Jeśli ktoś by zapytała Madoxa, to na pewno powiedziałby, że on jest kotem. Lwem, jak ten tatuaż, który trochę wystawał spod koszuli na jego piersi,
dziki lew. Łowca.
Wampir.
-
Myślę, że dzisiaj jest idealny dzień, żeby to dopisać i od razu skreślić, bo jutro się zamieniam w... - zastanowił się, bo co miał jej powiedzieć? W barmana? W właściciela klubu? -
w gościa, który lubi kolorowe koszule - bo tak było. Madox na co dzień nosił się w kolorowych koszulach, wzorzystych, bo na wzorach nie widać krwi. Na czerni zresztą też nie. Tej sztucznej też, ginęła na czarnym materiale.
Do kręcenia bioderkami też układał się on dobrze, nawet ta peleryna dała mu trochę takiego tajemniczego wyrazu, wampirzego. Chociaż jak zobaczył minę brunetki, to parsknął, bardzo mało mrocznie, wesoło jakoś, zmrużył powieki, a jego ciemne tęczówki przesunęły się po jej twarzy, zatrzymując na ustach.
-
Trochę się gubię, ja upijam ciebie, żebyś ty mogła zobaczyć mnie w akcji? - uniósł jedną brew jeszcze mierząc ją spojrzeniem, ale zaraz też zajrzał do swojej szklanki, zostało mu więcej lodu niż drinka. A mógł zrobić bez lodu.
-
Jakbyś podeszła do baru i powiedziała, że potrzebujesz rozrywki, to na sto procent byś usłyszała... to poszukaj Madoxa, a to ja - puścił do niej oczko. Bo Madox rzeczywiście lubił się bawić, a dodatkowo miał takich swoich klientów, którym załatwiał ku temu
odpowiednie środki. Do zabawy.
Chociaż dzisiaj bawiła go ta rozmowa z nią, na temat ich serc. Madox właściwie nigdy się nie uzewnętrzniał, a zresztą on w jednej chwili tworzył jakąś wyimaginowaną postać, która pasowała mu akurat do sytuacji, bo aktorem był niezłym. Dobrym kłamcą. A jednak kiedy określił swoje serduszko jako czarne, to było w tym trochę prawdy. Nie był dobrym człowiekiem.
Teraz on oparł palec na ustach zastanawiając się nad tym.
-
To czekaj, w poprzednim życiu byłaś kamieniem? A ja... czarnym... - podrapał się po brwi -
czarną muchą, na nim? - znowu się uśmiechnął. A kiedy patrzyli na Maddie, to jego ciemne tęczówki przesunęły się po twarzy brunetki, blondyna za barem była przerażająca, impulsywna. A ciemnowłosa, która stała obok niego? Madox się cały czas zastanawiał.
Na jej kolejne słowa wywrócił teatralnie oczami.
-
Nie da się mnie trzymać w ryzach, wiesz... jak to muchy, nie do oswojenia - pokazał jej czubek języka i znowu się nadział na te zęby -
chociaż bronienie własną piersią brzmi dobrze - oczywiście, że jego ciemne oczy zjechały na jej dekolt, na piersi. Ale przecież to nie on zaczął temat, on tylko sprawdzał jakie miała szanse w starciu ze sztucznym biustem Maddie.
Marne.
Ale to nic, bo kiedy już siedzieli w loży, Madox siedział, a brunetka go zasłaniała stojąc między jego nogami, to z baru byli niewidoczni.
Odpowiedział na jej pytania... szczerze. Co też było dziwne, bo Madox nigdy nie mówił o sobie. Ale z drugiej strony, pewnie się już nie spotkają. Więc co mu szkodziło?
Parsknął śmiechem, kiedy powiedziała, że
nie ufa ludziom, którzy robią to na odwrót.
-
Ja też nie, to jakaś zbrodnia... - znowu strzelił oczami. Ale Madox już tak miał, to przewracanie oczami, jako jakiś tik -
w sumie ma dużo i zawsze jak się coś odwali, można się powołać na niepoczytalność - on tak robił, odwalał, a potem tłumaczył się, że po prostu taki jest...
pierdolnięty właśnie. Zresztą każdy, kto go znał wiedział, że Noriega jest nieobliczalny.
A to co wydawało się przypadkowym gestem, z jego strony, też często takim nie było, jak to, że jego kolano ocierało się o to jej, kiedy słuchał odpowiedzi na swoje pytania. Zawiesił ciemne tęczówki na jej karminowych ustach. Te jego wykrzywiły się w uśmiechu, bo on też zdecydowanie wolał
czerwony, najlepiej na kobiecych, pełnych wargach. Bar o trzeciej nad ranem to też jego klimat. Tatuaże też, co zresztą było widać na załączonym obrazku, miał ich dużo. Ciężko wszystkie zliczyć. A kłopoty... Nie dość, że je przyciągał, to jeszcze je uwielbiał. Lubił jak coś się działo.
Więc kiedy brunetka wylądowała na jego kolanach, to przytrzymał ją ramieniem, asekuracyjnie oczywiście. A później już wcale nie defensywnie jego palce przesunęły się po jej udzie, na które na moment spuścił nawet spojrzenie. Ale zaraz je podniósł na jej obłędnie niebieskie oczy.
-
Kurewsko prawidłowa - rzucił, a coraz ciemniejsze tęczówki przesunęły się na jej pełne wargi, a on pochylił się do niej tak, że uderzył go przyjemny zapach jej perfum, że na policzku, mogła czuć jego ciepły oddech...
Ale zaraz przy stoliku obok poszedł jakiś pomruk, najpierw
uuu, potem
ach..., a na koniec jakiś gość przebrany z zombiaka oparł się o stolik obok nich. Zmierzył ich spojrzeniem.
-
Ej bruja... - najpierw zwrócił się do dziewczyny, a potem do Madoxa -
diablo, gracie z nami? Bo nam się trochę osób wysypało... - rzucił zerkając w kierunku parki, która się zbierała.
Noriega nawet przebrany za wampira wyglądał diabelsko, to chyba te tatuaże? Albo może to ciemne spojrzenie?
-
Pytanie, albo wyzwanie, kręcimy butelką - doprecyzował zombie-boy. A Madox, jak to Madox.
-
Gramy - bo czemu nie? Noriega lubił gry. Dlatego zanim jeszcze brunetka wstała z jego kolan, to przesunął palcami po jej udzie wyżej wsuwając czubki pod materiał jej sukienki. Ale później już zombie na nich machał i wołał ich do kręgu. Był to chyba jakiś
siódmy krąg piekielny, bo dużo się tam działo, jakaś czarownica krzyczała kręć. Duch się zataczał i nawoływał, żeby celować na niego. A kręcił zombiak.
To chyba był fart nowicjusza, bo zaraz wypadło na Madoxa. Chociaż czy można to nazwać fartem?
-
Pytanie czy wyzwanie? - zapytał żywy trup.
-
Weź całowanie! - krzyknęła czarownica.
-
Mówiłaś, że bez całowania - skrzywił się umarlak, a wiedźma przewróciła oczami -
z tobą się nie chciałam całować... - rzuciła i może by się dochodzili dłużej, bo zombie się nakręcał, ale odezwał się Madox.
-
Dobra, na początek pytanie - umarlak się zamyślił, ale zaraz stwierdził, że nie wie, bo on jest dobry w wyzwania, a Madox już nawet miał zmienić na wyzwanie, ale odezwała się czarownica, że ona zapyta. Czyli jak widać reguły były dość luźne.
-
Która z nas... - tu powiodła palcem dookoła kręgu -
wygląda na największe kłopoty? - zapytała pochylając się nad stolikiem z butelką.
-
Proste. Ona... - oczywiście, że jego ciemne tęczówki zatrzymały się na brunetce, która siedziała obok niego, bardzo blisko. Zanim ktoś zdążył coś powiedzieć, a czarownica chyba chciała, to Madox już pochylił się do przodu i zakręcił butelką.
Kręciła się i kręciła, i kręciła... A na kogo wypadła?
𝑴𝒆𝒐𝒘. ฅ(•- •マ