Big Kahuna rzecze: na rodzinę możesz liczyć...
: czw lut 26, 2026 6:57 pm
...szczególnie jeśli jest z serca, a nie z krwi.
Od podjęcia decyzji do jej realizacji nie zawsze mija tylko kilka chwil. I chociaż Max był raczej działającą osobą, to jednak powrót na scenę nie był czymś, co było tematem lekkim. Jak to mawiał jego ojciec: „To trzeba na spokojnie usiąść i przemyśleć.”
Na pewno nie chciał powtórzyć błędów, które popełnił, budując swoją karierę i uznanie. Tym bardziej że już ulokował swoje zaufanie w osobie, która była zupełnie tego niegodna. Nic więc dziwnego, że chociaż decyzja pojawiła się już ponad dziesięć miesięcy temu, a w ostatnim wywiadzie, jaki Cece z nim przeprowadziła, sugerowali, że Max może taki powrót szykować, to Keale dalej był w fazie... Jakby to nazwać elegancko... procesu twórczego. Bardzo wstępnego procesu twórczego, który zazwyczaj wyglądał tak, że pozwalał swojej podświadomości pracować nad pomysłami i układać się samej ze sobą, podczas gdy on niczym dzieciak oddawał się uciechom.
Zdecydowanie odwlekał poważne wzięcie się za przygotowania show, chociaż sam do końca nie wiedział czemu. Więc kiedy Cece musiała pojechać na kilka dni, żeby popracować nad kolejnym wywiadem, Max zamiast standardowo wrócić na wieś, został w ich mieszkaniu w mieście i stwierdził, że popracuje. Old school. Kartka papieru i długopis. Ale po kilku godzinach gryzmolenia po papierze — bo nawet nie spisywania pomysłów — uznał, że najwyższy czas zaufać wewnętrznej fali twórczości i, ubrawszy się, wypłynął na łowy. Jego zwierzyną miała być whiskey, a jego canoe był Uber, ale koniec końców znalazł się w jednym z tych fancy lokali, gdzie srogo przepłacało się za przyjemność picia bursztynowego alkoholu.
Jakież było jego zaskoczenie, kiedy w trakcie pierwszej whisky Old Fashioned dosłyszał znajomy, słoneczny śmiech, a chwilę potem dostrzegł siostrę swojej żonki. Siostrę, która wydawała się być sama w tym lokalu, z dwoma facetami, których nie znał.
Gdzieś obudził się w nim od razu duch rekina, zaklęty w zębie noszonym na szyi, który zachował po ataku na jego deskę wiele lat temu. No, przynajmniej taka była narracja, bo nikt nie musiał wiedzieć, że pewnie znalazł ten ząb na plaży. Zresztą z nim nigdy nic nie wiadomo. Połowa jego historii to prawda! Tylko nie wiadomo która...
Nie podobali mu się. Byli śliscy. A Lottie była lekko podchmielona. Na tyle, że wolał jej nie zostawiać bez opieki.
- Shoots - mruknął pod nosem, dobrze wiedząc, jak to będzie wyglądało.
On będzie ratował dziewczynę, która wcale nie chce być ratowana. Ona będzie miała mu to za złe i, jak zwykle, wyjdzie nie tak. Chociaż przynajmniej odwalą się od niej te japiszony.
Po chwili wahania podszedł więc.
- Hej, Lottie! - zabrzmiał basowy pomruk przypominający westchnienie wulkanu albo niedźwiedzia. - Jak się czujesz? Wszystko gra? Bo jeśli tak, to się zmywam...
Znacząco spojrzał na dwóch natrętnych flirciarzy, na co jeden zaczął go pukać w ramię i coś buczeć, że się wpierdala.
- Dude! - Max wyprostował się, górując nad nim o głowę. - Rozmawiam z siostrą.
Charlotte Kovalski
Od podjęcia decyzji do jej realizacji nie zawsze mija tylko kilka chwil. I chociaż Max był raczej działającą osobą, to jednak powrót na scenę nie był czymś, co było tematem lekkim. Jak to mawiał jego ojciec: „To trzeba na spokojnie usiąść i przemyśleć.”
Na pewno nie chciał powtórzyć błędów, które popełnił, budując swoją karierę i uznanie. Tym bardziej że już ulokował swoje zaufanie w osobie, która była zupełnie tego niegodna. Nic więc dziwnego, że chociaż decyzja pojawiła się już ponad dziesięć miesięcy temu, a w ostatnim wywiadzie, jaki Cece z nim przeprowadziła, sugerowali, że Max może taki powrót szykować, to Keale dalej był w fazie... Jakby to nazwać elegancko... procesu twórczego. Bardzo wstępnego procesu twórczego, który zazwyczaj wyglądał tak, że pozwalał swojej podświadomości pracować nad pomysłami i układać się samej ze sobą, podczas gdy on niczym dzieciak oddawał się uciechom.
Zdecydowanie odwlekał poważne wzięcie się za przygotowania show, chociaż sam do końca nie wiedział czemu. Więc kiedy Cece musiała pojechać na kilka dni, żeby popracować nad kolejnym wywiadem, Max zamiast standardowo wrócić na wieś, został w ich mieszkaniu w mieście i stwierdził, że popracuje. Old school. Kartka papieru i długopis. Ale po kilku godzinach gryzmolenia po papierze — bo nawet nie spisywania pomysłów — uznał, że najwyższy czas zaufać wewnętrznej fali twórczości i, ubrawszy się, wypłynął na łowy. Jego zwierzyną miała być whiskey, a jego canoe był Uber, ale koniec końców znalazł się w jednym z tych fancy lokali, gdzie srogo przepłacało się za przyjemność picia bursztynowego alkoholu.
Jakież było jego zaskoczenie, kiedy w trakcie pierwszej whisky Old Fashioned dosłyszał znajomy, słoneczny śmiech, a chwilę potem dostrzegł siostrę swojej żonki. Siostrę, która wydawała się być sama w tym lokalu, z dwoma facetami, których nie znał.
Gdzieś obudził się w nim od razu duch rekina, zaklęty w zębie noszonym na szyi, który zachował po ataku na jego deskę wiele lat temu. No, przynajmniej taka była narracja, bo nikt nie musiał wiedzieć, że pewnie znalazł ten ząb na plaży. Zresztą z nim nigdy nic nie wiadomo. Połowa jego historii to prawda! Tylko nie wiadomo która...
Nie podobali mu się. Byli śliscy. A Lottie była lekko podchmielona. Na tyle, że wolał jej nie zostawiać bez opieki.
- Shoots - mruknął pod nosem, dobrze wiedząc, jak to będzie wyglądało.
On będzie ratował dziewczynę, która wcale nie chce być ratowana. Ona będzie miała mu to za złe i, jak zwykle, wyjdzie nie tak. Chociaż przynajmniej odwalą się od niej te japiszony.
Po chwili wahania podszedł więc.
- Hej, Lottie! - zabrzmiał basowy pomruk przypominający westchnienie wulkanu albo niedźwiedzia. - Jak się czujesz? Wszystko gra? Bo jeśli tak, to się zmywam...
Znacząco spojrzał na dwóch natrętnych flirciarzy, na co jeden zaczął go pukać w ramię i coś buczeć, że się wpierdala.
- Dude! - Max wyprostował się, górując nad nim o głowę. - Rozmawiam z siostrą.
Charlotte Kovalski