Trup w każdej szafie
: ndz mar 22, 2026 7:18 pm
Jak zwykle, Sergio denerwował się przed pierwszym spotkaniem z nowym pacjentem. Nigdy nie wiedział, czego może się spodziewać, jakie nastawienie będzie miała dana osoba - zwykle ludzie byli bardzo spięci, zamknięci, trudno było im mówić o sobie, ciężko im było zaufać nowemu, obcemu psychologowi. Najpierw trzeba było przebić się przez mury, które wokół siebie budowali, żeby można było zacząć im pomagać. Oczywiście, bywali i tacy, którzy przychodzili z nastawieniem "nie znam cię, ale jestem tu po to, żebyś mi pomógł, a skoro tak, to muszę też dać coś z siebie", ale takich niestety była zdecydowana mniejszość.
Kolejna miała być kobieta w - jak się dowiedział od zapisującej ją recepcjonistki, oceniającej to po głosie i sposobie wysławiania się - trochę zbliżonym do niego wieku, co mogło świadczyć zarówno o dużym zamknięciu (ich pokolenie zdecydowanie nie miało łatwo w życiu, zaczynając od zwykle przemocowych ojców, bo taka była wtedy mentalność; a kończąc na ogólnym podejściu do jakichkolwiek pomocy z psychiką, bo przecież "do psychologa czy psychiatry chodzą tylko wariaci, a ja nie jestem wariatem"); jak i o dużych problemach, które narosły latami, dziesięcioleciami i teraz już były tak skostniałe i zaskorupiałe, że ciężko było sobie z nimi poradzić. Tym niemniej, Sergio zawsze doceniał sam fakt, że ludzie do niego przychodzili, co już świadczyło o nich dobrze i rokowało jakieś nadzieje na przyszłość. Większość jego pokolenia jednak była zamknięta na taką pomoc, o czym najdobitniej przekonał się ostatnio przy spotkaniu ze szwagrem, który w pewnym momencie, po awanturze domowej i wyglądając bardzo źle, oświadczył, że nie pójdzie do psychologa.
Tak czy inaczej - Sergio przygotował gabinet jak zwykle, kanapę pozostawiając dla pacjentki, a sam zamierzał usiąść w fotelu, ustawionym w bezpiecznej odległości od kanapy, tak, żeby nie naruszać ewentualnej szerokiej przestrzeni osobistej pacjenta.
- Pani Swanson? - zapytał, wychylając się z gabinetu i patrząc na siedzącą pod ścianą kobietę - Zapraszam, proszę usiąść - wskazał jej kanapę, a sam usiadł w fotelu, zakładając nogę na nogę, wcześniej przedstawiając się - Sergio Martinez, bardzo mi miło. W czym mogę pomóc?
Evina J. Swanson
Kolejna miała być kobieta w - jak się dowiedział od zapisującej ją recepcjonistki, oceniającej to po głosie i sposobie wysławiania się - trochę zbliżonym do niego wieku, co mogło świadczyć zarówno o dużym zamknięciu (ich pokolenie zdecydowanie nie miało łatwo w życiu, zaczynając od zwykle przemocowych ojców, bo taka była wtedy mentalność; a kończąc na ogólnym podejściu do jakichkolwiek pomocy z psychiką, bo przecież "do psychologa czy psychiatry chodzą tylko wariaci, a ja nie jestem wariatem"); jak i o dużych problemach, które narosły latami, dziesięcioleciami i teraz już były tak skostniałe i zaskorupiałe, że ciężko było sobie z nimi poradzić. Tym niemniej, Sergio zawsze doceniał sam fakt, że ludzie do niego przychodzili, co już świadczyło o nich dobrze i rokowało jakieś nadzieje na przyszłość. Większość jego pokolenia jednak była zamknięta na taką pomoc, o czym najdobitniej przekonał się ostatnio przy spotkaniu ze szwagrem, który w pewnym momencie, po awanturze domowej i wyglądając bardzo źle, oświadczył, że nie pójdzie do psychologa.
Tak czy inaczej - Sergio przygotował gabinet jak zwykle, kanapę pozostawiając dla pacjentki, a sam zamierzał usiąść w fotelu, ustawionym w bezpiecznej odległości od kanapy, tak, żeby nie naruszać ewentualnej szerokiej przestrzeni osobistej pacjenta.
- Pani Swanson? - zapytał, wychylając się z gabinetu i patrząc na siedzącą pod ścianą kobietę - Zapraszam, proszę usiąść - wskazał jej kanapę, a sam usiadł w fotelu, zakładając nogę na nogę, wcześniej przedstawiając się - Sergio Martinez, bardzo mi miło. W czym mogę pomóc?
Evina J. Swanson