-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Od podjęcia decyzji do jej realizacji nie zawsze mija tylko kilka chwil. I chociaż Max był raczej działającą osobą, to jednak powrót na scenę nie był czymś, co było tematem lekkim. Jak to mawiał jego ojciec: „To trzeba na spokojnie usiąść i przemyśleć.”
Na pewno nie chciał powtórzyć błędów, które popełnił, budując swoją karierę i uznanie. Tym bardziej że już ulokował swoje zaufanie w osobie, która była zupełnie tego niegodna. Nic więc dziwnego, że chociaż decyzja pojawiła się już ponad dziesięć miesięcy temu, a w ostatnim wywiadzie, jaki Cece z nim przeprowadziła, sugerowali, że Max może taki powrót szykować, to Keale dalej był w fazie... Jakby to nazwać elegancko... procesu twórczego. Bardzo wstępnego procesu twórczego, który zazwyczaj wyglądał tak, że pozwalał swojej podświadomości pracować nad pomysłami i układać się samej ze sobą, podczas gdy on niczym dzieciak oddawał się uciechom.
Zdecydowanie odwlekał poważne wzięcie się za przygotowania show, chociaż sam do końca nie wiedział czemu. Więc kiedy Cece musiała pojechać na kilka dni, żeby popracować nad kolejnym wywiadem, Max zamiast standardowo wrócić na wieś, został w ich mieszkaniu w mieście i stwierdził, że popracuje. Old school. Kartka papieru i długopis. Ale po kilku godzinach gryzmolenia po papierze — bo nawet nie spisywania pomysłów — uznał, że najwyższy czas zaufać wewnętrznej fali twórczości i, ubrawszy się, wypłynął na łowy. Jego zwierzyną miała być whiskey, a jego canoe był Uber, ale koniec końców znalazł się w jednym z tych fancy lokali, gdzie srogo przepłacało się za przyjemność picia bursztynowego alkoholu.
Jakież było jego zaskoczenie, kiedy w trakcie pierwszej whisky Old Fashioned dosłyszał znajomy, słoneczny śmiech, a chwilę potem dostrzegł siostrę swojej żonki. Siostrę, która wydawała się być sama w tym lokalu, z dwoma facetami, których nie znał.
Gdzieś obudził się w nim od razu duch rekina, zaklęty w zębie noszonym na szyi, który zachował po ataku na jego deskę wiele lat temu. No, przynajmniej taka była narracja, bo nikt nie musiał wiedzieć, że pewnie znalazł ten ząb na plaży. Zresztą z nim nigdy nic nie wiadomo. Połowa jego historii to prawda! Tylko nie wiadomo która...
Nie podobali mu się. Byli śliscy. A Lottie była lekko podchmielona. Na tyle, że wolał jej nie zostawiać bez opieki.
- Shoots - mruknął pod nosem, dobrze wiedząc, jak to będzie wyglądało.
On będzie ratował dziewczynę, która wcale nie chce być ratowana. Ona będzie miała mu to za złe i, jak zwykle, wyjdzie nie tak. Chociaż przynajmniej odwalą się od niej te japiszony.
Po chwili wahania podszedł więc.
- Hej, Lottie! - zabrzmiał basowy pomruk przypominający westchnienie wulkanu albo niedźwiedzia. - Jak się czujesz? Wszystko gra? Bo jeśli tak, to się zmywam...
Znacząco spojrzał na dwóch natrętnych flirciarzy, na co jeden zaczął go pukać w ramię i coś buczeć, że się wpierdala.
- Dude! - Max wyprostował się, górując nad nim o głowę. - Rozmawiam z siostrą.
Charlotte Kovalski
-
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Rozwód rodziców skończył się naprawdę bardzo źle.
Dlaczego zamiast przeżywać własną matkę i puszczenie jej z torbami myślami krążyła wręcz niebezpiecznie obok kogoś innego? Paradoksalnie im bardziej wracała do sceny przed salą sądową, tym bardziej chciała się napić. Najlepiej jeszcze skończyć z jakimś przystojniakiem w łóżku. Nie liczyło się, kim on będzie. Potrzebowała chwili zapomnienia.
Tylko gdziekolwiek by poszła miała go przed oczyma. William Patel postanowił zniszczyć jej rodzinę, kiedy ona zaczęła darzyć go czymś na wzór sympatii. Trudno to było wytłumaczyć, nie wiedziała, z czego dokładnie to wynikało. Fakt, że reprezentował Gustava, a przede wszystkim przekupił sędziego, powodował u niej zawroty głowy. W jaki sposób miałaby to wytłumaczyć? Nienawidziła go, brzydziła się nim, a jednak coś w jej sercu gdzieś głęboki na dnie drgało w jego stronę.
Dlatego trafiła tutaj. Chęć wymazania go z losowym mężczyzną była tym większa, im więcej wypiła whiskey sour. Tyle że ją oni w ogóle nie interesowali. Nawet ich dłonie była w stanie zignorować, bo przed twarzą miała tylko jedną osobę. Pierdolonego Williama Patela.
— Max... — zaczęła, kiedy tylko zobaczyła szwagra. Go tutaj się nie spodziewała. Ze wszystkich osób, które byłyby w stanie przemówić jej do rozsądku, wydawał się najgorszą opcją. Iluzjonista? Iluzją to było jej życie — nawet tutaj musisz mnie nawiedzać? — miała dosyć spraw rodzinnych. Chciała się odizolować, przeżyć wieczór we własnym kokonie, lub w czyimś łóżku.
— Z siostrą? — biedna prawie by się zakrztusiła. Daleko miała do nazywanie Maxa rodziną. Był mężem jej siostry, to się zgadzało, ale nie uważała nigdy, że musiałaby być z nim specjalnie blisko — całkiem mocne słowa na tak małego zawodnika — patrząc na wzrost Keale, dość mocne słowa droga zawodniczko. Tylko to się nie liczyło, wpatrywała się w niego intensywnie, aż nie westchnęła wręcz teatralnie.
— Idźcie już stąd, muszę pogadać z rodziną — powiedziała Kovalski, patrząc na jedno i drugiego typa. Whiskey smakowało zdecydowanie zbyt dobrze, a ona była zbyt pijana. Skoro miała porozmawiać z Maxem, to pogoda. Może skomentuje wielką aferę w rodzinie Kovalskich? Ojciec zostawia żonę, dla trzydziestolatki związanej z adwokatem, który go reprezentował. Brzmi prawie jak telenowela, a to życie — od kiedy robisz za moją przyzwoitkę? — mruknęła, wywracając oczyma. Skoro zostali już sami, mogła mu odrobinę poburczeć.
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Niewiele wiedział o tym, co dokładnie wydarzyło się w rodzinie Kovalskich. Cece niechętnie o tym mówiła, a od ślubu kontakt z rodzicami był raczej symboliczny — szczególnie z ojcem. Po aferze, jaką zrobił drogi teść, trudno było się dziwić.
Max i tak strzelał kostkami w dłoniach, kiedy o tym myślał. Ohana, jaka by nie była, powinna trzymać się razem. Nawet wybrakowana. Nawet pęknięta. Może dlatego włączył mu się odruch starszego brata, kiedy spojrzał na towarzystwo Charlotte.
Całkiem mocne słowa na tak małego zawodnika.
Uznany ród Kovalskich, contra chłopak z hawajskiej plaży. Trzeba było mieć do tej rodziny cierpliwość oceanu. Ale sposób, w jaki odprawiła śliskich typów, miał w sobie siłę. Aż się cisnęło na usta dumne: "That's my girl!" Na szczęście, Max miał na tyle dużo instynktu samozachowawczego, żeby nie powiedzieć tego na głos. Za to pokiwał delikatnie, ledwie zauważalnie głową w uznaniu.
Od kiedy robisz za moją przyzwoitkę?
– Od kiedy zaczęłaś wybierać towarzystwo z przeceny. – odparł spokojnie, zaglądając jej w oczy.
Nie cofnął spojrzenia.
– Nie robię za przyzwoitkę. Po prostu czasem włącza mi się głupi odruch rycerza bez konia. – uniósł lekko brew. – Serio pytam. Wszystko gra? Jeśli chcesz, mogę się zmyć. Sam też nie wpadłem tu z rozsądku.
Postukał znacząco obrączką w szkło z bursztynową ofiarą dla duchów tej nocy. Wyglądało na to, że Lottie chce przebłagać te istoty znacznie mocniej, niż on chciał.
Charlotte Kovalski
-
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
— Wiesz, przynajmniej wyglądali na zainteresowanych — mruknęła pod nosem, patrząc mu prosto w oczy. Nie bała się jego spojrzenia. Nie raz pracowała z gangsterami, a szczerze Keale w ogóle nie robił na niej wrażenie. Nie mógłby jej skrzywdzić. Była siostrą jego żony i tylko z tego powodu pewnie tu przyszedł, a przynajmniej tak widziała to Kovalski — a nie przyszli z jakiegoś uczucia powinności — a to ją brzydziło. Aż chwyciła szklankę z drinkiem i upiła delikatnego łyka. Zdecydowanie za słaby jak na stan emocjonalny, w którym się znajdowała.
— Rycerz bez konia to giermek — chyba. Nie była pewna, jakoś nigdy nie była zainteresowana okresem średniowiecznym. Tym bardziej jakimiś księżniczkami i rycerzami. Dla niej sprawa wydawała się banalnie prosta. Choć ta sprawa mogła delikatnie ją... ograniczać?
Na jego kolejne pytanie strzeliła oczyma. Co mogła mu powiedzieć? Nie, nie było w porządku? Nie był dla niej kimś szczególnie bliskim, szklanka z alkoholem wydawała się być bardziej interesująca, ale też godna zaufania. Nie znała powodu własnej niechęci w sprawia Maxa. Dołączył do ich rodziny i przypominał breloczek, o którym za jakiś czas się zapominało.
— Nie, nie gra — westchnęła ciężko, jakby właśnie ktoś zarzucił jej najgorszą rzecz na świecie. Przymknęła delikatnie oczy, zastanawiając się, co powinna powiedzieć. Każde kolejne słowo, które przychodziło jej na język, nie oddawało tego, co czuła. Rozpacz. Gorycz. Ambiwalencję — zakończyła się dziś rozprawa rozwodowa rodziców — tyle mogła mu Cece powiedzieć. Ona sama też. Nie wchodziłaby w sprawę własnych uczuć, była jeszcze na to odrobinę zbyt trzeźwa. Przymknęła oczy, warząc słowa we własnej głowie.
— Ojciec zostawił z kwitkiem matkę — idealne podsumowanie nie wchodzące w żaden sposób w jej strefę komfortu. Chociaż to zdążyła zaakceptować, inna sprawa, a właściwie osoba bardziej zajmowała jej umysł.
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Z lekkim rozbawieniem przyjmował kolejne dogryzki, nie próbując z nimi walczyć, bo Lottie nie była dla niego rywalką. Nie w sensie umniejszania jej znaczenia, po prostu nie chciał się z nią przepychać energetycznie. Za to słuchał, cierpliwie czekając, aż Charlotte ubierze w słowa to, co chciała. Pokiwał głową ze zrozumieniem, po czym przywołał spojrzeniem barmana.
- Dwie tequile. - spojrzał pytająco na szwagierkę, po czym dodał do barmana. - I zostaw butelkę.
Słuchał dalej tego krótkiego zdania, które sprawiło, że aż przewrócił oczami. Nie na stan siostry, tylko na zachowanie jej ojca. Na szczęście mama dziewczyn miała dwie fajne córki, które na pewno jej pomogą.
Nie wiedząc, co tak naprawdę powoduje zły nastrój Charlotte, napełnił dwa kieliszki alkoholem, przypominając sobie w głowie jakiś śmieszny dialog z Cyberpunka na temat tequli. Przezroczysty płyn zafalował w niewielkich kieliszkach. Odrobina spłynęła po ściance na blat baru.
- Przykro mi. - odpowiedział na ostatnie zdanie podsuwając kieliszek do Charlotte.
Wiatr przynosi zmiany. Ludzie często interpretują je jako coś gorszego, ale kiedy jest się na morzu to nie ma nic gorszego niż brak wiatru i brak zmian. Wtedy zaczyna być naprawdę niebezpiecznie. Dlatego dla niego wiatr był dobry. Zmiany były dobre. Chociaż też, jak wybuchł skandal, to nie był wcale przekonany do tej filozofii.
Uniósł kieliszek w geście toastu, przez co kolejne krople alkoholu rozlały się. Przełożył kieliszek do drugiej dłoni i strzepnął ręką, żeby pozbyć się nieprzyjemnej wilgoci.
- Za dziewczyny z Kovalskych. Nie poznałem silniejszych dziewcząt. - zbliżył kieliszek do jej, by lekko go stuknąć.
Charlotte Kovalski
-
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
— Nie udawaj wrażliwego — mruknęła, strzelając praktycznie od razu oczyma. Wielki facet, a od kuksańca w bok dramatyzował. Jakby zrobiła to ze szczególną siłą, a w praktyce wyglądało to wręcz odwrotnie. Ledwo go dotknęła, no może odrobinę użyła siły oraz wiedziała, gdzie dokładnie uderzyć, by go mocno zabolało.
— To raczej Tobie powinnam współczuć — mruknęła, dopijając swojego drinka. Słodycz i gorycz idealnie podkreślały jej życie. Z jednej strony było wspaniełe, a z drugiej rozwód rodziców doprowadził ją do pojawienia się pierwszego siwego włosa na jej głowie — matka będzie jeszcze bardziej czekała na wnuki, by móc się czymś zająć — dodała, unosząc delikatnie kąciki ust. Czymś się zająć musiała, a przecież Lucy, matka dziewczyn, zdawała sobie sprawę z jednego. Charlotte nie miała stałego partnera, z kolei jej siostra miała męża. Może matka w stu procentach za nim nie przepadała, ale... dziecko bardzo zmieniało mężczyznę. Tak mówiła za każdym razem.
— Za Kovalskie — mruknęła, unosząc kieliszek ku górze. Na raz spożyła całą zawartość, nawet się nie skrzywiła. Polskich genów nie wydłubiesz. Miała piekielnie mocną głowę, choć doskonale zdawała sobie sprawę, że mieszanie nigdy nie było dobrą opcją, a wręcz przeciwnie. Whiskey, tequila w jej żołądku zaczną niedługo tańczyć w rytm marszu żałobnego.
— Tak naprawdę to chodzi mi o faceta, a nie o rozwód rodziców — stwierdziła finalnie, unosząc wzrok na Maxie. Z braku laku mogła się jemu wygadać. Facet, William pierdolony Patel, był dla niej jedną z bardziej złożonych historii. Pomieszania nienawiści z przedziwną nicią sympatii — okazał się największą kanalią i wywłoką, jaką poznałam — zaraz podsunęła mu kieliszek. Potrzebowała zdecydowanie większej ilości alkoholu, by móc o tym rozmawiać. William prowadził sprawę rozwodu, jako adwokat jej ojca. Nienawidziła go za to, też za to jak ją traktował, a jednocześnie chciała móc spojrzeć na niego łaskawym okiem. Przecież zdawała sobie sprawę, że jej na nim naprawdę zależało.