color me your car
Zastanawialiście się czasami, jak to w ogóle jest możliwe, że nagle wszystko wydaje się być przeciwko tobie? Tak naraz. Lawina złych wieści. Taki poziom absurdu, że człowiek zaczyna kwestionować wszystko.'Napiję się mleka? Na pewno? A jak jest przeterminowane?'. 'Ubiorę dziś białe spodnie? Are you sure? Welp, okres gwarantowany'.
I właśnie mniej więcej tak wyglądało ostatnio życie August, kiedy w domu wszystko dosłownie zaczęło się sypać. A jednak tego poranka, poza małym szkopułem w postaci uderzenia małym palcem o krawędź łóżka, gdy wracała z nocnego sikania, dzień zaczął się zajebiście wspaniale, bo… uwaga… dostała wiadomość, że sprzedała dom, w którym jej rodzina mieszkała, kiedy była stałą pacjentką szpitala Hopkinsa w Baltimore, Maryland.
Kiedy to zobaczyła, chwyciła telefon i trzymała go na wyprostowanych ramionach, co chwilę przybliżając do twarzy, bo po prostu nie wierzyła. To działo się naprawdę. Teraz mogła w końcu zacząć szukać lokalu na swoją wymarzoną kwiaciarnio-kawiarnię. Fatum chyba z niej zeszło. A przynajmniej miała na to słodką nadzieję. - Dobra, czas się stąd wyrwać - mruknęła do siebie. Jakieś czterdzieści minut później była już gotowa, by ruszyć na spacer po Toronto i jego okolicach w poszukiwaniu idealnego miejsca. Na początek zaczęła od swojej dzielnicy Greektown. Przechadzała się między uliczkami, a kiedy biodro zaczęło dawać jej się we znaki, zajrzała do lokalnej kawiarenki, kupiła sobie dużą flat white, po czym weszła do Withrow Park, żeby chwilę odsapnąć.
Usiadła na ławce i wsłuchiwała się w ptaki latające wokół niej, rozmowy staruszków pochylonych nad szachownicą i pary spacerujące po parku. Opierając się wygodnie o ławkę, z kawą w dłoniach, przymkniętymi oczami i twarzą skierowaną ku niebu, zaczęła po chwili słyszeć gdzieś w oddali jakiegoś typa, który mówił w tak przerysowany, prześmiewczy sposób, jakby został wyrwany prosto z jakiegoś sci-fi zmieszanego ze sztuką Szekspira. Otworzyła jedno oko, zerkając w jego stronę, żeby zobaczyć, kto to taki, i szybko zorientowała się, że to jakiś mormoński wysłannik, który po prostu przekonywał ludzi, jak bardzo warto przejść na jego wiarę. Wzruszyła ramionami i znowu zamknęła oczy, ale chwilę później znów to usłyszała… tylko jakoś inaczej.
Otworzyła oczy i zobaczyła atrakcyjną kobietę, która dosłownie go naśladowała. Uniosła brew i prychnęła pod nosem. Nie była pewna, czy to coś, co tamta robiła na co dzień, czy może jakiś atak Tourette’a, no ale przecież nie będzie oceniać. Wstała i podeszła do niej, nawet się nie zastanawiając. - Jeżeli uda ci się zimitować mnie tak samo jak jego, to stawiam ci kawę - uśmiechnęła się szeroko i charakterystycznym ruchem zgarnęła kosmyk włosów za ucho. No co? Kawa w towarzystwie atrakcyjnej kobiety o energii lekko rozgadanej papużki? Welp, bitch, you don't need to ask me twice... bo brzmiało to jak absolutnie idealne zwieńczenie tego dnia.
papużka