Who, me?
: pn mar 09, 2026 7:15 am
Praca w gastro była trochę jak praca w służbie zdrowia; albo się nadawałeś, albo nie. Zazwyczaj wystarczała jedna prawdziwa zmiana, jeden porządny peak, żeby stwierdzić, czy ktoś miał jaja do tej roboty czy nie. On się zdecydowanie nie nadawał. Czasami miał wrażenie, że miał tą pracę nadal tylko dlatego, że należał do rodziny właścicieli, nawet jeżeli marzenia o męskim dziedzicu obejmującym władzę nad biznesem, już dawno poszły się kochać. Nie chciał, nie nadawał się, nie miał ambicji i generalnie jego starsza siostra nadawała się do tego znacznie bardziej.
Tak czy siak, z racji tego, że rotacja w gastro bywała całkiem wysoka, przyzwyczaił się już do nowych twarzy za barem, zwłaszcza w dni, w które spodziewali się więcej ruchu. Nadal nie miał bladego pojęcia dlaczego go rozpisali na tą konkretną godzinę i od momentu w którym się obudził, marudził. Głośno.
- Hey. Jeśli nie wiesz, co się robi za barem, to nie pomogę. Ściąga z drinkami jest tam. Terminal działa jak wszędzie indziej. Zamówienia do stolików wyskakują tutaj, jak zrobisz to kładziesz na boku, żeby kelnerzy sobie wzięli, czasami nie mają czasu powiedzieć czego im trzeba, więc czytaj notatki. Chłopak na zmywaku nie słyszy, więc ci nie odpowie, jeśli nie migasz. Lubi jak mu składamy brudne naczynia na prawo, tylko nie układaj zbyt wysoko, bo jak jebnie, to będzie źle. - mówił miarowo, beznamiętnym tonem, nawet nie podnosząc z początku wzroku na osobę, którą wzięli na kilka zmian do pomocy przy większym ruchu. Zwykle to się wiązało z faktem, że już jakieś doświadczenie mieli i nie trzeba było ich szkolić, ale wiadomo, niektóre rzeczy mogły działać zupełnie inaczej. Zakładał właśnie firmową koszulkę na podkoszulek, zaraz potem wskazując kolejne rzeczy które wymieniał, na sam koniec przenosząc w końcu wzrok na twarz dziewczyny. - Got it?.. Znam cię skądś. - to nie było w sumie nic nowego, znał naprawdę wiele osób, problem był taki, że nigdy nie mógł sobie przypomnieć ich imion i kim właściwie dla niego byli. Żył szybko, a życie częściej niż rzadziej przypominało rozmazane mignięcie. Whoosh. I nie ma. Miał tylko nadzieję, że nie była jedną z tych osób, którym w ten czy inny sposób złamał serce, albo zostawił na odczytanym i zapomniał odpisać..?
vita holloway
Tak czy siak, z racji tego, że rotacja w gastro bywała całkiem wysoka, przyzwyczaił się już do nowych twarzy za barem, zwłaszcza w dni, w które spodziewali się więcej ruchu. Nadal nie miał bladego pojęcia dlaczego go rozpisali na tą konkretną godzinę i od momentu w którym się obudził, marudził. Głośno.
- Hey. Jeśli nie wiesz, co się robi za barem, to nie pomogę. Ściąga z drinkami jest tam. Terminal działa jak wszędzie indziej. Zamówienia do stolików wyskakują tutaj, jak zrobisz to kładziesz na boku, żeby kelnerzy sobie wzięli, czasami nie mają czasu powiedzieć czego im trzeba, więc czytaj notatki. Chłopak na zmywaku nie słyszy, więc ci nie odpowie, jeśli nie migasz. Lubi jak mu składamy brudne naczynia na prawo, tylko nie układaj zbyt wysoko, bo jak jebnie, to będzie źle. - mówił miarowo, beznamiętnym tonem, nawet nie podnosząc z początku wzroku na osobę, którą wzięli na kilka zmian do pomocy przy większym ruchu. Zwykle to się wiązało z faktem, że już jakieś doświadczenie mieli i nie trzeba było ich szkolić, ale wiadomo, niektóre rzeczy mogły działać zupełnie inaczej. Zakładał właśnie firmową koszulkę na podkoszulek, zaraz potem wskazując kolejne rzeczy które wymieniał, na sam koniec przenosząc w końcu wzrok na twarz dziewczyny. - Got it?.. Znam cię skądś. - to nie było w sumie nic nowego, znał naprawdę wiele osób, problem był taki, że nigdy nie mógł sobie przypomnieć ich imion i kim właściwie dla niego byli. Żył szybko, a życie częściej niż rzadziej przypominało rozmazane mignięcie. Whoosh. I nie ma. Miał tylko nadzieję, że nie była jedną z tych osób, którym w ten czy inny sposób złamał serce, albo zostawił na odczytanym i zapomniał odpisać..?
vita holloway