my bad, don't hurt me
: sob mar 07, 2026 1:18 pm
001.
Uwielbiał to jak późno robiło się ciemno, że łatwo dało się znaleźć dobrą imprezę i ludzie generalnie byli jakoś tak bardziej otwarci. Łatwo było się otoczyć nieznajomymi i bawić do rana, jakby znali się pół życia, nawet jeśli mieli nawet nie pamiętali swoich imion. Kobiety nosiły krótsze ubrania, mężczyźni chętniej zrzucali koszulki w miejscach publicznych i mógł nacieszyć oko nawet bez zagadywania. Brzmiał jak creep? Może. I co z tego?
Był szaleńcem. Tornadem, diabłem tasmańskim, męską prostytutką, której nawet nie trzeba było płacić, a nawet jeśli, to jego ulubioną walutą był dobry czas. Czas, którego nie spędzał sam. Czas w którym mógł się zapomnieć, wyłączyć mózg, zmęczyć ciało i tańczyć, BOŻE jak on lubił tańczyć!.
Najebał się. Tak. Był tego całkiem świadomy w swojej boskiej nieświadomości.
Imprezy przy plaży były jego ulubionymi. Pomijając romantyczne zapędy do których miał skłonności i fakt, że mógł westchnąć głęboko do zachodzącego słońca, zaciągając się fajeczką, pomijając też to, że w gruncie rzeczy pijane osoby i zbiorniki wodne to był bardzo zły pomysł; otwarta przestrzeń pozwalała Bennettowi drzeć japę, palić i generalnie być nieznośną pchłą do oporu. Powiedzmy. Prędzej czy później nie chciał już wrzeszczeć, gardło drapało dodatkowo od dymu i jedyne ujście jakie miał dla swoich nieopanowanych emocji, to plątanie się w te i z powrotem w rytmie muzyki, śpiewając pod nosem.
- Heeeey, sorry, kto by pomyślał, że piasek taki nierówny. - wpadł na jakiegoś typa. Wysokiego. Przystojnego. Bardzo w jego typie typa. Uśmiech, przez 95% czasu widoczny na jego twarzy tak czy siak, stał się jeszcze szerszy; wyszczerzył się do nieznajomego od ucha do ucha. - Szukasz kogoś? Bo ja chyba znalazłem. Znam kilka głupich tekstów na podryw, chcesz posłuchać? - był głośny, paplał co mu przyszło do głowy i nawet nie przyszło mu do głowy, że ten ładny pan mógł w ogóle nie chcieć nawet jego nawalonego, średnio przyjemnego towarzystwa, a co dopiero końskich zalotów. Nie pamiętał już ile w siebie wlał, ile wypalił i jakie dodatkowe substancje postanowił wciągnąć tej konkretnej nocy, ale przecież gay radar nigdy nie zawodził, nie...? Nie?
Alexander Hall