Strona 1 z 1

well... here we are

: pn mar 16, 2026 7:22 pm
autor: Dante Levasseur
Ostatnim, czego mógłby spodziewać się wracając do mieszkania po nieobecności nieco dłuższej niż z początku planował, była wiadomość od Ivy. Zwłaszcza taka, która mogłaby całkiem skutecznie zaprzeczyć wnioskom wysnutym po tym, jak nie zastał jej w domu. Czytając krótki tekst po raz kolejny, wciąż nie był mimo wszystko pewny, czy przekazana w nim informacja faktycznie powinna budzić jakiekolwiek pozytywne odczucia. Po swego rodzaju rozczarowaniu wywołanym jej nieobecnością – prawdopodobnie tak. Po krótkim namyśle, czy naprawdę powinni próbować rozmawiać ze sobą po raz kolejny – może już niekoniecznie. Bo może lepiej – zdrowiej – dla obydwojga byłoby, gdyby odpuścili już sobie zarówno niewygodny temat, jak i… siebie?
Rozsądek pewnie faktycznie mógłby podpowiadać właśnie takie rozwiązanie.
O ile miało się w zwyczaju słuchać właśnie rozsądku
Dłuższą chwilę spędził po prostu na kanapie, bez większego celu wpatrując się w sufit i starając się przyswoić fakt, że Ivy znajdowała się przez cały ten czas znacznie bliżej niż z początku zakładał. Przelotnie przeszło mu też przez myśl, ile razy jej siostra musiała wobec tego słyszeć najróżniejsze ich kłótnie. Chociaż to chyba nie miało w tej chwili większego znaczenia – w przeciwieństwie do tego, czy naprawdę miał zamiar pofatygować się na górę. Albo przynajmniej odpisać na ostatnią wiadomość…
Mógł się domyślić jak potoczy się ta rozmowa, jeśli emocje – jak zwykle – wezmą górę. Z drugiej strony… w końcu byli dorośli. A więc nawet jeśli zamierzaliby zakończyć to, co pomiędzy nimi było, to pewnie wypadałoby to zrobić wprost zamiast pozostawiać cokolwiek domysłom. Bez rozmowy raczej nie mogłoby się więc obejść, niezależnie od tego, jak bardzo nieprzyjemna miałaby się okazać.
Zanim miałby zmienić zdanie, podniósł się z miejsca, gotów faktycznie przejść się piętro wyżej. Choć może nie na tyle, by po drodze nie zajrzeć jeszcze do kuchni i nie zgarnąć z blatu paczki papierosów. Mogły się przydać. Po krótkim namyśle – butelka wina też, może nawet jeszcze bardziej. Nawet jeśli bardziej kusiło nie tyle niesienie jej ze sobą na górę, a raczej otwarcie jej od razu. Jeszcze lepiej – zajęcie się właśnie nią i odpuszczenie sobie jakiejkolwiek rozmowy, zabaw w dorosłość i wyjaśniania sobie czegokolwiek.
Ale nie taki był przecież zamiar.
Droga na wyższe piętro była dostatecznie krótka, by uznać, że minęła rozczarowująco szybko. Choć przy samych drzwiach, już w zasadzie unosząc do nich rękę, na moment jeszcze się zawahał – nie miał przecież pojęcia, czy jej siostra była w domu. I – co pewnie ważniejsze – czy faktycznie powinna być świadkiem tej ich rozmowy. Skoro jednak już tu przyszedł…
Nie przeciągając tego dłużej, zapukał. Przy okazji odsuwając od siebie myśl, że właściwie dalej jeszcze mógłby sobie odpuścić – najlepiej zanim drzwi miałyby się otworzyć.
Pierwszą – oby nie ostatnią – pozytywną kwestią mogło być przynajmniej to, że po ich drugiej stronie nie stała siostra Ivy. Moment na poznawanie jej rodziny można było uznać za co najmniej kiepski. Zresztą, w tym temacie i tak miał już za sobą niekoniecznie najlepszy start. Kolejne wpadki można było sobie więc póki co odpuścić.
Faktycznie chcesz porozmawiać? – nie miał pojęcia, co mogłoby być najlepszą kwestią w tej sytuacji. Upewnienie się więc, że rzeczywiście pomysł rozmowy miał być tym dobrym, zdawało się opcją bezpiecznie neutralną. I w razie czego wciąż jeszcze mógł po prostu wrócić piętro niżej, gdyby miało okazać się, że mimo wszystko moment wcale nie był najlepszy.
Jakby jakikolwiek miał być.

Ivy Harrison

well... here we are

: pn mar 16, 2026 9:57 pm
autor: Ivy Harrison
Dante Levasseur

Poprzednia rozmowa z Dante zwyczajnie ją przerosła. Tylko czego innego miała się spodziewać? Opowiedziała mu o błędzie, którego nie powinna popełniać. Pocałunek z innym mężczyzną. Właściwie to pocałunki i noc na sianie oraz poczucie bezpieczeństwa, którego nie mogła w żaden sposób mu odmówić. To wiele zmieniało, ale Ivy wypowiedziała to wszystko, by móc walczyć o własny związek. Nie była w stanie żyć w kłamstwie, oszukiwać Levassuer'a, że wszystko jest w porządku. Czasem warto stawić czoła własnym problem i odciąć się od nich raz a skutecznie.
Tak zrobiła, by później najbliższe kilka dni przepłakać. Nie była w stanie znieść cierpienia, które zaserwowała najbliższej osobie. Dante cokolwiek by nie zrobił, nie zasłużył na traktowanie w ten sposób. Mogła odsunąć Charliego, nie wchodzić w tę relację, bo teraz siedziała z wyrzutami sumienia, które niszczyły coraz bardziej jej głowę. Próba dogadania się z nim przez SMS'y w ogóle w niczym nie pomogła. Wręcz utrudniała, bo czuła łzy spływające po jej policzkach. Sama na siebie przeklinała, bo zdawała sobie sprawę, że kolejna rozmowa mogła skończyć się jeszcze gorszym stanem ich dwójki. Bała się tego, a jednak napisała, gdzie mieszka June.
Nawet nie wiedziała, ile czasu minęło, kiedy usłyszała dzwonek do drzwi. W najgorszych możliwych, okresowych dresach zdecydowanie za mocno spranych, we włosach w totalnym nieładzie i z czerwonymi od łez oczami otworzyła mu drzwi. Przebywanie samej jej nie służyło, June była w pracy, a ona została pozostawiona sama ze sobą i własnymi myślami. Nie była w stanie ich udźwignąć, bo wychodziło, że była najgorszą suką na całym świecie.
Tak — wydukała z siebie, bojąc się na niego spojrzeć. Nie chciała widzieć osądu oraz rozczarowania w jego oczach. Cofnęła się na kilka kroków, by mógł swobodnie wejść do środka — nie spodziewałam się, że przyjdziesz — stwierdziła cicho, idąc do środka mieszkania. Usiadła na kanapie, która stała się jej centrum życia. Tu płakała, była pocieszana, a najgorsze było to, że miała totalny mętlik w głowie i nie wiedziała, czego chce od życia.
Ja... — zaczęła urywanym głosem, unosząc finalnie wzrok na Dantego — nie wiem, od czego powinnam zacząć — nawet nie wiedziała, co chciał usłyszeć, albo w jakim kierunku poprowadzić rozmowę. Po kilku dni płaczu spowodowanymi wyrzutami sumienia nie miała już siły na nic.