być u boku tych, którzy faktycznie posiadali jakąkolwiek władzę.
Nie należał do żadnego z karteli, choć bardzo długo współpracował z różnymi organizacjami przestępczymi. Wolał pozostawać neutralny i samodzielny tak długo jak było to możliwe. Powoli budował własną renomę jako handlarz i przemytnik. Nigdy nie dorównał żadnemu z narcos – nie dążył do tego, bo byli to ludzie zbyt niebezpieczni i nieprzewidywalni, wolał więc schodzić im z drogi i pozostawać w cieniu. Mówili o nim Cordero – baranek – co wpierw stanowiło prześmiewczy przydomek, wypominający Carlosowi jego litościwą i niekonfliktową naturę. Wkrótce jednak Crodero zaczęło brzmieć jak ostrzeżenie, gdy okazało się, że każda próba zaszkodzenia jemu lub jego bliskim spotykała się z chłodną zemstą.
Popołudniami modlił się z matką, trzymając w dłoni różaniec i rozpalał kadzidła, które tak uwielbiała. Gotował dla niej enchiladas, gdy brakowało jej sił, zawsze doprawiając je zbyt mocno. Przynosił kwiaty na grób ojca, wspominając go czule i wpłacał datki na ochronki dla sierot, chcąc ulżyć swojemu sumieniu. Nocą natomiast jego palce zaciskały się na broni, a on wysyłał kokainę do Stanów, które były nienasycone i rozpustne. Był takim samym grzesznikiem, jak oni wszyscy. Był sędzią i katem, kimś, kogo jako dziecko tak szczerze nienawidził.
Bóg jest sędzią sprawiedliwym
który za dobro wynagradza, a za zło karze
Jego matka odeszła, gdy miał trzydzieści trzy lata. Ona zapewne uznałaby to za znak, przecież tyle miał Chrystus, gdy umarł za grzechy świata. To niewątpliwe był dla Carlosa ciężki czas, a Meksyk, który znał i cenił, przestał być dla niego domem. Musiał znaleźć inne miejsce, które umożliwiłoby mu świeży start i pożegnanie się z bolesnymi wspomnieniami.
Zdobycie wizy do Kanady nie było prostym zadaniem. Był człowiekiem z ciemnej strony, jego obecność stanowiła raczej problem, aniżeli jakąkolwiek korzyść. Jego kontakty i środki zapewniały jednak możliwości, które wykorzystał, by ostatecznie osiąść w Toronto. Tam również tworzył swoje małe, narkotykowe imperium, współpracując z różnymi ludźmi, z czego pierwszą i ostatnią osobą, którą dopuścił blisko był Martin Layton. Jedyny gringo, który przypominał mu o meksykańskich wartościach – to lojalność wobec bliskich jest najważniejsza. Jego rodzina stała się rodziną Carlosa, niejako wypełniając pustkę, która towarzyszyła mu od czasu śmierci matki.
Bóg jednak karze za zło – bardzo dobrze wiedział ile Salazar wyrządził go przez lata. Martin został zamordowany, dokładnie tak przecież kończą ludzie, których życie od zawsze balansuje na cienkiej granicy śmierci. To była kolejna strata, z której Cordero nie potrafił się otrząsnąć. Zawiesił swoją działalność przestępczą, skupiając się na bardziej legalnym interesie – prowadzeniu The Painted Lady – i pomocy rodzinie, która straciła ojca i męża. Przecież kiedyś był dokładnie w tym samym punkcie, bez odwrotu, pełen goryczy, z chęcią zemsty. Był zobligowany do opieki nad nimi, obiecywał, że pozostaną bezpieczni i nietknięci. Miał być tym, który będzie stał pomiędzy nimi, a każdym, kto kiedykolwiek zdecyduje się podnieść na nich rękę.
I zapewne dzień sądu czeka również na niego. Tuż za rogiem, nosząc twarz Santa Muerte albo sprawiedliwego Boga. Może spotka się z matką i jego padre, a może trafi tam, gdzie trafiają wszyscy cabrones – do siódmego kręgu piekła, domu dla bluźnierców.

zgoda na powielanie imienia
nie
zgoda na powielanie pseudonimu
nie
Zgody MG
poziom ingerencji
wysoki
zgoda na śmierć postaci
nie
zgoda na trwałe okaleczenie
tak
zgoda na nieuleczalną chorobę postaci
tak
zgoda na uleczalne urazy postaci
tak
zgoda na utratę majątku postaci
tak
zgoda na utratę posady postaci
tak

Carlos ''Cordero'' Salazar

: czw lut 26, 2026 7:11 pm
autor: Maple Hearts
Witamy na forum Carlos Salazar
Dobra wiadomość – Twoja karta postaci została zaakceptowana i możemy powitać Cię po tej stronie kanadyjskiej granicy! Przypominamy, że na rozpoczęcie rozgrywki masz 7 dni! W temacie kto zagra? możesz znaleźć użytkowników, którzy chętnie Ci w tym pomogą. Jednocześnie zachęcamy do założenia relacji, kalendarza i informatora. Powodzenia w Toronto!

Carlos ''Cordero'' Salazar

: czw lut 26, 2026 7:12 pm
autor: Maple Hearts
ZDOBYTE TROFEA
ZDOBYTE NAGRODY


WYKORZYSTANE