Strona 1 z 2
sparks behind the stage
: pt mar 06, 2026 4:59 pm
autor: Cora Marshall
outfit
Pocałowałaby go.
Ewidentnie gdyby nie Kate, która nagle otworzyła drzwi kantorka, jakby podejrzewając jaki błąd Cora zaraz popełni, jej język znalazłby się w jego ustach. W którym momencie zdała sobie sprawę, że chce to zrobić? Wtedy kiedy przycisnął ją do ściany na korytarzu i oblizywał wargi na jej widok, jakby nie mógł się doczekać, aż ją skosztuje niczym wygłodniałe zwierzę? Czy może, gdy już zatrzasnął ich w kantorku, blokując jej drogę ucieczki, a dłońmi wodził po linii jej bioder? Niezależnie od tego kiedy to się stało, naprawdę chciała go skosztować. Chciała poczuć go na swojej skórze. Potrafił ją doprowadzić do takiego wkurzenia, że marzyła tylko , żeby się w końcu przymknął i to najlepiej smakując jej ust.
Całe szczęście, że w porę się opamiętała, a raczej od życiowego błędu uratowała ją kierowniczka schroniska, która była wyraźnie zmieszana ich widokiem. Nie ciągnęła blondynki za język, za co jej była wdzięczna, bo co by jej powiedziała? Że przypadkiem się zatrzasnęli we dwójkę? I całkowicie przypadkiem byli tak blisko siebie, że przy otwarciu drzwi upadli na ziemię? Cora wbrew pozorom była kiepskim kłamcą.
Wróciła więc grzecznie do domu, wziąć zimny prysznic, aby ostudzić trochę swoje gorące zamiary i zamierzała już zapomnieć o Księciu z Dupy. Przewijał się w jej myślach, jego wilgotne usta, wpatrzone w nią oczy, a także pamiętała zapach jego perfum, ale poza tym szło jej naprawdę całkiem nieźle! Aż do niej napisał, czym ją kompletnie zaskoczył. A może trochę się tego spodziewała? Trochę na to liczyła? Sama nie była już pewna oprócz tego, że działał na nią jak płachta na byka. Miała ochotę wejść do telefonu i go rozszarpać, a potem pieprzyć się z nim całą noc. Ale musiała przyznać, że jego propozycja była cholernie interesująca. Nie była pewna czyj był to pomysł i czy Kate faktycznie KAZAŁA się jej tym zająć, bo przecież działała w schronisku w ramach wolontariatu. Niemniej dla niej i innych potrzebujących oczywiście zajęłaby się jego organizacją. Poza tym było to dla niej niesamowite doświadczenie zawodowe. Do tej pory nie była pewna co chce robić w swoim życiu, bardziej lub mniej odnajdując się w marketingu w rodzinnej firmie, ale jej serce skradła muzyka od dziecka. Co gdyby mogła połączyć te dwa zainteresowania? Organizacja festiwalu nagle zaczęła się jej wydawać… pracą marzeń. Oczywiście poza Księciem, z którym musi współpracować.
Pierwszy raz chyba tak porządnie się przyłożyła do swojego zadania i poczytała o organizowaniu takich przedsięwzięć. Popytała się, przejrzała dostępne materiały i udała się na spotkanie z tym cepem. Ubrała się normalnie - tak sobie wmawiała, gdy wybierała strój z myślą, że spotyka się właśnie z nim i zakładając najkrótsze spodenki jakie znalazła w szafie. Udała się pod wskazany adres czując dreszczyk ekscytacji, ale nie spotkaniem z nim. Dobra, trochę z nim też, ale do tego się nie przyzna. Spodobało jej się to droczenie i wyzwiska, jakby czuła , że żyje, a nie tylko egzystuje jak to miało miejsce w ostatnich tygodniach. Poza tym nigdy nie była studiu i chociaż miała możliwości finansowe, aby sobie załatwić wizytę w takim miejscu, to nigdy nie było takiej okazji. A zobaczyć na żywo miejsce, gdzie powstają największe hity, które towarzyszą jej w wielu chwilach w życiu? To było cudowne przeżycie. Dlatego zanim dotarła do sali, w której przebywał Prince, trochę się rozejrzała po korytarzu.
Nie była pewna co zostanie na miejscu. Nie zdziwiłaby się, gdyby jakaś fanka robiła mu właśnie loda albo schował się za drzwiami, aby ją przestraszyć. Natomiast zaskoczył ją widok mężczyzny odwróconego do niej tyłem i płynnie rapującego głosem tak przyjemnym dla ucha, że nigdy by nie pomyślała, że to ta sama osoba obrzucająca ją wyzwiskami. W dodatku tekst piosenki również był pełen refleksji. Kto by się spodziewał? Dlatego dla odmiany Cora oparła się ramieniem o framugę i w ciszy go słuchała nie przeszkadzając mu tym razem.
Prince Williams
sparks behind the stage
: pt mar 06, 2026 6:23 pm
autor: Prince Williams
Cora Marshall
Sam nie był pewny, co go właściwie podkusiło. Wcale wytwórnia nie musiała go długo namawiać. Dobry PR, ta? On cały czas myślał o tych ustach, które mógłby uciszyć. Wystarczył przecież jeden ruch, a cała gęsta atmosfera między nimi pękłaby jak bańka. Jedno wbicie szpileczki, a on poczułby się wolny. Może dlatego przystał na tę propozycję?
Miał ludzi od organizowania logistyki. On był gówno raperem. Mógł mieć całkiem ambitne teksty, ale głównie to klubówki się wybijały. Ona chce skakać na jet sky i tego typu vibe. Jednak już sam postanowił się zaangażować, wrócił do tego nieszczęsnego schroniska dla kobiet, proponując festiwal. Szybko oczy Kate rozbłysły, a on zaproponował jedyną znaną mu osobę, która miała doświadczenie w pracy na wyższym szczeblu. Cora Marshall. Wariatka atakująca ludzi, próbująca wmówić mu, że podczas ogarniającej wściekłości, tak łatwo by mu stanął. Nie było w tym jakiejkolwiek prawdy. Chociaż nie mógł przestać o niej myśleć.O tych zielonych jeszcze brązowych dla niego oczach, pełnych, malinowych ustach oraz o jej bliskości, kiedy drżała pod jego dotykiem.
Nawet ta krótka wymiana SMS'ów zaczynała go porządnie bawić. Na jego twarzy malował się zadziorny uśmiech. Wiedział, co miał jej napisać. Od niego prośby by nie przyjęła, ale od Kate? Szczerze nie wiedział o niej nic, ale przystała na jego propozycję. Cudownie. Mentalnie czekał na rozmowy o festiwalu przy butelce whiskey i wina w jego studium nagraniowym, gdzie o tej porze nikt nie zaglądał. Specjalnie wybrał taką porę, by mieć pewność, że nikt im nie przeszkodzi. Uzależniała go jej butność oraz to słodkie oszukiwanie, że nie chciała się na niego rzucić.
W studiu zawsze się zapominał. Był dużo wcześniej przed jej przybyciem i próbował nagrać piosenkę. Stał za szybą w specjalnie wygłuszonym pokoju za szybą. Zatracił się w muzyce. Mógłby przecież być lekarzem, lub adwokatem, ale take życie nigdy go nie bawiło. Chciał adrenaliny, dopaminy, a muzyka mu to zapewniała.
To nie była typowa, raperska piosenka.
Ktoś mógłby pomyśleć, że mogłaby być o Corze. Chłodny wzrok, oszukiwanie się przed własnym pożądaniem, a jednak z piosenki wybrzmiewało jedno. Nie chodziło tylko o jedną stronę, ale o dwie. Bo go pociągało to kłamstwo przechodzące przez jej usta. Dopiero kiedy skończył piosenkę, obrócił się w jej stronę i parsknął śmiechem.
— Jednak lubisz mnie słuchać, co lala? — zagadnął, a na jego twarzy pojawił się charakterystyczny, zadziorny uśmiech. Pokręcił głową, a po chwili zdjął słuchawki, by przejść do pokoju, w którym i ona się znajdowała — witam wielką dziedziczkę fortuny fotowoltaicznej — odrobił lekcję i wyciągał wnioski z tego, co podsuwał mu słownik. Czekał tylko, aż pociągnie za jego wędkę.
— Wiesz, jak robi się festiwale? — spytał, unosząc jedną brew — bo ja nie — liczył, że poprowadzi go za rączkę. Był w stanie pozyskać artystów, dowiedzieć się czegoś z branży, zaczerpnąć języka. Naprawdę chciał nad tym pracować.
Choć chyba bardziej z nią.
sparks behind the stage
: sob mar 07, 2026 7:59 am
autor: Cora Marshall
Cora nie wiedziała jak miałaby przebiegać współpraca z Prince’m. Nie tyle co z nim, ale w ogóle nie wiedziała jeszcze, co będzie trzeba zrobić. Od czego zacząć? Co zaplanować? Miejsce? Artyści? Zgody? Czy w ogóle ona temu podoła?! Była zwykłą, głupią blondyneczką. Na tle swojego ambitnego i inteligentnego rodzeństwa - była zwykłym szaraczkiem, który dużo krzyczał i miał szalone pomysły. To będzie dla niej niezwykle duże wyzwanie, ale była gotowa się go podjąć. Obawiała się jednak współpracy z tym szaleńcem. Co on w ogóle zamierzał robić? Nawet nie potrafił obsługiwać mopa, a co dopiero organizować festiwal.
A jednak w głębi siebie nie mogła się doczekać współpracy z nim, bo to oznaczało mimowolnie więcej czasu razem spędzanego. Mimo, że ją irytował, a raczej doprowadzał na skraj wytrzymałości , to ten dreszczyk adrenaliny stawał się uzależniający. Było w tym coś pociągającego jak szybko udawało mu się ją rozgryźć. Dwa spotkania, a doskonale już wiedział, co powiedzieć i zrobić, żeby szalała z wkurzenia marząc o jego zniszczeniu. Wiedział również jaki ruch wykonać, gdzie złapać i jak , aby czuła to przyjemne mrowienie w podbrzuszu oraz nie do okiełznania chęć pocałowania go. W ciągu ułamku sekundy potrafił ją doprowadzić, że zamiast marząc o pozbyciu jego ciała, pragnęła w końcu poczuć smak jego ust na swoich. To było cholernie niebezpieczne i uzależniające.
Dlatego Prince był wyraźnie jednym z powodów , dla których zgodziła się zorganizować ten festiwal. Oczywiście nie przyzna się do tego pewnie nawet przed Maddie, a już tym bardziej jemu nie da tej satysfakcji. Przynajmniej świadomie.
Chociaż stojąc i słuchając jego przyjemnego, melodyjnego głosu mimowolnie się uśmiechnęła. Teksty pewnie mu pisali inni, ale śpiew? Na żywo w takiej chwili nie dało się tego podrobić. To był on, sprawiający że Cora stała jak zahipnotyzowana i bała się nawet głośniej oddychać, aby mu nie przeszkodzić, chociaż będąc w specjalnym pomieszczeniu, przecież jej nie słyszał. W dodatku odnosiła wrażenie, że w takiej chwili był jeszcze bardziej pociągający.
Gdy skończył i się odwrócił w jej kierunku szybko z twarzy zmazała ten zainteresowany wzrok, aby przewrócić oczami i westchnąć głośno. - Nie widząc tego Twojego żałosnego uśmiechu cepa spod monopolowego, pomyliłam Cię z kimś innym- rzuciła pierwszą lepszą wymówką, bo przecież stał do niej tyłem, a nie ciskając w nią żadnymi wyzwiskami faktycznie mogła go nie poznać! - W dodatku szanuję muzyków na tyle, żeby im nie przerywać w trakcie śpiewania- dodała już z mniejszym entuzjazmem, bo przecież właśnie po części przyznała, że go szanuję i traktuje jako muzyka… Tak, to nie było łatwe do przyznania. Weszła głębiej do środka i ściągnęła kurtkę rzucając ją razem z torebką na kanapę obok. - Fotowalicznej. Naucz się wreszcie- aż jej ramiona opadły z niemocy i świadomości, że będzie musiała pracować z takim cepem. Dobrze, że był przystojny!
Była jednak pewna kwestia, która cały czas ją trapiła i nie mogła przestać o niej myśleć. Podeszła nieco bliżej podpierając się pod boki i mogąc spojrzeć wprost w te jego ciemne oczy, które kusiły tymi iskierkami zwiastującymi dobrą zabawę. Jak ona za nią tęskniła! - Skoro nic nie wiesz na ten temat, to dlaczego Ty masz to robić? Nie możesz tego komuś zlecić, a sam to jedynie promować swoją rozjechaną walcem twarzą?- bo to, że ona ma działać to już wiedziała, że Kate jej kazała. Przynajmniej on tak jej przekazał, a czemu miałby kłamać w tym temacie?
Prince Williams
sparks behind the stage
: sob mar 07, 2026 11:14 am
autor: Prince Williams
Cora Marshall
Oczywiście, wystarczyło jedno spojrzenie, a w niej już płonął ogień. Widział tańczące iskierki w jej oczach, żałował jednego. Mógłby zatańczyć z nią w łóżku z takimi iskrami. Na pewno nigdy by się im nie nudziło. Choć zaczynał bawić go jej zachowanie. Uparcie próbowała mu pokazać, że nie jest nim zainteresowana. W kantorku widział coś innego. Te zielone oczy, które teraz patrzyły w niego z nienawiścią, wcześniej rozbierały go wzrokiem.
— Ouch — aż musiał chwycić się za serce, ale zaraz roześmiał się głośno. Trzecie spotkanie, a ona dalej chciała wydrapać mu oczy — od razu z taką agresją? — na ten moment był przecież niewinny — ostatnio zabrałem Ci mowę, zrobię to znowu — właśnie rzucał jej wyzwanie. Ciekawy był, czy postanowiłaby podjąć jego rękawicę. Go zawsze bawiły te przepychanki z nią, miały w sobie coś, co sprawiało, że chciał mocniej wepchnąć kij do mrowiska. Tylko czy na pewno był to kij do mrowiska? Tego już nikomu by nie powiedział — jeśli poprosisz — to wziął na swój cel. Będzie doprowadzał ją do szału, aż sama o niego nie poprosi. Usłyszy, że ona go chce. Pragnął złamać jej dumę, butność, którą w niego kierowała chciał przenieść w zupełnie innego rodzaju ogień.
— OHO — i znów chwycił się za serce, unosząc kąciki ust ku górze — czyli jestem muzykiem? — połechtała jego ego. Lubił być nazywany muzykiem. Większość jego piosenek nie miała większego sensu. Można by ją określić jako generyczny ochłap, kolejną klubówkę, a w głębi chciałby móc wydawać coś ambitniejszego. Nawet jeśli to się niezbyt sprzedawało.
Zaraz jednak poleciała prawdziwa salwa śmiechu. Nie mógł się powstrzymać, kiedy go poprawiła. Oj, Cora była prawdziwą, uroczą, głupiutką blondynką w jego oczach, która nawet nie wiedziała, gdzie tak dokładnie pracowała. Rozbawiło go to.
— Fotowoltaiczna — poprawił ją z szerokim uśmiechem — wpisz sobie w telefon, branża fotowoltaiczna — odparł, kręcąc krótko głową. Ile lat ona pracowała w firmie? Ile lat jej ojciec prowadził ten biznes? Musiał uznać to za urocze. Cora przypominała mu małe kociątko, które próbowało polować na czyjąś dłoń. Niby niebezpieczna zabawa, ale to tylko małe, kocie pazurki — dobra blondynka z Ciebie, lala — aż podszedł bliżej, by zmierzwić jej włosy na głowie. Tak, pozwalał sobie na więcej. Byli na jego terytorium, a tu czuł się, niczym ryba w oceanie.
Na jej kolejne pytanie uśmiech zlazł mu z twarzy. Nie wymyślił jakiejkolwiek dobrej wymówki. Co miałby jej powiedzieć, skoro sam nie wiedział? A, jeden powód zawsze brzmiał idealnie.
— Bo wytwórnia mi każe — wzruszył ramionami — coś tam pierdolili o odpowiedzialności i że lepiej będzie to wyglądać, jeśli faktycznie się zaangażuję — byłby skłonny sam uwierzyć w ten powód. Zakładali mu kaganiec, kiedy szczekał zbyt głośno. Dawali nakazy, zakazy i doprowadzali go do szału. Chciałby móc być wolnym człowiekiem. Siedzieć na plaży w ciepłym kraju, zaciągając się haszem i pijąc tanie piwsko.
— Przecież nie posądzałabyś mnie o dobre serce, co? — zagadnął, przechylając głowę — albo o chęć spędzenia z Tobą czasu, co? — nie, absolutnie nie. Lubił to, kiedy wpatrywała się w niego ze wściekłością. Finalnie westchnął ciężko, rozkładając przy tym ręce.
— Jak oboje nic nie wiemy, to internet nam powie — i zaśmiał się krótko — chcesz coś zjeść, lub pić? — jedzenia nie przygotował, ale od czego jest kanadyjskie pyszne. Za to alkohol już leżał na stoliku, cały gotowy, by rozluźnić atmosferę między nimi.
sparks behind the stage
: sob mar 07, 2026 4:56 pm
autor: Cora Marshall
Cora znała takie magiczne słowa jak proszę, dziękuję , przepraszam i nawet potrafiła ich używać. Jednak poprosić o coś Prince’a? Nigdy w życiu. A już na pewno nie o to, żeby włożył swój kij. O to akurat nigdy facetów nie prosiła. To ona pozwalała im siebie całować i pieścić jej ciało. Nie musiała o to prosić facetów, więc na pewno nie poprosi o to tego zbyt pewnego siebie muzyka. Nawet jeśli stojąc teraz przed nim marzyła, aby to zrobił. Zastanawiała się czy w łóżku też ma taki cięty język i jest stanowczy jak poza. Czy faktycznie byłby w stanie ją uciszyć? W kantorku rzeczywiście na moment odjęło jej mowę, gdy wyczekiwała, aż w końcu ją pocałuje. Zapach jego perfum był tak otumaniający, że zapomniała, że chwilę wcześniej się kłócili, a dłonie na jej biodrach potrafiły naelektryzować całe jej ciało przyspieszając pracę serca.
I teraz też tak pomału się czuła. Jedno pewnie siebie, zawiadackie spojrzenie. Jeden firmowy uśmiech. Jeden pewny siebie tekst. A ona już chciała sprawdzić czy zawsze jest taki agresywny. - Prędzej świnie zaczną latać, niż Cię o coś poproszę- odpowiedziała przewracając oczami, jakby to była oczywistość, że nigdy tego nie zrobi. I naprawdę chciała w to wierzyć, ale wiedziała już, że potrafił on grać nieczysto i miał na nią dziwnie pociągający wpływ. Będzie musiała zacisnąć zęby i wytrzymać, aby nie pisnąć słowa. A i przy okazji kolana trzymać razem.!
Zaraz jednak na jego pytanie się nieco zmieszała. - No przecież śpiewasz… to chyba jesteś muzykiem- burknęła pod nosem wyczuwając, że potraktował to jako komplement, a ona jak ostatni uparciuch nie chciała mu dać tej satysfakcji. Chociaż po tym krótkim wytępię jako muzyka zaczęła go doceniać. Przesłuchała kilka jego utworów i faktycznie - na imprezę się nadawały. Nie miały jednak tego czegos , co chwytało za serce. Co sprawiało, że pamiętało się moment usłyszenia piosenki pierwszy raz. Każdy dźwięk. Każde słowo. Z kolei moment, kiedy usłyszała dzisiejszą piosenkę, na pewno zapamięta. Tym bardziej, że zobaczyła utalentowanego Prince’a, a to było dla niej coś nowego.
Tak jak jej polecił, wyciągnęła telefon z tylnej kieszeni spodni i sprawdziła w internecie nazwę branży. Momentalnie jej twarz przybrała kolor wręcz buraczany czując, że zaraz spali się ze wstydu. Przecież to była wtopa stulecia! Schowała szybko telefon z powrotem i mruknęła pod nosem. - Przecież od początku mówiłam fotowoltaczna- to co, że ponownie się jebnęła w nazwie? Cóż, Cora do najinteligentniejszych nie należała, ale się starała! Tak jak próbowała uniknąć potargania włosów. Czy on ją traktował jak dziecko? Prychnęła pomału już tym zirytowana, ale zaraz sobie przypomniała właśnie o tym ważnym pytaniu - dlaczego on? Słuchała go i przyglądała mu się bardzo uważnie. Jej wzrok był wręcz intensywny, gdy próbowała rozgryźć czy mówi prawdę? Jak wspomniał o możliwym dobrym sercu i chęci spędzenia czasu z nią w tym prześmiewczym tonie, to poczuła się trochę… dziwnie? Nie była w stanie określić dokładnie swoich uczuć, ale czy to był zawód? Czy faktycznie część jej wierzyła w jego bezinteresowność i to, że poczuł to samo co ona? Czy chciała, aby pragnął ją pocałować? Potrząsnęła głową nie tyle co na jego słowa, a żeby własne myśli wyrzucić z głowy. - Prędzej o chęć zatrucia mi życia- odpowiedziała złośliwie próbując nie pokazać mu, że niezbyt ją usatysfakcjonowała ta odpowiedź. - Tylko niczego nie spierdol, cepie- dodała jeszcze na koniec, bo skoro ktoś mu kazał, to się może migać od pracy, prawda?
Odwróciła się , aby sięgnąć do swojej torebki. - Tak, bo na trzeźwo nie wiem czy wytrzymam z Tobą dłużej niż pięć minut- nie musiała się nad tym długo zastanawiać. To mógł być nawet dobry pomysł. - W sumie masz coś do jedzenia? Bo możemy zamówić pizzę- tym to nigdy nie pogardzi! Wyciągnęła w końcu z wnętrza torebki różowy, futrzany notatnik, a do tego miała w zestawie srebrny długopis z dzwoneczkiem na końcu dzwoniącym przy każdym najmniejszym poruszeniu. Usiadła na jednym z tych wygodnych foteli przy konsoli, opierając się wygodnie i zakładając nogę na nogę. - Dobra, zacznijmy od tego, że potrzebujemy zdobyć sponsorów, którzy wyłożą nam hajs na festiwal. Czy znasz jakiś bogaczy, którzy chcieliby wesprzeć nasz projekt?- spytała otwierając notes na pierwszej stronie i spojrzała na niego z wyrazem prawdziwej profesjonalistki, chociaż pewnie wyglądała komicznie uroczo - w rockowej koszulce, różowym futrzanym zeszycie i wciąż źle powtarzając branżę, z którą była związana wręcz od poczęcia. Ale starała się! Wolała przy nim się skupić na pracy, a nie na jego tych wydatnych ustach, które miała wrażenia, że ją kuszą odkąd się tylko odwrócił.
Prince Williams
sparks behind the stage
: ndz mar 08, 2026 10:01 pm
autor: Prince Williams
Cora Marshall
— Jedną świnkę znam, którą mógłbym rzucić — parsknął niemalże od razu. Szybko łączył fakty. Do Mads często mówił proszę modżajto dla mojej świni. Jakby nią rzucił, to zaczęłaby latać i — wtedy poprosisz? — przechylił głowę i wbił w nią intensywne spojrzenie. Czekał na zmieszanie oraz falę wściekłości. To właśnie chciał zobaczyć, sprawiało mu to przyjemność. W takich przelotnych momentach chciał chwycić ją za brodę i tak po prostu pocałować, by przestała jazgotać.
— HA! — aż klasnął w dłonie — Cora Marshall mnie szanuje — musiał to sobie zapisać w kalendarzu. Powinien mieć taką marchewkę-dyktafon jak funkcjonariuszka Hopps w zwierzogrodzie. Wtedy odtwarzałby to sobie całymi dniami. Jesteś muzykiem, a muzyków szanuje. Prawdziwa muzyka dla jego uszów, musiał to przyznać głośno.
— Fotowoltaiczna — poprawił ją raz jeszcze — rety, muszę mieć niezwalający uśmiech, skoro przy mnie tak plącze Ci się język — rzucił pewnym siebie tonem, podchodząc do niej i mierzwiąc jej czuprynę ręką. Czerwony pomidorek. Wolał jej tego nie wypominać, za to wyjął telefon, żeby cyknąć fotkę. Będzie wypominał jej ten moment, a przy okazji będzie, miał cudowną tapetę. Podobała mu się taka... speszona. Nie miała w sobie nic z tej atakującej go wariatki.
— Musiałabyś być wyjątkowa, żebym chciał Ci je zatruć — prychnął, kręcąc głową. Była wyjątkowo, wyjątkowo potrafiła wyprowadzić go z równowagi — to ty tu jesteś blondynką, lala — aż zacmokał. Jak wiadomo jedyną różnicą między blondynką a papierem toaletowym, było to, że papier się rozwijał.
— Wino, whiskey, czy wódka? — dopytał, czekając na jej decyzję, jakie szkło ma zabrać. Nalał je, co tam chciała, a sam nalał sobie whiskey i dołożył kilka kostek lodu — zamów, dam Ci blika — też by opierdolił taką dobrą pizzę. Musiał czymś zająć usta, bo kiedy tak na nią patrzył, to chciał móc zerwać z niej wszystkie ubrania po kolei.
— Ty tak poważnie z tym notatnikiem? — prychnął różowe, futerkowe coś — a ten długopis to jeszcze ze szkoły podstawowej? — aż uniósł wysoko brwi, patrząc na nią. Wyglądała rozbrajająco na tym krześle, przezabawnie, ale też gorąco. Jedyne co mu nie pasowało to ubrania, mogłoby ich nie być.
— Ciebie znam — była przecież wielką dziedziczką branży fotowalicznej, co nie? — no i jeszcze kogoś bym znalazł... Newton, Novak, nooo do kogoś mógłbym zagadać — wymieniał bogatych kumpli. Masę czasu się z nimi nie widział, ale jego bajerancki uśmiech wiele by zmienił — ale ty też musisz kogoś znać co? — spytał, przechylając delikatnie głowę i marszcząc przy tym groźnie brwi — ja to mógłbym podbić do artystów, żeby zagrali — ich znał bardziej niż korporacyjnych bogoli. Ojciec prawnik, matka lekarz niby powinni kogoś znać, ale on od jakiegoś czasu nie miał z nimi stałego kontaktu.
— Lala — zaczął poważnym tonem Williams, a na jego twarzy pojawił się zawadiacki uśmiech — powinnaś mieć dłuższe te spodenki, bo widać te czarne... Ktoś mógłby pomyśleć, że chcesz mnie sprowokować — teraz to on chciał ją sprowokować, zobaczyć delikatne rumieńce na jej policzkach. Nie pasowała jej ta poza profesjonalistki. Wolał ją w formie wariatki, która okłada go w sklepie muzycznym.
sparks behind the stage
: pn mar 09, 2026 3:00 pm
autor: Cora Marshall
Spojrzała na niego jak na cepa - wręcz zaskoczona jego pomysłem. Skąd on się w ogóle wziął w jej życiu i na tej planecie?- - Ona ma latać, a nie spadać w dół, bo nią rzuciłeś- westchnęła głośno, próbując mu wytłumaczyć różnicę. Bo przecież nie zarzuci świnią tak jak dyskiem czy oszczepem na olimpiadach. W sumie w ogóle nie wiedziała jak jest sprawny fizycznie. Czy chciałaby to sprawdzić? Absolutnie tak. Czy to zrobi? Nie, bo walczy ze sobą! - W dodatku skąd pomysł, że chciałabym, żebyś mnie uciszył?- nagle jej to wpadło do głowy, więc spojrzała na niego lekko zaintrygowana i czekając na jego odpowiedź. Nie miała pojęcia nie tylko jak pojawił się w jej życiu, ale jak to robił, że potrafił w tej samej chwili sprawić, że chciałaby, żeby stąd zniknął jak i zrzucić z niego ciuchy, by sprawdzić, czy byłby w stanie doprowadzić ją, żeby krzyczała jego imię, ale tym razem z rozkoszy. Wybudzał w niej dwa sprzeczne ze sobą na pozór uczucia - nienawiść i pożądanie. Nigdy się tak nie czuła do tej pory.
Nigdy się też nie czuła zawstydzona. Zawsze była pyskata z wysoko podniesioną brodą, nie przejmując się opinią innych. Ale przed nim? Tak, zawstydziła się. Słysząc jeszcze, że się z niej nabija, spojrzała na niego spod byka. - Nie zesraj się- burknęła na jego przytyki, bo naprawdę musiał jeszcze uderzać w pociąg, który do niego czuła? Nie mógł poprzestać na jej różnicy z papierem toaletowym?
Nie była jednak do końca taka tępa, bo potrafiła szybko przeanalizować wybór alkoholu. Wino sprawia, że ma chcicę, a wódka jest obrzydliwa i szybko się nią upije. Przy obu alkoholach nie ufa sobie w jego towarzystwie. - Whiskey- odpowiedziała wyciągając telefon , aby zamówić pizzę. Nie spytała go o zdanie, jakie chce smaki, a po prostu sama zdecydowała co zje, czyli to co ona albo niech sobie sam zamawia i nie wybrzydza. - Bez przesady, stać mnie na pizzę. Rozmawiasz z dziedziczką z branży FOTOWOLTAICZNEJ- podkreśliła bardzo wyraźnie i pomału ostatnio słowo, które chyba w końcu pierwszy raz wymówiła poprawnie, aby dać mu do zrozumienia, że nie - jej język się przy nim nie plącze, ale chętnie by posmakowała nim tych ust, które szczerzyły się do niej w tym zawiadackim uśmiechu, a od których wzroku przez chwilę nie mogła oderwać.
Dlatego musiała się odwrócić do niego plecami i szukała dłużej notatnika niż to było potrzebne, aby dać sobie chwilę wytchnienia. CO SIĘ KURWA Z TOBĄ DZIEJE CORA?! Nawet specjalnie wybrała fotel z obawy, że na kanapie może być zbyt intymnie, gdy się zetkną kolanami. - Ej o co Ci chodzi?! To jest ładny notatnik- skrzywiła się niczym urażona mała dziewczynka gładząc miłą w dotyku okładkę. Lubiła ładne rzeczy, a ten się jej podobał, więc co z tego, że kupiła go w smyku? - Hmm może pójdę do siostry po hajs…- zaczęła notować listę rzeczy do zrobienia, aby o niczym nie zapomnieć. Zapyta się też Cherry o pozostałych sponsorów. Była mądra i miała znajomości, to nie zawiedzie jej. - Tylko załatw porządnych artystów, a nie byle gówno, co nie potrafi śpiewać. I przypomnij im, że muszą to zrobić za darmo- wycelowała w niego długopisem, aby dobrze zapamiętał jak ważne jest to zadanie! O ile nie najważniejsze, bo przecież goście przyjdą dla artystów.
Próbowała się skupić na pracy, ale oczywiście nie mógł jej na to pozwolić. Musiała walczyć ze sobą, aby znowu nie spalić buraka. Jak to możliwe, że ten pyskaty cep potrafił ją zawstydzić, wkurwić i rozpalić jednocześnie? Nie poznawała samej siebie. - A po cholerę się gapisz?- spytała nie poprawiając się na fotelu ani o milimetr. Jak coś jej widać, to niech będzie widoczne wciąż. - Błagam Cię, chciałbyś żebym Cię prowokowała. Nie schlebiaj tak sobie - przewróciła zażenowana oczami, bo przecież nie chciała go rozpalić i to nieprawda, że przebierała się dziesięć razy i rozważała czy w ogóle zakładać bieliznę. - Gdybym to robiła, to już dawno byłbyś przede mną na kolanach- na jej twarzy tym razem pojawił się zadziorny i pewny siebie uśmiech, bo przecież potrafiła prowokować i uwodzić mężczyzn doprowadzając do tego, że padali jej do stóp. - W dodatku stanął Ci przy mnie, gdy miałam na sobie zwykłe jeansy i szeroką bluzę. Nie muszę więcej pokazywać-tak, czuła jego digi donga, a nie portfel!
Prince Williams
sparks behind the stage
: wt mar 10, 2026 9:49 pm
autor: Prince Williams
Cora Marshall
— Ale z Ciebie pesymistka, lala — parsknął cicho pod nosem, kręcąc głową. Totalnie nie wierzyła w jego możliwości. I całkiem szczerze? Nic dziwnego, ale męskiego ego się nie rani. Teraz będzie musiał pójść na trening do Alexa, lub Joela, by wyrobić odpowiednią kondycję — jeszcze nie poznałaś moich możliwości — odparł, uśmiechając się zawadiacko. Powoli uczył się zbijania z jej tropu. Bycie szorstkim, wyzywaniem jej nie dawało żadnych rezultatów, za to podkręcenie temperatury między nimi już tak. Zresztą powoli podobała mu się, kiedy ją onieśmielał. Przestawała przypominać wariatkę, która doszła do rękoczynów w imię płyty.
— Widzę, jak na mnie patrzysz — stwierdził, wbijając w nią intensywne spojrzenie. Czekał na pojawienie się na jej policzkach odcieniu różu. Miał oczy, widział, co działo się w kantorku i sam to czuł. Obrzydzenie powiększane z pożądaniem, którego powoli nie był w stanie opanować. Nie słysząc o własnym digi-dongu, wyczuwał panujące po nim napięcie. Choć większe musiała mieć blondynka, kiedy postanowił raz a dobrze wyjaśnić ją w kwestii nazywania dziedziny wielkiej korporacji.
— A ty się nie walnij, dziedziczko fortuny fotoWALICZNEJ — nie mógł powstrzymać się od tego żartu niskich lotów. Zwyczajnie musiał to wypowiedzieć, było to silniejsze od niego, zwłaszcza gdy widział ją speszoną. Miała w sobie coś słodkiego, a jednocześnie słodkiego. Była jak owoc z pestką w środku. Ciekawe, czy podobnie smakowała — naprawdę twoja rodzina ma firmę, czy tylko udajesz bogaczkę? — uszczypliwość i dupkowatość była wręcz dla niego wrodzona. Gena nie wydłubiesz. Rodzice - lekarz, adwokat, dosyć niecodzienne połączenie, ale bardzo dokładne. Kiedyś bardzo dbali o jego edukację, a już na pewno o umiejętność wykłócania się.
— Cola, lód? — jednak spytał. Sam pił whiskey z dwoma kostkami lodu, jej zrobił podobnie i podał jej szklankę — wow, musiałaś się bardzo skupić, żeby wymówić nazwę poprawnie — parsknął pod nosem. Może to te raperskie umiejętności sprawiały, że chciał wbijać w nią szpileczki. Nie, chciał popatrzeć na jej zirytowaną minę — no dobra, skoro nie muszę być przy Tobie dżentelmenem i dobrym gospodarzem, to proszę bardzo — wzruszył ramionami. Co on będzie się kłócił z kobietą? Widział, że coś ma za uszami. Chciał wykazać się KULTURĄ, co dla niego samego było stosunkowo niepodobne. Liczył na jakieś słowa wdzięczności, a zamiast tego nie miał żadnych słów, żeby ją skomentować.
— Wygląda jak notatnik prostytutki, lub dziewczynki z pierwszej klasy — chociaż w obu wersjach nie chciałby jej widzieć — twoja siostra ma hajs? Jakoś w to nie wierzę — kobieta? prezeską? Musiała być prawdziwą sztywniarą, pewnie podobną wariatką, co ten okaz, który miał na przeciwko siebie — raczej powinnaś zrobić research listy moich artystów. Nie jestem pewny, którzy mogą mieć za mocne piosenki — nie był idiotą, ale wrażliwość miał niższą. Nie chciał niepotrzebnego negatywnego rozgłosu — i żebyś sprawdziła listę moich utworów — wycedził krótko, patrząc na nią badawczym spojrzeniem. Zdawał sobie sprawę, że niektóre nie warte były grania na festiwalu dla schroniska dla kobiet, ale wolał zdać się na kobiecą wrażliwość.
— Bo od tego mam oczy, by się gapić — prychnął pod nosem, wbijając w nią wzrok jeszcze intensywniej. Przejechał po całym jej ciele i nie wiedział, kiedy przejechał sobie po ustach językiem — może bym chciał — mruknął cicho pod nosem, unosząc do góry oba kąciki ust. Oj, chciałby zobaczyć, jak jej usta robią coś poza szczekaniem. Może udałoby się go sprowokować do czegoś innego niż kłótni? — to spróbuj i tak nie dasz rady, dziedziczko fortuny fotowalicznej — tak, jawnie ją prowokował. Na kwestię stanięcia strzelił oczyma, powinien jej kupić płytę, może zaczęłaby w inny sposób do niego mówić? — jakby mi stanął przy Tobie, to byś nie krzyczała z jego pojawienia się, a z przyjemności — uśmiechnął się zawadiacko, a jego wzrok spadł na jej pełne usta, by później zjechać jeszcze ciut niżej. Podobała mu się taka pewna siebie, a wystarczył jedynie krótki dotyk, by to zburzyć.
— Masz pomysł na lokalizację? Może gdzieś przy jeziorze Ontario? — zaproponował się i odchrząknął, by wrócić do starego, dawnego mierzenia jej wzrokiem. Atmosfera powoli robiła się coraz gęstsza, a jemu coraz bardziej ta gra sprawiała satysfakcję. Zwłaszcza kiedy zdawał sobie sprawę, w jaki sposób wytrącić ją z równowagi.
sparks behind the stage
: śr mar 11, 2026 1:21 am
autor: Cora Marshall
Pesymizm to ostatnie słowo, jakim ludzie by określili Core. Może była szalona i rozkojarzona, ale zawsze pozytywnie nastawiona do życia. Aczkowiek w jego towarzystwie sama siebie nie poznawała. Zachowywała się momentami całkowicie inaczej niż dawniej. - A co? Potrafisz być jeszcze większym wieśniakiem?- spytała i naprawdę czekała na odpowiedź! Czyżby pomału zaczynała ją pociągać ta przepychanka z nim? - Czyli jak patrzę? Jakbym chciała, żebyś mnie uciszył?- przewróciła oczami jakby wcale nie miała ochoty utonąć w tych jego ciemnych rogówkach, które hipnotyzowały ją zbyt szybko i zbyt mocno. - Zazwyczaj w relacjach z mężczyznami wolę, aby sprawiali, że krzyczę ich imię dochodząc, dzięki nim. W Twoim przypadku zdecydowanie chcę, żebyś Ty się uciszył i zniknął z mojego pola widzenia - dodała nawet jeśli to nie była prawda. Przynajmniej poniekąd, bo tak bardzo jak chciała, żeby zniknął, tak równie mocno miała ochotę go poczuć na sobie. Jego wzrok był zbyt intensywny, żeby mogła przejść obok niego obojętnie. Co mogła z tym zrobić? Była przecież tylko samotną kobietą pragnącą poczuć się pożądaną.
Jego zgryźliwości wobec jej paskudnie dużej pomyłki w nazwie branży, sprawiał że robiła się coraz bardziej czerwona i zawstydzona. Próbowała jednak go olewać nie reagując na jego docinki. Nawet olała jego zdjęcie , nie dając mu tej satysfakcji. Chociaż miała ogromną ochotę na więcej, była bardzo grzeczna i zachowana. - Mam tyle hajsu, że mogłabym Cię wykupić i sprawić, że będziesz tańczył jak Ci zagram- dodała unosząc dumnie brodę. Nie, nie miała pojęcia, ile kosztuje. Nie wiedziała, ile sama posiada pieniędzy! Nie była nawet pewna czy może go wykupić, ale to przecież nie oznaczało, że nie będzie mu próbowała dogryźć w ten mało przemyślany sposób. A nóż widelec może Prince też nie będzie zbyt lotny?!
Natomiast był cholernie pamiętliwy z tego co już zauważyła. Znowu zrobiła się czerwona ze wstydu i wściekłości, że wypomina jej tą pomyłkę. Jak to dobrze, że na komputerze ma autokorektę, bo inaczej pewnie bliźniaki już dawno by ją wyjebali z firmy. - Lejesz tą colę czy będziesz tak pierdolił trzy po trzy?- burknęła pod nosem wciąż będąc nieco tą wariatką ze sklepu walcząca z nim o płytę. Jednak tym razem już wiedziała jak się nazywa branża, w której jej rodzina zarobiła miliony. Niestety, dzięki temu oto mężczyźnie, który zbyt mocno ją pociągał.
Starała się jednak z tym walczyć i skupić na pracy, ale oczywiście musiał się przyjebać nawet do jej notatnika! - Jesteś obleśny! Jak coś Ci się może kojarzyć zarówno z prostytutką jak i pierwszoklasistką?! - aż się skrzywiła przyciskając notatnik do piersi, jakby chciała go uchronić od tych paskudnych słów Williamsa. - Oczywiście, że ma! W dodatku jest bardzo mądra i jest prezesem w naszej firmie- dodała bez żadnego zająknięcia - z dumą i pewnością w głosie. Prince mógłby jej pozazdrościć takiej siostry! - Nie będę za Ciebie odwalać roboty. Ty wybierz artystów, przygotuj listę utworów, a ja ją następnie zweryfikuję i zatwierdzę- zaproponowała, bo już widziała jak chciał zrzucić na nią część obowiązków. Ona się nie da! Razem to razem. A to czy sprawdzi jego utwory… Na pewno to zrobi i nie w celu występu na festiwalu, a z czystej ciekawości, aby odtwarzać w koło to co dzisiaj usłyszała. Miała tylko nadzieję, że jest to gdzieś dostępne.
Pomimo historii jaka do tej pory ich łączyła, zgodziła się zorganizować ten festiwal razem z nim. Wywoływał w niej całkowicie nowe dla niej uczucia, więc chciała się skupić na pracy, co wydawało się dosyć ciężkie. Upiła spory alkoholu czując jak ją uważnie obserwuje. Odstawiając szklankę oblizała usta w tym samym czasie co on - widziała doskonale ten moment , bo mu się przyglądała. Wzrok jakim na nią patrzył, sprawił że nagle w pokoju zrobiło się znacznie gorąco. Policzki stały się jeszcze bardziej zaróżowione i żałowała, że nie założyła niczego na cienkich ramiączkach. Jego spojrzenie było cholernie pociągające, a jednocześnie miała ochotę zmazać mu ten cwany uśmiech i pokazać jak bardzo się myli. Czy to było normalne, że wywoływał w niej tak skrajne emocje? Zastanawiała się nad odpowiedzią przyglądając mu się uważnie z pewnym zaintrygowaniem w oczach, którego wcześniej tutaj nie było. Rozważała wszystkie za i i przeciw. Analizowała szczegóły. Naprawdę Cora właśnie MYŚLAŁA.
- Z czym bym nie dała rady? - spytała całkiem swobodnie, ale odłożyła już notatnik i długopis na stolik obok.- Myślisz, że nie widzę jak na mnie patrzysz aż zasycha Ci w ustach?- uniosła znacząco brew przesuwając się fotelem bliżej niego.- Dobrze wiem, że chciałbyś sprawdzić to ciało- kładąc dłonie na jego kolanach, zmusiła go , aby rozchylił nogi, a ona mogła przesunąć się jeszcze bliżej, aż kolanami dotknęła jego krocza. W tym czasie dłońmi sunęła po wewnętrznej stronie jego ud, cały czas utrzymując kontakt wzrokowy - pełen pasji i pożądania. - Chciałbyś pewnie sprawdzić czy tylko udaję brak zainteresowania czy może jednak faktycznie nie działasz na mnie ani trochę- odsunęła się zabierając dłonie, ale tylko kilka centymetrów. Na tyle, aby móc swobodnie rozchylić swoje nogi w tyć ultra krótkich spodenkach. Dłonie oparła na jego kolanach i się nachyliła do niego. - Zgadzam się. Widok jest niesamowity- odpowiedziała, gdy zadał pytanie o miejsce festiwalu. Pytanie czy jej odpowiedź dotyczyła jeziora Ontario czy jego ponętnych ust, w które chciała się wpić i oczu pełnych blasku. Skoro on z nią pogrywał, to ona też może, prawda?
Prince Williams
sparks behind the stage
: czw mar 12, 2026 10:09 am
autor: Prince Williams
Cora Marshall
— Jakbym chciał, to potrafiłbym być najbardziej czarującą osobą na świecie — prychnął na tego wieśniaka. Ani razu nie pokazała mu się z interesującej go strony. Wręcz odwrotnie wściekała się, wyzywała go, a on nie był w stanie cały czas się bronić. Były momenty w trakcie, których wiedział, że musiał zwyczajnie na świecie odpuścić. Tyle że ona mu ich nie oferowała, musiał działać na najwyższych obrotach, by móc ją w jakikolwiek sposób spacyfikować.
— Sama to powiedziałaś — mruknął, odpowiadając na jej pytanie. Za bardzo ułatwiała mu sprawę, każde pytanie obracał przeciwko niej. Czuł, jakby ich relacja przypominała pisanie wiecznego dissu. Wyszukujesz słabości i zadajesz je bardzo mocno wręcz celnie, by przeciwnik stracił własną amunicję — przypomnę raz jeszcze, nie musisz ze mną współpracować — nie zmuszał jej do przebywania z nim. Mogła odejść, a on zająłby się własnymi mało interesującymi sprawami. Może wtedy dokończyłby piosenkę, którą ostatnio napisał... dla kogoś.
— To mnie wykup — zaśmiał się prosto jej w twarz, schylając się, by mogła poczuć jego oddech na sobie — chciałbym zobaczyć, jak próbujesz utrzymać mnie na smyczy. Tylko nie wiem, czy nie byłoby odwrotnie — aż uśmiechnął się zadziornie. Jeśli ta mała lala myślała, że byłaby w stanie nad nim zapanować, to się gorzko myliła. W jego oczach pojawił się dziwny, niebezpieczny błysk. Chciał móc ukarać ją za jej zachowanie.
— Po co ta agresja — prychnął, dolewając dla księżniczki coli — proszę, lala — mruknął pod nosem, a sam rozłożył się na fotelu, jak na panicza przystało.
— A kto inny miałby puchowy notatnik? — oprócz Cory oczywiście — pierwszoklasistka stwierdzi, że to słodkie, a dziwka doszuka się w nim fetyszu — aż rozłożył ręce, to przecież było takie oczywiste. Poza tym, czy pracując w poważnej korporacji, nie powinna mieć bardziej stonowanego notatnika? — jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić, zwłaszcza że jest twoją siostrą — parsknął pod nosem. Mądra prezeska. Ciekawe, pod jakimi względami były do siebie podobne i czy obie były takimi samymi wariatkami — takich samych rodziców macie? — dopytał, przechylając głowę. Jedna prezeska, druga wariatka jakoś nie był w stanie sobie tego wizualizować.
— Zdajesz sobie, że jestem cepem i nie mam wrażliwości? — spytał w sprawie artystów. Dla niej wystarczyło, że byli zajebiści, poza tym większość z nich to byli jego kumple, dla których byłby w stanie oddać własne życie. Nigdy w życiu nie odmówiłby im zagrania jakiejkolwiek piosenki.
— Ze sprowokowaniem mnie — odparł niskim tonem, zawieszając na niej swoje spojrzenie. Widział, jak do niego lgnęła, ale nie miał zamiaru brać udziału w jej grze — mówisz o sobie lala? Jak tak to owszem, widzę — dopytał, słysząc o zasychaniu ust. No, poczuł się spragniony jej ust, a gdy była tak blisko niego, chciał móc jej kosztować. Najlepiej teraz w tym momencie, sięgnąć do warg i wbić się w nie mocno — jeszcze raz Lala, mówimy o Tobie, czy o mnie? — zagadnął, słysząc o braku zainteresowania. Raz przechylił głowę, a cały czas wpatrywał się w jej oczy — bo chyba się zgubiłem — cały czas się przy niej gubił, tracił się w jej intencjach wobec niego oraz tym czego tak właściwie chciała.
— Oby tylko nie spadł wtedy deszcz — pierwszy raz pozwolił sobie na zlustrowanie jej wzrokiem. Cholera, była piekielnie gorąca. Przez jego głowę przechodziły przeróżne scenariusze, ale tylko na jeden z nich mógł się zdecydować.
Nic nie mówiąc, sam pochylił się bardziej nad nią i chwycił ją za pośladki, by usiadła na jego kolanach. Nienawidził zbędnej odległości. Sam oparł się mocniej o oparcie fotela, przez moment ją obserwując. Zastanawiał się, co dokładnie chodziło mu jej po głowie. Wtedy już zdał sobie sprawę z jednego. Musiał ją dzisiaj złamać i doprowadzi do tego.
Uniósł się delikatnie, kładąc jedną z dłoni na jej kark, a jego palce oplotły jej piękne, blond włosy. Tak wpatrywał się w nią w ciszy, skracając coraz bardziej między nimi dystans. Powoli ich oddechy mieszały się ze sobą, a zaledwie kilka centymetrów dzieliło ich od połączenia warg.
— I co teraz Cora? — spytał, kładąc dłoń na jej biodrze i zaciskając ją. On umiał prowokować, a jeszcze bardziej od prowokacji uwielbiał widzieć głodny wzrok kobiety. Jakkolwiek pyskata, czy wściekła, by ona nie była, miał zamiar ją zamknąć. Pierwszy raz zwrócił się do niej po imieniu, bo podskórnie wiedział jedno, że ich współpraca będzie... naprawdę interesująca.