Strona 1 z 1

emptiness never sleeps… and neither do we

: pn mar 02, 2026 1:34 pm
autor: Madox A. Noriega-Patel
034.
Trick or trouble?
Why not both?

⋆˖⁺‧₊☽◯☾₊‧⁺˖⋆

𝐻𝒜𝐿𝐿𝒪𝒲𝐸𝐸𝒩 2024


Strzygi. Wampiry. Czarownice. Kościotrupy.
I krew, dużo krwi. Sztucznej, a jednak mieniącej się w klubowych lampach jak ta prawdziwa, żywa. I tylko jej zapach był inny, chemiczny, nie mając w sobie nic metalicznego.
Emptiness nigdy nie bało się takich widoków, ani krwi, ani wiedźm, które swój prywatny, mały sabat urządzały przed drzwiami toalety, było ich tam co najmniej sześć, każda inna, z innej bajki. Była czarownica ze śpiącej królewny, z czarnymi rogami wijącymi się w kierunku sufitu. Była ta w szpiczastym kapeluszu, która ścigała Dorotkę z Kariny Oz. Była też brzydka wiedźma w potarganych włosach z dorobionym nochalem. Ale też ta seksi czarownica w króciutkiej spódniczce i pończochach. A na dokładkę przebrany za czarownicę facet, w peruce i czarnej sukience, która bardziej wyglądała jak mroczna koszula nocna, niż strój wiedźmy.
Światła w klubie mieniły się dzisiaj ciemnymi barwami, a po podłogach tułał się dym, między nogami zjaw, które na parkiecie wiły się w rytmie mrocznej, straszne muzyki.
Madox nie lubił takich imprez, imprez tematycznych, a jednak Halloween miało w sobie coś takiego, że nawet on brał w tym udział. Przebrany za jakiegoś wampira, stał za ladą, bo oczywiście, że barmanki w którymś momencie namówiły go do tego, żeby pomógł.
Nie pomagał, jak zwykle, bo kiedy one obsłużyły po trzy osoby, to on wciąż wisiał nad pierwszą. Nad jakąś brunetką.
- Dzisiaj mamy inne menu - rzucił i oparł się nonszalancko o ladę łokciem, wskazując tablicę, gdzie wypisane były te wszystkie ssstrraassszzzne drinki - ale ja i tak polecam cuba libre, albo coś na rumie, mamy dobry rum - bo to była prawda, Emptiness miało rum sprowadzany prosto z Kolumbii i to nim zawsze chwalił się Madox. Sam też zawsze pił rum, czasem z colą, dla pozorów, kiedy udawał, że pracuje na przykład. Jak dzisiaj.
Zanim jednak dziewczyna zdążyła się zdecydować, to wpadł w nią jakiś nawalony kościotrup.
- Dwa piwa! - rzucił jakby nigdy nic...
Ale trochę źle trafił, bo jakby zatoczył się na lewo do tej barmanki przebranej za kobietę kota, to może nawet by je dostał. Ale wampir Madox zaraz wyrwał się do przodu i sięgnął do kościotrupa przez ladę, zacisnął wytatuowane palce na jego stroju.
- Gdzie się kurwa wpierdalasz... nie widzisz, że pani tutaj wybiera - obaj zawiesili spojrzenia na dziewczynie. Kościotrup trochę przepraszające, a Madox ciemne, intensywne.

𝔅𝔞𝔡 𝔇𝔢𝔰𝔦𝔯𝔢𝔰

emptiness never sleeps… and neither do we

: sob mar 07, 2026 2:45 pm
autor: vita holloway
La nuit, la lune, le feu, l’orage
Dans les rues sombres, on bat l’ennui


Czy wierzysz w bożonarodzeniowe cuda? Albo jakieś świętojańskie szczęście czy czterolistną koniczynkę, dzięki którym nagle poszczęściło ci się wtedy, kiedy wcale tego nie planowałeś? Vita też nie. A już tym bardziej nie wierzyła w to, że jakimś cudem bar, w którym pracowała, akurat w samo Halloween zaliczy awarię.
Holloway nigdy nie była rozentuzjazmowana przebierankami ani celebrowaniem jakichkolwiek świąt w gronie rodzinnym, bo w gastro takie okazje zamieniały się przede wszystkim w dosłowny bank, który można było skosić w napiwkach. Z jednej strony zajebiście cieszyła się z faktu, że nie będzie musiała obsługiwać tych samych ludzi tego wieczoru, z drugiej - traciła okazję na naprawdę porządną wypłatkę. Ale z dwojga złego przynajmniej mogła spędzić ten wieczór w domu, oglądając stare halloweenowe klasyki, wsuwając w siebie żarcie, którego powinno się unikać na kilometr, i dotrzymując towarzystwa swojemu czworonożnemu współlokatorowi, Milo.

Uradowana myślą, że już niedługo będzie mogła wrócić do swoich czterech ścian, zrzucić z siebie thriftową czarną sukienkę, której koronka przypominała pajęczynę, zmyć eyeliner z pokracznie narysowanym pajączkiem zwisającym z kreski i zdjąć kocie uszy, na które wydała całe 1,5 dolara w Dollaramie, została nagle chwycona za nadgarstek przez koleżankę z baru. Ta zaczęła krzyczeć coś o imprezie roku i o tym, że nie da się przegapić takiego eventu, a Vita - będąc Vitą i w tamtym okresie swojego życia wciąż nie potrafiąc jeszcze porządnie odmawiać - jakieś trzydzieści minut później znalazła się w Emptiness. W klubie, do którego kiedyś nawet rozważała złożenie papierów, ale nie była pewna, czy dałaby radę pracować w przedsięwzięciu aż na taką skalę. Ledwo ogarniała swoich regularnych klientów, a co dopiero taki tłum. Grupka z jej pracy chwilę po przejściu przez drzwi rozpłynęła się w sidłach piratów, jakichś 'temu' podobnych wersji Jacka Sparrowa, Batmanów i cholera-wie-czego-jeszcze. Zerknęła w stronę baru, gdzie dostrzegła kilka dziewczyn i mężczyznę, który - thanks fuck - wyglądał bardziej jak wampir z klasycznego Draculi niż Edward ze Zmierzchu.

Skoro już tam była, postanowiła sprawdzić, czy ich drinki faktycznie są tak dobre, jak wszyscy gadali. Przemknąwszy przez tłum, dobrnęła w końcu do lady i posłała barmanowi uśmiech. Uniosła brew, spoglądając na menu starannie wykaligrafowane z efektem gęsiej skórki. - Scari martini? Sex on the grave? - parsknęła pod nosem z niedowierzaniem. - Urocze, ale i tak te nazwy nie mają startu do tych z mojego baru - Odparła to z dumą, wypinając pierś, jakby fakt, że była barmanką, nagle stawiał ją na równi z policjantem albo strażakiem. Po chwili jednak zorientowała się, że Dracula naprawdę wiedział, o czym mówi, a rum w tym całym parodialnym repertuarze był przecież jej ulubionym alkoholem. Już miała poprosić go o drinka, którego zaproponował, kiedy ktoś w nią wleciał, sprawiając, że odbiła się od lady.- Poviya - 'Kurwa' - przeklęła pod nosem, odwracając się, by chwilę później ujrzeć owego Draculę, który już trzymał za łachy faceta przebranego za kościotrupa, nawalonego w trzy kości - Tobie alkoholu już chyba na dzisiaj wystarczy - prychnęła, po czym zerknęła na barmana i uśmiechnęła się do niego w nadziei, że odgadnie, iż była mu wdzięczna za ten gest. - Wezmę cuba libre. I jedno dla ciebie po zmianie. - Nachyliła się, żeby mógł ją usłyszeć. Muzyka nabrzmiewała coraz głośniej i ledwo słyszała własne myśli. - Czy zawsze jest tu tak głośno?! - zmarszczyła nos, po czym na chwilę zatopiła twarz w dłoniach, dochodząc do wniosku, że Emptiness faktycznie cieszył się cholernie dobrą reputacją nie bez powodu...

dracula (㇏(•̀ᢍ•́)ノ)

emptiness never sleeps… and neither do we

: ndz mar 08, 2026 6:04 pm
autor: Madox A. Noriega-Patel
Madox nawet nie widział Zmierzchu, ale może to nawet dobrze o nim świadczyło? Rzeczywiście bardziej przypominał Draculę, umazany na blado na twarzy, z krwią, która spływała mu z ust po brodzie, aż na klatkę piersiową, niknąc gdzieś w połach czarnej, rozpiętej koszuli, bo ktoś trochę przegiął z charakteryzacją. Ciemne włosy miał zaczesane do tyłu i fikuśną pelerynę, krótką i chamską, ale dwukolorową, czyli to już poziom prestiż.
Uśmiechnął się kiedy kocio-pajęcza dziewczyna czytała te nazwy drinków. Ten sex on the grave, to był akurat jego pomysł, resztę wymyślała jego menadżerka.
- Brzmią strasznie, czy strasznie słabo? - zapytał pochylając się w jej kierunku nad ladą - a jaki to jest... twój bar? - oczywiście, że musiał się dowiedzieć. Bo to, że ktoś miał bar, czy tam klub to był dla Madoxa temat do pogaduszek numer jeden. Jak ludzie, którzy posiadając dzieci uwielbiają o nich rozmawiać z obcymi. Albo psiarze z innymi psiarzami, to Noriega mógłby tak rozprawiać, na temat prowadzenia takiego przybytku godzinami.
- Jakie macie tam nazwy? - kolejne pytanie z serii a ile brzdąc ma latek, tylko oni nie rozmawiali o bąbelkach, a o drinkach.
Ale nawet sobie nie zdążyli porozmawiać, bo już jakiś pijany gostek kostek postanowił wpychać się w kolejkę.
- Przepraszam... postawię ci może piwko? - kościotrup od razu zmiękł, kiedy Madox trzymał go za fraki, zaciskał palce na jego wdzianku.
- Słyszałeś co pani powiedziała, tobie alkoholu wystarczy, znikaj i żebym cię tu kurwa nie widział - warknął i zabrał rękę z jego kostiumu. Kościotrup spojrzał się na niego dziwnie, w ogóle chyba barmani nie powinni się tak zwracać do gości. Ale prawda jest taka, że Madox nie był tu żadnym barmanem, a to, że czasem kręcił drinki to już inna sprawa. On tu był szefem i mógł sobie robić co chce, zawsze to robił.
Teraz też.
- A ja już właściwie skończyłem zmianę - bo kończył swoją barmańską zmianę też wtedy, kiedy chciał. Chociaż może jeszcze powinien zrobić im te drinki. Obejrzał się na dwie inne barmanki, one mogłyby to zrobić. Ale urabiały się po łokcie, nawet Madox nie był taki bezczelny.
- To robię dwa - mrugnął do brunetki jednym okiem, układając sobie na ladzie dwie wysokie szklanki, które zasypał lodem. Na jaj kolejne słowa uśmiechnął się delikatnie, aż błysnęły te jego sztuczne, zakrwawione kły.
- Czasem jest jeszcze głośniej, jak napierdala latino, dzisiaj i tak ta muza ma robić mroczny klimat - robiła, bo wiedźmy i zombiaki wiercili się na parkiecie, jakby byli jacyś opętani - nie podoba ci się? - zapytał i lał już do szklanek alkohol, nie pożałował go, ale mieli naprawdę dobry rum. Złapał za limonkę i przeturlał ją po ladzie, a potem rozciął na pół, żeby wycisnąć ją do szklanek. Pochylił się w kierunku dziewczyny, znowu opierając o ladę.
- A co? W twoim barze macie cichszą? Czy nie macie wcale? - zapytał, a ciemne tęczówki przesunęły się po jej sylwetce, zawiesił je na jej twarzy - kocio-jąk? Czy pają-ciak? No wiesz... od kociaka i pająka - głową skinął na te jej kocie uszy, w zasadzie ciekawiło go jej przebranie. Rozejrzał się za colą, a kiedy ją złapał to dolał do szklanek, a później zamieszał. On nie dawał mięty, bo to było cuba libre po kolumbijsku, mocne i dawało limoną. Madox jeszcze umieścił na jej szklance plasterek limonki, a ten swój od razu wpakował sobie do buzi. Nic nie mierzył, nie próbował, bo on to robił na wyczucie, a cuba libre, to już by pewnie zrobił z zamkniętymi oczami.
Rzucił przed nią na bar podkładkę i położył na niej szklankę z drinkiem.
- Słomka? - zapytał spoglądając na nią z ukosa.

𝑴𝒆𝒐𝒘. ฅ(•- •マ

emptiness never sleeps… and neither do we

: pn mar 09, 2026 4:54 am
autor: vita holloway
Wieczór, który już od samego początku zapowiadał się tragicznie, ostatecznie okazał się całkiem miłą odskocznią, gdy Vita znalazła się przy barze, rozmawiając z wampirem, którego wcale nie musiała się bać - nie wyglądał na takiego, który zanurzy kły w jej szyi, a raczej na takiego, który porządnie ją napoi.
- Szczerze? - zapytała, wpatrując się w jego brązowe tęczówki, które mogłaby przysiąc, momentami mieniły się zielenią. Na pewno wpływ miały na to światła odbijające się od ich outfitów, skóry i wszystkiego wokół. W tym klubie wszystko było aż nadto. Absolutnie wszystko. - Pół na pół. Dwie nazwy są godne podziwu, cała reszta do przekreślenia -uśmiechnęła się zadziornie. - Jak można było przegapić Obsidian Kiss, Wicked Desire albo Full Moon Fizz jako nazwy drinków w taki dzień?! - Przewróciła oczami i westchnęła głośno, no bo przecież była to najbardziej oczywista rzecz na świecie, ale chwilę później zarumieniła się, zdając sobie sprawę, że zabrzmiała co najmniej jak właścicielka baru, w którym pracowała tylko jako barmanka. - Shhh - stanęła na palcach, nachylając się przez bar, i dosłownie na milisekundę przyłożyła palec wskazujący do jego ust. - To ściśle tajna informacja, a jeśli ci ją zdradzę, to będę musiała… no wiesz.. - Odsunęła się, przesuwając dłonią po szyi i robiąc typowy gest poderżnięcia gardła, wydając przy tym parodialny dźwięk wyzionęcia ducha, po czym wybuchnęła śmiechem, zanim nie została staranowana przez szkieleto-kupę kości.

Vita uśmiechnęła się szeroko, gdy pijany Kostek spieprzył gdzie pieprz rośnie, najwyraźniej przerażony, że zaraz to on dostanie przysłowiowym kołkiem w serce zamiast ich główny bohater w roli głównej. Unosząc brew, oparła się bokiem o ladę i przyjrzała się nowemu znajomemu. - Kończysz zmianę w Halloween tak wcześnie? Chyba oboje jesteśmy szczęściarzami - prychnęła z niedowierzaniem, ale nie miała zamiaru narzekać. W końcu będzie miała chociaż jedną przyjazną twarz do pogadania, choćby tylko przez moment. - Słaba ze mnie tancerka, jak mam być szczera. Shakirą to ja chyba nigdy nie będę - odpowiedziała głośniej, żeby przebić się przez dudniącą muzykę. - A co do tego, czy mi się tu podoba… tak. Ale nie mogłabym tu pracować! - rzuciła. - Mówiłam ci już, to jest bardzo tajna informacja. Będziesz musiał wydusić to ze mnie siłą… albo tym Cuba Libre. - Puściła mu oczko, a po chwili wybuchnęła śmiechem, słysząc jego próby rozszyfrowania jej outfitu. - Domyśliłam się - zakryła usta, śmiejąc się pod nosem. - Pająciak! Zgadłeś! Właśnie tym się kierowałam, szykując się na dzisiejszy wieczór pełen psikusów - odparła dumnie.

Prawda była taka, że najpierw narysowała tego pająka, który - o dziwo - naprawdę wyglądał jak pająk, a potem, w drodze do pracy, wpadła do tej nieszczęsnej Dollaramy i wybrała pierwszą lepszą parę uszu, która nie dość, że była cholernie tania, to jeszcze całkiem przypadła jej do gustu. - A ty? Czemu akurat wampir, a nie Tiger King, Power Ranger albo jakaś inna ciekawa postać, hm? - zapytała, autentycznie zaciekawiona jego wyborem stroju. Swoją drogą, ubiór mówił o ludziach więcej, niż większości się wydawało. Sposób, w jaki był ubrany, podpowiadał jej jedną z dwóch rzeczy- albo naprawdę uwielbiał Halloween i po prostu chciał dobrze wyglądać, albo szefostwo kazało mu się sensownie przebrać, żeby podtrzymać reputację klubu. Była tego pewna.
Przyglądała mu się uważnie, kiedy przygotowywał im drinki z zadziwiającą precyzją, notując sobie w głowie kilka trików, których sama nie stosowała w barze.- Bez słomki - powiedziała, chwytając szklankę i powoli przysuwając ją do ust. Upiła łyk. Limonka, rum i cola rozlały się po jej kubkach smakowych. Uśmiechnęła się, zerkając na niego. - Wiedziałeś, że picie przez słomkę zabija smak alkoholu? Ludzie piją szybciej, żeby się upić, zamiast nacieszyć się smakiem zajebiście dobrego trunku. Prostacy, co nie? - Przewróciła oczami, po czym zrobiła kilka kroków od baru i odwróciła się przez ramię, żeby sprawdzić, czy faktycznie skończył już zmianę i zamierza do niej dołączyć.

dracula (㇏(•̀ᢍ•́)ノ)

emptiness never sleeps… and neither do we

: pn mar 09, 2026 7:58 pm
autor: Madox A. Noriega-Patel
Kiedy wymieniła te nazwy, to Madox zmrużył na moment oczy, dobrze mówił po angielsku, bo w końcu siedział tu już tyle lat, ale czasem nie wszystko łapał...
- Dla mnie brzmią ciężko, ja bym stawiał na... Santa Muerte, Sexy y Peligrosa, albo Sangriento Como Tus Labios, ale dziewczyny mi powiedziały, że nie możemy codziennie być latino - wzruszył ramionami, chociaż on codziennie był. Jakoś dawał radę. A biorąc pod uwagę fakt, że to jego klub, to mógł sobie tutaj robić też straszne wieczory latino, prawda?
Gdyby się tak nie słuchał menadżerki, to by pewnie robił.
Kiedy stanęła do niego na palcach, to nawet nie ruszył się z miejsca, jej palec na jego ustach też nie zrobił na nim wrażenia, chociaż to tylko milisekunda, kiedy on zrobił zeza starając się na niego spojrzeć.
- I tak już jestem... no wiesz - pokazał jej język, jakby był martwy. Martwy wampir z językiem na wierzchu, a zaraz się uśmiechnął.
Na chwilę, bo zaraz była akcja z kostkiem, ale ten szybko się ulotnił, chyba jednak bał się wampirów i nie zabrał ze sobą czosnkowego naszyjnika, czy osikowego kołka.
Madox tylko się uśmiechnął na to stwierdzenie, że są szczęściarzami, bo może byli? Mógł się jej też wytłumaczyć, że kończy kiedy chce bo tutaj szefuje, a tak naprawdę to nie kończył nigdy, bo wiecznie musiał być na posterunku. Ale mógł być też po drugiej stronie baru, takie zalety bycia właścicielem klubu.
- Onie, a ja akurat jestem fanem Shakiry - jęknął, ale zaraz znowu się uśmiechnął. Zacznijmy od tego, że Madox lubił latino, chociaż może nie był fanem Shakiry? - No i świetnie się ruszam, myślę, że nawet Shakira byłaby zadowolona - wywrócił oczami, ale wesoło i zaraz też kąciki jego ust uniosły się ku górze. Zgrywał się z niej?
Nie do końca, może z tą Shakirą tylko, bo jeśli chodzi o taniec, no to Noriega umiał się ruszać.
- Myślę, że cuba libre może zdziałać cuda - mogło, bo było mocne. Mocniejsze niż takie typowe, ale przez to, że na dobrym rumie, kolumbijskim, nie paliło aż tak. Troszeczkę, na początku. Ale Madox to to nawet lubił. Palący rum i smak limonki na języku.
On też się uśmiechnął, na tego pająciaka, czyli jednak zgadł, pokiwał nawet głową.
- Wygląda... psikuśnie - ten jej strój, idealnie na wieczór pełen psikusów.
Madoxa był mniej psikuśny, ale on naprawdę lubił Halloween. Jak nienawidził Bożego Narodzenia, to dzień duchów, zjaw i strzyg go szczerze bawił.
Kiedy zapytała o jego kostium, to tym razem Noriega pochylił się w jej kierunku i pokazał jej swoje kły, śmieszne trochę, ale leżały nawet nieźle.
- Bo lubię gryźć, i dobrze wyglądam w czarnym - jeszcze się zawiesił na ladzie zaglądając prosto w jej niebieskie oczy, ale zaraz się wyprostował i poprawił koszulę - no i serce też mam czarne, jak ta koszula, i jak wampiry - dodał już stawiając drinki na ladzie. Już przeżuwając plasterek limonki, który wsadził sobie do ust.
Tylko skinął głową, kiedy mu oznajmiła, że nie chce słomki, i dobrze, bo nawet nie miał ich pod ręką. Już miał wyjść zza lady, ale jedna z barmanek, ta przebrana z kobietę kota chwyciła go za pelerynę, z jakimś Madox, se suponía que debías ayuda na karminowych ustach.
- Sofía, por favor, sabes lo mucho que me gusta Halloween - pogadali sobie, ale przecież nikt go siłą nie zatrzyma. Jeszcze im powiedział, żeby zawołały Maddie, czyli menadżerkę, to im pomoże.
Stanął w końcu obok brunetki, ze swoją szklanką z drinkiem, ale przez te wampirze zęby piło mu się kiepsko. Może jednak mógł wziąć słomkę...
Ale kiedy powiedziała to, że słomka zabija smak alkoholu, to Madox stwierdził, że już woli się męczyć.
- No tak, niektórzy piją, żeby się najebać, a ja piję, bo lubię... - źle to chyba zabrzmiało - ten smak... - dodał zaraz i upił swojego drinka. Oparł się o ladę obok dziewczyny, bo ktoś mu zrobił miejsce. Właściwie to stali bywalcy kojarzyli Madoxa, i zdawali sobie sprawę, że lepiej mu nie wchodzić w drogę, bo był trochę... nieobliczalny.
Odwrócił się w kierunku pająko-kocicy, ale zaraz zawiesił tęczówki gdzieś nad jej ramieniem, a potem... chwycił ją za rękę, żeby ją odciągnąć od baru i kiedy wbiła w niego te niebieskie spojrzenie, to on też zawiesił na niej swoje, szedł tyłem, trochę na wyczucie, prowadząc ją gdzieś w tłum.
- Ja pierdole... Menadżerka przyszła i zaraz by truła... wiesz jak jest - wyjaśnił w końcu, bo skoro miała bar, to wiedziała. Kiedy się obejrzała, to przysunął się do niej, żeby jej pokazać menadżerkę, wskazał blondynę przebraną za seksi pielęgniarkę, trzymała w dłoni wielką strzykawkę, najpierw się trochę podarła, a potem rozejrzała. A Madox się schował za brunetkę i pociągnął ją jeszcze dalej.
- To wariatka - dodał tłumacząc swoje zachowanie. Ale prawda jest taka, że bardziej walnięty był Madox. Podniósł swoją szklankę, żeby się z niej jeszcze napić, kiedy brunetka znowu się do niego odwróciła.
- Jak nie będziemy tańczyć, to może sobie usiądziemy? - znajdowali się gdzieś w połowie drogi do parkietu i do loży, które były przeładowane... Ale dla Madoxa to nigdy nie był problem.

𝑴𝒆𝒐𝒘. ฅ(•- •マ

emptiness never sleeps… and neither do we

: wt mar 10, 2026 11:16 am
autor: vita holloway
Vita przysłuchiwała się jego propozycjom nazw, rozumiejąc tylko niektóre słówka. W szkole uczyła się hiszpańskiego i coś tam jeszcze pamiętała, ale zdecydowanie nie na tyle, by móc swobodnie rozmawiać w tym języku. - Santa Muerte - powtórzyła po nim, akcentując „r”, które dla wielu anglojęzycznych osób było nie do przejścia. - Podoba mi się - odparła z uśmiechem. - Poza tym, nie oszukujmy się, te dziewczyny pewnie mają na ciebie crusha i zgodzą się na wszystko, o co poprosisz - parsknęła pod nosem. - Więc następnym razem walcz o swoje! Drinki o takich nazwach sprzedawałyby się jeszcze szybciej. - Posłała mu szczery uśmiech. Naprawdę tak myślała. Vita nie cierpiała kłamstw ani owijania w bawełnę- lubiła mówić wprost to, co myśli i jak jest. Przyglądając się jego reakcji na swoją teatralną szopkę, chwilę później parsknęła śmiechem, widząc jego język wystawiony na wierzch. - Damn, zaraz będę musiała cię reanimować.

Pomijając ten drobny incydent z tamtym typkiem, atmosfera była całkiem przyjazna, a sceptycznie nastawiona do wszelkich nowych relacji Vita była mile zaskoczona, jak dobrze rozmawia jej się z nowo poznanym mężczyzną z branży. Z jej ust wyrwało się teatralne westchnienie. Przykryła usta dłonią i wpatrywała się w niego z udawanym przerażeniem. - Czyli straciłam już kilka aura punktów u ciebie, eh? - parsknęła. - Mówisz? - Uniósłszy lekko brew, była wyraźnie zaskoczona, gdy ogłosił, że podobno tańczy tak dobrze, że sama Shakira byłaby pod wrażeniem. - Kręcisz bioderkami lepiej niż ona? Będę musiała to zobaczyć- odparła z uśmiechem, dalej brnąc w tę grę słów i kokieteryjność.

Uśmiechnęła się szeroko na jego kolejne słowa, uniosła szklankę i skinęła głową w sposób, który niemal mówił - amen. - Potrzebny mi jeszcze jeden cud na dzisiejszy wieczór, żebym jakoś dotarła do domu i nie była przetrzymywana siłą przez znajomych z pracy - parsknęła, rozglądając się szybko, czy aby na pewno nie ma ich nigdzie w zasięgu wzroku. Nie miała ochoty na tańce, plotkowanie ani słuchanie kolejnych dramatów, przez które przechodziła jej kumpela z innym typem z baru, w którym pracowali - sypiali ze sobą, kłócili się, tylko po to, żeby zaraz znowu wylądować razem w łóżku. Vita nie miała nic przeciwko seksowi na zgodę, ale do cholery, ile można? Holloway zerknęła w dół na swoją sukienkę, obróciła się szybko i wykonała coś na kształt ukłonu rodem z Bridgertona.- Gracias, vampiro - odpowiedziała dumnie. Prawie tak dumnie, jak wtedy, gdy wykręciła czterdzieści siedem dni streaka w Duolingo. Chciała jednak dowiedzieć się o nim trochę więcej. O jego stroju. O tym, dlaczego wybrał akurat taki. Słuchając go, uniosła brew i uśmiechnęła się szeroko. - Z tym gryzieniem nie miałam jeszcze okazji sprawdzić, ale faktycznie dobrze wyglądasz.- spojrzała w jego ciemne tęczówki przez dłuższą chwilę. - Moje jest z kamienia, więc chyba dobraliśmy się idealnie. - Odparła to, unosząc szklankę do ust i upijając łyk. Lód w drinku w pewnym sensie pozwolił jej ochłonąć, gdy poczuła, jak policzki zaczynają lekko ją piec od rumieńca.

Usatysfakcjonowana faktem, że naprawdę skończył zmianę i zamierzał dotrzymać jej towarzystwa, zerknęła na niego, wciąż trzymając szklankę w dłoni. - Tak, ten smak - uśmiechnęła się, rozglądając się po klubie i próbując wyłapać jakieś miejsce, gdzie mogliby usiąść i porozmawiać. Wtedy poczuła jego dłoń na swojej ręce, a chwilę później dosłownie prowadził ją już przez tłum ludzi ocierających się o siebie na parkiecie. Nie miała nic przeciwko temu - byle tylko nie musiała zaraz popisywać się jakimiś ruchami godnymi You Can Dance czy innego programu tego typu. Patrząc na to, jak poruszały się tutejsze dziewczyny, sama wyglądałaby pewnie jak pokraczna makrela świeżo wyłowiona z wody, telepiąca się rozpaczliwie na powierzchni. Nie mogła dać się tak poniżyć. Po chwili spojrzała w kierunku kobiety, którą wcześniej jej wskazał.- Ah, uciekamy, żebyś nie został znowu wezwany? - zaśmiała się. Kiedy jej wzrok padł na lożę przepełnioną ludźmi obmacującymi się i całującymi bez większego skrępowania, jakoś uwolniła się z jego uchwytu. Tym razem to ona chwyciła jego dłoń i szybko ruszyła przez tłum tańczących ludzi w stronę wolnego skrawka miejsca.- Muszę się bardziej napić, żeby przed tobą zatańczyć! - rzuciła głośno, tak żeby jej słowa przebiły się przez muzykę. W loży było cholernie mało miejsca. Ustawiła się tak, by położyć dłoń na jego klatce piersiowej, po czym delikatnie pchnęła go, żeby usiadł na tym skrawku wolnego miejsca, który udało im się znaleźć. Sama wsunęła się między jego nogi i usadowiła tyłek na stoliku.- Dobra, pięć pytań. W zależności od odpowiedzi zdecyduję, czy będziemy się jeszcze znać po tym wieczorze.- Upiła duży łyk drinka, który wcześniej dla niej przygotował, i nachyliła się ku niemu trochę bliżej.- Horror czy komedia? Mleko po płatkach czy płatki po mleku? Seks przy zgaszonym czy zapalonym świetle? Rum czy whisky? I jak bardzo chciałeś przywalić tamtemu typowi? - Na jej twarzy pojawił się zadziorny uśmiech. Była ciekawa, co odpowie. Te pytania i tak były raczej wersją PG tego, o co zwykle by zapytała, ale chciała spędzić z nim trochę więcej czasu i nie odstraszyć go od razu swoją nachalnością.

dracula (㇏(•̀ᢍ•́)ノ)