-
detektyw z syndromem perfekcjonistki, która lata po mieście i aresztuje fałszerzy dzieł sztuki i innych zbirów
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracji3. osobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wyprostowała się nieznacznie, czując na plecach odprowadzający ją aż do samej recepcji wzrok portiera. Odchrząknęła i poprawiła torbę z chińskim jedzeniem pod pachą. Jego woń rozchodziła się powoli po całym lobby, powodując zmarszczenie się idealnie wyregulowanych brwi recepcjonistki, która westchnęła, zaszczycając Haddie spojrzeniem.
— Jestem umówiona z panem Bediverem, pokój numer 2137 — odezwała się gładko, unosząc oba kąciki ust w wypracowanym kurtuazyjnym uśmiechu — Które piętro? — dodała jeszcze, chociaż doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że wynajął penthouse, przecież jej to powiedział. To jednak wystarczyło, żeby twarz blondynki za kontuarem diametralnie się zmieniła, a ton jakim przekazała jej instrukcje dotarcia do pokoju zakrawał o przesłodzony.
Haddie tylko skinęła głową na pożegnanie i ruszyła do windy, która zawiozła ją na ostatnie piętro.
Przemierzając korytarz, zrzuciła z ramion przetartą w wielu miejscach skórzaną kurtkę i przerzuciła ją sobie przez ramię.
Zapukała i cierpliwie czekała aż brunet wpuści ją do środka. Pomyślała sobie, że jeśli robił sobie z niej jaja i wcale go tu nie było, a zorganizował to tylko po to, żeby utrzeć jej nosa, to zamorduje go i to w wyjątkowo brutalny sposób. Na pewno znalazłaby kilka, przeglądając stare akta — wszak pracowała w dziale do spraw przestępczości zorganizowanej, ci ludzie mieli kreatywne podejście do zbrodni. Zazwyczaj.
— Nie powiedziałeś, że żeby tu wejść trzeba ubrać się jak na galę filmową — mruknęła, przepychając się obok niego przez próg. Rzuciła kurtkę na stojący w rogu fotel i poprawiła biały tiszert, jednocześnie rozglądając się po pomieszczeniu w poszukiwaniu stolika, która w końcu namierzyła. Postawiła na nim torbę z chińszczyzną — Podano do stołu! — zawołała, siląc się na ton godny Donny Reed, sugerujący zaserwowanie trzydaniowego obiadu własnej roboty. No cóż, jakby nie patrzeć, sajgonki i smażony ryż też były czyjąś robotą.
Zajęła jedno z wolnych miejsc i podwinęła nogę pod pupę, sięgając po papierowe pudełka, które zaczęła otwierać i jednocześnie opowiadać Alistairowi co się w nich znajdowało.
Kiedy skończyła, sięgnęła do sporej, ortalionowej torby i wyjęła z niej stos notatek.
— Zaczęłam przygotowywać detale naszej misji. Możemy przejść dzisiaj przez życiorys Sigrid i doprecyzować kwestie sztuki — twoje kwestie — doprecyzowała, w razie gdyby z jakiegoś powodu nie wiedział.
Alistair Bedivere
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Spodziewał się dzisiaj Haddie. Przecież ona zawsze musiała mieć wszystko zaplanowane. On natomiast... Całkiem lubił improwizację. Więc tak jak pamiętał, że umówili się na dzisiejszy wieczór, niekoniecznie przykładał uwagę do tego o której to miało być godzinie. Wychodząc spod prysznica zauważył, że dzwonili do jego pokoju z recepcji. W końcu po prostu wysłali mu sms'a którego właśnie odczytywał, kiedy usłyszał pukanie do drzwi. Nie zamierzał pozwalać jej za długo czekać, więc otworzył jej w puchatym, białym szlafroku z nadal mokrymi włosami. Nie zdążył się nawet przywitać zanim przecisnęła się obok niego w drzwiach.
- Jasne, czuj się jak u siebie. - rzucił z pewnym rozbawieniem obserwując jak bez większych skrupułów gości się w jego przestrzeni.
Nie zabolałoby jej gdyby narzuciła na siebie coś więcej niż prosty tshirt oraz spodnie, ale prawda była taka, że Wheeler jest piękną kobietą, a takie nie potrzebują drogich kreacji by zwracać na siebie uwagę. Alistair wiedział, że nie ma co tego komentować, a tym bardziej prawić jej komplementów, więc po prostu obciął ją sobie spojrzeniem dla własnej przyjemności kiedy akurat nie patrzyła rozpakowując swoje dary.
- Nie tylko piękna, ale jeszcze potrafi w mgnieniu oka przygotować orientalną kolację. Uważaj, jak się ludzie dowiedzą będą chcieli cię poślubić. - poruszył wymownie brwiami opadając na fotel na przeciwko niej wycierając sobie włosy ręcznikiem - Co do tego polecasz? Wino? Drinki? - uniósł na nią wzrok przechylając lekko głowę.
Skoro już się postarała i załatwiła dla nich coś dobrego powinna również wybrać co do tego wypiją. Chyba nie spodziewała się, że będą tak siedzieć o suchym pysku. Mieli na wyciągnięcie ręki room service, a za wszystko płacił on. Grzechem byłoby nie skorzystać.
- A już pomyślałem, że się za mną stęskniłaś i w końcu zapraszasz mnie na randkę. - przewrócił teatralnie oczami - Nawet jeśli w moim własnym hotelu. - zaśmiał się cicho zarzucając sobie mokry ręcznik na ramiona i sięgając po sajgonkę - To od czego chcesz zacząć? Swojej postaci czy mam Ci wyłożyć wszystkie dzieła sztuki, które będą dostępne? Zarówno te oficjalne jak i nieoficjalne? - przeszedł dość zgrabnie do celu jej wizyty.
Znał ją na tyle by wiedzieć, że nie wyluzuje dopóki nie przerobią chociaż części tematów. Jeśli to ma być przyjemnie spędzony wieczór, nie dało się uciec od jej pracy.
haddie wheeler