emptiness never sleeps… and neither do we
: pn mar 02, 2026 1:34 pm
034.
Trick or trouble?
Why not both?
Why not both?
𝐻𝒜𝐿𝐿𝒪𝒲𝐸𝐸𝒩 2024
Strzygi. Wampiry. Czarownice. Kościotrupy.
I krew, dużo krwi. Sztucznej, a jednak mieniącej się w klubowych lampach jak ta prawdziwa, żywa. I tylko jej zapach był inny, chemiczny, nie mając w sobie nic metalicznego.
Emptiness nigdy nie bało się takich widoków, ani krwi, ani wiedźm, które swój prywatny, mały sabat urządzały przed drzwiami toalety, było ich tam co najmniej sześć, każda inna, z innej bajki. Była czarownica ze śpiącej królewny, z czarnymi rogami wijącymi się w kierunku sufitu. Była ta w szpiczastym kapeluszu, która ścigała Dorotkę z Kariny Oz. Była też brzydka wiedźma w potarganych włosach z dorobionym nochalem. Ale też ta seksi czarownica w króciutkiej spódniczce i pończochach. A na dokładkę przebrany za czarownicę facet, w peruce i czarnej sukience, która bardziej wyglądała jak mroczna koszula nocna, niż strój wiedźmy.
Światła w klubie mieniły się dzisiaj ciemnymi barwami, a po podłogach tułał się dym, między nogami zjaw, które na parkiecie wiły się w rytmie mrocznej, straszne muzyki.
Madox nie lubił takich imprez, imprez tematycznych, a jednak Halloween miało w sobie coś takiego, że nawet on brał w tym udział. Przebrany za jakiegoś wampira, stał za ladą, bo oczywiście, że barmanki w którymś momencie namówiły go do tego, żeby pomógł.
Nie pomagał, jak zwykle, bo kiedy one obsłużyły po trzy osoby, to on wciąż wisiał nad pierwszą. Nad jakąś brunetką.
- Dzisiaj mamy inne menu - rzucił i oparł się nonszalancko o ladę łokciem, wskazując tablicę, gdzie wypisane były te wszystkie ssstrraassszzzne drinki - ale ja i tak polecam cuba libre, albo coś na rumie, mamy dobry rum - bo to była prawda, Emptiness miało rum sprowadzany prosto z Kolumbii i to nim zawsze chwalił się Madox. Sam też zawsze pił rum, czasem z colą, dla pozorów, kiedy udawał, że pracuje na przykład. Jak dzisiaj.
Zanim jednak dziewczyna zdążyła się zdecydować, to wpadł w nią jakiś nawalony kościotrup.
- Dwa piwa! - rzucił jakby nigdy nic...
Ale trochę źle trafił, bo jakby zatoczył się na lewo do tej barmanki przebranej za kobietę kota, to może nawet by je dostał. Ale wampir Madox zaraz wyrwał się do przodu i sięgnął do kościotrupa przez ladę, zacisnął wytatuowane palce na jego stroju.
- Gdzie się kurwa wpierdalasz... nie widzisz, że pani tutaj wybiera - obaj zawiesili spojrzenia na dziewczynie. Kościotrup trochę przepraszające, a Madox ciemne, intensywne.
𝔅𝔞𝔡 𝔇𝔢𝔰𝔦𝔯𝔢𝔰