What the heart wants, what the heart wants, karnawal 2024
: pn mar 30, 2026 10:36 pm
Udawanie, że nie ma się złamanego serca jest szczególnie trudne na imprezie na której na sto procent jest twój były. Nawet jeżeli minał tydzień, dwa, albo i trzy od zerwania, w tym czasie zdążyłaś zrobić gigantyczne zakupy, przepłakać trzy opakowania chusteczek, zjeść dwa opakowania lodów czekoladowych, pójść do fryzjera, zrobić sobie grzywkę, później denerwować się, że ją zrobiłaś. Nie wychodzenie z domu w takiej sytuacji jest największą pułapką, o czym Peach zdawała sobie absoultną sprawę. Dlatego, kiedy dostała zaproszenie na coroczny bal przebierańców dla elity Toronto, to chociaż z początku miała mieszane uczucia, dwa dni przed imprezą stwierdziła fuck it, idzie. Odwaliła się w strój księżniczki Jasminy, tylko trochę mniej Disney friendly, a trochę więcej odsłaniający, bo się wzorowała na Kim. Co prawda to stylówka którą Kim miała w 2006 roku, więc kiedy Peach jeszcze nawet nie wiedziała o tym, czym są grube imprezki, ale jako że był czas na bycie vintage a ona dobrze wiedziała, że niebieski kolor będzie dobrze wyglądał na jej skórze, to poszła w to, wszak czego się nie robi, żeby zwrócić uwagę wszystkich i pokazać byłemu co stracił? Zdeterminowana jak nigdy obcykała się ze wszystkich stron i kiedy tylko przyszła na imprezę to zaraz zaczęła bardzo szybko od shotów, bo oczywiście pierwsza osoba, którą zobaczyła był jej były. Czy to już tak jest, że jedyną osobę, której nie chcesz widzieć to ta, która wita Cię w wejściu? Peach oczywiście posłała mu obojętne spojrzenie, chociaż w klatce piersiowej poczuła jak jej się zaciska serce, szczególnie że Charlie już szedł z jakąś siksą.
Skoro tylko dopadła do baru, to wypiła trzy shoty tequilli z Williamem, później dwa z Galenem, chociaż kiedy przez chwilę stała obok jego ówczesnej dziewczyny modelki z Victoria Secret to znów się poczuła b e z n a d z i e j n i e, więc szybko się z nimi pożegnała i poleciała poprawić makeup do łazienki. Spoglądając w swoje nienaganne odbicie w lustrze, doszła do wniosku, że może nie było powodu, żeby nie czuć się komfortowo obok aniołka Victorias Secret, natomiast to chyba była tylko taka myśl, która mogła pojawić się już daleko od niej, bo chyba żadna dziewczyna (szczególnie ta świeżo porzucona) nie może czuć się pewnie w takim towarzystwie! Poprawiła włosy (grzywka była unieruchomiona toną spay'u, żeby przypominała fryzurę Jasminy, która przecież nie miała grzywki) i nakłada błyszczyk, powoli powtarzając sobie, że nie może pójść do domu zanim się z kimś nie przeliże. Plan na dzisiejszy wieczór był jasny - musiała sobie znaleźć kogoś kto jej poprawi humor po zerwaniu, nie mógł być to jednak nikt zajęty, bo Peach ma jednak jedną zasadę, że nie bawi się w takich zajętych, musiał być chociaż w połowie taki hot jak ona i najlepiej, żeby był jeszcze bardziej gorący od Charliego. I przede wszystkim, nie może być to ktoś, kto będzie myślał, że ten wieczór będzie cokolwiek dla niej znaczył.
Ale kiedy wyszła z łazienki i obrała target, okazało się, że w istocie ten wieczór będzie bardzo dużo dla niej znaczył.
Bo to będzie zemsta.
Poszła za caspian marshall, który kierował się zaczerpnąć świeżego powietrza w jednym z bocznych pokoi, pewnie chciał tam sobie odpocząć bo wyraźnie nie czuł się komfortowo w otoczeniu bandy bogatych dzieciaków którzy gadali tylko o swoich trust funds i wyjazdach na Mykonos. Peach Caspiana znała bardzo powierzchownie, bo chociaż był młodszym bratem jej byłego chłopaka, to był małomówny i praktycznie zamienili ze sobą może kilka słów. Ale nie potrzebowała go przecież do tego, żeby z nią rozmawiał.. chyba. Do pokoju weszła pewnie i z butelką szampana pod pachą, rozgląda się i udaje zawiedzoną, chociaż bardzo dobrze jej pasuje to, że oprócz nich nikogo w pokoju nie ma.
- Och, to nie jest wcale pokój z karaoke - wzdcha pod nosem teatralnie (gdzie jej OScar!) i wtedy jej spojrzenie pada na Caspiana. - O heejj - uśmiecha się słodko do chłopaka, który już zdążył wygodnie usiąść w fotelu, odpalić papierosa i pewnie myślał, że będzie miał chwilę dla siebie. - Co tu sam robisz... Caspian? - rozgląda się jeszcze raz i idzie w jego kierunku obserwując czy on na nią już patrzy i jakie to robi wrażenie, kiedy te kilka kawałków materiału ślizga się po jej skórze. Miała nadzieję, że robi. - Mógłbyś mi z tym pomóc ? - obróciła się pokazując butelkę szampana, którą złapała tuż przed pokojem.
Skoro tylko dopadła do baru, to wypiła trzy shoty tequilli z Williamem, później dwa z Galenem, chociaż kiedy przez chwilę stała obok jego ówczesnej dziewczyny modelki z Victoria Secret to znów się poczuła b e z n a d z i e j n i e, więc szybko się z nimi pożegnała i poleciała poprawić makeup do łazienki. Spoglądając w swoje nienaganne odbicie w lustrze, doszła do wniosku, że może nie było powodu, żeby nie czuć się komfortowo obok aniołka Victorias Secret, natomiast to chyba była tylko taka myśl, która mogła pojawić się już daleko od niej, bo chyba żadna dziewczyna (szczególnie ta świeżo porzucona) nie może czuć się pewnie w takim towarzystwie! Poprawiła włosy (grzywka była unieruchomiona toną spay'u, żeby przypominała fryzurę Jasminy, która przecież nie miała grzywki) i nakłada błyszczyk, powoli powtarzając sobie, że nie może pójść do domu zanim się z kimś nie przeliże. Plan na dzisiejszy wieczór był jasny - musiała sobie znaleźć kogoś kto jej poprawi humor po zerwaniu, nie mógł być to jednak nikt zajęty, bo Peach ma jednak jedną zasadę, że nie bawi się w takich zajętych, musiał być chociaż w połowie taki hot jak ona i najlepiej, żeby był jeszcze bardziej gorący od Charliego. I przede wszystkim, nie może być to ktoś, kto będzie myślał, że ten wieczór będzie cokolwiek dla niej znaczył.
Ale kiedy wyszła z łazienki i obrała target, okazało się, że w istocie ten wieczór będzie bardzo dużo dla niej znaczył.
Bo to będzie zemsta.
Poszła za caspian marshall, który kierował się zaczerpnąć świeżego powietrza w jednym z bocznych pokoi, pewnie chciał tam sobie odpocząć bo wyraźnie nie czuł się komfortowo w otoczeniu bandy bogatych dzieciaków którzy gadali tylko o swoich trust funds i wyjazdach na Mykonos. Peach Caspiana znała bardzo powierzchownie, bo chociaż był młodszym bratem jej byłego chłopaka, to był małomówny i praktycznie zamienili ze sobą może kilka słów. Ale nie potrzebowała go przecież do tego, żeby z nią rozmawiał.. chyba. Do pokoju weszła pewnie i z butelką szampana pod pachą, rozgląda się i udaje zawiedzoną, chociaż bardzo dobrze jej pasuje to, że oprócz nich nikogo w pokoju nie ma.
- Och, to nie jest wcale pokój z karaoke - wzdcha pod nosem teatralnie (gdzie jej OScar!) i wtedy jej spojrzenie pada na Caspiana. - O heejj - uśmiecha się słodko do chłopaka, który już zdążył wygodnie usiąść w fotelu, odpalić papierosa i pewnie myślał, że będzie miał chwilę dla siebie. - Co tu sam robisz... Caspian? - rozgląda się jeszcze raz i idzie w jego kierunku obserwując czy on na nią już patrzy i jakie to robi wrażenie, kiedy te kilka kawałków materiału ślizga się po jej skórze. Miała nadzieję, że robi. - Mógłbyś mi z tym pomóc ? - obróciła się pokazując butelkę szampana, którą złapała tuż przed pokojem.