hold my sin above my head
: pn mar 16, 2026 11:16 am
but oh, my heart was flawed
so hold my hand, consign me not to darkness
Wypełniała przestrzeń między nimi w trakcie poranków, pozbawionych wspólnego robienia kawy. Popołudniami, gdy krótkimi uwagami raportowali do siebie najnowsze odkrycia i postępy we wspólnie prowadzonej sprawie. Wieczorami, gdy bez słowa rozstawali się, ruszając własnymi ścieżkami.
W i e d z i a ł, że to się tak skończy. Od samego początku budował dystans względem niej dokładnie z t e g o powodu. Wiedział, że zarówno jego przeszłość, jak i jego druga tożsamość, pojawią się między nimi nawet, jeśli Margo nie będzie tego świadoma. Że wyciągną w ich stronę swoje ohydne macki, rzucając o jedno słowo zbyt dużo, albo o kilka zbyt mało - zmuszając go do odsunięcia się, lub do sięgnięcia po coś, po co nie powinien.
Wiedział, że jego słowa ją zraniły.
Żałował ich, tak, jak pragnął żałować tego, że w ogóle pozwolił jej się do siebie zbliżyć. Z jej drążeniem czy nie, Ventresca nigdy nie miała pozostać pasywnym graczem w ich układzie. Zawsze istniało ryzyko, że dwa światy, które nigdy nie powinny się spotkać, zetkną się ze sobą. A jakaś skrajnie egoistyczna część jego charakteru pragnęła uchronić samą siebie przed kolejną utratą. Pragnęła odsunąć się dalej, stracić ją już teraz niż potencjalnie przeżyć drugi raz to, co ledwo udało mu się przeżyć raz. Właśnie dlatego nie przeprosił, nie napisał następnego dnia, nie zaburzył tkwiącej między nimi ciszy, jakby ten konflikt stał się drzwiami, oferującymi kobiecie wyjście z ich relacji.
Koniec końców, osiągnął to, na czym zależało mu najbardziej. Zrezygnowała z pójścia do Mimmo's, straciło ono na znaczeniu w trakcie ich kłótni, która przeistoczyła się z rozmowy dwójki detektywów w szamotanie się kochanków. Wiedział, że nie zjawiła się w barze też następnego dnia. Ponieważ o n w nim był, uprzednio sprawdzając, czy żadne z zaparkowanych samochodów nie chowało w sobie upartej detektyw.
Ale choć jego egoizm pragnął żałować, że kiedykolwiek zbliżył się do Margo, nie pozwalało mu na to serce - powykręcane w uczuciach zbyt prawdziwych, zbyt głębokich by mógł je ignorować. Jego spojrzenie wciąż tęsknie wbijało się w jej plecy gdy odchodziła bez słowa. Palce nerwowo bębniły w ścianę kubka z kawą gdy rozważał dopicie jej jednym haustem tylko po to, by dołączyć do niej w kuchni w robieniu następnej.
Wiedział, że nie ustąpi. To była jedyna rzecz, która powstrzymywała go przed skróceniem dystansu, który pozostawiły po sobie ich słowa. Nie było wersji rzeczywistości, w której mogli funkcjonować dalej ze sobą, a w której Margo zbliżała się do Ventresci - nawet nie przez jego troskę o jej życie, ale przez sam fakt tego, co mogła odkryć.
Ze wszystkich sytuacji, które wymagały od niego balansowania na granicy między dwoma światami, ta wydawała się najbardziej skomplikowana - ale na przestrzeni dni w jego głowie pojawił się pomysł. I on zaczął drążyć, w aktach policyjnych, w których brakowało wielu informacji - ale też w tym, co sam wiedział na temat celu fiksacji Mercer. Bianchi, niewysoki mężczyzna błyszczący w Mimmo's rzędem kolczyków i tatuażem węża pnącego się po jego szyi. Wiedział na jego temat s p o r o.
Szara teczka tkwiła na jego biurku przez cały dzień, pozwalając mu bić się z myślami na przestrzeni godzin. Dopiero gdy zegar wybił dwudziestą, a Margo odsunęła krzesło od biurka jak robiła to zawsze przed wyjściem - tym razem zmuszona do nadgodzin nie przez niego - chwycił ją, wstając z miejsca.
Oparł się tyłem o blat, stając obok niej gdy pakowała rzeczy do torby. Przysiadł na krawędzi mebla, wyciągając w jej stronę dłoń z teczką wypchaną informacjami.
- Wszystko na temat Bianchiego. Jego rodzina, znajomi, miejsca, w których bywa - powiedział krótko, trzymając akta przed sobą - lecz gdy sięgnęła dłonią po teczkę, cofnął ją, w wyraźnym ale zaznaczonym tym gestem. W jego oczach błysnęło zawahanie. - Nie znajdziesz tego w policyjnych aktach.
Z tej rzeczy również nie było już powrotu.
margo mercer