late night talking
: śr mar 11, 2026 8:05 pm
Czuła się wyjątkowo nie na miejscu, kiedy przekraczała próg pięciogwiazdkowego hotelu, w którym mieli się dzisiaj spotkać z Alistairem. Skinęła głową portierowi, kiedy go mijała i do ostatniej chwili walczyła z pokusą pokazania mu odznaki policyjnej, z którą się nie rozstawała — aby tylko usprawiedliwić tym i wyjaśnić swoją obecność tutaj. Zwłaszcza, że dość mocno odstawała od reszty gości, raczej eleganckich i wyrafinowanych.
Wyprostowała się nieznacznie, czując na plecach odprowadzający ją aż do samej recepcji wzrok portiera. Odchrząknęła i poprawiła torbę z chińskim jedzeniem pod pachą. Jego woń rozchodziła się powoli po całym lobby, powodując zmarszczenie się idealnie wyregulowanych brwi recepcjonistki, która westchnęła, zaszczycając Haddie spojrzeniem.
— Jestem umówiona z panem Bediverem, pokój numer 2137 — odezwała się gładko, unosząc oba kąciki ust w wypracowanym kurtuazyjnym uśmiechu — Które piętro? — dodała jeszcze, chociaż doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że wynajął penthouse, przecież jej to powiedział. To jednak wystarczyło, żeby twarz blondynki za kontuarem diametralnie się zmieniła, a ton jakim przekazała jej instrukcje dotarcia do pokoju zakrawał o przesłodzony.
Haddie tylko skinęła głową na pożegnanie i ruszyła do windy, która zawiozła ją na ostatnie piętro.
Przemierzając korytarz, zrzuciła z ramion przetartą w wielu miejscach skórzaną kurtkę i przerzuciła ją sobie przez ramię.
Zapukała i cierpliwie czekała aż brunet wpuści ją do środka. Pomyślała sobie, że jeśli robił sobie z niej jaja i wcale go tu nie było, a zorganizował to tylko po to, żeby utrzeć jej nosa, to zamorduje go i to w wyjątkowo brutalny sposób. Na pewno znalazłaby kilka, przeglądając stare akta — wszak pracowała w dziale do spraw przestępczości zorganizowanej, ci ludzie mieli kreatywne podejście do zbrodni. Zazwyczaj.
— Nie powiedziałeś, że żeby tu wejść trzeba ubrać się jak na galę filmową — mruknęła, przepychając się obok niego przez próg. Rzuciła kurtkę na stojący w rogu fotel i poprawiła biały tiszert, jednocześnie rozglądając się po pomieszczeniu w poszukiwaniu stolika, która w końcu namierzyła. Postawiła na nim torbę z chińszczyzną — Podano do stołu! — zawołała, siląc się na ton godny Donny Reed, sugerujący zaserwowanie trzydaniowego obiadu własnej roboty. No cóż, jakby nie patrzeć, sajgonki i smażony ryż też były czyjąś robotą.
Zajęła jedno z wolnych miejsc i podwinęła nogę pod pupę, sięgając po papierowe pudełka, które zaczęła otwierać i jednocześnie opowiadać Alistairowi co się w nich znajdowało.
Kiedy skończyła, sięgnęła do sporej, ortalionowej torby i wyjęła z niej stos notatek.
— Zaczęłam przygotowywać detale naszej misji. Możemy przejść dzisiaj przez życiorys Sigrid i doprecyzować kwestie sztuki — twoje kwestie — doprecyzowała, w razie gdyby z jakiegoś powodu nie wiedział.
Alistair Bedivere
Wyprostowała się nieznacznie, czując na plecach odprowadzający ją aż do samej recepcji wzrok portiera. Odchrząknęła i poprawiła torbę z chińskim jedzeniem pod pachą. Jego woń rozchodziła się powoli po całym lobby, powodując zmarszczenie się idealnie wyregulowanych brwi recepcjonistki, która westchnęła, zaszczycając Haddie spojrzeniem.
— Jestem umówiona z panem Bediverem, pokój numer 2137 — odezwała się gładko, unosząc oba kąciki ust w wypracowanym kurtuazyjnym uśmiechu — Które piętro? — dodała jeszcze, chociaż doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że wynajął penthouse, przecież jej to powiedział. To jednak wystarczyło, żeby twarz blondynki za kontuarem diametralnie się zmieniła, a ton jakim przekazała jej instrukcje dotarcia do pokoju zakrawał o przesłodzony.
Haddie tylko skinęła głową na pożegnanie i ruszyła do windy, która zawiozła ją na ostatnie piętro.
Przemierzając korytarz, zrzuciła z ramion przetartą w wielu miejscach skórzaną kurtkę i przerzuciła ją sobie przez ramię.
Zapukała i cierpliwie czekała aż brunet wpuści ją do środka. Pomyślała sobie, że jeśli robił sobie z niej jaja i wcale go tu nie było, a zorganizował to tylko po to, żeby utrzeć jej nosa, to zamorduje go i to w wyjątkowo brutalny sposób. Na pewno znalazłaby kilka, przeglądając stare akta — wszak pracowała w dziale do spraw przestępczości zorganizowanej, ci ludzie mieli kreatywne podejście do zbrodni. Zazwyczaj.
— Nie powiedziałeś, że żeby tu wejść trzeba ubrać się jak na galę filmową — mruknęła, przepychając się obok niego przez próg. Rzuciła kurtkę na stojący w rogu fotel i poprawiła biały tiszert, jednocześnie rozglądając się po pomieszczeniu w poszukiwaniu stolika, która w końcu namierzyła. Postawiła na nim torbę z chińszczyzną — Podano do stołu! — zawołała, siląc się na ton godny Donny Reed, sugerujący zaserwowanie trzydaniowego obiadu własnej roboty. No cóż, jakby nie patrzeć, sajgonki i smażony ryż też były czyjąś robotą.
Zajęła jedno z wolnych miejsc i podwinęła nogę pod pupę, sięgając po papierowe pudełka, które zaczęła otwierać i jednocześnie opowiadać Alistairowi co się w nich znajdowało.
Kiedy skończyła, sięgnęła do sporej, ortalionowej torby i wyjęła z niej stos notatek.
— Zaczęłam przygotowywać detale naszej misji. Możemy przejść dzisiaj przez życiorys Sigrid i doprecyzować kwestie sztuki — twoje kwestie — doprecyzowała, w razie gdyby z jakiegoś powodu nie wiedział.
Alistair Bedivere