Lilian Davenport
: śr kwie 08, 2026 2:00 pm
Lilian Davenport

data i miejsce urodzenia
25.04.2003 I Oakvillezaimki
ona, jejzawód
prowadzi pensjonatmiejsce pracy
Pensjonat ,,Willow Haven"orientacja
heterodzielnica mieszkalna
Etobicokepobyt w toronto
od 2023umiejętności
• Ma prawo jazdy, ale nie czuje się komfortowo prowadząc samochód.• Potrafi przeczytać tygodniowo nawet kilka książek.
• Mówi biegle po włosku i hiszpańsku. Zna również podstawy francuskiego, ale nadal się szkoli.
• Jest wyuczona pod względem savoir vivre i kiedy funkcjonuje jako pracownik pensjonatu, to ma na tym punkcie hopla.
• Stara się sama zajmować wszystkimi naprawami, co wychodzi jej całkiem dobrze. Uczy się przez yt.
słabości
• Jest mocno uzależniona (niezdrowo) od matki i babki.• Boi się do kogoś przywiązać; boi się straty i pożegnań.
• Ma alergie na cytrusy.
Odkąd pamiętała marzenia o wielkim mieście pozostawały jedynie mrzonką. Najpierw matka i ojciec, a potem matka z babką, nieustannie powtarzali, że musi pomagać w rodzinnym biznesie. Mówili, że robią się coraz starsi i słabsi, a pensjonat coraz trudniej utrzymać w kilka osób, bo wciąż brakowało rąk do pracy. Z czasem w Lilian zakorzeniła się wizja pozostania w Oakville na stałe.
Mimo to uczyła się dzielnie i zdawała celująco wszystkie egzaminy. Po liceum zamierzała dołączyć na zaoczne studia w Toronto. Tylko na tyle mogła sobie pozwolić, bo z miesiąca na miesiąc presja rodziny, aby została na miejscu, stawała się coraz silniejsza. Nawet nie pamiętała, w którym momencie zaczęła zamieniać szkolny plecak na fartuch pokojówki. Dni ciągnęły się monotonnie, a ona, zwiedziona poczuciem obowiązku, sprzątała każdy zakamarek hostelu. Nie zmieniało to jednak faktu, że budynek marniał w oczach i wymagał gruntownego remontu, na który nie było ich stać.
Czuła się niedoceniona, jak Kopciuszek z bajki.
W drugiej klasie szkoły średniej zbliżyła się do pewnego chłopaka. Co dziwniejsze, wcześniej nigdy nie patrzyła na niego inaczej niż na zwykłego kolegę. Wszystko zaczęło od krótkich rozmów na przerwach, wspólnych powrotów ze szkoły, aż w końcu przeszli do chwil, gdy spotykali się celowo.
Zaczęli spędzać ze sobą coraz więcej czasu. Siedzieli obok siebie w ławkach, dzielili się notatkami, słuchawkami i kanapkami. Potrafili milczeć bez skrępowania, opierać się o swoje ramiona oraz przytulać. Przy nim po raz pierwszy pomyślała o sobie jak o kimś więcej niż tylko córce i wnuczce.
Podobało jej się wszystko, co było z nim związane. Jego szczery uśmiech, dołeczki w policzkach, gęste włosy i błyszczące, ciepłe oczy, w których dostrzegała własne odbicie. Lubiła sposób, w jaki chwytał jej dłoń zwłaszcza wtedy, gdy zaczynała w siebie wątpić i lubiła, jak łączył ich usta w nagłych pocałunkach.
Zawsze uważała, że był świetny w tych małych rzeczach. Mówił sąsiadom „dzień dobry” i „do widzenia”, pomagał starszym z zakupami, przytrzymywał drzwi, choć nikt tego od niego nie wymagał oraz poratował drobnymi. Czasem naprawił coś w hostelu, przyniósł drewno na opał, aby Lilian nie musiała niczego dźwigać i po prostu zostawał chwilę dłużej, gdy widział, że potrzebowała rozmowy.
Więc dlaczego pozwoliła mu odejść, kiedy mieli wspólny plan wyjechać do Nowego Jorku na studia?
Pan Thomas ciężko zachorował i po długiej, wyniszczającej walce z nowotworem odszedł jeszcze przed końcem ostatniej klasy. Lilian potrzebowała czasu, aby uporać się z żałobą, a jednocześnie przygniatały ją coraz większe problemy w hostelu. Kolejne pokoje wymagały pilnej renowacji, goście byli rozczarowani stanem niezgodnym z ogłoszeniami i rezygnowali z rezerwacji, przez co zaczynało brakować pieniędzy. W dodatku kilka dni przed planowanym wyjazdem babcia złamała nogę, a bank coraz natarczywiej dobijał się do ich drzwi.
Nie mogła zostawić rodziny, więc w dniu wylotu nie pojawiła się na lotnisku.
Kolejne lata upływały pod znakiem niepewności. Matka i babka w końcu podjęły trudną decyzję o zamknięciu i sprzedaży rodzinnej spuścizny. Za uzyskane pieniądze spłaciły długi i przeniosły się do Toronto, gdzie otworzyły pensjonat. Był mniejszy, z uboższym zapleczem zieleni i położony z dala od ścisłego centrum. Mimo to inwestycja zaczęła przynosić zyski.
Lilian, która ostatecznie porzuciła marzenia o jakichkolwiek studiach, w pełni zaangażowała się w pracę w budynku i z czasem odnalazła w tym sens. Lubiła rozmawiać z ludźmi i służyć im pomocą. Lubiła wczesne poranki, wspólne posiłki i oprowadzanie gości po Toronto, które permanentnie skradło jej serce.
Nawet bez miłości, odnalazła cel.
Mimo to uczyła się dzielnie i zdawała celująco wszystkie egzaminy. Po liceum zamierzała dołączyć na zaoczne studia w Toronto. Tylko na tyle mogła sobie pozwolić, bo z miesiąca na miesiąc presja rodziny, aby została na miejscu, stawała się coraz silniejsza. Nawet nie pamiętała, w którym momencie zaczęła zamieniać szkolny plecak na fartuch pokojówki. Dni ciągnęły się monotonnie, a ona, zwiedziona poczuciem obowiązku, sprzątała każdy zakamarek hostelu. Nie zmieniało to jednak faktu, że budynek marniał w oczach i wymagał gruntownego remontu, na który nie było ich stać.
Czuła się niedoceniona, jak Kopciuszek z bajki.
W drugiej klasie szkoły średniej zbliżyła się do pewnego chłopaka. Co dziwniejsze, wcześniej nigdy nie patrzyła na niego inaczej niż na zwykłego kolegę. Wszystko zaczęło od krótkich rozmów na przerwach, wspólnych powrotów ze szkoły, aż w końcu przeszli do chwil, gdy spotykali się celowo.
Zaczęli spędzać ze sobą coraz więcej czasu. Siedzieli obok siebie w ławkach, dzielili się notatkami, słuchawkami i kanapkami. Potrafili milczeć bez skrępowania, opierać się o swoje ramiona oraz przytulać. Przy nim po raz pierwszy pomyślała o sobie jak o kimś więcej niż tylko córce i wnuczce.
Podobało jej się wszystko, co było z nim związane. Jego szczery uśmiech, dołeczki w policzkach, gęste włosy i błyszczące, ciepłe oczy, w których dostrzegała własne odbicie. Lubiła sposób, w jaki chwytał jej dłoń zwłaszcza wtedy, gdy zaczynała w siebie wątpić i lubiła, jak łączył ich usta w nagłych pocałunkach.
Zawsze uważała, że był świetny w tych małych rzeczach. Mówił sąsiadom „dzień dobry” i „do widzenia”, pomagał starszym z zakupami, przytrzymywał drzwi, choć nikt tego od niego nie wymagał oraz poratował drobnymi. Czasem naprawił coś w hostelu, przyniósł drewno na opał, aby Lilian nie musiała niczego dźwigać i po prostu zostawał chwilę dłużej, gdy widział, że potrzebowała rozmowy.
Więc dlaczego pozwoliła mu odejść, kiedy mieli wspólny plan wyjechać do Nowego Jorku na studia?
Pan Thomas ciężko zachorował i po długiej, wyniszczającej walce z nowotworem odszedł jeszcze przed końcem ostatniej klasy. Lilian potrzebowała czasu, aby uporać się z żałobą, a jednocześnie przygniatały ją coraz większe problemy w hostelu. Kolejne pokoje wymagały pilnej renowacji, goście byli rozczarowani stanem niezgodnym z ogłoszeniami i rezygnowali z rezerwacji, przez co zaczynało brakować pieniędzy. W dodatku kilka dni przed planowanym wyjazdem babcia złamała nogę, a bank coraz natarczywiej dobijał się do ich drzwi.
Nie mogła zostawić rodziny, więc w dniu wylotu nie pojawiła się na lotnisku.
Kolejne lata upływały pod znakiem niepewności. Matka i babka w końcu podjęły trudną decyzję o zamknięciu i sprzedaży rodzinnej spuścizny. Za uzyskane pieniądze spłaciły długi i przeniosły się do Toronto, gdzie otworzyły pensjonat. Był mniejszy, z uboższym zapleczem zieleni i położony z dala od ścisłego centrum. Mimo to inwestycja zaczęła przynosić zyski.
Lilian, która ostatecznie porzuciła marzenia o jakichkolwiek studiach, w pełni zaangażowała się w pracę w budynku i z czasem odnalazła w tym sens. Lubiła rozmawiać z ludźmi i służyć im pomocą. Lubiła wczesne poranki, wspólne posiłki i oprowadzanie gości po Toronto, które permanentnie skradło jej serce.
Nawet bez miłości, odnalazła cel.
zgoda na powielanie imienia
niezgoda na powielanie pseudonimu
nieZgody MG
poziom ingerencji
niskizgoda na śmierć postaci
niezgoda na trwałe okaleczenie
niezgoda na nieuleczalną chorobę postaci
niezgoda na uleczalne urazy postaci
niezgoda na utratę majątku postaci
takzgoda na utratę posady postaci
tak