Aroma de Calma
: śr mar 25, 2026 10:34 pm
Po wizycie gości, po tym jak wrócili jeszcze do stołu, zjedli dokładkę - chyba wszyscy z nieco lżejszymi barkami, więc jadło im się jakoś lepiej - i koniec końców pożegnali się, Alvaro częściowo ogarnął typowy, po-kolacyjny bałagan: naczynia zgarnął ze stołu i wrzucił do zmywarki, butelki po winie wyrzucił, prosząc wcześniej Santiago, żeby zerknął na małego. Zapakował Tiago do łóżeczka, przebierając go oczywiście uprzednio w służące za piżamkę śpioszki i zakładając mu czystą pieluszkę; zadaniem de la Serny było przede wszystkim posiedzenie chwilę przy łóżeczku w swoim fotelu i poczekanie, aż ten zaśnie. Mały uwielbiał obu swoich ojców, ale Santiago miał to do siebie, że z tym swoim głosem - niskim, wibrującym, ale wciąż balansującym gdzieś na granicy szeptu i normalnej mowy, potrafił go bardzo szybko, niemal ekspresowo uśpić. Nic dziwnego zresztą, Alvaro też zawsze uwielbiał ten głos i mógłby pójść o zakład, że żony Tiago również. Ale nie, nie chciał myśleć o jego żonach, chociaż uwaga Salazara przy stole uświadomiła mu też coś, nad czym specjalnie się nie zastanawiał - że ostatnia, piąta żona jego ukochanego, która nie wie o tym, że ten żyje... wciąż pozostaje jego żoną. Starał się jednak wyrzucić to z głowy.
Gdy maluch już spał, obaj poszli do łazienki, żeby ogarnąć się po tym ciężkim dniu. Alvaro, który starał się jak najbardziej ułatwiać życie Santiago, przygotował mu kąpiel, pomógł mu znaleźć się w wannie i nawet umył mu plecki, bez względu na to, czy ten o to prosił, czy nie. Potem poszedł pod prysznic, po jakichś piętnastu, może dwudziestu minutach wychodząc z kabiny i wycierając się ręcznikiem. Gdy już był w miarę suchy, nie licząc wilgotnych włosów, naciągnął na siebie bokserki i spodnie od piżamy (luźne, wygodne i różowe).
- Zawołaj mnie, jeśli będziesz potrzebował pomocy przy wyjściu albo w czymkolwiek innym - rzucił jeszcze na odchodne, zrobił mu "papa" zginając i prostując palce, jak to miał w zwyczaju robić od dzieciaka, po czym poszedł do sypialni.
Uczepił się myśli o masażu, która wpadła mu do głowy jak jeszcze Martinezowie u nich byli i ta myśl nie chciała go opuścić, więc uznał, że pomysł, skoro już jest taki genialny, to trzeba go zrealizować. Zakupione wcześniej olejki wypakował z torby i usiadł sobie z nimi na łóżku po turecku, odkręcając każdy po kolei i sprawdzając po pierwsze jak pachnie, a po drugie w jaki sposób reaguje ze skórą, żeby już być chociaż odrobinę przygotowanym. Nie zamierzał jednak poganiać Santiago, chociaż nasłuchiwał też w razie czego, żeby mu pomóc, jeśli ten faktycznie go zawoła.
Santiago de la Serna
Gdy maluch już spał, obaj poszli do łazienki, żeby ogarnąć się po tym ciężkim dniu. Alvaro, który starał się jak najbardziej ułatwiać życie Santiago, przygotował mu kąpiel, pomógł mu znaleźć się w wannie i nawet umył mu plecki, bez względu na to, czy ten o to prosił, czy nie. Potem poszedł pod prysznic, po jakichś piętnastu, może dwudziestu minutach wychodząc z kabiny i wycierając się ręcznikiem. Gdy już był w miarę suchy, nie licząc wilgotnych włosów, naciągnął na siebie bokserki i spodnie od piżamy (luźne, wygodne i różowe).
- Zawołaj mnie, jeśli będziesz potrzebował pomocy przy wyjściu albo w czymkolwiek innym - rzucił jeszcze na odchodne, zrobił mu "papa" zginając i prostując palce, jak to miał w zwyczaju robić od dzieciaka, po czym poszedł do sypialni.
Uczepił się myśli o masażu, która wpadła mu do głowy jak jeszcze Martinezowie u nich byli i ta myśl nie chciała go opuścić, więc uznał, że pomysł, skoro już jest taki genialny, to trzeba go zrealizować. Zakupione wcześniej olejki wypakował z torby i usiadł sobie z nimi na łóżku po turecku, odkręcając każdy po kolei i sprawdzając po pierwsze jak pachnie, a po drugie w jaki sposób reaguje ze skórą, żeby już być chociaż odrobinę przygotowanym. Nie zamierzał jednak poganiać Santiago, chociaż nasłuchiwał też w razie czego, żeby mu pomóc, jeśli ten faktycznie go zawoła.
Santiago de la Serna