she captivates you in the strangest way
: pn kwie 06, 2026 3:45 pm
she pulls you in her deadly embrace
like a wilted flower
Szum drzew, zgiełk ulicy, zapach kwiatów wypełniający nozdrza..to był jeden z tych poranków, dla których August aż chciało się żyć. Świat wydawał się lżejszy, mniej wymagający, jakby na chwilę przymykał oko na wszystkie problemy. A ona? Ona od dawna nauczyła się z tej pobłażliwości korzystać. Nie brała życia zbyt serio. Nie dlatego, że było łatwe… wręcz przeciwnie. Po prostu wiedziała, że jeśli zacznie analizować każdy krok, każde potknięcie i każdą bliznę, to ugrzęźnie. A ona nie chciała stać w miejscu. Wolała się śmiać, nawet jeśli czasem było to trochę na przekór wszystkiemu.
A dziś miała na to powód!
Za tydzień wielkie otwarcie jej kwiaciarniokawiarni „Seasonal”. Wsunęła słuchawki w uszy, przeciągając się lekko, jakby zaraz miała wejść na scenę. Klik - i już pierwsze dźwięki Rascal Flatts - Life Is a Highway rozlały się w jej głowie. I to był ten moment. Zamiast po prostu zacząć sprzątać, August pozwoliła, żeby muzyka przejęła kontrolę. Najpierw subtelne kołysanie biodrami. Potem krok w bok, obrót i miotła w jej dłoniach nagle stała się partnerem do tańca. Sunęła po podłodze, zamiatając kokardy i tasiemki. Obracała się wokół własnej osi, podśpiewując pod nosem, czasem nawet robiąc teatralny ukłon do… nikogo.
Zdarzało jej się potknąć… szczególnie kiedy za bardzo się zapędziła i biodro wraz z prawą nogą przypominało o sobie znajomym, ostrym bólem. Wtedy tylko syknęła cicho, zwolniła na moment… i zaraz wracała do swojego rytmu. Ostrożniej, ale dalej z tym samym błyskiem w oczach. Śruby w kościach nie definiowały jej ruchów. Były tylko dodatkiem. Po chwili podparła się biodrem o blat, wyciągając jedną słuchawkę z ucha i marszcząc lekko nos, gdy wpadła na coś według niej genialnego - Samplery! - mruknęła do siebie. - Ludzie przecież kochają darmowe rzeczy. - Nie zastanawiała się długo. Wcześniej upiekła malinowe brownie, więc teraz tylko pokroiła je na równe kawałki, zapakowała do małych pojemniczków i wrzuciła wszystko na tackę. Chwilę później stała już na zewnątrz, opierając ciężar ciała bardziej na zdrowej nodze, raz po raz uśmiechając się do przechodniów.- Hej, darmowe brownie? - rzucała co jakiś czas, unosząc lekko tackę z uśmiechem na twarzy.
Tyle że… nikt się nie zatrzymywał…
Jedna osoba przyspieszyła kroku. Druga nawet na nią nie spojrzała. Trzecia minęła ją tak, jakby nosiła ze sobą jakąś zaraze. August zmrużyła oczy, unosząc brew. Serio? - Wow. Tough crowd - mruknęła pod nosem, kręcąc głową z niedowierzaniem. Już miała wracać do środka, kiedy nagle jakiś typ pojawił się obok niej jak znikąd. - I WANT NOODLES, HYHYHY! - wrzasnął, zanim zdążyła zareagować. I po prostu… wyrwał jej tackę z rąk. - Ej!!! - urwała, patrząc za nim z niedowierzaniem. Sekundę później wkurwienie uderzyło ją z pełną siłą. - chyba sobie ze mnie żartujesz - rzuciła pod nosem, ruszając za nim biegiem.. Biegła za nim, ignorując lekkie ciągnięcie w nodze, krzycząc, żeby się zatrzymał. Adrenalina zrobiła swoje.. przez chwilę nawet nie czuła bólu,- Oddawaj to!!! - zawołała, oglądając się przez ramię, żeby sprawdzić, czy ktoś w ogóle reaguje. I to był błąd. Bo kiedy odwróciła głowę z powrotem, było już za późno. Wpadła na coś - a raczej na kogoś - z pełnym impetem. Krzyk wyrwał się z jej gardła, a świat na sekundę się rozmazał. Chwilę później leżała już na czyjejś klatce piersiowej, próbując złapać oddech i zrozumieć, co właśnie do cholery się stało. Chuchnęła w górę, odgarniając grzywkę z oczu, i spojrzała na twarz mężczyzny. Przez ułamek sekundy wyglądała na zdezorientowaną. A potem… się uśmiechnęła. Szeroko. Zupełnie bezwstydnie, jakby leżenie na czyichś klatkach było najzwyklejszą rzeczą w jej codzienności. Newsflash, nie było. Dopiero po chwili dotarło do niej, że w jednym uchu wciąż gra muzyka. Cholera, zgubiłam słuchawkę. I że… nadal na nim leży.. - Oh - podniosła się szybko, otrzepując ubranie. Bez większego zawahania wyciągnęła do niego rękę.- August Winters - powiedziała, z uśmiechem.- Jakiś żul ukradł mi brownies i zgubiłam słuchawkę…- Przechyliła lekko głowę, mrużąc oczy, teraz dopiero mu się dobrze przyglądając. No i fakt faktem.. było na co popatrzeć.
jakiś wielki typek
like a wilted flower
Szum drzew, zgiełk ulicy, zapach kwiatów wypełniający nozdrza..to był jeden z tych poranków, dla których August aż chciało się żyć. Świat wydawał się lżejszy, mniej wymagający, jakby na chwilę przymykał oko na wszystkie problemy. A ona? Ona od dawna nauczyła się z tej pobłażliwości korzystać. Nie brała życia zbyt serio. Nie dlatego, że było łatwe… wręcz przeciwnie. Po prostu wiedziała, że jeśli zacznie analizować każdy krok, każde potknięcie i każdą bliznę, to ugrzęźnie. A ona nie chciała stać w miejscu. Wolała się śmiać, nawet jeśli czasem było to trochę na przekór wszystkiemu.
Za tydzień wielkie otwarcie jej kwiaciarniokawiarni „Seasonal”. Wsunęła słuchawki w uszy, przeciągając się lekko, jakby zaraz miała wejść na scenę. Klik - i już pierwsze dźwięki Rascal Flatts - Life Is a Highway rozlały się w jej głowie. I to był ten moment. Zamiast po prostu zacząć sprzątać, August pozwoliła, żeby muzyka przejęła kontrolę. Najpierw subtelne kołysanie biodrami. Potem krok w bok, obrót i miotła w jej dłoniach nagle stała się partnerem do tańca. Sunęła po podłodze, zamiatając kokardy i tasiemki. Obracała się wokół własnej osi, podśpiewując pod nosem, czasem nawet robiąc teatralny ukłon do… nikogo.
Zdarzało jej się potknąć… szczególnie kiedy za bardzo się zapędziła i biodro wraz z prawą nogą przypominało o sobie znajomym, ostrym bólem. Wtedy tylko syknęła cicho, zwolniła na moment… i zaraz wracała do swojego rytmu. Ostrożniej, ale dalej z tym samym błyskiem w oczach. Śruby w kościach nie definiowały jej ruchów. Były tylko dodatkiem. Po chwili podparła się biodrem o blat, wyciągając jedną słuchawkę z ucha i marszcząc lekko nos, gdy wpadła na coś według niej genialnego - Samplery! - mruknęła do siebie. - Ludzie przecież kochają darmowe rzeczy. - Nie zastanawiała się długo. Wcześniej upiekła malinowe brownie, więc teraz tylko pokroiła je na równe kawałki, zapakowała do małych pojemniczków i wrzuciła wszystko na tackę. Chwilę później stała już na zewnątrz, opierając ciężar ciała bardziej na zdrowej nodze, raz po raz uśmiechając się do przechodniów.- Hej, darmowe brownie? - rzucała co jakiś czas, unosząc lekko tackę z uśmiechem na twarzy.
Jedna osoba przyspieszyła kroku. Druga nawet na nią nie spojrzała. Trzecia minęła ją tak, jakby nosiła ze sobą jakąś zaraze. August zmrużyła oczy, unosząc brew. Serio? - Wow. Tough crowd - mruknęła pod nosem, kręcąc głową z niedowierzaniem. Już miała wracać do środka, kiedy nagle jakiś typ pojawił się obok niej jak znikąd. - I WANT NOODLES, HYHYHY! - wrzasnął, zanim zdążyła zareagować. I po prostu… wyrwał jej tackę z rąk. - Ej!!! - urwała, patrząc za nim z niedowierzaniem. Sekundę później wkurwienie uderzyło ją z pełną siłą. - chyba sobie ze mnie żartujesz - rzuciła pod nosem, ruszając za nim biegiem.. Biegła za nim, ignorując lekkie ciągnięcie w nodze, krzycząc, żeby się zatrzymał. Adrenalina zrobiła swoje.. przez chwilę nawet nie czuła bólu,- Oddawaj to!!! - zawołała, oglądając się przez ramię, żeby sprawdzić, czy ktoś w ogóle reaguje. I to był błąd. Bo kiedy odwróciła głowę z powrotem, było już za późno. Wpadła na coś - a raczej na kogoś - z pełnym impetem. Krzyk wyrwał się z jej gardła, a świat na sekundę się rozmazał. Chwilę później leżała już na czyjejś klatce piersiowej, próbując złapać oddech i zrozumieć, co właśnie do cholery się stało. Chuchnęła w górę, odgarniając grzywkę z oczu, i spojrzała na twarz mężczyzny. Przez ułamek sekundy wyglądała na zdezorientowaną. A potem… się uśmiechnęła. Szeroko. Zupełnie bezwstydnie, jakby leżenie na czyichś klatkach było najzwyklejszą rzeczą w jej codzienności. Newsflash, nie było. Dopiero po chwili dotarło do niej, że w jednym uchu wciąż gra muzyka. Cholera, zgubiłam słuchawkę. I że… nadal na nim leży.. - Oh - podniosła się szybko, otrzepując ubranie. Bez większego zawahania wyciągnęła do niego rękę.- August Winters - powiedziała, z uśmiechem.- Jakiś żul ukradł mi brownies i zgubiłam słuchawkę…- Przechyliła lekko głowę, mrużąc oczy, teraz dopiero mu się dobrze przyglądając. No i fakt faktem.. było na co popatrzeć.
jakiś wielki typek