Strona 1 z 2

be my strength

: sob mar 28, 2026 9:17 pm
autor: Victoria Heffernan
#1
Agent ją do tego zmusił.
Nie chodziło o to, że nie chciała tutaj być lub, że nie potrzebowała. Musiała odbudować swoje poczucie bezpieczeństwa w każdy możliwy sposób. Teraz nawet odrobinę podniesiony głos wprawiał jej ciało w drżenie. Wiedziała, że podstawy samoobrony mogą być jednym z takich elementów. Właściwe to Vinc, jej agent to zasugerował. Ona słuchała go jak ojca, więc pozwoliła na organizacje tej... Przygody jak to nazywała w głowie i opłacenie wszystkiego z jej konta.
Może gdyby zdecydowała się na coś podobnego lata wcześniej, teraz jej ciało nie byłoby pełne pamiątek po latach przypadkowych upadków ze schodów, uderzeń szafką czy zbicia na własnych plecach lustra.
Było późno, ale ostatnio tylko o tej godzinie była w stanie funkcjonować. Jej ciało odczuwało odrobinę zmęczenia, ale głowa czuła się bezpieczniej, kiedy w pobliżu nie było zbyt wiele osób. Nawet jeżeli już dawno było ciemno i na mieście można było spodziewać się typów spod ciemnej gwiazdy. Przyjechała jednak samochodem, co dawało jej odrobinę więcej bezpieczeństwa. Nie zdecydowałaby się teraz na wieczorny spacer w samotności. Nawet jeżeli uwielbiała to miasto nocą.
Drzwi do klubu były otwarte, ale światło paliło się już w nielicznych miejscach. Ewidentnie było już po godzinach otwarcia.
Poprawiła sportową torbę, którą miała przewieszoną przez ramię i zaczęła się rozglądać. Już miała zacząć nawoływanie, kiedy zobaczyła wielkie barki. Zamrugała zastanawiając się jak można być taką górą mięśni. Wyglądały jak plecy faceta z którym nie chce się zadzierać.
Zlustrowała go od góry do dołu i była pod wrażeniem. Imponowała jej ta postura, bo miała świadomość ile pracy musiał włożyć.
Zerknęła na siebie i czuła się przy nim jak brzozowa witka. Lata temu miała zadbane, wysportowane ciało. Nie umięśnione, ale widać było, że regularnie uprawiała jaką aktywność. Teraz wszystko na niej wisiało i wyglądała jakby właśnie leczyła się na raka. Jej policzki były niezdrowo zapadnięte, żebra i obojczyk aż nazbyt widoczne. Chowała się nadal pod luźnymi ubraniami, ale ci bardziej spostrzegawczy mogli zauważyć, że coś jest nie tak.
Vincet obiecał, że wprowadzi mężczyznę w szczegóły, tak żeby nie musiała mu niczego opowiadać. Jedyne po co przyszła to po naukę samoobrony. Nie miała jeszcze ochoty na opowiadanie dlaczego tak bardzo jej potrzebuje.
- Hej - odezwała się w końcu ponownie poprawiając torbę na ramieniu, która nieprzyjemnie wbijała się w jej kościsty obojczyk.
- Czy ty jesteś Karrion? Vincent Jackson nas umówił. - Kobieta w końcu zdecydowała się wyciągnąć do mężczyzny dłoń..
- Victoria... Tori Heffernan. To ze mną będziesz musiał się użerać - prychnęła, odejmując sobie na start kilka punktów, jak to przez ostatnie lata miała w zwyczaju.

Karrion Stifler

be my strength

: pn mar 30, 2026 11:36 am
autor: Karrion Stifler
Karrion oparł się ramieniem o worek treningowy, który jeszcze chwilę wcześniej kończył z nim ostatnią rundę. Powoli wycierał dłonie ręcznikiem, gdy usłyszał kroki. Klub po godzinach miał swój charakterystyczny spokój, który zawsze go przyciągał. To wtedy pracowało się najlepiej, gdy było się sam na sam z workiem. Między innymi dlatego właśnie tak często zostawał po godzinach.
Gdy kobieta się odezwała, odwrócił się w jej stronę. Najpierw zauważył torbę przewieszoną przez ramię. Potem wyciągniętą dłoń. Dopiero chwilę później jego spojrzenie objęło resztę jej sylwetki. Ścisnął jej dłoń i przechylił nawet lekko głowę, by nie być w tym bardzo sztywny.
- Karrion - odpowiedział krótko, oszczędzając sobie kwestii chociażby z podaniem nazwiska. Agent zapewne przekazał jej, z kim będzie miała do czynienia.
Przez moment przyglądał się jej jednak niie w sposób, w jaki mężczyźni zwykle patrzą na kobiety. Był trenerem, więc chciał ocenić ją pod względem fizycznych predyspozycji do nauki samoobrony. Była za chuda, zmęczona, a jej ciało wyglądało na tak napięte, jakby właśnie spodziewała się od kogoś oberwać.
Ale jednocześnie dostrzegał coś jeszcze. Stała prosto. Nie unikała jego wzroku. I wykazała się pewną motywacją przychodząc tutaj mimo późnej pory. To już był jakiś początek, na którym warto było budować. Z pozostałych odczuć? Ładna i w podobnym wieku do niego, choć to po nim zdecydowanie bardziej było widać zalążki starości.
Puścił jej dłoń i skinął lekko głową w stronę sali.
- Jeśli to ma być użeranie się, to chyba całe życie ze wszystkimi się użeram - kącik jego ust drgnął w ledwie zauważalnym uśmiechu.
- Nie wyglądasz, jakbyś planowała zamordować worek w pierwszych pięciu minutach, więc raczej nie jesteś z tych, których trzeba od czasu do czasu ukrócić - sięgnął po stojącą nieopodal ringu butelkę z wodą i napił się spokojnie, jakby spotkanie o tej godzinie było czymś zupełnie zwyczajnym.
Przeszedł kilka kroków i oparł się biodrem o krawędź ringu.
- Vincent wspomniał tylko, że potrzebujesz nauczyć się podstaw samoobrony - jego spojrzenie jeszcze raz przesunęło się po jej sylwetce, tym razem już bardziej analitycznie.
- Zła wiadomość jest taka, że nie wyglądasz, jakbyś była w najwyższej formie - zrobił krótką pauzę. - Dobra jest taka, że masz coś, czego nie da się nauczyć: jakąś motywację - skinął lekko głową w stronę drzwi wejściowych. - Przyszłaś tu sama. Po godzinach. Większość ludzi kończy na wklepaniu w Google "kurs samoobrony" - zauważył i uniósł brew.
Odepchnął się od ringu i zrobił kilka spokojnych kroków w stronę Victorii.
- Torbę zostaw tam - wskazał na ławkę pod ścianą. - Chyba, że potrzebujesz się przebrać, wtedy masz do dyspozycji całą damską szatnię z wyłączeniem szafek z oznaczeniem C - czyli dla stałych klubowiczów i zawodowców. Tacy też u nas trenują - wyjaśnił.
- A jeśli masz jeszcze jakieś punkty do odejmowania sobie na start, to proponuje zostawić je tam razem z butami - spojrzał na nią z lekkim rozbawieniem, choć jego ton pozostał spokojny i opanowany. - Na tej sali wszyscy zaczynają od zera, Tori - dodał już z neutralnym wyrazem twarzy.
- Na razie jednak... musisz nadrobić, więc jak już będziesz gotowa, zacznij od rozgrzewki: kilkanaście kółek wokół całego pomieszczenia, wymachy ramion, skłony i na koniec rozciąganie. Za pół godziny wrócę do ciebie i przejdziemy do właściwej części - poinformował i skinął głową, po czym spojrzał na zegarek, by zorientować się, kiedy mniej więcej ma do niej wrócić.
Niezależnie od tego, czy brunetka zaczęła ćwiczenia, on poszedł najpierw do swojego gabinetu na górze, by spędzić tam dosłownie chwilę, po czym zniknął gdzieś w budynku i powrócił dopiero na niecałe 10 minut przed planowanym końcem rozgrzewki. W rękach miał trzy zestawy rękawic oraz tarcze treningowe dla siebie.
Wszystko to odłożył na ławkę i spoglądał na nią ze skrzyżowanymi na piersiach rękami, niby skupiając się wyłącznie na sportowym warsztacie jej ćwiczeń, a jednak gdzieś tam pozwolił sobie dyskretnie zerknąć tam, gdzie nie zerka trener, lecz mężczyzna. Pewnych instynktów nawet tak opanowany człowiek jak on nie jest w stanie ukryć.

Victoria Heffernan

be my strength

: pn mar 30, 2026 12:30 pm
autor: Victoria Heffernan
Był pewny siebie i świadomy, widziała to w jego ruchach. Wyglądał nawet jak bohater jednej z jej powieści, tylko brakowało mu solidnej blizny na twarzy. Nie wywoływał jednak w niej strachu, jaki powinien wzbudzać człowiek o jego posturze. Z wyglądu był przeciwieństwem jej męża i może właśnie dlatego budził w niej zupełnie inne emocje.
Jej oprawca był nieproporcjonalnie szczupły jak na swój wzrost. Wyglądał jak ucieleśnienie klasy, elegancji i dobrego wychowania. Grał na jej emocjach jak na mandolinie, a ona dała się oczarować. Był w pewien sposób miękki i chyba właśnie to ją zgubiło.
Karrion wydawał się grubo ciosany, mniej przystępny, ale było w nim coś uspokajającego. Nie wiedziała, jak to nazwać. Kiedy uścisnął ją na powitanie, jego dłoń okazała się o wiele miększa, niż się spodziewała.
Badali się wzrokiem. Ona zastanawiała się, jakie ma z nim szanse, a on zapewne sprawdzał, czy jej uderzenia będą miały jakąkolwiek siłę. Nie była tu po to, żeby bronić się przed czymś, co właśnie trwa. Przez piekło już przeszła - teraz chciała wiedzieć, co zrobić, żeby znów się w nim nie znaleźć.
- Kto pracuje z ludźmi, ten się w cyrku nie śmieje - zdecydowanie było to ulubione powiedzenie kelnerek i kelnerów, z którymi pracowała. Miała wrażenie, że to było w innym życiu, które nie należało do niej.
- Daleko mi do dynamiczności, którą widzę u bokserów - stwierdziła, wzruszając ramionami. Mogło to być błędne przekonanie, bo nigdy nie miała okazji próbować sportów walki ani technik samoobrony. Mogła się mylić, może brakowało jej siły, ale elastyczności, szybkości i rozciągnięcia jej nie brakowało. Będzie mogła użyć sprytu, jeśli tylko nauczy się go właściwie wykorzystywać.
Nie zaprzeczała jego słowom na temat formy. W ostatnim tygodniu dopiero udało jej się wrócić do rytmu jedzenia czterech posiłków dziennie - takich, które były czymś więcej niż jogurtem i batonem energetycznym. Wreszcie nie miała ścisku żołądka z nerwów, a potrawy nie smakowały już jak karton. Wiedziała, że jest na dobrej drodze, by wrócić do siebie.
Wysłuchała jego instrukcji i tylko skinęła głową na potwierdzenie, że wszystko do niej dotarło. Pognała do szatni, żeby wskoczyć w legginsy i luźną koszulkę z logo płyty Johnny’ego Casha. Po raz pierwszy od lat odsłoniła przedramiona, których nie pokrywały żadne siniaki ani zadrapania. Nie musiała ich ukrywać, tak jak nie musiała już maskować śladów pod ciężkim makijażem.
Poprawiła włosy, poruszyła lewym barkiem, który po upadku ze schodów nie wrócił do dawnej sprawności, i postanowiła bez mrugnięcia okiem wykonywać polecenia Karriona. Nie żeby kiedyś nie była wyszczekana, ale ostatnie lata odebrały jej iskrę.
Zgodnie z poleceniami trenera zrobiła kilkanaście okrążeń wokół sali i była zaskoczona, że jej kondycja nie opuściła jej tak bardzo, jak się spodziewała. Ostatnie okrążenia przebiegła szybciej, żeby poczuć znajome, rozgrzewające zmęczenie. Rozgrzewała ciało tak, jak lubiła robić to kiedyś, przypominając sobie ulubione sekwencje ruchów. Rozciągała się dynamicznie, nie statycznie, sprawdzając, ile jej ciało zdążyło zapomnieć.
Czuła, że jej się przygląda, ale odcięła się od tego bodźca. Wiedziała, że może się komuś podobać - w końcu nie zbrzydła przez ostatni czas ani nie przestała o siebie dbać. Włosy miała lśniące, skórę gładką, a paznokcie pomalowane bezbarwnym lakierem. Była naturalna i cholernie zmęczona - to drugie było aż nazbyt widoczne.
Karrion z kolei wydawał jej się w pewien sposób przystojny. Nie w klasyczny sposób, ale w jego ruchach było coś pobudzającego i przyciągającego. Nie próbował się podobać. I może właśnie dlatego działało to mocniej.
Kiedy poczuła, że jest gotowa, podniosła się, poprawiła kosmyki, które wymknęły się ze spiętych włosów, i podeszła do Karriona, dając wyraźny sygnał swojej gotowości. Może zachowywała się teraz jak robot, tłumiąc emocje, ale wolała pozostać w swojej bańce.
- Od tego zaczynamy? - wskazała skinieniem głowy wszystko, co przyniósł.

Karrion Stifler

be my strength

: pn mar 30, 2026 1:36 pm
autor: Karrion Stifler
Karrion obserwował ją przez kilka dłuższych chwil, stojąc z rękami skrzyżowanymi na klatce piersiowej. Nie wtrącał się, nie poprawiał, nie przerywał. Po prostu patrzył. To był jeden z nawyków, których nauczył się jeszcze jako zawodnik, a później trener. Zanim zacznie się kogokolwiek poprawiać, trzeba zobaczyć, jak ta osoba rusza się naturalnie - bez instrukcji, bez presji.
Victoria biegała lżej, niż się spodziewał. Na pierwszy rzut oka jej sylwetka nie sugerowała dobrej kondycji, ale kiedy przyspieszyła na ostatnich okrążeniach, zauważył coś: ciało pamiętało ruch. Nie był to ktoś, kto całe życie siedział za biurkiem. Była w tym pewna dynamika i elastyczność, której próżno było szukać u kanapowców.
Jego spojrzenie zatrzymało się na chwilę na jej barku, kiedy nim poruszyła. Widział ten drobny ruch, tę ostrożność, która zdradzała starą kontuzję. Zanotował to w pamięci, ale nie komentował. Kiedy podeszła i wskazała na sprzęt, Karrion oderwał się od ściany i skinął głową.
- Od tego - potwierdził spokojnie. Następnie podszedł do ławki i sięgnął po bandaże. - Najpierw zabezpieczymy dłonie. W boksie ręce niszczą się szybciej niż twarz - stanął przed nią w odległości podobnej, jak podczas witania się. - Podaj rękę - poprosił i gdy to zrobiła, ujął jej dłoń pewnie, ale jednocześnie z odpowiednią dawką delikatności. Jego palce były duże i ciepłe, a ruchy zaskakująco precyzyjne jak na kogoś o takiej posturze. Rozwinął bandaż i zaczął powoli owijać jej nadgarstek.
- To zapobiega przetarciom skóry i stabilizuje stawy - wyjaśnił. - Bez tego już po pierwszym treningu by piekło - dodał. Przesuwał bandaż przez jej palce, nadgarstek i z powrotem przez dłoń. - Jeśli będzie za ciasno, mów od razu - dopowiedział, by zadbać przede wszystkim o jej komfort.
Po zabezpieczeniu jej pierwszej dłoni, od razu bez słowa sięgnął po drugą.
- Niektórzy zaciskają je za mocno. Krew przestaje krążyć i po kilku minutach ręce drętwieją.
Kiedy skończył, cofnął się o pół kroku i sięgnął po rękawice. Na ławce leżały trzy pary.
- To trzy różne rozmiary, które na oko powinny pasować - wyjaśnił, po czym podniósł pierwszą parę i podał jej. - Zakładaj po kolei i sprawdź, jak się czujesz. Zwróć uwagę czy nie są za ciasne, czy nie latają na dłoni i czy bandaż nigdzie nie uciska - odczekał, aż wsunie dłoń do środka, samemu również oceniając z zewnątrz, czy wygląda to odpowiednio dobrze. - Rękawice są przedłużeniem twojej ręki. Jeśli jakoś cię rozpraszają, to znaczy, że coś jest nie tak.
Kiedy przetestowała wszystkie trzy pary, Karrion obserwował ją spokojnie, aż w końcu wskazał tę, która leżała na ławce najbliżej niej.
- Te. Dobrze leżą na nadgarstku, przynajmniej z zewnątrz - zasugerował, po czym odwrócił się i skinął głową w stronę wiszącego worka. - Twój dzisiejszy przeciwnik czeka na ciebie - podszedł do niego i najpierw delikatnie go pchnął, a po kilku sekundach zatrzymał, żeby przestał się kołysać.
- Na początek nic skomplikowanego. Chcę tylko zobaczyć, jak się ruszasz - odwrócił się do niej i ustawił bokiem, wskazując miejsce, w którym powinna stanąć. Poczekał, aż Victoria podejdzie, po czym wskazał jej stopy.
- Jeśli jesteś praworęczna to lewa noga z przodu, prawa pół kroku z tyłu. Ciężar ciała lekko na palcach - lekko stuknął palcem w matę przy jej stopie. - Nie na piętach - przestrzegł ją. - Jeśli jesteś leworęczna, odwrotna pozycja - dodał tylko, by nie miała wątpliwości, jak powinien zachowywać się w ringu mańkut.
Stanął naprzeciw niej i uniósł ręce, pokazując pozycję.
- Ręce wysoko. Broda lekko w dół i możemy teraz przejść do najprostszej rzeczy w całym boksie - podniósł lewą rękę i powoli wyprowadził cios w powietrzu. - Cios prosty. Bez zamachu - po czym wyprowadził kolejny, tym razem drugą, tylną ręką.
Wyprostował się i znów skrzyżował ręce na klatce piersiowej, odsuwając się na jeden krok, by dać jej znacznie więcej przestrzeni przy worku.
- Spróbuj. Na razie nie chodzi o siłę - zaczął. - Muszę zobaczyć, jak się poruszasz, jakie masz odruchy i jakie złe nawyki - wyjaśnił, po czym więcej już nic nie mówił.
Swój wzrok skupił na Heffernan i analizował wszystko: ręce, tors, biodra, pracę nóg, ułożenie stóp czy nawet kąty nachylenia podczas oddawania ciosów. Wszystko po to, by zweryfikować, jak dużo będzie potrzebowała nauki.

Victoria Heffernan

be my strength

: pn mar 30, 2026 3:33 pm
autor: Victoria Heffernan
Słuchała go uważnie i przyglądała się, jak sprawnie, a przy tym pewnie i delikatnie owija najpierw jedną jej dłoń, a potem drugą. Była zaskoczona, że jego dotyk nie wzbudzał w niej wzdrygnięć ani nie wywoływał tego dziwnego, nieprzyjemnego drżenia wzdłuż kręgosłupa, które momentalnie spinało całe jej ciało.
Słuchała go dalej, ale w chwili, gdy sięgnął po jej drugą rękę, mimo wszystko drgnęła. Tyle że nie z tego powodu co zwykle - i z zaskoczenia lekko uniosła kąciki ust, przenosząc spojrzenie na jego twarz. To było przyjemne uczucie - jego palce muskające jej skórę. Obracał jej dłoń, jak chciał, a ona wpatrywała się w ten proces.
Nie była pewna, czy z tego wszystkiego usłyszała wszystko, co do niej mówił, ale wydawało jej się, że tak. Najwyraźniej będzie grać głupią, do której trzeba mówić trzy razy. Trudno.
Poruszyła palcami i przyjrzała się swoim owiniętym dłoniom.
- Nie wiem, jak powinno być idealnie, ale wydaje się w porządku.
Nie miała pojęcia, czego się spodziewać ani jak jej dłonie powinny zachowywać się „idealnie”. Musiała podczas dzisiejszego treningu obserwować siebie, sprawdzać, co czuje, a potem po prostu to z nim omówić.
Po chwili przymierzała rękawice, sprawdzając, jak leżą na dłoniach.
- Te są chyba za luźne - stwierdziła przy jednej z par i ostatecznie wybrała te wskazane przez Karriona jako najbardziej odpowiednie.
Worek treningowy nie wydawał się dziś strasznym przeciwnikiem - chyba że tylko tak wyglądał, bo obawiała się, że może być znacznie twardszy. Worki, które kiedyś widziała, potrafiły zaskoczyć swoją wagą.
Była leworęczna, więc od razu przyjęła przeciwną pozycję niż ta opisywana przez mężczyznę: prawa noga z przodu, lewa pół kroku w tył. Miała być lekka, dynamiczna, na palcach i od razu weszła w tę pozycję. To uczucie było przyjemne, bo świadomie kontrolowała swoje ciało w nowy sposób. Miała wrażenie, że tworzą się w jej głowie jakieś nowe połączenia neuronalne.
Obserwowała go i uniosła ręce tak jak on. W jej ruchach było mniej pewności, zdecydowanie więcej sztywności.
Zadała pierwszy cios, ale już w chwili, gdy go wyprowadzała, poczuła, że był za wolny. O dziwo nie bała się uderzać, więc zaczęła wykonywać kolejne ruchy - jeden po drugim. Nagle jej barki przestały się tak spinać, wszystko stało się bardziej dynamiczne. W biodrach i nogach poczuła odpowiedni balans i luz, jakby w końcu zrozumiała, skąd to wszystko powinno wychodzić.
Czekała na jego pierwsze uwagi, a kiedy się pojawiły, od razu wprowadzała je w życie. Te ruchy były dziwnie uspokajające, jakby każda lewa, prawa, lewa przynosiła ukojenie.
Worek przy tym wszystkim ledwo drgał, ale w pewnym momencie uderzyła mocniej i ten cios wywołał u niej cichy śmiech. Własna reakcja ją zaskoczyła.
Przy trzeciej serii jej oddech się urwał, ale nie z wysiłku, lecz z napięcia, które gdzieś z niej zeszło. Czuła w ciele dziwną lekkość.
Zatrzymała się.
- To… - zaczęła, ale nie dokończyła. Jak na pisarkę brakowało jej dziś słów, by opisać i nazwać wszystko, co czuła w tej dziwnej, nowej wersji siebie.
Na moment opuściła ręce, żeby rozluźnić barki. Lewy nie dawał o sobie znać, ale gdy nim poruszyła, delikatnie strzelił.
- Chcę jeszcze raz - mruknęła bardziej do siebie niż do niego i tym razem nie zatrzymała się w połowie serii. Jej ciosy wciąż nie były doskonałe, ale nie wykonywała ich już z taką niepewnością i ostrożnością i tym razem worek poruszał się wyraźniej.

Karrion Stifler

be my strength

: wt mar 31, 2026 11:24 am
autor: Karrion Stifler
Karrion nie przerywał jej. Stał kilka kroków dalej, oparty bokiem o jeden z metalowych słupów podtrzymujących konstrukcję ringu. Ramiona miał skrzyżowane na klatce piersiowej, a jego spojrzenie spokojnie śledziło każdy jej ruch.
Pierwsze ciosy były ostrożne. Trochę za wolne i zbyt sztywne. Ręce pracowały bardziej niż reszta ciała. Ale to było normalne, więc w żaden sposób go to nie zaskoczyło. Zdziwiłby się wręcz, gdyby tak niepozorna osoba jak Victoria zaczęła z pełnym impetem niczym profesjonalista. To, co zwróciło jego uwagę, pojawiło się chwilę później.
Po kilku uderzeniach napięcie w jej barkach zaczęło puszczać. Biodra, które wcześniej stały niemal nieruchomo, zaczęły pracować. Ciężar ciała przesunął się na przednią nogę dokładnie w momencie, kiedy powinien. Siły w tym jeszcze nie było, ale zalążki rytmu? Jak najbardziej.
Karrion lekko przechylił głowę, obserwując to wszystko uważniej. Większość początkujących biła rękami. Sztywno. Bez kontroli. Potrzebowali wielu treningów, żeby zrozumieć, że cios zaczyna się w nogach. U niej ciało zaczęło to łapać szybciej, być może dzięki nieodkrytej, bojowej intuicji, jaką niektórzy w sobie mieli.
Kiedy worek po jednym z ciosów wyraźniej się poruszył, a z jej ust wyrwał się cichy śmiech, kącik ust Karriona drgnął niemal niezauważalnie. Dopiero kiedy zatrzymała się drugi raz i rozluźniła barki, odepchnął się od słupa i podszedł bliżej.
Worek wciąż delikatnie kołysał się przed nią, więc Karrion położył na nim dłoń, żeby go zatrzymać. Przez chwilę patrzył na materiał, jakby zbierał myśli. Potem przeniósł wzrok na Victorię.
- Jedna rzecz - zaczął spokojnie. - Nie traktuj treningu jak sposobu na wyładowanie wściekłości - na moment zapadła cisza, a Karrion puścił worek i wyprostował się.
- Wściekły umysł to wąski umysł - wypowiedział to niemal odruchowo i było w tym sporo prawdy, ponieważ powtarzał to zawsze swoim uczniom. Nie patrzył już na worek, tylko na jej postawę - na sposób, w jaki stała i trzymała rękawice. - Kiedy walczysz w gniewie, myślisz o tym, co możesz zrobić przeciwnikowi, a nie o tym, co on może zrobić tobie - to był jeden z pierwszych wniosków, jakie wyniósł z ringu lata temu. Większość ludzi i tak robiła po swojemu. Widział to setki razy, ponieważ dla wielu boks był tylko wentylem bezpieczeństwa. Mimo to zawsze mówił im to samo, bo właśnie to pozwoliło mu prowadzić karierę dłużej oraz nie ucierpieć na ringu aż tak bardzo jak jego koledzy po fachu.
Dopiero po chwili jego spojrzenie znów skupiło się na Victorii.
- Dobrze pracujesz - rzekł spokojnie z uznaniem, jednak bez przesadnego entuzjazmu. Zauważył, że próbowała poprawiać błędy niemal od razu, gdy tylko zwracał na nie uwagę. To nie zdarzało się często. Większość ludzi słyszała instrukcję, a potem wracała do starych nawyków. Ona próbowała je zmieniać.
Karrion lekko stuknął dłonią w worek.
- Jeszcze raz - rzucił. - Ale zanim to... najpierw weź łyka wody. Nawodnienie to równie ważna część treningu co ćwiczenia - dodał i cofnął się, zostawiając jej przestrzeń niezbędną do ćwiczeń.
Znów skrzyżował ręce na piersiach i tym razem obserwował jeszcze uważniej. Ustawienie nóg, pracę bioder, napięcie w barkach. Kiedy tylko pojawiały się błędy w ustawieniu, od razu informował ją o tym, oczekując wprowadzenia poprawek w życie.
Im dalej w las, tym błędów pojawiało się więcej, głównie przez zmęczenie, które wywołane było wysiłkiem fizycznym. Stifler w pewnym momencie zarządził przerwę i znów stanął przy worku, zatrzymując go rękami.
- Bicie ciosów prostych wprowadzone, teraz czas na sierpowe - zarządził. - Ale najpierw - skinął głową w kierunku butelki z wodą i tym razem odsunął się jedynie na niewielką odległość, by po powrocie zaprezentować jej dobrze wyprowadzony cios sierpem.

Victoria Heffernan

be my strength

: wt mar 31, 2026 2:00 pm
autor: Victoria Heffernan
Przyglądała mu się badawczo, kiedy mówił o wściekłości. Naprawdę zależało jej, żeby zrozumieć i żeby być jak najlepszą. Perfekcjonizm był jej zgubą i zbawieniem. Teraz jednak słuchanie jego instrukcji i poleceń dawało jej pewnego rodzaju poczucie bezpieczeństwa. Nie lubiła oddawać kontroli, ale miała świadomość, że wtedy odpoczywa, bo nie interesuje jej nic poza poprawnym wykonaniem zadania. Nie musiała myśleć o tym, czy coś jej szkodzi, ani jak na nią wpływa. Lepiej było oddać kontrolę.
Wściekły umysł to wąski umysł.
Powtarzała w głowie jego słowa. Słowa, które powinna była usłyszeć lata temu. Może wtedy nie próbowałaby na siłę przetrwać wszystkiego. Nie musiałaby zaciskać zębów ani tłumić emocji. Ukrywać siniaków, złamań i blizn.
Piła wodę, przyglądając się, jak opowiada o ciosach sierpowych i jak je prezentuje. Czuła, że jej serce bije szybciej, a oddech przestaje być miarowy. Nigdy by nie pomyślała, że takie ruchy mogą być aż tak męczące.
- Czekaj… - zatrzymała go, odkładając wodę. - Czy ręka powinna iść bardziej tak… - wykonała ruch - czy w ten sposób? - powtórzyła go, tym razem trochę inaczej.
Nie była pewna, czy dobrze zauważyła i zrozumiała to, co jej pokazywał.
Była świadoma tego, że może jej teraz dotknąć, a kiedy to się stało nie drgnęła, ale na jej ramionach pojawiła się gęsia skórka. Wmawiała sobie, że to przez to, że jego palce w kontakcie z jej nagrzaną skórą wydały się chłodniejsze. Wmawiać sobie mogła.
Kiedy w końcu ją ustawił, zaczęła znowu pracować. Pilnowała nóg i bioder. Poprawiała się, słysząc jego uwagi, i uśmiechała się pod nosem, kiedy nic nie mówił, bo to znaczyło, że jest dobrze.
Po pewnym czasie kolejna fala zmęczenia dała o sobie znać. Najpierw poczuła je w barkach, potem w udach. Oddech znów zrobił się cięższy, a ostatni cios nie wyszedł tak, jak powinien, od razu to poczuła.
Zatrzymała się i złapała worek, opierając o niego czoło, próbując wyrównać oddech.
- Tak, wiem… - sięgnęła po wodę, zanim zdążył jej o tym przypomnieć.
Kiedy oddech wrócił do normy, spojrzała na niego.
- Mam wrażenie, że im bardziej się staram, tym gorzej mi wychodzi - rzuciła w końcu i pociągnęła kolejny łyk. W jej głosie nie było frustracji, raczej konsternacja.
- Czy to ma jakiś sens? - zaśmiała się, opróżniając butelkę do końca.
Miała wrażenie, że kiedy oddaje kontrolę ciału, a nie głowie, idzie jej lepiej. Może to był jej sposób zawsze wszystko kontrolowała umysłem. Zawsze musiało być od linijki, zgodnie z planem, a przecież nie zawsze się tak da.
- Jak często chcesz się spotykać? Dostosuję się, bo… nie chcę zabierać ci wolnych wieczorów. A na razie tylko one wchodzą w grę.
Patrzyła mu w oczy, czekając na odpowiedź albo choćby zawahanie. Naprawdę nie chciała odbierać mu czasu. Mógł mieć rodzinę albo kogoś bliskiego, kto na niego czekał. Ona była w tym momencie samotnym wilkiem i mogła decydować o sobie bez żadnych kompromisów.

Karrion Stifler

be my strength

: wt mar 31, 2026 3:24 pm
autor: Karrion Stifler
Karrion wysłuchał jej pytania, a potem bez słowa podszedł bliżej, chcąc jej wszystko pokazać. Stanął bokiem do worka i powoli uniósł ręce do gardy. Przez chwilę jego ciało było zupełnie nieruchome, jakby zatrzymał cały ruch w sali tylko po to, żeby skupić uwagę na jednym, prostym mechanizmie. Sierpowy wyszedł z biodra, nie z ramienia. Bark poszedł za nim naturalnie, łokieć zgięty był pod właściwym kątem, pięść zatoczyła krótki łuk i uderzyła w worek. Przedmiot wychylił się znacznie mocniej niż wcześniej przy jej uderzeniach, po czym powoli wrócił na miejsce.
Karrion cofnął rękę i jeszcze raz ustawił ciało.
- Tu - powiedział spokojnie, wskazując biodro. Powtórzył ruch wolniej, dając jej czas na to, by dobrze wszystko zapamiętała podczas obserwacji.
Kiedy Victoria próbowała odwzorować to, co zobaczyła, ale nie wyszło jej aż tak dobrze, Karrion pokręcił lekko głową i zrobił krok bliżej.
- Poczekaj - sięgnął ręką do jej przedramienia i delikatnie zatrzymał jej ruch. Drugą dłonią poprawił ustawienie barku, przesuwając go nieznacznie w tył. Trochę poprawiał ją jak manekina treningowego, ale to już była kwestia przyzwyczajeń. Potem pozwolił sobie ująć lekko jej biodro, przesuwając ciężar ciała o kilka centymetrów. Poczuł, że jej skóra była ciepła od wysiłku, a jednocześnie gładka i miękka.
Poprawił ustawienie i odsunął rękę.
- Spróbuj teraz - cofnął się o krok, dając jej przestrzeń. Obserwował ją uważnie, kiedy znów zaczęła pracować z workiem. Tym razem ruch był płynniejszy. Wciąż brakowało w nim siły i precyzji, ale technicznie wyglądało to już znacznie lepiej.
Karrion tylko od czasu do czasu rzucał krótkie uwagi typu: biodro, nie prostuj łokcia, bark luźniej etc. Minęło kilka minut, zanim znów się zatrzymała. Zauważył moment, kiedy zmęczenie zaczęło z nią wygrywać: napięcie w barkach, krótszy oddech, spóźniona praca nóg. Kiedy sama sięgnęła po wodę, kącik jego ust drgnął lekko.
Kiedy zaczęła do niego mówić, oparł przedramię o worek. Słuchał jej uważnie i czekał cierpliwie, aż brunetka skończy.
- To normalne - odrzekł spokojnie. - Widać po tobie brak doświadczenia. To, co dla boksera jest naturalne, dla ciebie jest poza przyzwyczajeniami - przeniósł wzrok na jej rękawice, potem znów na twarz. - Dlatego ruchy, które są dla ciebie nowe, zaczynają wydawać się coraz gorsze. Ale to złudzenie - wskazał głową na worek, o który się teraz nieznacznie opierał. - Radzisz sobie coraz lepiej i chociaż czasem brakuje dokładności czy skupienia, to jest to kwestia zmęczenia, nie ignorancji - i to było najważniejsze: starała się, nie uchodziła za najmądrzejszą i pozwalała prowadzić się doświadczonemu trenerowi.
Kiedy zapytała o treningi, odsunął się od worka i skrzyżował ręce na klatce piersiowej, wyglądając przez moment na kogoś, kto coś kalkulowal.
- Na razie trzy razy w tygodniu - zaczął. - Poniedziałek, środa i piątek - to była bezpieczna częstotliwość dla kogoś, kto wracał do pracy z ciałem po długiej przerwie. - Za kilka tygodni, kiedy organizm się przyzwyczai, pomyślimy o zwiększeniu częstotliwości - skinął lekko głową i przeszedł kilka kroków w kierunku ławki, by napić się wody, którą zostawił tu jeszcze podczas swojego treningu.
Spojrzał na Victorię i uśmiechnął się lekko.
- Wieczorami się nie przejmuj - rzucił. - Czas na wolne przyjdzie wtedy, kiedy nawet ja będę się bał twoich prostych - zachichotał lekko, chcąc rozładować trochę napięcia i przy okazji wydać się bardziej... przystępnym? Sam nie wiedział czemu chciał wyjść na mniej sztywnego w jej oczach. Wyglądało to trochę tak, jakby chciał się jej pokazać nie tylko jako trener, ale także jako facet.
Przeniósł wzrok na worek
- Masz jeszcze siły, czy na dziś koniec? - spytał wprost, zdając sobie sprawę z tego, że Heffernan najlepiej zna swoje ciało i sama oceni, czy wytrzyma jeszcze chwilę ćwiczeń.

Victoria Heffernan

be my strength

: wt mar 31, 2026 4:51 pm
autor: Victoria Heffernan
- Okej… - mruknęła, chyba bardziej do siebie niż do niego, po tym jak zobaczyła jego ruch i uderzenie w worek. Dopiero teraz dotarło do niej, że mięśnie miał nie od parady. Po sali aż rozniósł się głuchy dźwięk ciosu.
Poprawiła rękawice, odrobinę zbyt nerwowo, a jej wzrok automatycznie podążył za jego dłonią, kiedy wskazał biodro. Przyglądała się temu miejscu o ułamek sekundy za długo. Chrząknęła cicho i przeniosła spojrzenie na jego twarz, nie chcąc się dalej rozpraszać. Nie wiedzieć czemu, w jej myślach te biodra wykonały zdecydowanie inny ruch.
- Czyli najpierw biodro… nie ręka - powtórzyła, już bardziej skupiona, choć w jej głosie wciąż pobrzmiewała nuta niepewności. - Dobra. Spróbuję.
Uderzyła i od razu skrzywiła się, opuszczając rękę.
- Nie, to dalej nie to… - westchnęła z irytacją.
Podszedł do niej, żeby poprawić jej pozycję, i choć się nie spięła, była bardzo świadoma jego bliskości i dotyku.
- Okej - szepnęła, bo stał tak blisko, że i tak by ją usłyszał.
Pod jego prowadzeniem świadomie rozluźniała mięśnie, nie stawiając oporu jego ruchom. Jego bliskość uruchamiała w niej reakcje, które od dawna pozostawały uśpione. Wciągnęła powietrze i poczuła jego zapach - mieszankę świeżego prania, żelu pod prysznic i czegoś jeszcze, czegoś wyraźnie jego. Jej spojrzenie uciekło gdzieś na bok, jakby nagle skupienie na worku przestało być jedynym problemem.
Kiedy poprosił, żeby spróbowała, odważniej wróciła do pracy z workiem. Tym razem pewniej. Biodro. Powtarzała to w myślach, choć na przekór sobie zamiast o własnych biodrach myślała o jego.
Po kolejnej serii opuściła ręce i odchyliła głowę, zamykając na moment oczy.
- Jezu… - parsknęła cicho. - To wygląda prosto tylko wtedy, kiedy ty to robisz.
Popijała wodę i pozwoliła sobie przyjrzeć mu się uważniej. Widziała, jak układa coś w głowie, jakby sprawdzał, które wieczory może jej poświęcić.
- Jesteś pewien? To prawie połowa wieczorów w tygodniu.
Miała świadomość, że agent płaci mu dobrze, w końcu korzystał z jej konta. Miał do niego dostęp i był chyba jedyną osobą, której ufała bezgranicznie. Był dla niej jak ojciec, nawet jeśli on zawsze żartował, że takie porównania tylko go postarza.
- Proszę cię, ja moimi prostymi mogę cię co najwyżej… nie wiem… - uniosła ręce, jakby to miało jej pomóc znaleźć właściwe słowo - połaskotać.
Zaśmiała się sama z siebie, bo jakoś nie wyobrażała sobie z nim żadnego realnego starcia. No, chyba że w formie żartobliwej przepychanki w łóżku, mógłby ją bez problemu zarzucić na ramię, a jedyne, co mogłaby zrobić, to ugryźć go w tyłek.
Wpatrywała się przez chwilę w worek, a gdy usłyszała jego głos, przeniosła na niego spojrzenie. Już odruchowo miała powiedzieć, że nie, bo czuła zmęczenie, ale tak naprawdę chciała jeszcze chwilę zostać w jego towarzystwie. W tej przyjemnej mieszance spokoju i lekkiego napięcia, które zostawił po sobie trening. Nie chciała być teraz sama, co nie zdarzyło się jej od dawna.
- Mam jeszcze trochę siły - poruszyła barkami i z uśmiechem dodała: - Ale chyba bardziej chodzi o to, czy ty masz jeszcze cierpliwość.

Karrion Stifler

be my strength

: śr kwie 01, 2026 10:14 am
autor: Karrion Stifler
Nie umknęło uwadze Karriona, że kiedy wcześniej poprawiał jej pozycję, nie było w niej ani śladu sprzeciwu. Wręcz przeciwnie - rozluźniła się pod jego dłońmi i pozwoliła prowadzić ruch tak, jakby to było czymś naturalnym. Zauważył to od razu. Tak samo jak fakt, że sam również przytrzymał dłonie na jej biodrach odrobinę dłużej, niż było to konieczne.
Bliskość zawsze działała na ludzi w różny sposób. On nauczył się ją ignorować, przynajmniej na zewnątrz. W środku bowiem przez ułamek chwili zrobiło mu się nieco cieplej, kiedy stali tak blisko siebie. Jego twarz jednak pozostała spokojna i opanowana, chcąc utrzymać chociaż pozory profesjonalizmu.
Gdy stwierdziła, że wszystko wygląda prosto tylko w jego wykonaniu, kącik jego ust uniósł się lekko, a sam Stifler pokiwał głową.
- Mam nad tobą przewagę trzydziestu lat treningu - powiedział spokojnie. - Więc faktycznie mogą się pojawić pewne niewielkie różnice - w jego głosie było coś pomiędzy lekkim rozbawieniem a spokojną pewnością człowieka, który mówił rzeczy oczywiste.
Kiedy zapytała, czy jest pewien tych treningów, skinął głową bez wahania.
- Jestem - oparł ręce na biodrach. - To żaden problem. W tygodniu zostaje jeszcze kilka innych wieczorów - wyjaśnił, by Heffernan nie czuła, że za bardzo absorbuje jego wieczorowy czas. Karrion był dużym chłopcem i potrafił dokonywać pewnych decyzji.
Jej uwaga o połaskotaniu wywołała u niego krótkie, szczere parsknięcie śmiechem.
- W tej chwili? - uniósł brew i przyjrzał jej się przez moment z udawaną powagą. - Prawdopodobnie tak by to wyglądało. O ile w ogóle zdążyłabyś mnie dosięgnąć jakimkolwiek ciosem - rzucił spokojnie bez złośliwości, raczej z zauważeniem pewnych faktów.
Kiedy jednak powiedziała, że ma jeszcze trochę siły, jego spojrzenie zatrzymało się na niej na chwilę dłużej. Widział po niej zmęczenie, a mimo to chciała trenować dalej. W jego oczach pojawiło się coś na kształt uznania.
- Dobrze - skinął lekko głową w stronę worka. - W takim razie wracamy do podstaw - podszedł bliżej, ale tym razem zachował nieco większy dystans. - Ciosy proste, są mniej męczące niż sierpowe - tym razem nie zademonstrował znów odpowiedniego ruchu, chcąc by Victoria pokazała, co zapamiętała z dzisiejszej lekcji. Odsunął się pół kroku, robiąc jej miejsce i skinął głową, zachęcając ją do rozpoczęcia ćwiczeń.
Kiedy ruszyła w stronę worka, jego wzrok mimowolnie na moment opadł niżej. Materiał legginsów opinał jej sylwetkę tak dokładnie, że przez sekundę trudno było nie zauważyć, jak dobrze układa się na jej pośladkach. Po chwili jego spojrzenie wróciło wyżej - na jej barki i ustawienie łokci. Jednak gdy tylko spoglądał na pracę jej nóg, pragnienie zerknięcia w kierunku jej bioder było silniejsze niż chęć zachowania ogłady.
Patrzył, jak uderza w worek. Ruch wciąż miał drobne defekty - czasem zbyt sztywne ramię, czasem spóźnioną rotację biodra - ale jak na nieco ponad godzinę treningu wyglądało to zaskakująco dobrze. Co jakiś czas rzucał komentarzem, by skorygowała postawę, czy wyprowadzała dokładniejsze ciosy. Był jednak bardzo zadowolony z jej poczynań i zdarzało mu się także chwalić ją, gdy było widać, że się przykładała. Uśmiechnął się nawet w pewnym momencie, gdy udało jej się wyprowadzić całą serię poprawnych prostych - przez moment wyglądała, jakby robiła to od lat tak jak on.
Kiedy skończyła ćwiczyć, skrzyżował ręce na klatce piersiowej i skinął głową w kierunku brunetki.
- Dobra robota - nie był z trenerów-zamordystów, którzy wręcz umniejszali swoim uczniom, chcąc wymusić na nich jeszcze więcej zaangażowania. Starał się balansować między wymaganiami a wyrozumiałością, by nie przechylić szali w jedną bądź w drugą stronę.

Victoria Heffernan