Strona 1 z 2

in such an ugly world, something so beautiful

: wt kwie 07, 2026 10:40 pm
autor: august winters
color me your color baby
color me your car


Wrzesień 2025

Zastanawialiście się czasami, jak to w ogóle jest możliwe, że nagle wszystko wydaje się być przeciwko tobie? Tak naraz. Lawina złych wieści. Taki poziom absurdu, że człowiek zaczyna kwestionować wszystko.'Napiję się mleka? Na pewno? A jak jest przeterminowane?'. 'Ubiorę dziś białe spodnie? Are you sure? Welp, okres gwarantowany'.
I właśnie mniej więcej tak wyglądało ostatnio życie August, kiedy w domu wszystko dosłownie zaczęło się sypać. A jednak tego poranka, poza małym szkopułem w postaci uderzenia małym palcem o krawędź łóżka, gdy wracała z nocnego sikania, dzień zaczął się zajebiście wspaniale, bo… uwaga… dostała wiadomość, że sprzedała dom, w którym jej rodzina mieszkała, kiedy była stałą pacjentką szpitala Hopkinsa w Baltimore, Maryland.
Kiedy to zobaczyła, chwyciła telefon i trzymała go na wyprostowanych ramionach, co chwilę przybliżając do twarzy, bo po prostu nie wierzyła. To działo się naprawdę. Teraz mogła w końcu zacząć szukać lokalu na swoją wymarzoną kwiaciarnio-kawiarnię. Fatum chyba z niej zeszło. A przynajmniej miała na to słodką nadzieję. - Dobra, czas się stąd wyrwać - mruknęła do siebie. Jakieś czterdzieści minut później była już gotowa, by ruszyć na spacer po Toronto i jego okolicach w poszukiwaniu idealnego miejsca. Na początek zaczęła od swojej dzielnicy Greektown. Przechadzała się między uliczkami, a kiedy biodro zaczęło dawać jej się we znaki, zajrzała do lokalnej kawiarenki, kupiła sobie dużą flat white, po czym weszła do Withrow Park, żeby chwilę odsapnąć.

Usiadła na ławce i wsłuchiwała się w ptaki latające wokół niej, rozmowy staruszków pochylonych nad szachownicą i pary spacerujące po parku. Opierając się wygodnie o ławkę, z kawą w dłoniach, przymkniętymi oczami i twarzą skierowaną ku niebu, zaczęła po chwili słyszeć gdzieś w oddali jakiegoś typa, który mówił w tak przerysowany, prześmiewczy sposób, jakby został wyrwany prosto z jakiegoś sci-fi zmieszanego ze sztuką Szekspira. Otworzyła jedno oko, zerkając w jego stronę, żeby zobaczyć, kto to taki, i szybko zorientowała się, że to jakiś mormoński wysłannik, który po prostu przekonywał ludzi, jak bardzo warto przejść na jego wiarę. Wzruszyła ramionami i znowu zamknęła oczy, ale chwilę później znów to usłyszała… tylko jakoś inaczej.
Otworzyła oczy i zobaczyła atrakcyjną kobietę, która dosłownie go naśladowała. Uniosła brew i prychnęła pod nosem. Nie była pewna, czy to coś, co tamta robiła na co dzień, czy może jakiś atak Tourette’a, no ale przecież nie będzie oceniać. Wstała i podeszła do niej, nawet się nie zastanawiając. - Jeżeli uda ci się zimitować mnie tak samo jak jego, to stawiam ci kawę - uśmiechnęła się szeroko i charakterystycznym ruchem zgarnęła kosmyk włosów za ucho. No co? Kawa w towarzystwie atrakcyjnej kobiety o energii lekko rozgadanej papużki? Welp, bitch, you don't need to ask me twice... bo brzmiało to jak absolutnie idealne zwieńczenie tego dnia.

papużka

in such an ugly world, something so beautiful

: śr kwie 08, 2026 12:11 am
autor: babe seaton
001.
Biegała pod mieszkaniu w samym staniku, wydzierając się do Blink-182, kiedy zamarła z piosenką na ustach, z przerażeniem uświadamiając sobie, że miarowo powtarzający się od kilku minut dźwięk w tle to dzwonek do mieszkania.
Babe poczuła jak krew uderza jej do głowy. Kimkolwiek był człowiek stojący za drzwiami, bez wątpienia słyszał jej tragiczne zawodzenie do utworu, który zdecydowanie był za niski na jej skalę głosu. Udawanie, że nikogo nie ma w domu na tym etapie straciło jakikolwiek sens, ale było to nadal lepsze rozwiązanie niż spojrzenie nieszczęśnikowi w oczy, więc Babe stanowczo postanowiła nie ruszać się z miejsca i milczeć jak grób.
Niestety, człowiek za drzwiami był sprytniejszy, niż przypuszczała.
Dzień dobry, poczta — usłyszała stłumiony, lekko znużony męski głos. Poczta-sroczta. Trudno, pomyślała, poczta to poczta. Niech zostawi listy w skrzynce, naprawdę, po coś ją założyli. A jak nie zostawi, bywa, najwyżej nie zapłaci rachunków.
Za drzwiami znów rozległo się niecierpliwe szorowanie butów i kolejny dzwonek, tym razem długi i wykonany ewidentnie poirytowanym gestem. Babe ogarnęła beznamiętna rezygnacja. Przerzuciła garść włosów do tyłu, naciągając koszulę, którą zawinęła któremuś z ojców i jednym ruchem otworzyła drzwi. Na widok stojącego za nimi listonosza wszystko wyparowało jej z głowy. O fizjonomii młodego boga, szczupłej sylwetce i burzy czarnych włosów, listonosz prezentował się tak smakowicie, że Seaton mimowolnie sapnęła z zachwytu.
Niestety, wrażenie, jakie listonosz wywarł na Babe było odwrotnie proporcjonalne do wrażenia, jakie Babe wywarła na listonoszu. Mężczyzna zmierzył ją krytycznym i bez słowa podsunął jej pod nos pokwitowanie i długopis. Seaton, usiłując za pomocą telekinezy rozsunąć klepki podłogowe i skutecznie zapaść się pod ziemię, machnęła bliżej nieokreślonego kleksa w pierwszej lepszej rubryczce i praktycznie rzuciła pokwitowaniem w listonosza.
Wnieść panią do domu?
Babe zamrugała, otworzyła buzię, zamknęła ją, znów otworzyła, po czym zastygła z miną skretyniałego karpia na twarzy.
Słucham? — zdołała w końcu z siebie wydusić, czując, że zaczyna się pocić jak prosię pod intensywnym spojrzeniem pięknego listonosza.
Pytam, czy wnieść pani do domu. Tę paczkę, czy mam wnieść, czy tu zostawić — odparł powoli, gestem wskazując na potężnych rozmiarów pakunek, który stał tuż koło niego. Babe wlepiła wzrok w paczkę, zastanawiając się, czy była tu cały czas, czy też właśnie się zmaterializowała.
Paczkę! — w końcu z siebie wydusiła. — Tak, tak, proszę — szybko dodała, przesuwając się w bok i robiąc przejście dla listonosza, który chwilowo patrzył na nią z ewidentnym pożałowaniem. — Myślałam, że zapytał pan, czy może mnie wnieść do domu — Seaton z przerażeniem stwierdziła, że właśnie autentycznie wypowiedziała te słowa na głos. Listonosz spojrzał na nią już nie z pożałowaniem, ale z żywym niepokojem. — Dlatego się zdziwiłam — rzuciła szybko, błagając samą siebie, żeby się zamknęła. — Że chce mnie pan wnieść do domu. Oczywiście, głodnemu chleb na myśli, prawda?
Gdyby mogła, zjadłaby swój własny język. Listonosz na chwilę zamarł, po czym bezceremonialnie wepchnął paczkę przez framugę, wymamrotał uprzejme pożegnanie, po czym runął w dół schodów, rzucając Babe ostatnie, krzywe spojrzenie. Była pewna, że zobaczyła w nim niedowierzanie połączone z dzikim rozbawieniem. Ze zrezygnowaniem zamknęła drzwi i pacnęła czołem o wizjer.

Wnieść panią do domu, no doprawdy, dobre sobie — mamrotała pod nosem, siedząc na ławce w parku. Dzień był wyjątkowo długi i ciepła. Przeniosła spojrzenie na przechodzącego alejką starszego mężczyznę. — A może zechciałaby panienka zostać wniesiona do domu? — powiedziała do głębokim głosem, przedrzeźniając samą siebie. Po chwili powtórzyła to ponownie, tym razem trochę jak wiewiórka. Jak Alvin. Albo Simon? Babe sama nie potrafiła zdecydować.
Westchnęła ciężko, przywierając plecami do oparcia ławki. Zamknęła oczy. Pod powiekami zaciemniało, co oczywiście było normalne, kiedy zamykało się oczy, ale zwykle pojawiały się też jasne plamy od słońca, których tym razem zabrakło. A to dlatego, że ktoś przed nią stanął i rzucał cień, z czego Seaton zdała sobie sprawę dopiero po chwili. I to tylko dlatego, że usłyszała czyjś głos.
Co? — uniosła w zdziwieniu brwi, przypatrując się uroczej blondynce. Babe zdmuchnęła grzywkę z czoła i zacisnęła usta w wąską linię. — A ty myślisz, że to koncert życzeń? A może wydaje ci się, że jesteśmy w cyrku i można mnie podziwiać, jak jakąś atrakcję? Jak brodatą kobietę albo człowieka o niewielkiej głowie z mikrocefalią? — wypaliła, zanim zdążyła pomyśleć. — Przepraszam — zreflektowała się równie szybko. — Miałam koszmarny poranek — wyjaśniła pokrótce, chociaż nikt nie pytał.
Powinna się domyśleć, że gadając z taką ekspresją, w końcu wzbudzi czyjeś zainteresowanie. I pewnie wzbudziła je dużo wcześniej, ale nikt nie był na tyle odważny, żeby podejść i zgadać. A ona była.
Musisz mówić do mnie więcej — zadecydowała i poklepała miejsce obok siebie. — To znaczy, o boże — Babe przycisnęła sobie palce do nasady nosa. — Musisz powiedzieć coś jeszcze, żebym mogła dokładniej zimitować twój głos. Muszę się z nim osłuchać — posłała jej lekki, ale szczery uśmiech, już darując sobie tamte wcześniejsze złośliwości. — Chyba, że chcesz jak Myszka Minnie. To też da się załatwić — wzruszenie ramion sygnalizowało, że to naprawdę nic wielkiego.

august winters

in such an ugly world, something so beautiful

: czw kwie 09, 2026 6:15 pm
autor: august winters
Patrzyła na nią przez chwilę z szeroko otwartymi oczami, a w głowie dosłownie jej się kotłowało. Fucking hell, what a presence. Najpierw mnie prawie zjeżdża, potem przeprasza, a teraz jeszcze chce, żebym mówiła więcej?No proszę. Jaka wymagająca. I love it. Uśmiechnęła się szeroko i… zamiast usiąść obok, zrobiła coś zupełnie innego. Stanęła tuż przy kobiecie, postawiła jedną nogę na ławce, dokładnie obok jej uda, jakby właśnie miała wejść na scenę, i oparła łokieć na kolanie. - No słuchaj, ładna jesteś, to i z brodą byłoby ci do twarzy - uśmiechnęła się szeroko, obserwując dziewczynę. Nic nie było w stanie spartolić humoru Winters. Ta dziewczyna mogłaby podnosić na nią głos godzinami, a August i tak siedziałaby z wyciągniętymi dłońmi, prosząc o więcej jak jakiś żebrak w centrum miasta.- Widzisz, dlatego tu jestem. Żeby jakoś umilić ci ten dzisiejszy dzień - rzuciła, podnosząc dwa palce do czoła i odbijając je od niego w formie salutu.

Uradowała się niesamowicie, kiedy tamta zgodziła się ją naśladować. Wyprostowała się dumnie. No dobra, August, nie spieprz tego. Masz jedną szansę, żeby ją rozbawić.- No to słuchaj uważnie, bo to będzie przedstawienie warte Oscara… przygotuj się- oznajmiła z przesadną powagą. Wyprostowała się jeszcze bardziej, odchrząknęła i zaczęła recytować z teatralnym przesadyzmem, bo znała to po prostu na pamięć.
-Nyxolon. Lek przeciwbólowy, przeciwzapalny i przeciwgorączkowy.Stosować doraźnie. W razie utrzymywania się objawów należy skonsultować się z lekarzem lub farmaceutą. - Urwała na moment, po czym dodała jeszcze bardziej przejętym tonem,- Nie przekraczać zalecanej dawki dobowej. - Spojrzała na nią z rozbawieniem i uniosła brew. - Dobra. To teraz możesz mnie naśladować. - zerknęła w dół na Babe z zadziornym uśmieszkiem, wciąż stojąc w tej samej dumnej pozie, z nogą opartą o ławkę. - No chyba że mam mówić do ciebie więęęcej, żebys miała lepszy materiał - dodała szybko i powtórzyła ostatnią kwestię, tym razem tonem o wiele bardziej przyspieszonym, parodiując te specyficzne reklamy leków w telewizji.

Potem zsunęła nogę z ławki z powrotem na ziemię, ale zamiast usiąść, stanęła naprzeciwko niej, z rękami w kieszeniach spodni, i wzruszyła ramionami. W głowie jej szumiało. Boże, co ja wyprawiam. Stoję tu jak jakaś aktorka amatorska w parku i recytuję ulotkę od tabletek obcej lasce. Ah… fuck it, raz się żyje. No bo tak właśnie było co nie? Zbłaźnić się w parku dla atrakcyjnej kobiety na której twarzy możnaby wywowałć usmiech... zdecydowanie podobała jej się taka opcja spędzenia wolnego czasu. - No i jak? - zapytała, przechylając głowę. - Wystarczy materiału, czy mam ci jeszcze zaśpiewać opening scene z Fineasza i Ferba? Bo jestem dzisiaj w formie. Sprzedałam dom, więc mam w sobie taki poziom euforii, że mogłabym zarecytować dosłownie cokolwiek. Albo inne leki, o których możliwe, że nie masz zielonego pojęcia, że w ogóle istnieją. - Uśmiechnęła się szerzej- Dobra, wiem, że jestem trochę too much, więc się uspokoję. - August mrugnęła do niej i usiadła obok, bokiem, żeby móc patrzeć jej prosto w oczy. - Tylko nie rób głosu Myszki Minnie. Mam z nią beef jeszcze z Disneylandu - prychnęła pod nosem, drapiąc się z tyłu szyi. - Tak w ogóle, August jestem.

byłaby nawet hot gdyby miała brodę

in such an ugly world, something so beautiful

: czw kwie 09, 2026 7:25 pm
autor: babe seaton
Usłyszawszy komplement, uniosła wysoko brwi. Dziewczyna nie odkryła Ameryki, Babe miała świadomość swojej urody, ale zdecydowanie nie prezentowałaby się dobrze z brodą. Już wystarczyło, że musiała depilować meszek nad górną wargą.
A gdyby babcia miała wąsa, to by była dziadkiem — zauważyła bystrze. Zdecydowanie wolała patrzeć na przystojnych mężczyzn z kilkudniowym zarostem, ale żeby być jednym z nich? Nie ma mowy!
Jeszcze nie potrafiła stwierdzić czy nagłe pojawienie się nieznajomej umili jej dzień. Nie mogła też niczego wykluczyć. Właściwie to szanse były pięćdziesiąt na pięćdziesiąt.
Wymyśliłaś ten lek, prawda? — zmrużyła oczy, przyglądając jej się uważnie. — Nie ma takiego leku. Jest Nalokson, który odwraca skutki przedawkowania opioidów, ale Nyxolon? Coś kręcisz — podskoczyła lekko, kiedy umieściła stopę obok jej uda.
Już miała dodać, że teraz już ma z czym pracować, ale ta zaczęła nawijać dalej i Seaton nie wiedziała, czy bardziej ją to intryguje, czy peszy. Pewnie wszystko na raz. Rzadko spotykała ludzi, którzy mówili tak dużo, jak ona. Było to raczej niecodziennie zjawisko. A przecież Babe zwykle nie zamykała się gęba.
Czołówka z Fineasza i Ferba zostaw sobie na następną okazję — zaproponowała, jednocześnie dając jej do zrozumienia, że chociaż to ich pierwsze, całkiem przypadkowe spotkanie, to wcale nie musiało być ostatnie. — Bardziej mnie zmartwiło, że sprzedałaś dom i teraz nie masz gdzie mieszkać — zacisnęła usta w wąską linię, bo dla Babe jedno wiązało się z drugim. Bo czy to oznaczało, że dziewczyna wylądowała pod mostem? Przykra sprawa. Może powinna przynajmniej poszukać jej jakiegoś miejsca w przytułku? Do siebie jej nie weźmie, nawet się nie znają! Co, jeśli na drugi dzień obudziłaby się bez nerki? Zbyt ryzykowne. Seaton nie była aż tak dobroduszna. I lubiła swoje nerki. Miała doskonałe wyniki kreatyniny!
Nie, spokojnie! Nie jesteś za bardzo — zaprotestowała, prawie wchodząc jej w słowo. To nie wróżyło niczego dobrego, takim sposobem wiecznie będą się przekrzykiwać i nie pozwolą dojść sobie do słowa. Może przynajmniej dojdą w inny sposób. To znaczy, co?
Odchrząknęła i wyciągnęła do niej rękę, żeby przywitać się już tak oficjalnie. Powinna teraz wstać? Ojcowie zrugaliby ją za brak dobrych manier, nie tak ją wychowali. Sięgnęła po jej dłoń i trzymała ją tak przez chwilę, jak skończona kretynka. Ale to tylko dlatego, że musiała sobie ułożyć coś w głowie! — Cześć, August. Jestem Babette, ale wolę, kiedy skraca się to do Babe. No wiesz, jak ta świnka z klasą — powiedziała, dokładnie jej głosem, pamiętając, że Myszki Minnie to jednak beznadziejny wybór. — To czemu sprzedałaś dom? Na te nieistniejące leki? — kontynuowała, chociaż przy ostatnim słowie zgubiła rytm. To na sto procent przez to, że August tak nad nią sterczała!

zmyślaczka leków 🎀🐭

in such an ugly world, something so beautiful

: sob kwie 11, 2026 7:12 am
autor: august winters
Majstersztyk teatralny.

August już zdążyła sobie mentalnie połechtać ego świadomością, że po prostu skradła całe show, aż do momentu, w którym dziewczyna uświadomiła jej, że Nyxolon przecież nie istnieje, a August, notabene, właśnie się zbłaźniła. Z tego wszystkiego, żeby jej zaimponować, palnęła nazwę leku, którego nie ma nawet na półkach żadnej apteki ani wielkiej pharmy, tylko w tej jej roztrzepanej główce. Rozszerzyła oczy i zakryła usta. - Nyxolon... fuck me, Nalokson... - Powtórzyła jeszcze raz do siebie, kręcąc głową z niedowierzaniem. Rumieniec na jej policzkach nie chciał odpuścić. Palił ją jak diabli. - Chciałam zabłysnąć, a wyszło... no właśnie wyszło. God dang it! - Wzięła głęboki oddech, uniosła głowę i spojrzała na swoją towarzyszkę z miną zbitego psa, który właśnie oszczał dywan w salonie, ale jednocześnie z tym swoim charakterystycznym, trochę bezradnym spojrzeniem 'co złego to nie ja'.

Chwilkę później podciągnęła kolana pod brodę, a ramiona oplotła wokół nóg. Westchnęła głośno, teatralnie, niemal zawodząc, i opadła czołem na kolana. - Shame... shame... - mruknęła pod nosem, naśladując tę epicką scenę z Gry o Tron, tylko dużo żałośniej. - Kojarzysz tę scenę z gry o tron? Shame. Shame. Shame. - zerknęła na nią - czuje się jak jakaś geniuszka marketingu nieistniejących leków, która właśnie popełniła seppuku na oczach najładniejszej dziewczyny w promieniu trzech kilometrów. - Przez chwilę milczała, oddychając ciężko, a potem znowu uniosła głowę. Nadal była czerwona niczym Morze Czerwone, ale w kąciku ust czaił się już mały, zawstydzony uśmieszek. - Przepraszam za ten cały cyrk - powiedziała szczerze, choć w jej głosie nadal pobrzmiewało sporo rozbawienia samą sobą.

Zerknęła na dziewczynę, po chwili wybuchając śmiechem, gdy ta zrobiła imitację głosu w wersji Myszki Minnie. Ciarki przeszły przez jej ciało, a tak szybko, jak wysunęła rękę, by ją potrząsnąć, tak szybko ją puściła i zakryła uszy. - Ahhhhh, nieee! - wyrzuciła z siebie głośniej, udając, jakby właśnie umierała z tego powodu. - Babette... Babe. - powtórzyła podekscytowana. - Pasuje do ciebie. Świnka z klasą, chociaż ta Minnie to był cios poniżej pasa! - zmrużyła oczy i nos z niezadowoleniem, po czym dodała.- I nie, nie sprzedałam domu dlatego, że chciałam kupić nieistniejące leki. - Zaśmiała się cicho, kręcąc głową. - Sprzedałam go, bo... no bo mogłam. I musiałam, swoją drogą. To miejsce nosiło ze sobą nieprzyjemne wspomnienia. - Wzruszyła ramionami, ale w tym geście było więcej ulgi niż smutku. Spojrzała na Babe dłużej, z autentyczną ciekawością. - A ty? Wyglądasz, jakbyś powinna być na jakimś ważnym spotkaniu albo... nie wiem, na planie filmowym. Serio, masz taką twarz, że człowiek... - Zatrzymała się na moment i przewróciła oczami sama na siebie. Creepy, August. Przestań. - Ach, nieważne, zapomnij o tym. - Oparła brodę na kolanach i uśmiechnęła się szerzej, prawie w pełni odzyskując swój zwykły, gremlinowy błysk w oczach, choć policzki nadal miała delikatnie różowe. - I dzięki, że nie uciekłaś z krzykiem po moim występie. Większość ludzi już dawno wezwałaby pogotowie psychiatryczne. A ty... nawet zaproponowałaś, żebym zostawiła sobie Fineasza i Ferba na następną okazję. To brzmi prawie jak obietnica drugiego spotkania. - Puściła oczko w jej stronę, ale zaraz spoważniała odrobinę. - Chcesz... nie wiem, kawę? Lody? Coś, co pomoże mi zatrzeć wspomnienie Nyxolonu? Ja stawiam. Jako zadośćuczynienie za to, że musiałaś wysłuchać mojego amatorskiego przedstawienia. - August wyciągnęła nogi przed siebie, rozprostowując się wreszcie, i zerknęła na Babe z boku, mając nadzieję, że ta faktycznie zaraz jej nie ucieknie.

świnka z klasą(՞•Ꙫ•՞)

in such an ugly world, something so beautiful

: ndz kwie 12, 2026 5:07 pm
autor: babe seaton
Od początku wiedziała, że z tą nazwą leku coś było nie tak! Nie, żeby Babe aspirowała na farmaceutkę, ale wiedziała rzeczy i dużo czytała. Dużo, to znaczy wszystko. Łącznie z jakimiś randomowymi ulotkami, które wpadały jej w ręce. Równie dobrze mogła to po prostu przemilczeć i pokiwać głową, zachwycona informacjami, jakimi raczyła ją August. Tylko właściwe po co? Później dziewczę spróbuje zbajerować w podobny sposób inną pannę i popełni taką samą gafę. Po prostu myślała przyszłościowo!
Nic się nie stało — zapewniła, choć musiało kryć się za tym jakieś ale. I oczywiście, że się kryło. — Ale następnym razem może zrób research? Nie mówię tego złośliwie, ale próbuję zaoszczędzić ci wstydu — wyjaśniła z lekkim rozbawieniem w głosie. No co? Człowiek uczy się na błędach przez całe życie! — Nie wiadomo, czy przy innej okazji nie trafisz na kogoś, kto na co dzień pracuje w aptece — pokiwała głową, dumna ze swoich spostrzeżeń. Tylko na kogo Babe wychodziła teraz w oczach August? Na przemądrzałą siksę, czy na lekomankę?
Doskonale kojarzyła scenę z Gry o tron. Kto nie kojarzył ikonicznego marszu Cersei Lannister, która zmuszona była przejść nago przez Królewską Przystań? Chyba tylko ktoś niespełna rozumu! Seaton nawet wystawiła rękę i udała, że dzwoni nim nad głową August, ale zaraz opuściła ją i niezdarnie poklepała dziewczynę po ramieniu w geście pokrzepienia.
No nie wiem, czy ci wybaczę — westchnęła ciężko. — Pozwól, że się chwilę zastanowię. A może powinnam ci się kazać rozebrać, tak w ramach pokuty i zadośćuczynienia, i wysłać na przebieżkę po parku? — zapytała i rozejrzała się dookoła. Skoro została nazwana najładniejszą dziewczyną w promieniu trzech kilometrów, to chyba wcale nie tak dobrze, bo jak na razie w pobliżu spacerowali sami mężczyźni. A co, jeśli poza parkiem też tak było? Babe nie miała aż tak dużej konkurencji.
Wiedziała, co robi, imitując ten głos. To był mały pstryczek w nos. Za co? Pewnie dla samej zasady. Musiała to zrobić, mając świadomość, że August nie była zbyt dużą fanką Myszki Minnie. No czy to nie było przezabawne? Oczywiście, że było! Nie było nic zabawniejszego od robienia komuś małych złośliwości!
Sprzedaż domu nie brzmi jak coś, co robi się na co dzień przez własne widzimisię — zauważyła, zresztą całkiem słusznie. Wyszła jednak z założenia, że skoro August podjęła się takie czynu, musiała mieć ku temu doskonały powód. Nie postanowiła jednak drążyć tematu. Dziewczyna nie wyglądała na bezdomną, więc musiała być szczęśliwa! Za to zaśmiała się krótko, kiedy padło stwierdzenie, że Babe powinna być teraz na planie filmowym. — Nagrywki mam dopiero wieczorem. Dubbing i te sprawy — wyjaśniła, a to od razu wyjaśniało jej umiejętność posługiwania się różnymi głosami. — Ale ta twarz — w tym miejscu wskazała na siebie palcem. — Niewiele ma wspólnego z kamerami — dodała, w zasadzie nie wiedząc, jak powinna zareagować na komplement. Dlatego uśmiechnęła się tylko, czując, że zaczynają piec ją uszy.
Nie mogła odmówić kawy. Kto normalny odrzucał takie propozycje? Nie wspominając już o lodach. Spojrzała z ukosa na Agust, jakby początkowo nie była pewna, chociaż podjęła decyzję właściwie natychmiast.
Co powiesz na kawę z lodami? Przy wejściu stoi taka budka, facet sprzedaje tam najlepsze affogato w okolicy — rzuciła pogodnie, bo dlaczego tego nie połączyć. Zanim August odpowiedziała, podniosła się z ławki i skinęła zachęcająco głową we wskazanym kierunku. — Przy okazji możesz opowiedzieć mi, co kierowała twoimi rodzicami, że nazwali cię miesiącem. Urodziłaś się przynajmniej w sierpniu? — zainteresowała się, zaczesując do tyłu włosy. No to przynajmniej miałoby jakiś sens!

august winters

in such an ugly world, something so beautiful

: wt kwie 14, 2026 7:04 am
autor: august winters
Zmrużyła oczy, kiedy dziewczyna zaczęła swój mini wykład o researchu, i przez chwilę patrzyła na nią w absolutnym skupieniu - analizowała, czy właśnie została pouczona, czy może jednak ocalona przed przyszłym upokorzeniem. - Okej, okej - uniosła ręce w geście kapitulacji. - Przyjmuję. Następnym razem zrobię pełnoprawny research, przypisy, bibliografię i jeszcze prezentację w PowerPoincie, żeby mieć stuprocentową pewność, że się nie zbłaźnię. - Kącik jej ust drgnął. - Poza tym nie zawsze zdarza mi się tak szybko zdezorientować przy po prostu ładnej kobiecie, ale dziękuję.
Na wzmiankę o pokucie uniosła głowę znad kolan i spojrzała na nią z błyskiem w oczach.- O, proszę, zaczyna się. Najpierw edukacja, teraz publiczne upokorzenie. Szybko przechodzisz do następnej bazy - Przechyliła głowę, udając powagę. - Ale uprzedzam, jeśli każesz mi się tutaj rozbierać, to szybko zmienisz zdanie i będziesz chciała zaciągnąć mnie do swojego mieszkania. - Parsknęła cicho śmiechem, puszczając jej oczko, i w końcu rozprostowała się na ławce, opierając dłonie za sobą. Trochę się krzywiła w duchu na samą siebie, że tak do niej podbijała, ale August zawsze wychodziła z założenia, że jeśli widzi coś ładnego, to po to, żeby po to sięgnąć, nawet jeśli za chwilę miałoby zniknąć z zasięgu wzroku. Życie było za krótkie, żeby bać się zapytać atrakcyjną osobę w parku, czy wyszłaby z nią na kawę. Nauczyła się tego w szpitalach, przez lata przyglądając się kruchości życia, więc nie miała nic do stracenia.

- Dubbing? - powtórzyła, przyglądając jej się uważniej, jakby wszystko zaczynało się składać w całość. - To tłumaczy absolutnie wszystko. Głos, timing, to jak bardzo mnie właśnie zniszczyłaś tą parszywa Minnie... - Zmarszczyła nos, ale w jej spojrzeniu nie było już ani grama urazy, raczej coś na kształt rozbawionego uznania. - I nie pieprz głupot, że ta twarz nie ma nic wspólnego z kamerą - mruknęła, odwracając na moment wzrok. - Ma. Tylko jeszcze nikt ci tego dobrze nie sprzedał. - rzuciła, a chwilkę później, kiedy Babe zaproponowała affogato, August poderwała się niemal od razu. Lody połączone z kawką? Sign her the fuck up. - Kawa z lodami brzmi jak dokładnie to, czego potrzebuję, żeby zapomnieć, że wymyśliłam lek, który brzmi jak jakiś NPC z taniej RPG-owej gierki. - Ruszyła za nią, wsuwając dłonie do kieszeni, ale na pytanie o imię aż parsknęła śmiechem. - Okej, to jest dobre pytanie. - Zrównała się z nią krokiem i zerknęła z boku. - August, bo miałam się urodzić w sierpniu, pierwszego dokładnie, ale stwierdziłam, że będę wcześniakiem i urodziłam się w lipcu. Rodzicom tak się spodobało to imię, że je zostawili. Fun, eh? - Na moment zawiesiła spojrzenie gdzieś przed sobą, a po chwili zerknęła na Babe i uśmiechnęła się szerzej, bez żadnego zbędnego skrępowania - A ty? ''Babette'' brzmi jak ktoś, kto albo łamie serca, albo je kolekcjonuje. Którą wersja jesteś? - Na moment zwolniła, lekko ją wyprzedzając, po czym odwróciła się i przez kilka kroków szła tyłem, patrząc prosto na nią. - Babe, tylko cię ostrzegam. Jeśli to affogato nie będzie najlepsze w okolicy, to wracamy do tematu twojej kary dla mnie. I tym razem ja wybieram.

świnka z klasą(՞•ꙫ•՞)

in such an ugly world, something so beautiful

: wt kwie 14, 2026 10:30 pm
autor: babe seaton
Wcale nie spodziewała się po niej aż takiego zaangażowania. Rzuciła tamtą uwagę raczej z grzeczności. I dopiero chwilę później przemknęło jej przez myśl, że może jednak zabrzmiało to trochę nie tak, jak powinno. Cóż, Babe od zawsze miała tę przypadłość, że najpierw mówiła, a dopiero potem myślała. Bywało różnie. Czasem wychodziło całkiem uroczo, innym razem wychodziła na przemądrzałą. A przecież to nie tak, że pozjadała wszystkie rozumy!
Uniosła wysoko brwi, kiedy usłyszała tę dość niecodzienną wizję. Bo o ile samo rozbieranie się nie było dla niej jakimś abstrakcyjnym tematem, o tyle fakt, że w tym samym momencie August planował już właściwie ciąg dalszy, był dla niej zaskakująco śmiały. I zabawny. Biorąc pod uwagę, że dziewczyna sprzedała swój dom, więc to oczywiste, że wylądowałyby w mieszkaniu Babe. Logika niby się zgadzała, tylko że logika nie zawsze szła u niej w parze z decyzjami. Bo prawda była taka, że Seaton wcale nie była łatwa. I wcale nie próbowała tego ukrywać. Nie chodziła do łóżka na pierwszej randce. Na drugiej zresztą też nie. Szczerze mówiąc, trzeba było się natrudzić, żeby w ogóle pozwoliła się komuś do siebie zbliżyć. Nie dlatego, że specjalnie przeciągała sprawy. Po prostu taka była. Miała swoje tempo i nie zamierzała go nagle zmieniać tylko dlatego, że ktoś był pewny siebie. Albo wyjątkowo przekonujący. I absolutnie nie miała nic przeciwko ludziom, którzy podchodzili do tego luźniej. Każdy żył po swojemu i robił to, co uważał za słuszne. Ale o nią trzeba było się trochę postarać. Trochę za nią nachodzić. Czasem poczekać. A czasem nie odpuszczać zbyt szybko. Jak każda kobieta, lubiła być zdobywana. Ale też nie do przesady!
Jednak cofam to bieganie na golasa. Jeszcze przeziębisz sobie nerki — powiedziała po głębszym zastanowieniu, bo chociaż na zewnątrz było ciepło, to o tej porze roku pogoda była bardzo zdradliwa. Potem August naciągnie ją na leki i tyle będzie z odgrywania sceny z Gry o Tron.
Zaśmiała się i pokręciła głową, dając dziewczynie do zrozumienia, że zupełnie nie to miała na myśli. Jej twarz doskonale prezentowała się przed kamerą. Miała sto innych powodów, żeby przed nią nie pozować.
Nie interesuje mnie aktorstwo w takiej formie. Ale sama zauważyłaś, że spełniam się, podkładając głosy. Uwierz, w bajkach brzmi to o wiele lepiej. Dodatkowo nagrywam audiobooki, więc możesz mnie posłuchać na Audible. No dobra, ale ile można gadać o sobie? — machnęła ręką. Jeszcze chwila, a od napływu komplementów popadnie w samozachwyt! — Lepiej mi powiedz, czym ty się zajmujesz — wycelowała w August, kiedy szły w kierunku wspomnianej budki.
Fakt, że dziewczę nie urodziło się jednak w sierpniu był trochę... Rozczarowujący? Alle tylko odrobinę! Imię dalej pozostawało bardzo ładne. I naprawdę do niej pasowało!
Ale z July też byłoby ci do twarzy — stwierdziła, przyglądając jej się uważnie. Z kolei na pytanie o swoje imię parsknęła pod nosem śmiechem. — Moi ojcowie są artystami. W dodatku jeden z nich ma małą obsesję na punkcie Francji, stąd Babette. Ale jeśli już chodzi o serca to żadna opcja nie jest właściwa. Jeśli już, to prędzej ja kończę ze złamanym sercem — zaśmiała się krótko, bo czy ona wyglądała na femme fatale? No raczej nie. Imię o niczym nie świadczyło, choć Babette brzmiało trochę jak francuska prostytutka.
Patrzyła z uśmiechem, jak August idzie tyłem i w ostatnim momencie doskoczyła do niej, żeby chwycić ją za przedramię. Inaczej zostałaby staranowana przez jakiegoś szalonego rowerzystę, który na oślep gnał piaszczystą alejką.
Jak spróbujesz tego affogato, to padniesz z wrażenia. Serio! Ale teraz patrz przed siebie, zanim ktoś cię rozjedzie — szturchnęła ją lekko w bok, a gdy dotarły do budki od razu zamówiła dwie duże kawy z lodami. Na swój koszt, oczywiście. Wprawdzie towarzysząca jej dziewczyna sprzedała dom i pewnie miała kupę szmalu, ale w końcu to Babe wspomniała o affogato, więc chciała pokazać, że ma gest!

august, chociaż july też do niej pasuje!

in such an ugly world, something so beautiful

: ndz kwie 19, 2026 4:44 pm
autor: august winters
Parsknęła cicho, kiedy Babe wycofała swój pomysł z bieganiem nago, i pokręciła głową z rozbawieniem.- Dobra, czyli oficjalnie zostałam uratowana przed przeziębionymi nerkami. Szanuję. Bardzo odpowiedzialne podejście. - Kącik jej ust uniósł się lekko, ale niczego już nie dociskała. Po prostu szła obok niej, z rękami wsuniętymi do kieszeni, rzucając jej od czasu do czasu krótkie spojrzenie. Bardziej z ciekawości niż z potrzeby robienia jakiegoś show. Na wzmiankę o audiobookach uniosła brwi. - Audible? No proszę. Czyli serio mogłabym kiedyś przypadkiem włączyć ciebie i nawet nie wiedzieć. That’s rad.- Spojrzała na nią z boku i dodała już luźniej,- W sumie pasuje. Masz taki głos, którego ludzie raczej słuchają do końca, nawet jeśli tego wcześniej nie planowali.

W momencie gdy, Babe odbiła pytanie i zapytała, czym ona się zajmuje, August przez chwilę milczała, jakby próbowała ubrać to w coś, co nie zabrzmi jak totalny chaos. - Otwieram kwiaciarnię z kawiarnią - powiedziała w końcu.- Taki trochę miszmasz, ale brzmi lepiej, niż wyglądało to w mojej głowie na początku. Kwiaty, kawa, trochę zamieszania. To raczej mój klimat, z resztą jak już pewnie zdążyłaś zauważyć. - Wzruszyła lekko ramieniem.- Nazywa się Seasons. Albo będzie się nazywać, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem i niczego po drodze nie rozwalę. - Swoją drogą była bardzo podekscytowana na to przedsięwzięcie. Nigdy nie myślała, że dożyje takiego dnia, gdzie faktycznie będzie mogła stworzyć coś swojego. Wiedziała, że nie będzie łatwo... że jeszcze wiele przeciwności losu stało przed nią, jednak wolała nie myśleć o niczym negatywnie. Wolała znajdywać w każdym dniu.. w każdym człowieku na którego natrafiała... coś dobrego i szczerego. Because.. guess what? Życie było za krótkie na niedomówienia.. Chwilkę później wróciła myślami na ziemię i na uwagę o imieniu July zaśmiała się pod nosem. - July brzmi dobrze, nie powiem. Ale chyba za ładnie jak na mnie. Za mało chaosu. - a jak dziewczyna wspomniała o swoich ojcach, August zerknęła na nią uważniej, tym razem już bez wygłupu. - Dwóch ojców-artystów i zamiłowanie do Francji w tle? Girly, zazdroszczę. Ja mam ojca sierżanta i matkę hipiskę. Zadziwiający duet.

‘’ Jeśli już, to prędzej ja kończę ze złamanym sercem’’

August nie odpowiedziała od razu. Zamiast tego przez moment tylko na nią spojrzała, trochę dłużej niż wcześniej, po czym mruknęła - ich strata, mój zysk, eh? - rzuciła to w formie żartu, sekundę później dosłownie zmieniajac pozycję chodu i idąc tyłem. Odpowiedzialna kobitka, no nie? Jednak chwilę później poczuła jak Babe złapała ją za przedramię, żeby nie wlazła prosto pod rowerzystę, August odruchowo się zatrzymała i spojrzała najpierw na rozpędzonego typa, potem na nią. - Damn, dzięki. Uniknęłam przeznaczeniu… ale to nie byłby pierwszy raz. Mam w tym wprawę. - Szturchnięta w bok, pokiwała głową, tym razem już patrząc przed siebie. - Dobra, już jestem grzeczna. Przynajmniej do pierwszego łyka.- Kiedy dotarły do budki i Babe zamówiła wszystko od razu, August zmarszczyła lekko brwi. - Ej, no co jest. Nawet nie dałaś mi udawać, że wyciągam portfel. - Ale nie protestowała bardziej. Oparła się tylko lekko o ladę i zerknęła na nią z boku. Po kilku minutach dostały kawę z lodami i przysiadły się przy pobliskim stoliku. August rozsiadła się wygodnie, wsunęła łyżeczkę do filiżanki i zamieszała całość z niemal podejrzanym skupieniem, a chwilę później upiła pierwszy łyk. - Oh my… - Rozszerzyła oczy i mruknęła pod nosem z wyraźnym zadowoleniem. - Dobra. To jest zajebiste, Babette. Muszę to u siebie serwować. - Zerknęła na nią spod rzęs i uśmiechnęła się lekko. - Mogę nawet wrzucić ten napój do menu, i podpisać, że to twoja rekomendacja. Brzmi uczciwie, nie?

saviour (՞•ꙫ•՞)

in such an ugly world, something so beautiful

: ndz kwie 26, 2026 4:40 pm
autor: babe seaton
Niewiele miała wspólnego z odpowiedzialnością, bo na co dzień bagatelizowała absolutnie wszystko. Miała jednak dobre serce, więc dbanie o ludzi przychodziło jej z łatwością. Nawet o tych, których nie znała. Ale jakby lepiej się nad tym zastanowić, to przecież Autumn już nie była całkowicie obca. Babe poznała jej imię i wiedziała, że ta sprzedała dom i nie lubi Myszki Minnie, a to już wystarczająco dużo, żeby nie życzyć jej przeziębienia nerek.
W zasadzie mogło tak być — zgodziła się z nią odnośnie audiobooków. — Jestem raczej kojarzona z głosu, a nie z twarzy — stwierdziła, bo przecież zarówno w dubbingu, jak i w zawodzie lektorki, głos był nieodłącznym narzędziem jej pracy.
Ściągnęła brwi i przyjrzała się uważnie dziewczynie, oceniając, czy kwiaciarnio-kawiarnia do niej pasowała. Połączenie było dość nietypowe. Seaton zrozumiałaby jeszcze kwiaciarnio-księgarnie, ale ten zapach kwiatów, który mógł nie wszystkim odpowiadać? Tutaj miała pewne wątpliwości.
Jesteś florystką i baristką w jednym? — drążyła dalej, żeby poznać jej tok myślenia. — Czy jesteś aż tak niezdecydowana, więc postanowiłaś to ze sobą scalić? Dlatego sprzedałaś dom? — zasypała ją kolejnymi, wścibskimi pytaniami. Babe nie byłaby sobą, gdyby nie dociekała. Musiała wiedzieć wszystko. Biedna Autumn, nie miała pojęcia, na co się skazała, kiedy postanowiła do niej zagadać.
Pokiwała głową, totalnie dumna ze swoich ojców. Nie znała drugiej tak zgodnej pary. Nic dziwnego, że dziewczyna zaskoczyła ją tym, kim byli jej rodzice. Tutaj połączenie też było zadziwiające. Zupełnie, jak w przypadku kwiaciarnio-kawiarni. Daleka była od tego, żeby stwierdzić, że przeciwieństwa się przyciągają. Oczami wyobraźni widziała ojca Autumn, surowego i wyniosłego oraz jej matkę - szaloną, z duszą wolną niczym ptak. W teorii to nie mogło się udać, ale w praktyce najwyraźniej jakoś działało. Niesamowite!
Była już gotowa trajkotać o swoich ojcach w nieskończoność, ale wtedy wtedy dziewczyna wspomniała o własnych zyskach związanych ze złamanym serduchem Babette, która roześmiała się głośno.
Ale wiesz, że nie kopie się leżącego? — zastrzegła żartobliwym tonem, jakby z góry zakładała najgorsze. Tak naprawdę nie zakładała niczego. Nawet nie zastanawiała się nad tym, czy jeszcze kiedykolwiek się spotkają. Przynajmniej podczas tego pierwszego spotkania uchroniła ją przed chorymi nerkami i upadkiem, który mógłby wyniknąć z łażenia tyłem. Ona sama często tak chodziła i nigdy nie wyrżnęła orła. Tylko po parku kręciło się wielu spacerowiczów i rowerzystów, więc lepiej nie kusić losu!
Zrób coś podobnego w swoim lokalu i nazwij tę pozycję moim imieniem. Wtedy to będziemy kwita — wyszczerzyła się do niej znad swojej filiżanki. Chyba usiadły przy stoliku w najbardziej odpowiednim momencie, bo wokół budki zaczęło zbierać się coraz więcej ludzi, a miejsc siedzących było niewiele. — No i musisz dołączyć do tego jakiegoś kwiatka, skoro to ma być też kwiaciarnia. Na czym to właściwie ma polegać? No wiesz, ta cała kawiarnio-kwiaciarnia? — sięgnęła po łyżeczkę i zgarnęła z filiżanki trochę śmietankowych lodów. No dobra, bez dwóch zdań affogato było jedną z najlepszych kaw na świecie. Na podium Babe znajdowały się jeszcze frappe i oczywiście latte macchiato, które pijała w chłodniejsze dni.

august winters