she can't help herself at all
: wt mar 24, 2026 5:37 am
Countess: Tell me the reason why wilt thou marry.
Clown: My poor body, madam, requires it; I am driven on
by the flesh, and he must needs go that the devil drives.
Przed momentem byli w kawiarni, zachowując się, jakby spojrzenia rzucane w swoją stronę miały ich spalić żywcem. Prawie niezręczni, trzymając ręce przy sobie, dobierając uważnie słowa i zajmując dłonie czymkolwiek mogli.
Chwilę później lgnęli do siebie, tarmosząc włosy, łapczywie sięgając po kolejne pocałunki, zaciskając palce na ubraniach. "Kocham cię" w obu językach, które znał, wciąż pobrzmiewały w jego głowie. Kochała go? Niby wiedział, ale.. Łapczywość. Żar tlący się w ciemnych zakamarkach jego ciała zachłysnął się powietrzem, wybuchając na nowo. Byli w miejscu publicznym, a on przecież miał się nie oddawać szeroko pojętym używkom...? Drogi boże, działała na niego, pobudzając szybciej i mocniej niż Molly.
Bieg. Śpieszyło im się, wiedział doskonale gdzie i dlaczego. Ruch obudził go bardziej, przyspieszając transport tlenu wokół ciała. Znów był żywy. Czuł ciepło na twarzy, mięśnie pracujące przy każdym stawianym prędko kroku, był prawie pewny, że przez moment czuł, jak endorfiny wskoczyły w końcu na swoje miejsce w mózgu, chociaż to nie miało żadnego sensu. Nie ważne. Nie musiało mieć sensu.
Winda. Przyciągała go blisko, mówiła wszystko, co chciał usłyszeć, podsycała pragnienie. Przycisnął ją do ściany w windzie mocniej, kolejny łapczywy pocałunek; tym razem nie przyciskał się do jej ciała tylko dlatego, że palce zajął rozpinaniem kurtki V. Swojej też. Obu na raz. Rozbiegane dłonie nie mogły znaleźć sobie miejsca, a on nie chciał łapać oddechu przez całą tą krótką jazdę. Nie chciał, by jego usta opuszczały jej skórę nawet na jeden moment. Głodny, spragniony, niecierpliwy.
Nietrzeźwy.
Chłód spłynął na jego kark, gdy zdał sobie sprawę z tego, że naprawdę powinien nad sobą bardziej panować, ale odepchnął tą sensację na bok. Wtoczył się z nią do środka, wierzchnia odzież poleciała na podłogę, wyszedł niedbale z własnych butów, tym samym posyłając bluzę za kurtką.
- Ya lyublyu tebe - rzucił na wydechu, dłonie wciąż nerwowo szukające jej ciała. Musiał ją mieć. Musiał być jej. Wymowa pozostawiała wiele do życzenia i nie zdziwiłby się, gdyby w ogóle mu się coś popieprzyło. - V... - nie mógł się skupić. Mózg odmawiał posłuszeństwa, nie chciał formować zdań, a przecież tyle chciał jej powiedzieć.. Że ją kochał, że przepraszał, że się starał, że już jej tak łatwo nie zostawi.
Wszystko, co chciał jej powiedzieć, a do czego nie mógł znaleźć słów, zamknął w kolejnym pocałunku.
Jego. Tylko jego.
v
Clown: My poor body, madam, requires it; I am driven on
by the flesh, and he must needs go that the devil drives.
Przed momentem byli w kawiarni, zachowując się, jakby spojrzenia rzucane w swoją stronę miały ich spalić żywcem. Prawie niezręczni, trzymając ręce przy sobie, dobierając uważnie słowa i zajmując dłonie czymkolwiek mogli.
Chwilę później lgnęli do siebie, tarmosząc włosy, łapczywie sięgając po kolejne pocałunki, zaciskając palce na ubraniach. "Kocham cię" w obu językach, które znał, wciąż pobrzmiewały w jego głowie. Kochała go? Niby wiedział, ale.. Łapczywość. Żar tlący się w ciemnych zakamarkach jego ciała zachłysnął się powietrzem, wybuchając na nowo. Byli w miejscu publicznym, a on przecież miał się nie oddawać szeroko pojętym używkom...? Drogi boże, działała na niego, pobudzając szybciej i mocniej niż Molly.
Bieg. Śpieszyło im się, wiedział doskonale gdzie i dlaczego. Ruch obudził go bardziej, przyspieszając transport tlenu wokół ciała. Znów był żywy. Czuł ciepło na twarzy, mięśnie pracujące przy każdym stawianym prędko kroku, był prawie pewny, że przez moment czuł, jak endorfiny wskoczyły w końcu na swoje miejsce w mózgu, chociaż to nie miało żadnego sensu. Nie ważne. Nie musiało mieć sensu.
Winda. Przyciągała go blisko, mówiła wszystko, co chciał usłyszeć, podsycała pragnienie. Przycisnął ją do ściany w windzie mocniej, kolejny łapczywy pocałunek; tym razem nie przyciskał się do jej ciała tylko dlatego, że palce zajął rozpinaniem kurtki V. Swojej też. Obu na raz. Rozbiegane dłonie nie mogły znaleźć sobie miejsca, a on nie chciał łapać oddechu przez całą tą krótką jazdę. Nie chciał, by jego usta opuszczały jej skórę nawet na jeden moment. Głodny, spragniony, niecierpliwy.
Nietrzeźwy.
Chłód spłynął na jego kark, gdy zdał sobie sprawę z tego, że naprawdę powinien nad sobą bardziej panować, ale odepchnął tą sensację na bok. Wtoczył się z nią do środka, wierzchnia odzież poleciała na podłogę, wyszedł niedbale z własnych butów, tym samym posyłając bluzę za kurtką.
- Ya lyublyu tebe - rzucił na wydechu, dłonie wciąż nerwowo szukające jej ciała. Musiał ją mieć. Musiał być jej. Wymowa pozostawiała wiele do życzenia i nie zdziwiłby się, gdyby w ogóle mu się coś popieprzyło. - V... - nie mógł się skupić. Mózg odmawiał posłuszeństwa, nie chciał formować zdań, a przecież tyle chciał jej powiedzieć.. Że ją kochał, że przepraszał, że się starał, że już jej tak łatwo nie zostawi.
Wszystko, co chciał jej powiedzieć, a do czego nie mógł znaleźć słów, zamknął w kolejnym pocałunku.
Jego. Tylko jego.
v