my bad, don't hurt me
: sob mar 07, 2026 1:18 pm
Kochał lato.
Uwielbiał to jak późno robiło się ciemno, że łatwo dało się znaleźć dobrą imprezę i ludzie generalnie byli jakoś tak bardziej otwarci. Łatwo było się otoczyć nieznajomymi i bawić do rana, jakby znali się pół życia, nawet jeśli mieli nawet nie pamiętali swoich imion. Kobiety nosiły krótsze ubrania, mężczyźni chętniej zrzucali koszulki w miejscach publicznych i mógł nacieszyć oko nawet bez zagadywania. Brzmiał jak creep? Może. I co z tego?
Był szaleńcem. Tornadem, diabłem tasmańskim, męską prostytutką, której nawet nie trzeba było płacić, a nawet jeśli, to jego ulubioną walutą był dobry czas. Czas, którego nie spędzał sam. Czas w którym mógł się zapomnieć, wyłączyć mózg, zmęczyć ciało i tańczyć, BOŻE jak on lubił tańczyć!.
Najebał się. Tak. Był tego całkiem świadomy w swojej boskiej nieświadomości.
Imprezy przy plaży były jego ulubionymi. Pomijając romantyczne zapędy do których miał skłonności i fakt, że mógł westchnąć głęboko do zachodzącego słońca, zaciągając się fajeczką, pomijając też to, że w gruncie rzeczy pijane osoby i zbiorniki wodne to był bardzo zły pomysł; otwarta przestrzeń pozwalała Bennettowi drzeć japę, palić i generalnie być nieznośną pchłą do oporu. Powiedzmy. Prędzej czy później nie chciał już wrzeszczeć, gardło drapało dodatkowo od dymu i jedyne ujście jakie miał dla swoich nieopanowanych emocji, to plątanie się w te i z powrotem w rytmie muzyki, śpiewając pod nosem.
- Heeeey, sorry, kto by pomyślał, że piasek taki nierówny. - wpadł na jakiegoś typa. Wysokiego. Przystojnego. Bardzo w jego typie typa. Uśmiech, przez 95% czasu widoczny na jego twarzy tak czy siak, stał się jeszcze szerszy; wyszczerzył się do nieznajomego od ucha do ucha. - Szukasz kogoś? Bo ja chyba znalazłem. Znam kilka głupich tekstów na podryw, chcesz posłuchać? - był głośny, paplał co mu przyszło do głowy i nawet nie przyszło mu do głowy, że ten ładny pan mógł w ogóle nie chcieć nawet jego nawalonego, średnio przyjemnego towarzystwa, a co dopiero końskich zalotów. Nie pamiętał już ile w siebie wlał, ile wypalił i jakie dodatkowe substancje postanowił wciągnąć tej konkretnej nocy, ale przecież gay radar nigdy nie zawodził, nie...? Nie?
Alexander Hall
Uwielbiał to jak późno robiło się ciemno, że łatwo dało się znaleźć dobrą imprezę i ludzie generalnie byli jakoś tak bardziej otwarci. Łatwo było się otoczyć nieznajomymi i bawić do rana, jakby znali się pół życia, nawet jeśli mieli nawet nie pamiętali swoich imion. Kobiety nosiły krótsze ubrania, mężczyźni chętniej zrzucali koszulki w miejscach publicznych i mógł nacieszyć oko nawet bez zagadywania. Brzmiał jak creep? Może. I co z tego?
Był szaleńcem. Tornadem, diabłem tasmańskim, męską prostytutką, której nawet nie trzeba było płacić, a nawet jeśli, to jego ulubioną walutą był dobry czas. Czas, którego nie spędzał sam. Czas w którym mógł się zapomnieć, wyłączyć mózg, zmęczyć ciało i tańczyć, BOŻE jak on lubił tańczyć!.
Najebał się. Tak. Był tego całkiem świadomy w swojej boskiej nieświadomości.
Imprezy przy plaży były jego ulubionymi. Pomijając romantyczne zapędy do których miał skłonności i fakt, że mógł westchnąć głęboko do zachodzącego słońca, zaciągając się fajeczką, pomijając też to, że w gruncie rzeczy pijane osoby i zbiorniki wodne to był bardzo zły pomysł; otwarta przestrzeń pozwalała Bennettowi drzeć japę, palić i generalnie być nieznośną pchłą do oporu. Powiedzmy. Prędzej czy później nie chciał już wrzeszczeć, gardło drapało dodatkowo od dymu i jedyne ujście jakie miał dla swoich nieopanowanych emocji, to plątanie się w te i z powrotem w rytmie muzyki, śpiewając pod nosem.
- Heeeey, sorry, kto by pomyślał, że piasek taki nierówny. - wpadł na jakiegoś typa. Wysokiego. Przystojnego. Bardzo w jego typie typa. Uśmiech, przez 95% czasu widoczny na jego twarzy tak czy siak, stał się jeszcze szerszy; wyszczerzył się do nieznajomego od ucha do ucha. - Szukasz kogoś? Bo ja chyba znalazłem. Znam kilka głupich tekstów na podryw, chcesz posłuchać? - był głośny, paplał co mu przyszło do głowy i nawet nie przyszło mu do głowy, że ten ładny pan mógł w ogóle nie chcieć nawet jego nawalonego, średnio przyjemnego towarzystwa, a co dopiero końskich zalotów. Nie pamiętał już ile w siebie wlał, ile wypalił i jakie dodatkowe substancje postanowił wciągnąć tej konkretnej nocy, ale przecież gay radar nigdy nie zawodził, nie...? Nie?
Alexander Hall