Chloe Wilson
: sob mar 28, 2026 10:17 pm
Chloe Wilson

data i miejsce urodzenia
20/04/2000 | Toronto (Kanada) zaimki
ona/jejzawód
barmankamiejsce pracy
Emptinessorientacja
biseksualnadzielnica mieszkalna
East Endpobyt w toronto
od urodzeniaumiejętności
- potrafi posługiwać się językiem hiszpańskim w piśmie i mowie; - umie wynajdywać różne promocje (tyczy się to zarówno spożywki jak i ciuchów); - posiada prawo jazdy (marzy jej się przejażdżka Ferrari albo Porshe); - nieźle rysuje; - umie się wspinać (chodziła przez jakiś czas na ściankę wspinaczkową) słabości
- poranne wstawanie; - proszenie o pomoc (woli sama coś zrobić); - utraty kogoś z rodziny; - ma słabość do truskawek w czekoladzie i osób, które jeżdżą na motorach; - nie lubi natarczywych typów, którzy przy barze naruszają jej strefę komfortu; Kwiecień 2000
Chloe była wcześniakiem i niewiele by brakowało, a nie byłoby jej wcale. Dlatego jej rodzice ogromnie się ucieszyli, gdy koniec końców usłyszeli płacz. Odetchnęli z ulgą, a lekarze mówili, używając trudnych słów, których wtedy nie rozumieli, ale jedno było pewne - Chloe była silniejsza, niż ktokolwiek się spodziewał.
Przez pierwsze tygodnie znajdowała się w przezroczystym inkubatorze. Maleńka, krucha, z tycimi rączkami, które co jakiś czas zaciskała, jakby trzymała się świata, na który dopoero co wyszła. Jej mama przychodziła codziennie, siadała obok i opowiadała jej o wszystkim - o domu, o aktualnej pogodzie, o tym, jak bardzo na nią czekali. Tata z kolei zawsze mówił, że Chloe upór ma po nim. Może miał rację? Z każdym dniem dziewczynka oddychała trochę pewniej, spała spokojniej, aż w końcu nadszedł moment, kiedy mogli wziąć ją na ręce bez strachu. Od tamtej pory każde jej uśmiechnięcie było jak mały cud.
2006
Chloe wiedziała, że jej mama jest chora, dlatego zbierała dla niej kwiatki, gdy jakieś widziała i mogła do nich dostać, rysowała serduszka i robiła miksturę z trawy (napełniała miskę wodą, do której wrzucała zerwaną trawę i czasami też trochę ziemi), która miała pomóc w powrocie do zdrowia - lecz niestety, to nie pomogło. Znaczy panią Wilson to bardzo rozczulało lecz w szpitalu nie słyszała niczego miłego ani dającego nadzieję.
W maju tata Chloe oznajmił jej, że Mama już do niech nie wróci. Chlo pomyślała, że gdzieś pojechała, a tata sobie żartuje, lecz dni mijały, a Pani Wilson nie przychodziła. Chloe niejednokrotnie pytała
- Gdzie mama? Kiedy wróci? Mam dla niej rysunek. - lecz za każdym razem słyszała to samo:
- Ona nie wróci córciu. -
Pod koniec maja, tata Chloe pomógł jej założyć czarną sukienkę, a we włosach miała czarną opaskę. Dopiero widząc trumnę, w której leżała mama dziewczynki ta, jakby zaczynała rozumieć. Szczególnie, kiedy trumna została zamknięta, a ludzie zaczęli gszlochać. Widziała jak ludzie płaczą, jak jej własny tata płacze i ona sama też zaczęła płakać. Płakała z przerwami, dopóki nie zasnęła. A we śnie widziała mamę.
Kwiecień 2011
Chloe siedziała w swoim pokoju i układała puzzle - urocze pieski, gdy nagle nie mogła znaleźć jednego elementu. Rozejrzała się dookoła i nic. Westchnęła dochodząc do wniosku, że pewnie albo wypadł przy otwieraniu i przez przypadek go kopnęła, albo po prostu już niekompletne dostała. No nic. oczywiście było jej trochę przykro, bo jednak nie mogła podziwiać efektu końcowego w całości, ale mimo wszystko troszeczkę się ucieszyła. Nagle drzwi do jej pokoju otworzyły się i przez drzwi przeszła babcia dziewczyny.
- Nie śpisz jeszcze? - spytała, a Wilson pokręciła głową i widziała, co babcia trzymała w dłoniach.
- Pooglądajmy je razem. - zaproponowała, bo mimo, iż znała doskonale ten album i pamiętała, jakie zdjęcia się w nim znajdowały, to uwielbiała go przeglądać. Uwielbiała patrzeć na uśmiechniętych rodziców, pozujących rodziców, dziadków ich latach młodości i nie mogła się doczekać, aż zapełni swój album - była pewna, że będzie w nim wiele super zdjęć. Babcia uśmiechnęła się łagodnie i usiadła obok niej na łóżku. Materac lekko zaskrzypiał, a Chloe od razu przysunęła się bliżej, opierając głowę o jej ramię.
Co jakiś czas można było usłyszeć śmiechy, palce jeździły po różnych fotografiach, aż mniej więcej w połowie albumu, powieki Wilson zaczęły opadać. Staruszka widząc, że jej wnuczka zasypia, ucałowała jej czubek głowy, położyła i przykryła kołdrą, zostawiając album na szafce nocnej obok łóżka.
Maj 2012
Wilson wciąż uwielbiała układać puzzle, lecz więcej uwagi zaczęła poświęcać swojemu wyglądowi a konkretniej strasznie lubiła ekspyremntowanie z ciuchami. Przebierała, wybierała, miksowała i w sumie… zaczęła myśleć, czy nie zostać projekntantką mody - zaczęła nawet prowadzić swój własny zeszyt, gdzie rysowała różne bluzki, spodnie, sukienki… i jeżeli je komuś pokazywała, to cioci (siostrze mamy), u której spędzała ostatnimi czasy całkiem sporo czasu, babci i swojej najlepszej przyjaciółce ze szkoły. Tacie nie pokazywała, bo często wracał zmęczony.
2013/2014
Chloe przed rozpoczęciem 9 klasy postanowiła, że chce wziąć udział w wymianie szkolnej. Ciocia niezbyt to pochwalała ale z drugiej strony, ale z drugiej strony widziała w oczach Chloe coś, czego nie umiała zignorować. Tę samą iskrę, którą kiedyś miała mama dziewczyny, a jej własna, młodsza siostra.
– To daleko – powiedziała w końcu, krzyżując ręce na piersi. – Inny kraj, obcy ludzie… To nie jest wycieczka na jeden dzień.
Chloe skinęła głową. Wiedziała o tym. Sprawdzała wszystko po kilka razy — szkołę, rodzinę, miasto. Czytała opinie, oglądała zdjęcia, nawet próbowała nauczyć się kilku podstawowych zwrotów w języku, którym tam mówiono.
- Wiem - odpowiedziała spokojnie. - Ale właśnie dlatego chcę spróbować.
Ciocia westchnęła cicho i oparła się o framugę drzwi. Przez chwilę przyglądała się dziewczynie w milczeniu, jakby ważyła coś więcej niż tylko tę jedną decyzję.
- A jeśli ci się nie spodoba? - spytała, unosząc brew - bo przecież nie można było tego wykluczyć.
- To wrócę. - odpowiedziała Chloe bez większego zastanowienia, wzruszając ramionami. - Ale przynajmniej będę wiedzieć, że spróbowałam. dodała.
Koniec końców wszystko się udało, a ona rok szkolny rozpoczynała w Mediolanie. To było jak skok do morza, czuła, że przeżyje tu wspaniałą przygodę i można powiedzieć, że tak było…
Poznała wiele osób, fajnych osób, ale najbardziej w głowie zamieszał jej jeden chłopak. Chłopak z którym chętnie spędzała czas po szkole, który pokazywał jej Mediolan, który potrafił wywołać uśmiech na jej twarzy i lekkie rumieńce na policzkach. Wszystko było pięknie do czasu, gdy nie dowiedziała się o śmierci ojca i o tym, że zrobił to… właśnie ten chłopak. I to był koniec. Nie chciała go widzieć. Nie chciała o nim nawet słyszeć. Niedobrze jej się robiło, gdy padało to jedno imię Enzo. Usunęła jego numer i wspólne zdjęcia, zostawiając tylko jedno, które przeniosła sobie do chmury, a konkretniej do jednego folderu, do którego nigdy nie chciała wchodzić. Dla niej ten rozdział był zamknięty i nie było do czego wracać.
Szczerze? Zaczynała się zastanawiać, czy skoro jej rodzice nie żyli, to czy teraz śmierć będzie goniła ją. Może ojciec jak jeszcze mieszkał w Meksyku komuś podpadł i ktoś rzucił jakiś czar? Albo złamał serce jakiejś latynosce a ta go przeklęła? takie teorie zaczeła snuć nastoletnia Chloe - miała ona ochotę rzucić wszystko w cholerę, choć z drugiej strony, była bardzo wdzięczna cioci, która była dla niej jak mama i która dopóki Chlo się nie wyprowadziła, przygarnęła ją pod swój dach. I szczerze? Cieszyła się, że ma ją, brata ciotecznego (którego nazywała swoim bratem) i babcię. To aktualnie była JEJ rodzina.
- jej ojciec pochodził z Meksyku i to on nauczył Chloe hiszpańskiego (po przeprowadzeniu się do Kanady, zmienił nazwisko)
- lubi robić zdjęcia
- nie lubi rano wstawać
- wciąż ma zachowany zeszyt, gdzie rysowała ubrania - bo kiedyś myślała nad zostaniem aktorką lub projektanką mody
- lubi sportowe samochody
- sushi mogłaby jeść CODZIENNIE
- brała udział w wymianie szkolnej gdy była w 9 klasie
- Asterix i Obelix misja Kleopatra i Troja to jej ulubione filmy
- zawsze jak ogląda Titanica ma nadzieję, że statek uniknie zderzenia z górą lodową i jest zawiedziona gdy tak się nie dzieje
- pali (głównie e-fajka, bo lubi smakowe liquidy)
- lubi układać puzzle i patrzeć w gwiazdy
Chloe była wcześniakiem i niewiele by brakowało, a nie byłoby jej wcale. Dlatego jej rodzice ogromnie się ucieszyli, gdy koniec końców usłyszeli płacz. Odetchnęli z ulgą, a lekarze mówili, używając trudnych słów, których wtedy nie rozumieli, ale jedno było pewne - Chloe była silniejsza, niż ktokolwiek się spodziewał.
Przez pierwsze tygodnie znajdowała się w przezroczystym inkubatorze. Maleńka, krucha, z tycimi rączkami, które co jakiś czas zaciskała, jakby trzymała się świata, na który dopoero co wyszła. Jej mama przychodziła codziennie, siadała obok i opowiadała jej o wszystkim - o domu, o aktualnej pogodzie, o tym, jak bardzo na nią czekali. Tata z kolei zawsze mówił, że Chloe upór ma po nim. Może miał rację? Z każdym dniem dziewczynka oddychała trochę pewniej, spała spokojniej, aż w końcu nadszedł moment, kiedy mogli wziąć ją na ręce bez strachu. Od tamtej pory każde jej uśmiechnięcie było jak mały cud.
2006
Chloe wiedziała, że jej mama jest chora, dlatego zbierała dla niej kwiatki, gdy jakieś widziała i mogła do nich dostać, rysowała serduszka i robiła miksturę z trawy (napełniała miskę wodą, do której wrzucała zerwaną trawę i czasami też trochę ziemi), która miała pomóc w powrocie do zdrowia - lecz niestety, to nie pomogło. Znaczy panią Wilson to bardzo rozczulało lecz w szpitalu nie słyszała niczego miłego ani dającego nadzieję.
W maju tata Chloe oznajmił jej, że Mama już do niech nie wróci. Chlo pomyślała, że gdzieś pojechała, a tata sobie żartuje, lecz dni mijały, a Pani Wilson nie przychodziła. Chloe niejednokrotnie pytała
- Gdzie mama? Kiedy wróci? Mam dla niej rysunek. - lecz za każdym razem słyszała to samo:
- Ona nie wróci córciu. -
Pod koniec maja, tata Chloe pomógł jej założyć czarną sukienkę, a we włosach miała czarną opaskę. Dopiero widząc trumnę, w której leżała mama dziewczynki ta, jakby zaczynała rozumieć. Szczególnie, kiedy trumna została zamknięta, a ludzie zaczęli gszlochać. Widziała jak ludzie płaczą, jak jej własny tata płacze i ona sama też zaczęła płakać. Płakała z przerwami, dopóki nie zasnęła. A we śnie widziała mamę.
Kwiecień 2011
Chloe siedziała w swoim pokoju i układała puzzle - urocze pieski, gdy nagle nie mogła znaleźć jednego elementu. Rozejrzała się dookoła i nic. Westchnęła dochodząc do wniosku, że pewnie albo wypadł przy otwieraniu i przez przypadek go kopnęła, albo po prostu już niekompletne dostała. No nic. oczywiście było jej trochę przykro, bo jednak nie mogła podziwiać efektu końcowego w całości, ale mimo wszystko troszeczkę się ucieszyła. Nagle drzwi do jej pokoju otworzyły się i przez drzwi przeszła babcia dziewczyny.
- Nie śpisz jeszcze? - spytała, a Wilson pokręciła głową i widziała, co babcia trzymała w dłoniach.
- Pooglądajmy je razem. - zaproponowała, bo mimo, iż znała doskonale ten album i pamiętała, jakie zdjęcia się w nim znajdowały, to uwielbiała go przeglądać. Uwielbiała patrzeć na uśmiechniętych rodziców, pozujących rodziców, dziadków ich latach młodości i nie mogła się doczekać, aż zapełni swój album - była pewna, że będzie w nim wiele super zdjęć. Babcia uśmiechnęła się łagodnie i usiadła obok niej na łóżku. Materac lekko zaskrzypiał, a Chloe od razu przysunęła się bliżej, opierając głowę o jej ramię.
Co jakiś czas można było usłyszeć śmiechy, palce jeździły po różnych fotografiach, aż mniej więcej w połowie albumu, powieki Wilson zaczęły opadać. Staruszka widząc, że jej wnuczka zasypia, ucałowała jej czubek głowy, położyła i przykryła kołdrą, zostawiając album na szafce nocnej obok łóżka.
Maj 2012
Wilson wciąż uwielbiała układać puzzle, lecz więcej uwagi zaczęła poświęcać swojemu wyglądowi a konkretniej strasznie lubiła ekspyremntowanie z ciuchami. Przebierała, wybierała, miksowała i w sumie… zaczęła myśleć, czy nie zostać projekntantką mody - zaczęła nawet prowadzić swój własny zeszyt, gdzie rysowała różne bluzki, spodnie, sukienki… i jeżeli je komuś pokazywała, to cioci (siostrze mamy), u której spędzała ostatnimi czasy całkiem sporo czasu, babci i swojej najlepszej przyjaciółce ze szkoły. Tacie nie pokazywała, bo często wracał zmęczony.
2013/2014
Chloe przed rozpoczęciem 9 klasy postanowiła, że chce wziąć udział w wymianie szkolnej. Ciocia niezbyt to pochwalała ale z drugiej strony, ale z drugiej strony widziała w oczach Chloe coś, czego nie umiała zignorować. Tę samą iskrę, którą kiedyś miała mama dziewczyny, a jej własna, młodsza siostra.
– To daleko – powiedziała w końcu, krzyżując ręce na piersi. – Inny kraj, obcy ludzie… To nie jest wycieczka na jeden dzień.
Chloe skinęła głową. Wiedziała o tym. Sprawdzała wszystko po kilka razy — szkołę, rodzinę, miasto. Czytała opinie, oglądała zdjęcia, nawet próbowała nauczyć się kilku podstawowych zwrotów w języku, którym tam mówiono.
- Wiem - odpowiedziała spokojnie. - Ale właśnie dlatego chcę spróbować.
Ciocia westchnęła cicho i oparła się o framugę drzwi. Przez chwilę przyglądała się dziewczynie w milczeniu, jakby ważyła coś więcej niż tylko tę jedną decyzję.
- A jeśli ci się nie spodoba? - spytała, unosząc brew - bo przecież nie można było tego wykluczyć.
- To wrócę. - odpowiedziała Chloe bez większego zastanowienia, wzruszając ramionami. - Ale przynajmniej będę wiedzieć, że spróbowałam. dodała.
Koniec końców wszystko się udało, a ona rok szkolny rozpoczynała w Mediolanie. To było jak skok do morza, czuła, że przeżyje tu wspaniałą przygodę i można powiedzieć, że tak było…
Poznała wiele osób, fajnych osób, ale najbardziej w głowie zamieszał jej jeden chłopak. Chłopak z którym chętnie spędzała czas po szkole, który pokazywał jej Mediolan, który potrafił wywołać uśmiech na jej twarzy i lekkie rumieńce na policzkach. Wszystko było pięknie do czasu, gdy nie dowiedziała się o śmierci ojca i o tym, że zrobił to… właśnie ten chłopak. I to był koniec. Nie chciała go widzieć. Nie chciała o nim nawet słyszeć. Niedobrze jej się robiło, gdy padało to jedno imię Enzo. Usunęła jego numer i wspólne zdjęcia, zostawiając tylko jedno, które przeniosła sobie do chmury, a konkretniej do jednego folderu, do którego nigdy nie chciała wchodzić. Dla niej ten rozdział był zamknięty i nie było do czego wracać.
Szczerze? Zaczynała się zastanawiać, czy skoro jej rodzice nie żyli, to czy teraz śmierć będzie goniła ją. Może ojciec jak jeszcze mieszkał w Meksyku komuś podpadł i ktoś rzucił jakiś czar? Albo złamał serce jakiejś latynosce a ta go przeklęła? takie teorie zaczeła snuć nastoletnia Chloe - miała ona ochotę rzucić wszystko w cholerę, choć z drugiej strony, była bardzo wdzięczna cioci, która była dla niej jak mama i która dopóki Chlo się nie wyprowadziła, przygarnęła ją pod swój dach. I szczerze? Cieszyła się, że ma ją, brata ciotecznego (którego nazywała swoim bratem) i babcię. To aktualnie była JEJ rodzina.
Ciekawostki
- studiowała filologię hiszpańską (iberystykę) i dorabiała jako korepetytorka z hiszpańskiego - ostatecznie nie próbowała znaleźć zawodu powiązanego ze studiami, tylko wybrała robienie drinków- jej ojciec pochodził z Meksyku i to on nauczył Chloe hiszpańskiego (po przeprowadzeniu się do Kanady, zmienił nazwisko)
- lubi robić zdjęcia
- nie lubi rano wstawać
- wciąż ma zachowany zeszyt, gdzie rysowała ubrania - bo kiedyś myślała nad zostaniem aktorką lub projektanką mody
- lubi sportowe samochody
- sushi mogłaby jeść CODZIENNIE
- brała udział w wymianie szkolnej gdy była w 9 klasie
- Asterix i Obelix misja Kleopatra i Troja to jej ulubione filmy
- zawsze jak ogląda Titanica ma nadzieję, że statek uniknie zderzenia z górą lodową i jest zawiedziona gdy tak się nie dzieje
- pali (głównie e-fajka, bo lubi smakowe liquidy)
- lubi układać puzzle i patrzeć w gwiazdy
zgoda na powielanie imienia
niezgoda na powielanie pseudonimu
nd.Zgody MG
poziom ingerencji
wysokizgoda na śmierć postaci
takzgoda na trwałe okaleczenie
niezgoda na nieuleczalną chorobę postaci
niezgoda na uleczalne urazy postaci
takzgoda na utratę majątku postaci
takzgoda na utratę posady postaci
tak