Suicidal pigeon or balls of steel or just stupid
: czw mar 19, 2026 8:51 am
Miasto przywitało go tak samo, jak zawsze: zgiełkiem, rasizmem i miejską legendą, którą sława zdarzała się wyprzedzać. Toronto nie czekało na nikogo i nie zamierzało robić wyjątku dla kogoś, kto przez kilka miesięcy postanowił po prostu zniknąć pod pretekstem udziału w wojnie koreańskiej.
Wrócił bez zapowiedzi. Z kilkoma najpotrzebniejszymi rzeczami (niczym Reacher) i głową pełną pytań, na które nikt, jak się okazało, nie miał gotowych odpowiedzi. Inna sprawa, że odciął się od wszystkich i nikogo o nic nie pytał, toteż ciężko było te odpowiedzi uzyskać. Niemniej jednak pierwszą rzeczą, którą zrobił po odstawieniu bagaży w domu, było to, co było dla niego bardzo typowe. Nikogo nie poinformował, że jest w mieście. Po prostu wziął kurtkę i poszedł do baru.
Nie dlatego, że potrzebował pić. Dlatego, że bar był jednym z niewielu miejsc, gdzie nikt nie oczekiwał od ciebie, że będziesz miał coś sensownego do powiedzenia. Można było po prostu siedzieć i patrzeć, jak świat kręci się dalej, jak kolejne wojny się rozpoczynają, inne kończą, a Toronto jak było upośledzone, tak jest upośledzone dalej.
Gdzieś z tyłu głowy kołatała mu myśl, że niedługo będzie musiał zajrzeć do klubu. Rękawice pewnie zbierają kurz, a chłopaki zdążyli już pewnie tak się rozleniwić, że klientów zaczęło ubywać. Boks miał tę właściwość, że nie wybaczał długich urlopów - trzeba było wrócić, stanąć twarzą w twarz z workiem i udowodnić sobie, że jeszcze jakiś krasnolud w Morii dycha. Ale to jutro.
Dziś wystarczyło tyle: stołek przy barze, ciche rozmowy gdzieś w tle i zimna szklanka w dłoni. Po raz kolejny zadał sobie pytanie, czy wracało się do miejsc, bo się za nimi tęskniło - czy dlatego, że nigdzie indziej nie dało się tak naprawdę odetchnąć.
Sączył whisky i czekał, tylko na co?
Wrócił bez zapowiedzi. Z kilkoma najpotrzebniejszymi rzeczami (niczym Reacher) i głową pełną pytań, na które nikt, jak się okazało, nie miał gotowych odpowiedzi. Inna sprawa, że odciął się od wszystkich i nikogo o nic nie pytał, toteż ciężko było te odpowiedzi uzyskać. Niemniej jednak pierwszą rzeczą, którą zrobił po odstawieniu bagaży w domu, było to, co było dla niego bardzo typowe. Nikogo nie poinformował, że jest w mieście. Po prostu wziął kurtkę i poszedł do baru.
Nie dlatego, że potrzebował pić. Dlatego, że bar był jednym z niewielu miejsc, gdzie nikt nie oczekiwał od ciebie, że będziesz miał coś sensownego do powiedzenia. Można było po prostu siedzieć i patrzeć, jak świat kręci się dalej, jak kolejne wojny się rozpoczynają, inne kończą, a Toronto jak było upośledzone, tak jest upośledzone dalej.
Gdzieś z tyłu głowy kołatała mu myśl, że niedługo będzie musiał zajrzeć do klubu. Rękawice pewnie zbierają kurz, a chłopaki zdążyli już pewnie tak się rozleniwić, że klientów zaczęło ubywać. Boks miał tę właściwość, że nie wybaczał długich urlopów - trzeba było wrócić, stanąć twarzą w twarz z workiem i udowodnić sobie, że jeszcze jakiś krasnolud w Morii dycha. Ale to jutro.
Dziś wystarczyło tyle: stołek przy barze, ciche rozmowy gdzieś w tle i zimna szklanka w dłoni. Po raz kolejny zadał sobie pytanie, czy wracało się do miejsc, bo się za nimi tęskniło - czy dlatego, że nigdzie indziej nie dało się tak naprawdę odetchnąć.
Sączył whisky i czekał, tylko na co?