Strona 1 z 1

is this hell yet?

: ndz mar 15, 2026 6:50 pm
autor: syd ashford
Oh mother mercy,
give me a sign

Drugi tydzień pracy w ogromnej korporacji. Dla Syd znaczyło to nic innego jak ucieczkę z miasteczka, które powoli ją dusiło, odbierając jej jakąkolwiek możliwość rozwoju... poza ślepym podążaniem za słowem ojca w kwestii religii, w którą sama nie wierzyła. Syd wierzyła w empatię, sympatię i bycie dobrym człowiekiem. Nie potrzebowała do tego żadnych zasad mówiących jej, czy może napić się piwa, czy powinna sięgać wyłącznie po konkretny rodzaj sody. Nie chciała siedzieć w domu i być przykładną żoną dla przyszłego męża. Ba! Nie chciała mieć męża w ogóle. Sam fakt, że ojciec postawił jej warunek, że może się wyprowadzić tylko wtedy, jeśli poślubi wybranego przez niego kandydata, był dla niej absurdalny. Świetnie, co nie? Po prostu świetnie. Ale Ashford nie dała się zatrzymać. W mgnieniu oka spakowała całe swoje życie do jednej wielkiej walizki i wylądowała we własnym mieszkaniu w Parkdale... małej klitce, która na początek w zupełności jej wystarczała. Zwłaszcza że nowa posada i tak płaciła na tyle dobrze, że w teorii mogłaby pozwolić sobie na coś większego. Tylko że Syd naprawdę niewiele było do szczęścia potrzeba. Dopóki mogła żyć po swojemu, malować od czasu do czasu i kodując.

Wsuwając laptop do plecaka, zarzuciła go na ramię i ruszyła na tramwaj do centrum Toronto, do swojej nowej firmy. Poprzedni tydzień minął jej na onboardingu... poznawała strukturę organizacji, ludzi, procesy i to, czego właściwie będą od niej oczekiwać. Oficjalnie została przypisana do zespołu analizującego dane dla supply chainu. Miała wyłapywać anomalie w raportach, sprawdzać rozjazdy między danymi z systemów, analizować wyjątki wpływające na zapasy, dostawy i planowanie, a z czasem budować z tego sensowne insighty dla ludzi wyżej. W pomieszczeniach socjalnych ciągle słyszała jedno i to samo... żeby uważała na Dyrektora ds. dystrybucji i logistyki, Toto Scuro. Podobno lepiej nie zachodzić mu za skórę, bo konsekwencje potrafiły być nieprzyjemne. Syd specjalnie się tym nie przejmowała. Była niczym cień. Nic nieznaczące drzewo stojące z tyłu sceny, którego nikt nie zauważał, ale które nadal tworzyło tło, bo po prostu tam było. Tak chciała funkcjonować. Robić swoje, siedzieć z boku i nie wchodzić nikomu w paradę.

Ekhm…

...jak to zwykle w życiu bywa, nie wszystko układało się tak, jak człowiek sobie życzył. Bo dosłownie chwilę po odpaleniu komputera zobaczyła maila z kilkunastoma osobami w threadzie i połową działu wrzuconą w CC. Dyrektor chciał spotkać się po kolei z osobami odpowiedzialnymi za poszczególne obszary supply chainu. Syd od dwóch dni siedziała nad zestawieniem wyjątków w danych - próbowała namierzyć, skąd biorą się rozbieżności między forecastem, poziomami zapasu i statusem dostaw w dashboardach. Poprzedniego wieczoru zaczęła przeglądać pliki w domu, bo część rekordów wyglądała tak, jakby coś nie spinało się między źródłami, ale nie miała jeszcze niczego gotowego. Nawet porządnego wniosku. - O nie… - wyszeptała do siebie, nagle prostując się na krześle. Chwilę później zorientowała się, że godzina spotkania, którą miała wpisaną w mailu, była… teraz. Dosłownie teraz.
Chwyciła laptop pod pachę i zerwała się z miejsca, niemal biegnąc w stronę jego biura. Mijała po drodze ludzi, rzucała szybkie „sorry” i „przepraszam”, ledwo łapiąc oddech. Kiedy w końcu stanęła przed drzwiami, zapukała trzy razy, trochę zbyt nerwowo. Zacisnęła palce na klamce i weszła do środka.- Syd Ashford. Chciał się pan ze mną widzieć- powiedziała szybko, prawie jakby miała się jeszcze zaraz ukłonić niczym w Bridgertonie. Zajęła miejsce na krześle przed biurkiem, kładąc laptop na kolanach. Wyprostowała się odruchowo, próbując wyglądać na dużo spokojniejszą, niż była w rzeczywistości, i czekała, co właściwie miało się za chwilę wydarzyć.

Dyrektor ds. dystrybucji i logistyki

is this hell yet?

: ndz mar 15, 2026 7:31 pm
autor: Toto Scuro
𝚆𝚘𝚛𝚍𝚜 𝚕𝚒𝚔𝚎 𝚟𝚒𝚘𝚕𝚎𝚗𝚌𝚎 𝚋𝚛𝚎𝚊𝚔 𝚝𝚑𝚎 𝚜𝚒𝚕𝚎𝚗𝚌𝚎
Stukot klawiszy służbowego macbooka przerywał ciszę niczym strzały oddawane przez łowcę w kierunku ofiary. Toto Scuro pisał właśnie niewybredną wiadomość do całego działu Supply Chain, a każde kolejne słowo w korespondencji wydawało się być odrębnym sądem ostatecznym dokonywanym na kolejnej osobie z drużyny. Dyrektor do spraw dystrybucji i logistyki dopatrzył się bowiem w ostatnim czasie, że gdzieś na poziomie księgowości dochodziło do niedopełnienia obowiązków- przynajmniej taka była jego wstępna diagnoza. Ktoś z opóźnieniem procesował faktury armatorskie, za transport koncentratu... Ale na tym problem się nie kończył, bo te dokumenty, które zostały przez firmę zaakceptowane, bywały niejednokrotnie niezgodne z obowiązującymi kontraktami. Zareklamowanych przypadków było już w tym momencie tak wiele, że lada moment mogło dojść do wewnętrznej zapaści. Scuro był niemalże pewien, że mógł już ze spokojem wytypować winnego. Potrzebował tylko zrobić sobie korporacyjne plecy, potwierdzając swoje przypuszczenia analizą jednego z zatrudnionych w tym celu pracowników.
Wbrew pozorom Toto lubił takie przypadki. Czuł się wtedy niczym zegarmistrz pochylający się nad otwartym zegarem. Analizował pracę każdego komponentu i na tejże podstawie decydował, czy faktycznie to ten drobny fragment całości mógł być felerny. A potem go wyrywał, wyrzucał i wstawiał w jego miejsce nowy, błyszczący trybik, który podnosił jakość działania całego mechanizmu. Potrzebował tylko lupy, by móc zbadać tę część aparatu w należyty sposób. Tą lupą miała być Syd Ashford- nowy, rzekomo dobrze zapowiadający się, narybek w firmie. Miał więc zatem niepowtarzalną okazję do przetestowania kompetencji HR w dobierania mu pracowników i... faktycznie rozwiązać problem. To spotkanie zakolejkował sobie na sam koniec- jako tę przysłowiową wisienkę na torcie.
Uniósł absurdalnie małą filiżankę z parującą, czarną jak smoła kawą do ust zauważając, iż w zasadzie była już spóźniona. Nienawidził najmniejszych nawet przejawów braku profesjonalizmu a spóźnienie na spotkanie z dyrektorem czymś takim właśnie było. Upijając odrobinę kofeinowego napoju otworzył okno czatu z zaginioną pracownicą, kiedy jego drzwi otworzył dwudziestosześcioletni przeciąg. Wlepił w nią swoje ciemne spojrzenie, nie odezwawszy się nawet słowem. Uniósł jedynie brew widząc, jak siada naprzeciwko niego, nie czekając nawet na przyzwolenie. No tak, dzieciaki i ich cholerny brak etykiety. Kolejny dowód na to, że mieliśmy dziś do czynienia z humanistyczną klęską. Korporacyjne dzieciaki podtrzymywały w nim przekonanie, że podjął dobrą decyzję nie rozmnażając się.
-Chciałem się z tobą widzieć dziesięć minut temu, Ashford.- rzucił sucho, patrząc na nią zupełnie tak, jakby chciał jej wywiercić dziurę w duszy, jakby dokonała najgorszej możliwej zbrodni wojennej, a nie spóźniła się na korporacyjne spotkanie.- Pracujesz tutaj drugi tydzień i spóźniasz się na spotkanie z dyrektorem dystrybucji i logistyki? Wiesz ile firmę kosztuje godzina mojej pracy? Zdajesz sobie sprawę z tego, co mógłbym zrobić w tym czasie?- chciał, by to dobrze wybrzmiało. Ktoś mógłby powiedzieć, że się nad nią pastwił i... poniekąd tak było. Lęk oznaczał kontrolę, ta z kolei rodziła wydajność i skuteczność. W jego mniemaniu, w korporacji tylko one się liczyły.- Co jest przyczyną twojego spóźnienia?- nie odpuszczał, dalej wiercił jej dziurę w brzuchu. Coraz bardziej artykułował słowa, brzmiąc przy tym niemalże jadowicie, a jego spojrzenie na tym etapie dzieliło już chyba jej anatomiczne, człowiecze warstwy na poszczególne części w niewybredny sposób. Fakt, że ta szara myszka siedziała przed nim taka wystraszona jedynie podsycał jego pierwotną żądzę mordu... metaforyczno-korporacyjną, ma sierozumieć.

mouse

is this hell yet?

: ndz mar 15, 2026 8:00 pm
autor: syd ashford
Siedząc tam, dosłownie drżąc w środku na myśl, że już w drugim tygodniu pracy narobiła sobie problemów, wpatrywała się w niego z przerażeniem. Już na pierwszy rzut oka widziała, że był bardzo eleganckim mężczyzną... jednym z tych, którzy doskonale wiedzą, jak się ubrać, by zrobić wrażenie. Ale nie o to chodziło. Chodziło o jego oczy. Ciemne tęczówki, które w tym świetle niemal zlewały się ze źrenicami, doprowadzając ją do absurdalnego wręcz przekonania, że może właśnie siedzi tu z samym diabłem w ludzkim wcieleniu. Sam ton jego głosu przesiąknięty był niezadowoleniem i wyraźnie dawał jej do zrozumienia, że to spóźnienie uznał za karygodne. Dziesięć minut. Tylko dziesięć minut, co i tak wydawało jej się trochę nie fair, biorąc pod uwagę, że dopiero się tu odnajdywała. Z drugiej strony... miał rację. Powinna była okazać mu więcej szacunku. Nie tak została wychowana.

Kiwnęła głową, spuszczając wzrok i marszcząc lekko brwi.- Przepraszam, panie Scuro. To się nigdy więcej nie powtórzy- wydusiła z siebie, przymykając na moment oczy, zbyt zawstydzona, żeby od razu spojrzeć mu prosto w twarz. Po chwili jednak uniosła wzrok, bo przecież niegrzecznie było milczeć, kiedy ktoś zadał pytanie. Przełknęła ślinę i poprawiła się na krześle. Czy on naprawdę chciał wiedzieć, co myślała? Najwyraźniej tak, skoro zapytał. Serce waliło jej jak oszalałe, ale mimo wszystko chciała pokazać, że potrafi za siebie odpowiedzieć.- Domyślam się, że pana czas kosztuje bardzo dużo, panie Scuro.- Zerknęła na filiżankę, z której wciąż unosiła się ledwo widoczna para.- I zdaję sobie sprawę, że jest pan bardzo zajętym człowiekiem. Mam tylko nadzieję, że w trakcie tych dziesięciu minut mojego spóźnienia udało się panu chociaż wypić należytą kawę.- Palnęła to bez większego zastanowienia, nie wiedząc nawet, czy naprawdę o taką szczerość mu chodziło. Chwilę później otworzyła laptopa, uruchamiając raport, nad którym siedziała do rana.- Dyrektorze Scuro, spóźniłam się, bo wciąż próbuję przystosować się do Toronto i komunikacji miejskiej, ale mogę pana zapewnić, że nadrobię stracony czas.- Spojrzała na niego nieśmiało znad otwartego laptopa, jakby sam widok ekranu miał być dowodem, że naprawdę pracowała do późna. - Wczoraj pracowałam prawie szesnaście godzin, bo nie mogłam zrozumieć, dlaczego system błędnie mapował część danych dla shipmentów morskich. W niektórych rekordach nie zgadzały się wymiary ładunku, indeksy referencyjne i część danych szła dalej do raportów w nieprawidłowej formie. Próbowałam ustalić, czy problem leży w logice mapowania, czy w samym źródle danych, bo finalne zestawienia pokazywały inne wartości niż te, które faktycznie były w bazie. -Oderwała wzrok od laptopa i spojrzała na dyrektora, a potem, z wyraźną ostrożnością, postawiła komputer na jego biurku. Sama nie wiedziała, czy wypadało jej to zrobić, ale chciała pokazać mu, że nie rzucała pustych słów. Przerażał ją. Bała się, że zaraz usłyszy, że to koniec... że już w drugim tygodniu pracy zdążyła wszystko zaprzepaścić.

Dyrektor Scuro

is this hell yet?

: ndz mar 15, 2026 8:38 pm
autor: Toto Scuro

Jej przeprosiny nie były w stanie pozbyć się tego spojrzenia, które cały czas w nią wwiercał. Scuro wiedział, że tutaj zdecydowanie chodziło o coś więcej, niż przyznanie się do winy. W grę wchodziło coś zdecydowanie ważniejszego niż urażona duma czy zmarnowany czas. Tutaj chodziło o kunszt pracy. O tę zapomnianą sztukę, etykietę. Dzisiejsze pokolenia były zbyt egocentryczne, by zrozumieć jak istotną strawą dla ducha było precyzyjne i dokładne wypełnianie swoich obowiązków. Wszyscy chcieli być menagerami, leaderami, dyrektorami, a nie potrafili dać od siebie chociażby tej piekielnej punktualności. O ten żywy organizm korporacji należało odpowiednio dbać, wtedy odpłacał się dobrymi wynikami i tym, co napędzało wszystkich dookoła- pieniędzmi.
Nie potrafił zdecydować, czy ta uległość ze strony pracownicy (ubranej swoją drogą jak na szkolny apel) go zadowalała, czy wręcz podjudzała. Nie znał jej higieny pracy na tyle, by zrozumieć, czy stara się go podejść, czy faktycznie widzi i rozumie o co mu faktycznie chodzi. Miał zamiar się upewnić, że nie pozostawił jej żadnego pola do dywagacji.
-Nie, Ashford. Nie chcę tego słyszeć.- rzucił krótko, niemalże wojskowo, na jej żenujące próby uratowania swojego wizerunku, w dalszym ciągu naginając korporacyjną zasadę bycia "na ty".- Nie interesuje mnie, czy przyjeżdżasz tutaj z drugiego końca Torronto czy przylatujesz rano samolotem z Montrealu. Jeżeli torontońskie tramwaje cię zawodzą, to przyjeżdżaj wcześniej, albo zamów sobie bolta. -chciał rzucić uszczypliwą uwagą na temat ucyfryzowania dzisiejszej młodzieży i w jak wygodnym świecie oni żyją, ale uznał to za nieoptymalne marnowanie czasu.- Oczywiście, że zostaniesz dziś tyle, ile się spóźniłaś, ale jednocześnie ostrzegam cię, że spóźniłaś się dzisiaj po raz pierwszy i ostatni. Mam politykę zerowej tolerancji wobec braku profesjonalizmu. Potraktuj to jako szkolenie stanowiskowe.- nie urywając kontaktu wzrokowego wziął ponownie łyka kawy, ignorując zupełnie jej piekielną temperaturę. Lubił pić dosłowny wrzątek, nienawidził zimnej kawy. Odstawił filiżankę ze stukotem na podkładkę, gdy pożaliła się wczorajszą zmianą.- Jeżeli chcesz odnieść jakikolwiek sukces w tej firmie i coś faktycznie osiągnąć, przestań liczyć godziny i po prostu uwzględniaj je w SAP'ie. Wszystkie zatwierdzę pod wypadkiem, że udowodnisz mi, że wtedy pracowałaś. Książka zostawiona na klawiaturze w otwartym pliku worda nie przejdzie. Poza tym, nie chcesz zaczynać się ze mną licytować na ilość godzin przepracowanych w przeciągu dwudziestoczterogodzinnego cyklu dobowego. Twoja uwaga była nie na miejscu, nie życzę sobie ich tutaj. Skończ z wymówkami i pokaż mi wreszcie, że potrafisz pracować. Tylko to się dla mnie tutaj liczy. Radzę to na przyszłość dobrze zapamiętać.
I wtedy faktycznie pokazała mu laptopa. Toto wiedział, co tam znajdzie, a wyniki, które mu grzecznie wyrecytowała lekko połaskotały jego ego- znowu miał rację. Kącik jego ust drgnął lekko, w samozadowoleniu, toteż popił znów kawy skanując wzrokiem matrycę sprzętu dziewczyny.
-Chcę, żebyś przeprowadziła próby testowe z pracownikami odpowiedzialnymi za procesowanie dokumentów frachtowych i upewniła się, że jakość danych jest zgodna ze stanem faktycznym. Chcę, żebyś przygotowała mi raport dotyczący etapów, które stanowią najbardziej podatny na błędy grunt. Żeby zaoszczędzić ci czasu, radzę przede wszystkim zweryfikować dane wprowadzane przez Michaela. Uznaj to za prezent powitalny z mojej strony.- oparł się nonszalancko o biurko i zmierzył ją wzrokiem po raz pierwszy. Nie, to wcale nie był odruch współczucia czy chęć nawiązania nici porozumienia... Scuro chciał po prostu oszczędzić sobie czasu oczekiwania na wyniki. Wiedział, gdzie leży problem, potrzebował po prostu potwierdzenia ze strony analityczki danych, która wyglądała, jak myszka kościelna.

myszka

is this hell yet?

: ndz mar 15, 2026 9:18 pm
autor: syd ashford
Wydawało jej się, że odpowiedziała dokładnie tak, jak chciał to usłyszeć. Zresztą nigdy nie była przesadnie rozmowna, ale kiedy dostawała przestrzeń, potrafiła mówić więcej, niż sama zakładała... jakby jej struny głosowe nagle przypominały sobie, że jednak istnieją. Przeprosiła go, a to przecież było najważniejsze, prawda? Najwidoczniej nie. Przynajmniej nie dla niego. Rozchyliła delikatnie usta w czymś na kształt szoku, bo zupełnie nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Spięła się na krześle jeszcze bardziej i spojrzała na niego z wyraźnym przerażeniem.- Um… dobrze. Przepraszam - dodała jeszcze raz, nie wiedząc już, co właściwie powinna powiedzieć, żeby nie wywołać w nim podobnej reakcji. Poczuła, jak szkarlat oblewa jej twarz, a dziwny skurcz w żołądku zaciska się w coraz ciaśniejszy supeł. Było jej słabo ze wstydu, zwłaszcza gdy praktycznie wyłożył jej krok po kroku, jak ma więcej się nie spóźniać. Przytaknęła tylko głową, wydobywając z siebie głośne, Mhm.
W kącikach oczu zebrało jej się kilka łez, ale próbowała je powstrzymać. Nie chciała się rozpaść na jego oczach i wyjść na słabeusza... nawet jeśli dokładnie tak się teraz czuła. Opuściła głowę na chwilę, pozwalając, by włosy i grzywka częściowo zasłoniły jej twarz, po czym wydusiła z siebie już wyraźniej, - Już nigdy się nie spóźnię. - Powiedziała to stanowczo, tak żeby usłyszał i zrozumiał, że mówi całkiem poważnie. Nie chciała, żeby uznał ją za niekulturalną albo pyskatą. Problem w tym, że sama nie wiedziała do końca, jak powinna się do niego zwracać. Jak długo wolno jej było patrzeć mu w twarz? Czy powinna utrzymywać kontakt wzrokowy, czy może lepiej udawać, że patrzy na niego, a tak naprawdę skupiać wzrok gdzieś tuż za jego ramieniem? Była rozkojarzona i wystraszona.

Wspomnienie o tym, ile pracowała poprzedniego dnia, nie miało być próbą wybielenia się w jego oczach. Po prostu chciała pokazać, że naprawdę traktuje tę pracę poważnie. Że jej zależy. Słuchała go coraz bardziej spięta, aż w końcu uniosła głowę i spojrzała na niego przez krótką chwilę.- Przepraszam, dyrektorze. Naprawdę zależy mi na tej posadzie i pokażę, że jestem kompetentna. Traktuję tę firmę poważnie i szanuję pański czas. - Wbiła paznokcie w wewnętrzną stronę dłoni, próbując jakoś poradzić sobie z emocjami ściskającymi jej klatkę piersiową i żołądek. Po chwili przechyliła laptop w jego stronę i uśmiechnęła się delikatnie... trochę nieśmiało, ale jednak z odrobiną dumy. Była zadowolona z własnego researchu i z tego, że mimo wszystko udało jej się znaleźć coś konkretnego. Patrzyła, jak upija łyk kawy, zanim zerknął na ekran. Słuchała uważnie jego poleceń, kiwając głową na znak, że rozumie, choć prawda była taka, że nie wszystko było dla niej jeszcze jasne. Praca w transporcie morskim była czymś, z czym stykała się po raz pierwszy w życiu. Była dobra w kodowaniu, znajdowaniu błędów i analizie danych, ale nie znała jeszcze całego procesu operacyjnego od początku do końca. Kiedy wspomniał o Michaelu, zmarszczyła nos na krótką chwilę... to właśnie przez dane przypisane do jego obszaru zaczęła podejrzewać, że coś w systemie się nie zgadza.

W końcu wstała, zgarnęła laptop i wsunęła go pod pachę, zerkając jeszcze raz na dyrektora.- Dziękuję za poświęcony czas. Wszystkim się zajmę i podeślę wyniki. - Znów nie była do końca pewna, czy powinna jeszcze czekać, czy to już moment, żeby wyjść, więc po prostu lekko skinęła głową i opuściła gabinet. Chwilę później znalazła się z powrotem przy swoim biurku.- Woah, przeżyłaś? Myśleliśmy, że cię wywalił - parsknął jeden z kolegów. Wzruszyła tylko ramionami, próbując się uspokoić i zignorować ich komentarze. Skupiła się na zbieraniu danych. Nim się obejrzała, była już dziewiętnasta, a ona wciąż nie rozumiała wszystkich etapów frachtu przy wprowadzaniu danych. Zerknęła na skrzynkę mailową, otworzyła nową wiadomość, wybrała adres dyrektora i nacisnęła „Wyślij”.

Dobry wieczór, Dyrektorze Scuro,

Pracuję nad raportem, który zlecił mi Pan podczas dzisiejszego spotkania. Chciałam dopytać o jedną kwestię, żeby mieć pewność, że analizuję dane we właściwym kontekście operacyjnym.

Czy przy weryfikacji rozbieżności powinnam opierać się przede wszystkim na danych z bookingu, czy na finalnych danych potwierdzonych po załadunku kontenera? W kilku rekordach wartości różnią się między etapem planowania a finalnym statusem shipmentu i chciałabym mieć pewność, który punkt procesu powinnam traktować jako referencyjny.

Pozdrawiam,
Syd Ashford


dyrektor scuro

is this hell yet?

: ndz mar 15, 2026 9:57 pm
autor: Toto Scuro

Jej odpowiedzi były... zadowalające. Prawda była taka, że Toto poniekąd badał w momencie tej krótkiej i intensywnej interakcji, z jakiej gliny ulepiona była jego nowa pracownica. Syd siedziała grzecznie, przepraszała, przyjmowała do wiadomości wszystko to, co jej przekazywał. Znał ten typ. Czuł, że ta jedna rozmowa starczyła, żeby obudzić w niej iskrę podsycaną lękiem i paranoją, a to z kolei... Oznaczało, że ją rozegrał. Że będzie mu tańczyć tak, jak jej zagra. Zupełnie jak balerina w nakręcanej pozytywce. Będzie obracać swoją zgrabną nóżką z prędkością i intensywnością zależną od tego, jak Scuro nakręci jej sprężynkę.
-Trzymaj się tego, a czeka nas owocna współpraca.- rzucił jej na koniec kość, jednocześnie broniąc się przed ewentualną interwencją HR'ów.
To nie tak, że się ich obawiał. Po prostu nie chciało mu się babrać w jakieś pracownicze wygibasy, nie miał na to czasu. Chciał nowy narybek zwyczajnie zmanipulować dając jej nadzieję na nawiązanie czysto mentorskiej relacji. Czy faktycznie taką planował? Cóż, zbyt wcześnie było na to, by to faktycznie stwierdzić. Najpierw chciał zobaczyć jakość wykonanego przez nią raportu. Gdy zbliżyła się do drzwi uprzednio dziękując mu usłużnie, podniósł się szybko z miejsca.
-Ashford.- rzucił, kiedy złapała za klamkę, zmuszając ją tym samym, by zwróciła się jeszcze do niego, bo najwidoczniej miał jej coś kluczowego do przekazania.- To ja decyduję, kiedy spotkanie jest zakończone. Jak będę chciał tutaj siedzieć i patrzeć jak skubiesz skórki paznokci w nerwach, to będziesz to robić. Rozumiesz?- jego spojrzenie prześwietliło jej czerwoną i wilgotną od stresu twarz. Coś w niej sprawiało, że miał ochotę ją spoliczkować. Żeby wreszcie wzięła się w garść i pokazała mu swoją wydajność! Nie był jednak damskim bokserem.- Możesz wyjść.-Dodał po śmiertelnie długiej chwili ciszy, zamykając swojego laptopa i dopijając duszkiem kawę z filiżanki.
Resztę dnia spędził na mniej lub bardziej ważnych spotkaniach. Pojawił się temat otwarcia nowego centrum dystrybucji, a to z kolei zrzuciło na jego ręce kolejny temat wymagający odpowiedniej opieki. Nim zdążył się obejrzeć, minęła mu jedenasta godzina w głównej siedzibie firmy. Kończył właśnie dojadać przygotowanego dzień wcześniej pieczonego kalafiora w cieście z azjatycką sałatką z ogórka, gdy jego służbowy telefon zawibrował. Z zaskoczeniem odkrył, że to mysz kościelna posłała mu wiadomość w celu wyjaśnienia jakichś spraw. Cóż, podobało mu się, że podeszła do sprawy z innej strony, jednak niekoniecznie o to mu chodziło. Zadanie, które jej zlecił, u swojej podstawy było banalnie proste.
Skoro wysłała mu maila, to musiała tutaj jeszcze siedzieć, prawda?
Zamknął pudełko z resztą posiłku i przemaszerował do openspace, które o tej porze robiło za plac zabaw dla kurzu i przeciągu. Dzieciaki bardzo szanowały swój czas poza pracą, a więc widok zgarbionej nad laptopem myszki w niewielkim stopniu mu zaimponował. Zobaczmy najpierw, jak długo to potrwa- ostudził swój entuzjazm zatrzymując się zaraz przy niej.
-Ashford.- rzucił oficjalnie, ale spokojnie, starając się skupić na sobie jej uwagę.-Co do rozbieżności.- zaczął, by wyjaśnić swoją obecność i rozejrzał się, jakby upewniając się, że poza pająkami i klimatyzacją nikt nie usłyszy jego słów.- Posłuchaj mnie uważnie.- i chodź zabrzmiało to złowrogo, miał zamiar dać jej dziś nieco fory. Czyżby ruszyło go sumienie? A może po prostu czuł w niej potencjał? Skrzyżował ręce na piersi wciąż trzymając pojemnik z obiadem, potraktowanym dziś tak strasznie po macoszemu.- Michael nie sprawdza faktur z kontraktem. Wysyła je na ślepo nie weryfikując stawek. Potem dostajemy od armatorów korekty, a to z kolei tworzy niepotrzebne koszty korekty odpraw. Niektóre faktury pomija, a puszka czekająca w porcie generuje nam koszty postoju... Jesteś od analizy, nie musisz wiedzieć każdego szczegółu w transporcie morskim, jedyne czego od ciebie chcę, to żebyś zebrała mi przykładów rozbieżności danych z faktury z plikami przetargowymi. Chcę poznać, ile korekt celnych musieliśmy requestować w tym miesiącu... Ja wiem, jaki jest problem, Ashford. Michael nim jest i chcę usunąć wyszczerbiony trybik z naszego mechanizmu. Po prostu nie mogę go zgłosić bez poparcia tego danymi. Rozumiesz, o czym mówię?- patrzył na nią wymownie, chodź nieco łagodniej niż do tej pory. Zaraz potem jego twarz znów się napięła, jakby to co miał powiedzieć chwilę potem już w jego głowie budziło w nim irytację.- Nie marnuj czasu na rozumienie transportu i szykowanie raportów, które wydaje ci się ,że są poprawne. Pytaj mnie wprost, jak czegoś nie rozumiesz, uciekanie z mojego biura w tym nie pomaga. Rozumiesz, dlaczego powiedziałem ci dziś, że to ja kończę spotkanie? Mam dość bandy smarkaczy udających, że rozumieją importowy żargon. - chyba po prostu był zmęczony i zaczynał ventować nieco bardziej, niż to planował. Spojrzał ku sufitowi, jakby szukał tam ratunku u któregokolwiek ze świętych. -Pokaż mi, co udało ci się do tej pory przygotować.

myszka