like a wilted flower
Szum drzew, zgiełk ulicy, zapach kwiatów wypełniający nozdrza..to był jeden z tych poranków, dla których August aż chciało się żyć. Świat wydawał się lżejszy, mniej wymagający, jakby na chwilę przymykał oko na wszystkie problemy. A ona? Ona od dawna nauczyła się z tej pobłażliwości korzystać. Nie brała życia zbyt serio. Nie dlatego, że było łatwe… wręcz przeciwnie. Po prostu wiedziała, że jeśli zacznie analizować każdy krok, każde potknięcie i każdą bliznę, to ugrzęźnie. A ona nie chciała stać w miejscu. Wolała się śmiać, nawet jeśli czasem było to trochę na przekór wszystkiemu.
Za tydzień wielkie otwarcie jej kwiaciarniokawiarni „Seasonal”. Wsunęła słuchawki w uszy, przeciągając się lekko, jakby zaraz miała wejść na scenę. Klik - i już pierwsze dźwięki Rascal Flatts - Life Is a Highway rozlały się w jej głowie. I to był ten moment. Zamiast po prostu zacząć sprzątać, August pozwoliła, żeby muzyka przejęła kontrolę. Najpierw subtelne kołysanie biodrami. Potem krok w bok, obrót i miotła w jej dłoniach nagle stała się partnerem do tańca. Sunęła po podłodze, zamiatając kokardy i tasiemki. Obracała się wokół własnej osi, podśpiewując pod nosem, czasem nawet robiąc teatralny ukłon do… nikogo.
Zdarzało jej się potknąć… szczególnie kiedy za bardzo się zapędziła i biodro wraz z prawą nogą przypominało o sobie znajomym, ostrym bólem. Wtedy tylko syknęła cicho, zwolniła na moment… i zaraz wracała do swojego rytmu. Ostrożniej, ale dalej z tym samym błyskiem w oczach. Śruby w kościach nie definiowały jej ruchów. Były tylko dodatkiem. Po chwili podparła się biodrem o blat, wyciągając jedną słuchawkę z ucha i marszcząc lekko nos, gdy wpadła na coś według niej genialnego - Samplery! - mruknęła do siebie. - Ludzie przecież kochają darmowe rzeczy. - Nie zastanawiała się długo. Wcześniej upiekła malinowe brownie, więc teraz tylko pokroiła je na równe kawałki, zapakowała do małych pojemniczków i wrzuciła wszystko na tackę. Chwilę później stała już na zewnątrz, opierając ciężar ciała bardziej na zdrowej nodze, raz po raz uśmiechając się do przechodniów.- Hej, darmowe brownie? - rzucała co jakiś czas, unosząc lekko tackę z uśmiechem na twarzy.
Jedna osoba przyspieszyła kroku. Druga nawet na nią nie spojrzała. Trzecia minęła ją tak, jakby nosiła ze sobą jakąś zaraze. August zmrużyła oczy, unosząc brew. Serio? - Wow. Tough crowd - mruknęła pod nosem, kręcąc głową z niedowierzaniem. Już miała wracać do środka, kiedy nagle jakiś typ pojawił się obok niej jak znikąd. - I WANT NOODLES, HYHYHY! - wrzasnął, zanim zdążyła zareagować. I po prostu… wyrwał jej tackę z rąk. - Ej!!! - urwała, patrząc za nim z niedowierzaniem. Sekundę później wkurwienie uderzyło ją z pełną siłą. - chyba sobie ze mnie żartujesz - rzuciła pod nosem, ruszając za nim biegiem.. Biegła za nim, ignorując lekkie ciągnięcie w nodze, krzycząc, żeby się zatrzymał. Adrenalina zrobiła swoje.. przez chwilę nawet nie czuła bólu,- Oddawaj to!!! - zawołała, oglądając się przez ramię, żeby sprawdzić, czy ktoś w ogóle reaguje. I to był błąd. Bo kiedy odwróciła głowę z powrotem, było już za późno. Wpadła na coś - a raczej na kogoś - z pełnym impetem. Krzyk wyrwał się z jej gardła, a świat na sekundę się rozmazał. Chwilę później leżała już na czyjejś klatce piersiowej, próbując złapać oddech i zrozumieć, co właśnie do cholery się stało. Chuchnęła w górę, odgarniając grzywkę z oczu, i spojrzała na twarz mężczyzny. Przez ułamek sekundy wyglądała na zdezorientowaną. A potem… się uśmiechnęła. Szeroko. Zupełnie bezwstydnie, jakby leżenie na czyichś klatkach było najzwyklejszą rzeczą w jej codzienności. Newsflash, nie było. Dopiero po chwili dotarło do niej, że w jednym uchu wciąż gra muzyka. Cholera, zgubiłam słuchawkę. I że… nadal na nim leży.. - Oh - podniosła się szybko, otrzepując ubranie. Bez większego zawahania wyciągnęła do niego rękę.- August Winters - powiedziała, z uśmiechem.- Jakiś żul ukradł mi brownies i zgubiłam słuchawkę…- Przechyliła lekko głowę, mrużąc oczy, teraz dopiero mu się dobrze przyglądając. No i fakt faktem.. było na co popatrzeć.
jakiś wielki typek