-
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all minenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Skoro tylko dopadła do baru, to wypiła trzy shoty tequilli z Williamem, później dwa z Galenem, chociaż kiedy przez chwilę stała obok jego ówczesnej dziewczyny modelki z Victoria Secret to znów się poczuła b e z n a d z i e j n i e, więc szybko się z nimi pożegnała i poleciała poprawić makeup do łazienki. Spoglądając w swoje nienaganne odbicie w lustrze, doszła do wniosku, że może nie było powodu, żeby nie czuć się komfortowo obok aniołka Victorias Secret, natomiast to chyba była tylko taka myśl, która mogła pojawić się już daleko od niej, bo chyba żadna dziewczyna (szczególnie ta świeżo porzucona) nie może czuć się pewnie w takim towarzystwie! Poprawiła włosy (grzywka była unieruchomiona toną spay'u, żeby przypominała fryzurę Jasminy, która przecież nie miała grzywki) i nakłada błyszczyk, powoli powtarzając sobie, że nie może pójść do domu zanim się z kimś nie przeliże. Plan na dzisiejszy wieczór był jasny - musiała sobie znaleźć kogoś kto jej poprawi humor po zerwaniu, nie mógł być to jednak nikt zajęty, bo Peach ma jednak jedną zasadę, że nie bawi się w takich zajętych, musiał być chociaż w połowie taki hot jak ona i najlepiej, żeby był jeszcze bardziej gorący od Charliego. I przede wszystkim, nie może być to ktoś, kto będzie myślał, że ten wieczór będzie cokolwiek dla niej znaczył.
Ale kiedy wyszła z łazienki i obrała target, okazało się, że w istocie ten wieczór będzie bardzo dużo dla niej znaczył.
Bo to będzie zemsta.
Poszła za caspian marshall, który kierował się zaczerpnąć świeżego powietrza w jednym z bocznych pokoi, pewnie chciał tam sobie odpocząć bo wyraźnie nie czuł się komfortowo w otoczeniu bandy bogatych dzieciaków którzy gadali tylko o swoich trust funds i wyjazdach na Mykonos. Peach Caspiana znała bardzo powierzchownie, bo chociaż był młodszym bratem jej byłego chłopaka, to był małomówny i praktycznie zamienili ze sobą może kilka słów. Ale nie potrzebowała go przecież do tego, żeby z nią rozmawiał.. chyba. Do pokoju weszła pewnie i z butelką szampana pod pachą, rozgląda się i udaje zawiedzoną, chociaż bardzo dobrze jej pasuje to, że oprócz nich nikogo w pokoju nie ma.
- Och, to nie jest wcale pokój z karaoke - wzdcha pod nosem teatralnie (gdzie jej OScar!) i wtedy jej spojrzenie pada na Caspiana. - O heejj - uśmiecha się słodko do chłopaka, który już zdążył wygodnie usiąść w fotelu, odpalić papierosa i pewnie myślał, że będzie miał chwilę dla siebie. - Co tu sam robisz... Caspian? - rozgląda się jeszcze raz i idzie w jego kierunku obserwując czy on na nią już patrzy i jakie to robi wrażenie, kiedy te kilka kawałków materiału ślizga się po jej skórze. Miała nadzieję, że robi. - Mógłbyś mi z tym pomóc ? - obróciła się pokazując butelkę szampana, którą złapała tuż przed pokojem.
-
.♱⋆cigarettes after sex⋆♱.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
the Devil... he wins
Imprezy, spotkania towarzyskie, a tym bardziej takie, gdzie wokół lały się litry alkoholu, leciała chujowa muzyka, a z każdej strony było słychać głosy dzianych bananków, które w życiu nie zaznały ani jednego dnia ciężkiej roboty... cóż, kompletnie go nie interesowały. Nawet nie wiedział, jak właściwie się tutaj znalazł. Dał się namówić bratu, żeby dotrzymać mu towarzystwa, a ten de facto chwilę po przekroczeniu progu domu zajął się zabawianiem jakiegoś aniołka Victoria’s Secret. Świetnie.
Prychnął pod nosem i ruszył w kierunku barku z alkoholem. Był szczelnie zamknięty, ale niespecjalnie mu to przeszkadzało. Wsadził dłoń do kieszeni spodni, wyciągnął pinezkę, wsunął ją między wargi i skrzywił ją lekko, po czym wcisnął ją w zamek. Kilka zwinnych ruchów nadgarstkiem - voilà. Otwarte. A w środku? Przepiękna kolekcja starej whisky. Przejrzał dokładnie każdą butelkę i w końcu zgarnął tę, która wyglądała na najdroższą. Potem tylko uniósł drewniane drzwiczki barku i zamknął je z powrotem, już oczywiście nie przekręcając zamka. Jeżeli ktoś odnajdzie te skarby - good for them. To nie jego wina, że nie miał zamiaru pić jakichś sików wymieszanych z sokiem albo bąbelkowego szampana. Odkręcił butelkę, wziął łyk i rozejrzał się za miejscem, gdzie mógłby się najzwyczajniej w świecie odizolować i przeczekać, aż Charles stwierdzi, że jednak się nudzi i mogą wracać do domu. Szczerze mówiąc, sam już nie rozumiał, kto z nich pełnił rolę przyzwoitki - on czy jego brat - ale whatever. Nie bawił się w żadne maskarady. Zarzucił na siebie luźną białą koszulę, materiałowe spodnie i buty. Jakby ktoś zapytał go, za kogo się przebrał, odpowie, że za smutnego poetę. A może nawet za Kafkę. O tak.
Westchnął, przewracając oczami, i jeszcze przez chwilę obserwował, jak jego brat obściskuje się z dziewczyną, której imienia nawet nie chciał poznawać, bo i tak za moment by je zapomniał. Sam fakt, że zajęło mu trochę czasu, żeby przywyknąć do jego byłej, Peach, był już wystarczająco męczący, a teraz Charles znowu odwalał swoje i Caspian miał się przyzwyczajać do kolejnej skrajności? Jeszcze kurwa czego. A skoro już o wilku mowa - mógłby przysiąc, że dostrzegł Peach. I nie wyglądała na szczególnie zachwyconą. Swoją drogą wyglądała… świetnie. Widział, jaki miała cel. Pewnie liczyła, że kiedy Charles ją zobaczy, coś mu się tam w spodniach ruszy. Magiczny dywanik. Może dżin uwolni się z uwięzi. Wzruszył ramionami. Niespecjalnie go to obchodziło. Fakt faktem, musiał pokręcić głową i upić kolejnego łyka na samą myśl, że w ogóle określił byłą dziewczynę swojego brata jako hot. Żałosne. Skierował się do jednej z pustych sypialni, oparł o ścianę i przymknął oczy, czując coś na kształt ulgi, że w końcu może odetchnąć od tej bandy rozpieszczonych gówniarzy. Otworzył jedno oko, słysząc znajomy głos, i dostrzegł obok siebie księżniczkę Jasminę.- Karaoke jest jakieś piętro niżej - odpowiedział, popijając whisky. Jedną dłoń przyłożył do czoła w czymś na kształt salutu, gdy się z nim przywitała.
Chciał wrócić do swoich 'modłów', więc rozsiadł się wygodnie w fotelu i odpalił papierosa, układając go idealnie między ustami. Nie chciało mu się odpowiadać na jej pytanie, więc tylko uniósł butelkę w geście mówiącym samo za siebie. Przyglądał się jej kocim ruchom i uniósł brew, bo przez moment mógłby przysiąc, że poruszała się w ten sposób specjalnie. Zaciągnął się papierosem i chwilę później wypuścił dym. Odłożył na bok swoją butelkę, chwycił od niej szampana i ustawił go tak, by korek przypadkiem jej nie zranił. W powietrzu rozbrzmiał charakterystyczny dźwięk otwieranego szampana, a trochę bąbelków i cieczy spłynęło po jego nadgarstku. Zmarszczył nos i podał jej butelkę z powrotem, samemu chwytając swoją whisky. Potem wstał i stanął tuż przed nią.- To co, Peach? Za co pijemy w tym roku? - uniósł brew, wpatrując się w jej ciemne oczy, po czym zsunął wzrok po karmelowej skórze dziewczyny. Mógłby przysiąc, że było to chyba najdłuższe zdanie, jakie kiedykolwiek do niej powiedział.
była brata
-
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all minenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Czy to mądre podrywać młodszego brata swojego byłego? Absolutnie nie jest to ani mądre ani nawet odrobinę moralne. Ale Caspian ma przystojną twarz i smutne oczy, które ją teraz hipnotyzują do tego stopnia, że zdaje jej się, że jej pomysł jest przegenialny. Szczególnie, że kiedy przed nią staje, w końcu może na niego spojrzeć lekko z dołu, co nie zdarza jej się zbyt często, jako że jest wzrostu modelki.
- Poczekaj, poczekaj, najpierw znajdźmy odpowiednie szkło - uśmiecha się do niego zalotnie i wymija go, żeby rozpocząć swój spacer performatywny po pokoju. Taki spacer ma na celu to, żeby mógł sobie za nią popatrzeć bezwstydnie długo i bez obaw, że złapie jego spojrzenie, żeby mu się głowa rozgrzała, żeby mógł ocenić nie tylko przód ale i tył, żeby mógł jeszcze chwilę przetrawić to, co zasugerowała mu już od pierwszej sekundy przebywania w pomieszczeniu. Przechodzi od jednej szafki do kolejnej, wcale nie sprawdzając co jest w szufladach, dopiero kiedy powoli dotarła do otwieranej jak barek przekręciła kluczyk i rzeczywiście znalazła tam kieliszek. Odwraca się szukając jego spojrzenia, a kiedy je znalazła wiedziała odrazu, że jej zagranie podziałało.
Wraca już szybciej na swoje miejsce i podstawia kieliszek czekając aż jej naleje. Peach jest jednak trochę księżniczką, więc nie piłaby szampana prosto z butelki, chociaż kiedy nikt nie patrzy, albo patrzy tylko William N. Patel-Noriega z którym zamieszka za dwa lata, to pije z butelki piwko w dresie. Ale to jest jej guilty pleasure, bo nikt nie może jej zobaczyć przecież w takim stanie. Na pewno nie chłopak, którego kokietuje.
Kiedy kieliszek (oby nalany przez caspian marshall ) został napełniony uniosła go ku górze i wznosi toast nad którym myślała całą drogę do barku i z.
-Wypijmy za jeszcze więcej błędów, które zamienią się we wspaniałe wspomnienia - stukają się szkłem i nagle Peach atakuje niczego winnego Caspiana.
- Powiedz mi Caspian, byłeś kiedyś zakochany? - pyta z ciekawości, a może żeby wybadać sytuacje. Jednak ostatnią rzeczą, jaką chciałaby zrobić, to popełnić podwójny grzech i uwieźć zajętego brata swojego byłego. Wystarczy, że byli spokrewnieni blisko. Niewinne spojrzenie szuka w jego twarzy śladu prawdy. - Mam nadzieję, że odpowiesz mi szczerze,jesteśmy przecież przyjaciółmi - dodaje, naginając trochę prawdę, pewnie po raz kolejny po to, żeby sprawdzić jak zareaguje na jej przekraczanie granic. Caspian może nigdy z nią nie rozmawiał, ale może nie mówił dlatego, że nie zadawała mu pytań?
-
.♱⋆cigarettes after sex⋆♱.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jej krągłości uwydatniały się niemal bezlitośnie przy każdym kocim ruchu, który wykonywała. Szła przez pokój powoli, poruszając biodrami w sposób tak płynny i zmysłowy, że aż trudno było mu uwierzyć, że robiła to zupełnie odruchowo. A może nie? Może whisky, którą pił, była mocniejsza, niż zakładał, i właśnie zaczynał mieć zwidy. Bo dlaczego, do cholery, patrzył w ten sposób na byłą dziewczynę własnego brata?
Kurwa, ogarnij się, Caspian. Rzucił to do siebie w myślach z irytacją, ale wcale nie pomogło. Nadal śledził ją wzrokiem, nadal przyglądał się temu, jak leniwie przechadza się po pokoju. Delikatnie przechylił głowę, patrząc na to, jak jej pośladki poruszały się miękko niemal przy każdym kroku. Pokręcił gwałtownie głową, zirytowany samym sobą.- Imbécile - mruknął pod nosem po francusku. Zgarnął butelkę whisky i upił z niej długi łyk, jednym ciurkiem, doslownie, jakby alkohol miał wypalić z niego wszystko to, co właśnie kotłowało mu się pod skórą. Oczywiście zaraz potem znowu zerknął na jej tył. A kiedy zauważył, że akurat na niego patrzyła, odwrócił wzrok z prędkością godną podziwu.- Dobrze się bawisz, Peach?- wyrzucił z siebie, odchrząkując lekko, trochę zażenowany własnym zachowaniem. Kiedy wróciła z kieliszkami, dopilnował, żeby nalać jej szampana, a potem sobie, tak po prostu, żeby chociaż jedno z nich zachowywało pozory kultury.
Podał jej kieliszek, po czym uniósł swój i nachylił go ku jej szkłu. Słysząc toast, uniósł brew i przytaknął z cieniem rozbawienia. - Za błędy - dodał, unosząc lekko kącik ust. Upił łyk szampana i niemal od razu się nim zachłysnął, gdy padło kolejne pytanie. Rozszerzył oczy i zaczął kaszleć, stukając się kilka razy w klatkę piersiową. - Cholera, Peach - wydusił spomiędzy kaszlnięć. Nie spodziewał się po niej takiego pytania. Ani trochę. - Nigdy - rzucił od razu, wpatrując się w jej oczy. Po chwili pokiwał jednak głową, bo w umyśle zapaliła mu się mała, złośliwa lampka. - Tęsknisz za moim bratem? - zapytał z wyraźnym zaciekawieniem.
W końcu ich związek był poważny. Może właśnie o to chodziło. Może po prostu brakowało jej jego brata, a on tylko dopisywał sobie do tego wszystkiego rzeczy, które nigdy nie powinny pojawić się w jego głowie. Marshall podrapał się po karku, odstawił kieliszek i przysunął się do niej trochę bliżej. Przewrócił oczami, po czym rozłożył ramiona w geście teatralnej rezygnacji.- Chodź, mogę cię przytulić na pocieszenie - rzucił, tak niby o, od niechcenia, niczym porzadny samarytanin.
No proszę. Caspian Marshall jednak miał serce. Po prostu wolałby, żeby absolutnie nikt nigdy się o tym nie dowiedział.
brzoskwinka
-
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all minenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Ale tak, prawda była taka, że bawiła się świetnie, a to, że Caspian nie odrywał od niej wzroku było ciepłym uczuciem, które reanimowało jej pokiereszowane serce (i dumę). Tuż po tym, jak została postawiona przed faktem, że już dalej Charlie nie chce się z nią spotykać, podważała wszystko co było z nią samą związane. To czy jest ciekawa, czy jest wystarczająco ładna, co mogłaby poprawić, żeby Charlie zmienił zdanie. Jej pewność siebie upadła do zera, a dni mijały jej na dryfowaniu pomiędzy salonem a kuchnią w których na zmianę leżała i oglądała filmy, albo znów zaglądała sobie do lodówki czy ma jakiś jogurcik. Uśmiecha się do niego dlatego wracając z kieliszkami, w odpowiedzi twierdzącej. Tak, jest z siebie zadowolona, bo ewidentnie dobrze się czuła w tej sytuacji w której byli.
Przygląda mu się z szeroko otwartymi oczami, kiedy prawie się tu przed nią udławił szampanem i przechyla głowę lekko. Cóż za szkoda, strata dla całej populacji dziewcząt, które nie doceniały Caspiana. A jednak i Peach mogłaby się bić w pierś bo przecież do momentu kiedy nie rozstali się z Charliem i nie przyszła na tą imprezę, nie zauważała za bardzo młodszego brata. Teraz kiedy go tu miała na wyciągnięcie ręki, pomyślała sobie, że chyba po prostu podobają jej się Marshallowie.
- A chciałbyś?- przygryza dolną wargę, zainteresowana jego odpowiedzią, natomiast najwyraźniej nie tylko ona się tutaj zastanawiała nad tą całą sytuacją, bo zaskoczył ją pytaniem. Upiła szampana i przez chwilę zapatrzyła się na resztki alkoholu w kieliszku. Czy tęskni za Charlim? Czasami na pewno, szczególnie kiedy zasypia sama po długim dniu albo kiedy musi znaleźć sobie kogoś do pójścia do restauracji, zamiast odezwać się do swojego chłopaka.
- Myślę, że tęsknię za tym uczuciem, ze jest się kimś ważnym dla drugiej osoby- odpowiada mu absolutnie prawdziwie, nie kryjąc się za żartami albo półsłówkami. Taka naga prawda była jedynym na co teraz było ją stać, a przy okazji ta intymność którą budowała taka sytuacja otwierała również inne drzwi do innych intymności. Może.
Zareagowała śmiechem rozbawienia na jego gest i nie myśląc wiele dłużej wpadła w rozłożone ramiona, zaraz uderzył ją mocny zapach niszowych perfum połączony z osiadłym już zapachem papierosów. Caspian pachniał jak dojrzały mężczyzna, może nawet starszy niż miał w dowodzie. Objęła go w pasie i kładzie głowę na jego piersi trochę przeciągając ten moment.
- Nie chce rozmawiać o Twoim bracie, wolałabym porozmawiać o Tobie dziś- prosi, bojąc się, że mogą paść kolejne pytania o Charliego. Nie była chyba chętna na taką dawkę emocji.
Poza tym, w sumie mogli też nie rozmawiać.
kaspian
-
.♱⋆cigarettes after sex⋆♱.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Marshall nie był aniołkiem. W wieku szesnastu lat rodzice wysłali go za granicę, żeby dokończył szkołę. Ze wszystkich miejsc akurat do Włoch. Tam nauczył się wielu rzeczy - nie tylko palić papierosy czy rozróżniać mozzarellę od ricotty. Z czasem, z latami... nauczył się też pasji. Nawet jeśli nie w miłości, to zdecydowanie w łóżku. Lubił seks. Ba, uwielbiał go. Możliwość wyrzucenia frustracji w pocałunkach i dotykaniu czyjegoś ciała, bez konieczności kochania tej osoby, działała na jego mózg jak czysta endorfina. Caspian nigdy nie tracił głowy dla nikogo. Ani serca, ani uczuć. Ale teraz? Teraz rządził nim alkohol i testosteron. A Peach… fuck. Peach była tak seksowna, ponętna... to jak się poruszała... była dla niego zawsze nieosiągalna.
Zerknął na nią i delikatnie uniósł kącik ust. - Szczerze? - spojrzał na nią uważniej. - Po co mi się zakochiwać w kimś, żeby potem zostać zranionym?- uniósł brew, patrząc na nią w taki sposób, by sama doszła do wniosku, do czego właściwie aluzjował. Nie znał się na miłości ani uczuciach, ale znał ją wystarczająco długo, by widzieć, że cierpi i ciężko znosi to rozstanie, chociaż z z pozoru wcale, a wcale starała się tego nie pokazywać. Chciał ją w jakiś sposób pocieszyć. Nawet jeśli wewnątrz niego gotowały się potrzeby, do których absolutnie nie chciał się przyznawać. Słuchając jej uważnie, przysunął się bliżej z rozłożonymi ramionami... a to miało być jako otwarte, niewymuszone zaproszenie. Nie musiała się do niego przytulać. Mogła zostać tam, gdzie była, nie przeszkadzałoby mu to ani trochę. Jednak chwilę później poczuł, jak jej ciało wtula się w niego. Delikatny zapach jej słodkich perfum uderzył go w nozdrza. Przejechał dłonią po jej plecach i dopiero wtedy przypomniał sobie, że są prawie całkowicie nagie.... tylko cienki pasek materiału chronił jej biust i część łopatek. Westchnął ciężej, próbując się uspokoić... w końcu to ex dziewczyna jego brata...
Jednak, gdy usłyszał jej kolejne słowa, pomyślał po prostu, fuck it. Co mu szkodzi spróbować? Odsunął ją delikatnie, wsunął palce pod jej podbródek i uniósł jej twarz ku górze, tak by musiała spojrzeć mu w oczy.- Chcesz porozmawiać o mnie? - zapytał z delikatnym uśmiechem, po czym przechylił lekko głowę. Zbliżył się tak bardzo, że ich usta dzieliło zaledwie kilka centymetrów. Głosem niskim i cichym wyszeptał, - Nigdy cię nie ciekawiło, który z nas lepiej całuje? - Czekał na jej reakcję. Mogła go odepchnąć. Nie miałby jej tego za złe. Teraz jednak rządziła nim mieszanka odwagi, alkoholu i czystego pożądania.
brzoskwinka
-
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all minenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
A tak na marginesie to ciekawe, jak bardzo Peach będzie romantyzowanie to co się właśnie tutaj działo w bocznym pokoju imprezy karnawałowej. Bo niby to wszystko miało być tylko jej zagraniem przeciwko Charliemu, ale szło jej… bardzo łatwo. Jakby Caspian tyko czekał na ten moment, kiedy zwróci swoją uwagę ku niemu, albo jakby nie musiała go nawet specjalnie namawiać? A może od samego początku po prostu powinna trafić na tego Marshalla? Jakby na to nie patrzeć jest w jej wieku, jest przystojny i równie bogaty co Chaerlie a do tego jak już są sami to mówi wystarczająco dużo… zdumiała się nagle, że ma takie myśli, ale na pewno to sprawiało, że ta cała sytuacja była łatwiejsza do przetrawienia i w gruncie rzeczy bardziej przyjemna.
Przyjemny był zresztą też jego dotyk na jej plecach, który sprawił, że gorący dreszcz rozszedł się po całym ciele. Przygryzła wargę gotowa na to, żeby zaproponować mu coś szalonego kiedy… to on to zaproponował i to w taki sposób, którego nie spodziewałaby się po „cichym bracie, którego wysłaliśmy do Europy”, jak mówili o nim pozostali Marshallowie. Chociaż wcześniej sama inicjowała i wkładała mu w głowę fantazje, to kiedy przejął inicjatywę, ogromnie jej się to spodobało i co więcej, zapomniała po co tu pierwotnie weszła.
Ten moment, kiedy usta jeszcze się nie stykają, ale oczy już nie mogą przestac na siebie patrzeć decyduje o wszystkim. Czy Peach musiała cokolwiek mówić? Tym razem to ona nie mogła złapac oddechu, ani nawet myśli jednej, którą mogłaby powiedzieć. Chyba pierwszy raz w życiu Peach zabrakło słów. Ale chwilę to trwało, bo odpowiedziała równie cicho:
- Chyba czytasz mi w myślach
caspian marshall
-
.♱⋆cigarettes after sex⋆♱.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Marshall nie był głupi. Po części wiedział, a po części czuł, że znalazła drogę właśnie do niego nie bez powodu. Że chciała wpleść go w jakiś swój plan. Może z nadzieją, że zaraz za nią pojawi się Charles? Że poleci za nią, przeprosi, będzie błagał, żeby do niego wróciła? W sumie mało go to obchodziło. Był zbyt ciekawy tego, co tak naprawdę planowała i jaką rolę miał odegrać w jej scenariuszu. Peach była atrakcyjną kobietą, a Caspian lubił wszystko, co było miłe dla oka, więc aż tak nie gryzł się w język, rozmawiając z nią, ani nie powstrzymywał spojrzenia, kiedy przesuwał nim po jej zgrabnym ciele. Tak samo jak teraz, kiedy ją przytulał, zsuwając dłonie po jej gładkich plecach. Raz kozie śmierć, no nie? Miał tylko cichą nadzieję, że jego brat nigdy się o tym nie dowie. Że to zostanie ich słodką tajemnicą. Dlatego przechylił głowę, spojrzał najpierw w jej oczy, potem na pełne usta i zadał jej to pytanie. Czekał chwilę, przyciskając ją mocniej do siebie i skupiając się tylko na tym, jakie kolejne słowa opuszczą jej słodkie usta.
Zadziałało to na niego jak komenda. Przybliżył się do niej gwałtownie i złożył na jej ustach długi pocałunek. Jedną dłoń przesunął z jej pleców wyżej, wsuwając palce w jej włosy, drugą, która jeszcze przed chwilą obejmowała jej podbródek, przeniósł na drugi bok twarzy. Schylił się bardziej, żeby ująć ją pod lepszym kątem, i pogłębił pocałunek, wsuwając język do środka jej ust. Całował ją coraz bardziej zachłannie. Smakowała słodyczą, fantazją i czymś, czego przez chwilę nie potrafił nazwać. A potem już wiedział. Smakowała jak...
r e g r e t
I smakowała tak cholernie dobrze. Dłonie zsunął z jej twarzy na pośladki, które złapał łapczywie, po czym uniósł ją tak, by objęła go nogami. Przeszedł z nią kilka kroków i oparł jej plecy o ścianę, wciąż ją całując. Dopiero po chwili zatrzymał się i spojrzał jej w oczy.- Werdykt?
-
I'd sell my soul to have a taste of a magnificent life that's all minenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Słuchała jego wymówek, tak jak się słucha dziecka ze świadomością, że jest już blisko, by dowiedziało, się że nie ma racji, natomiast jeszcze nie chce mu się tego uświadamiać, bo to całkiem ekscytujące, kiedy dzieci same odkrywają świat. I chociaż jeszcze wtedy Caspian w jej oczach był właśnie takim dzieciakiem, to już zaraz przestanie nim być. Uśmiecha się do niego lekko i mówi: - Myślę, że masz potencjał - na to, żeby się zakochać? Żeby utonąć w ramionach miłosnych, dać się ponieść i przejść na radosną stronę mocy. Tylko dlaczego kiedyto Peach ma złamane serce, wciąż jeszcze z tej dwójki jest bardziej naładowana nadzieją? A może po prostu to adrenalina, która wstępuje w nią gdy sobie uświadamia co zamierza zrobić z bratem swojego byłego, poprawiła jej humor.
Pocałunki Caspiana, z początku zbyt gwałtowne, zachłanne, jakby nie wiedział jeszcze jak postępować z kobietą (czy to kwestia małego doświadczenia, czy typu dziewcząt, które całował wcześniej?), albo jakby nie mógł się już doczekać brzoskwiniowej słodkości, Peach oddaje starając się pokazać mu że może całować ją bardziej namiętnie a mniej agresywnie. Ułożyła rękę na jego policzku, jednocześnie przyciągając i odpychając go lekko, ale kiedy w końcu znaleźli swój własny rytm, pojęła że Caspian w żadnym wypadku nie całuje tak jak jego brat. Mieli może ten sam płyn do kapieli, bo im była bliżej tym lepiej czuła nikłe nuty mydła, które kojarzyło jej się z drugim Marshallem, ale na tym podobieństwa się kończyły. Caspian był dziki. I dziś to się Peach podobało, bo było inne. Nim się zorientowała jej plecy oparte były o ścianę, a jej dłoń wsuwała się pod jego koszulkę prosto na plecy. Nieco oszołomiona otwiera oczy słysząc pytanie. W jej twarzy był moment w którym wyraźnie pytała A dlaczego przestajesz?, a dłonią, która znajduje się na jego szyji drapie ją lekko. Spogląda na niego lekko od dołu, a minę ma przebiegłą. Caspian, czy mógłbyś jeszcze raz przeczytać w moich myslach? Zastanawia się rozchylając lekko usta.
- W taki sposób możesz mnie całować gdzie tylko chcesz - wydaje werdykt, spoglądając na niego spod długich wymalowanych rzęs. Caspian z tą swoją zachłannością najpewniej zrozumie o co jej chodzi, ale Peach nigdy nie przyzna się, że to ona naciskała na to z taką pewnoscią siebie. Jakby sama nagle obudziła w sobie skrywaną dzikość. Tylko czy jest to ta sama dzikość serca, którą właśnie zaszczepia w niej Caspian?
caspian marshall