Strona 1 z 2

Too old for this shit

: ndz kwie 12, 2026 11:38 am
autor: Magnus Grimstad
Poszukiwania mordercy jego brata zeszły na jeden wieczór na dalszy plan. Miał już listę celów, które powoli odhaczał. Listę potencjalnych zabójców, którzy byli w mieście w momencie śmierci jego brata. Potwierdzał ich alibi, szukał zleceń. To nie była żadna lista śmierci. Nie będzie przecież strzelać na ślepo. Musiał być pewien swojego celu.
Na dzisiaj zawiesił jednak swoje plany. Jego relacja ze Sierrą znacząco się zmieniła po ich ostatnim wieczorze. Spędzili go bardziej jak para niż po prostu dwójka osób która lubi ze sobą sypiać. Magnus sam nie wiedział jak powinien to traktować. Czy rzeczywiście chciał od niej czegoś więcej niż po prostu dobrej zabawy? Miał kilkanaście dni by sobie to przetrawić, przemyśleć, a przede wszystkim zatęsknić. Bo rzeczywiście za nią zatęsknił. Nie tylko za seksem, który był do tej pory pewną kotwicą dla ich relacji. Łapał się na tym, że brakowało mu jej obecności. Tego jak się z niego czasami nabijała, jak się droczyła. To, że nigdy nie wiedział kiedy pojawi się jako część jego dnia było całkiem ekscytujące i po prostu miło spędzało się z nią czas. Nawet na takich pierdołach jak oglądanie dennych programów na netflixie. Coś, co robił rzadko z kimkolwiek. Było między nimi nieco bardziej intymnie. Prosiła go by na nią zaczekał, więc zaczekał. Użył swoich kontaktów by dowiedzieć się kiedy dokładnie wracała.
Na razie przestał myśleć o tym co może tak naprawdę ich łączyć. Miał ochotę odpocząć od swojego polowania, a zrobić coś miłego dla niej. Zdecydował, że tym razem to on ją zaskoczy. Może nie był jakimś szczególnie wybitnym kucharzem, ale uważał, że całkiem dobrze przyrządza mięso. Zamierzał zatem przygotować dla niej kolację niespodziankę w jej własnych czterech kątach. Chociaż klucze miał przez cały ten czas nie zdecydował się wcześniej ich używać.
Zrobił więc zakupy, przekręcił klucz w drzwiach i wszedł do przedsionka zapalając światło. Dom robił pewne wrażenie. Rynek nieruchomości jest czymś, co doskonale znał, więc był w stanie dość dokładnie określić ile takie cztery ściany mogły kosztować. Musiała całkiem dobrze zarabiać. Cokolwiek robiła, bo do tej pory tak naprawdę nie miał o tym pojęcia. A raczej miał mgliste pojęcie, aczkolwiek nawet gdyby próbowała mu tłumaczyć pewnie by nie zrozumiał. Nie było żadną tajemnicą, że nie był szczególnie elektronicznie utalentowany.
Przeszedł do kuchni, rozłożył zakupy na wyspie kuchennej i poczuł jak włoski na jego karku stają dęba. Znał to uczucie. Zagrożenie. Nawet jeśli był już na emeryturze, tego jednego nie wyzbył się w pełni. Na swoje szczęście bo inaczej właśnie miałby wbity nóż w plecy. Zamiast tego ten wylądował wbity w blat. Magnus zrobił unik, ale nie będąc już tak sprawnym jak kiedyś rozbił się o kuchenną szafkę i musiał zrobić przewrót zanim dźwignął się na równe nogi. Instynkt wziął górę. Stanął w pozycji obronnej, ułożył dłonie na wysokości klatki piersiowej i zamarł czekając na ruch swojego przeciwnika. Kilka uników gdy tamten próbował go pchnąć swoim nożem. W końcu znalazł moment, w którym mógł skrócić dystans, złapać go w pasie i robiąc suplex przerzucić go przez kuchenną wyspę. Nie tracił czasu i sięgnął po własny zestaw noży, który leżał na tej samej wyspie. Mając swój oręż w dłoni czuł się całkowicie pewnie. Gdy tamten dźwigał się na równe nogi Magnus już do niego wypadał. Walka na noże była zazwyczaj zakończona szybko. W jednym momencie. Magnus był specjalistą mniejszych cięć w strategicznych miejscach. Podcinając stawy, tętnice, męcząc swojego przeciwnika. Zanim sam o tym wiedział już był właściwie martwy. Ciśnienie krwi nagle spadało, mięśnie robiły się wiotkie. W tym momencie Grimstad wbił nóż w serce napastnika, od razu go przekręcając. Walka była skończona.
Dopiero teraz wiele dźwięków, bodźców oraz myśli zaczynało wracać. Adrenalina nadal buzowała w jego żyłach. Puścił nieboszczyka na podłogę, uniósł wzrok, a w drzwiach stałą Sierra. Zamarł. Po raz pierwszy w swojej karierze rzeczywiście zamarł. Powinien ją zabić? Powinien. Poskromił swój odruch. Wiedział, że gdyby rzucił tym nożem prawdopodobnie by trafił. Zamiast tego po prostu patrzył na nią tym chłodnym spojrzeniem, które powoli miękło. Z bezlitosnego, chłodnego zabójcy do Magnusa, którego do tej pory znała. Co oczywiście kontrastowało z zakrwawioną koszulą, podartą marynarką i narzędziem zbrodni w ręce.

Sierra Valencia

Too old for this shit

: ndz kwie 12, 2026 1:30 pm
autor: Sierra Valencia
#3
Drzwi zamknęły się za nią z cichym kliknięciem, które w normalnych warunkach nawet by jej nie ruszyło. Dzisiaj jednak każdy dźwięk zdawał się ostrzejszy, wbijał się gdzieś w mózg, w ten obszar, który odpowiadał za irytację.
Lot był długi, męczący, a ostatnie kilkanaście godzin ciągnęło się jak jedna, niekończąca się walka. Była obolała. Każdy krok ciągnął za sobą tępy ból żeber. Jedno z nich najpewniej było tylko solidnie stłuczone, ale przy głębszym oddechu promieniowało aż do pleców. Lewy bok pulsował, jakby ktoś zostawił tam rozgrzany kawałek metalu.
Dolna warga była rozcięta i napuchnięta — czuła, jak skóra napina się przy każdym ruchu ust, a krew co chwilę zbierała się na nowo, nie pozwalając ranie się zamknąć. Łuk brwiowy ciągnął od świeżych szwów, które zrobiła szybko, sprawnie i bez szczególnej troski o estetykę. Wyglądała mało korzystnie i tak się czuła.
Palce zacisnęła mocniej na rączce walizki, kiedy weszła głębiej do środka. W głowie miała tylko jedną myśl — spokój. Cisza. Prysznic. Może sen. On obok, skoro spełnił jej prośbę i pojawił się u niej, co wnioskowała po zapalonym świetle.
Czuła, że coś jest nie tak. Poznała zapach krwi już w korytarzu.
Wchodziła powoli. Miała na sobie jego koszulę, która była na nią odrobinę za duża, zsunięta lekko z jednego ramienia. Materiał przylegał do skóry w miejscach, gdzie była spocona i zmęczona podróżą. Jeansy ciągnęły przy udzie, gdzie zaczynał wychodzić kolejny siniak, a trampki były przykurzone, jakby przeszła w nich więcej, niż planowała.
Po drodze z lotniska układała sobie w głowie, co mu powie. Wylądowała finalnie w Birmingham i mogła wiarygodnie przedstawić historię o bójce w barze. Trochę ją poobijali, nic wielkiego. Wiedział, że jest charakterna i było to do niej bardzo podobne. Wygodne kłamstwo .
Potem przyszła ta druga myśl, że może powinna powiedzieć mu wszystko. Całą prawdę. Nie miała nic do stracenia. Nikogo, kto mógłby zostać użyty przeciwko niej. Żadnego życia, które ktoś mógłby jej rozmontować. On był jej jedynym słabym punktem.
W końcu miała przed oczami całą otwartą przestrzeń swojego domu.
Zatrzymała się w progu jak wryta, ale tylko na ułamek sekundy — tyle, ile zajęło jej zrozumienie, co właśnie widzi.
Krew. Nóż. Ciało. Magnus.
Kuchnia była w stanie, który mówił wszystko bez słów. Jedno z krzeseł było przewrócone, leżało na boku kilka metrów dalej, jakby ktoś odrzucił je przy próbie uniknięcia ciosu. Na podłodze ciągnęły się nieregularne smugi krwi — niektóre rozmazane, jakby ktoś próbował utrzymać równowagę, inne bardziej punktowe, tam, gdzie ostrze weszło głębiej.
Na wyspie kuchennej wbity nóż, dokładnie tam, gdzie ktoś ewidentnie chybił. Kilka kropli krwi na blacie, rozbryzg przy krawędzi. Szafka z boku miała świeże wgniecenie.
Jej ciało zareagowało automatycznie.
Dłoń sama sięgnęła do szuflady przy wejściu. Metal był chłodny i znajomy. Wyciągnęła pistolet szybkim, wyćwiczonym ruchem, kciukiem odbezpieczając go jeszcze zanim uniosła broń. Tłumik zamigotał matowo w świetle, kiedy wycelowała prosto w Magnusa.
Nie drgnęła. Oddychała płytko, kontrolowanie, choć każde wciągnięcie powietrza ciągnęło boleśnie po żebrach. Materiał koszuli ocierał się o skórę w miejscach, gdzie zaczynały wychodzić kolejne siniaki. Krew z rozciętej wargi znów spłynęła cienką strużką, skapując gdzieś na koszulę. Nie starła jej.
Patrzyła na niego. Nie tak jak wcześniej — tylko naprawdę. Nie jak na faceta, z którym dzieliła łóżko, kanapę i kawałek wieczoru. Patrzyła na niego jak na zagrożenie, a palec na spuście nawet jej nie drgnął.
Jej spojrzenie przesunęło się na moment po ciele na podłodze. Oceniała ofiarę i już widziała, że punkty, linie i cięcia nie były przypadkowe. To nie była samoobrona, a profesjonalny sposób na szybkie pozbycie się ofiary.
Zmrużyła lekko oczy, wracając do niego spojrzeniem. Zrobiła jeden krok do przodu. Poczuła ból przechodzący falą przez żebra, ale nie dała po sobie niczego poznać.
Koszula, którą miała na sobie — jego koszula — opinała się lekko na jej ramionach, przyklejona miejscami do skóry.
Powiedz mi… – zaczęła, przechylając lekko głowę, wciąż celując w niego bez cienia wahania – czy to mój gość?
Na moment jej spojrzenie znów uciekło do trupa na drewnianej podłodze. Coś w jego sylwetce było znajome. Wydawało jej się, że go znała albo kogoś bardzo podobnego.
Z powrotem skupiła wzrok na Magnusie. Coś w niej pękło — może to wyobrażenie, które sobie o nim zbudowała, może ta cienka granica między tylko seksem a czymś, czego nie chciała nazwać.
Nie pozwoliła, żeby było to widać, więc uśmiechnęła się krzywo.
Bo jeśli tak – uniosła minimalnie brew, a w jej głosie pojawiła się ta znajoma, zaczepna nuta, która teraz brzmiała bardziej jak ostrze – dziękuję za uratowanie dupy.
Zrobiła kolejny krok, skracając dystans. Niewiele. Tyle, żeby pokazać, że się nie cofa.
Jednak – dodała ciszej, już bez uśmiechu – chyba powinnam zacząć zadawać niewygodne pytania. - Miała na myśli profesjonalny sposób w jaki został zamordowany.
Palec dalej spoczywał na spuście, stabilnie i w pełnej gotowości. Nie drgało w niej nic, mimo że jej ciało było napięte i zmęczone. Pełna gotowość, była do tego latami szkolona.
Patrzyła mu prosto w oczy.
Chcesz mi coś powiedzieć?

Magnus Grimstad

Too old for this shit

: ndz kwie 12, 2026 5:40 pm
autor: Magnus Grimstad
Zdecydowanie nie tak miał dla nich wyglądać ten wieczór. Nie zdążył się jeszcze dobrze zastanowić nad tym co właściwie zrobił zanim pojawiła się w zasięgu wzroku. Miała trochę szczęścia, że nie był już ani tak młody ani tak uważny, jak u szczytu swojej kariery. Wtedy pewnie z samego instynktu posłałby nóż w jej stronę, a ten zapewne by trafił. To, że zamarł kosztowało go cenne ułamki sekund w których mógł coś zrobić. Normalnie by zrobił. Gdy wyciągnęła broń z szafki w przedpokoju na jego twarzy wymalowało się autentyczne zaskoczenie. W tym momencie był całkowicie skonfundowany. Adrenalina nadal płynęła w jego żyłach, a jej gwałtowny ruch sprawił, że sam złapał mocniej rękojeść noża, ale był zbyt wolny by nim rzucić. To już nie ten czas reakcji.
Dopiero teraz był w stanie przyjrzeć jej się nieco bliżej. Poznawał swoją koszulę. Przyzwyczajenie brało górę. Zauważył rany na jej twarzy. To jak brała nieco płytsze oddechy. W jaki sposób robiła kolejne kroki. Z automatu szukał wszystkich słabych stron swojej przeciwniczki bo tak, jego instynkt rejestrował ją jako wroga. Jeden już leżał u jego stóp. Instynkt mówił, że powinna do niego dołączyć. Zaczął łączyć wszystkie kropki. Jej wyjazdy. To jak trzymała broń świadczyło o tym, że nie robiła tego tylko i wyłącznie w samoobronie. Zmrużył nieco powieki nie mogąc z jakiegoś powodu połączyć tej Sierry, która mierzyła do niego bronią z tą, która tak chętnie mu się oddawała. Z tą, która jeszcze kilkanaście dni temu oglądała z nim Love Never Lies. W tym wszystkim dość ironiczny był fakt, że najwyraźniej dobrało się dwóch morderców. Nie widział innej możliwości. Nie po tym co właśnie zobaczył.
- Nie ma za co dziękować, to nie było intencjonalne. - wziął głębszy wdech i zaczął się rozluźniać - Był dość słaby jeśli nie sprawdził tej szafki. - jego spojrzenie wyraźnie się ociepliło.
Poskromił już swój instynkt, swoje przyzwyczajenia. Przestał widzieć w niej zagrożenie, nawet jeśli właśnie celowała w niego bronią. Nie był to pierwszy raz, ani nie będzie pewnie ostatni. Akurat to nie robiło na nim większego wrażenia.
- Witaj w domu kochanie? - uniósł wyżej dłonie pokazując, że nie ma innej broni, uśmiechnął się do niej zaczepnie i wzruszył ramionami - Podchodzisz za blisko. Widzisz, że radzę sobie z nożem, broń daje Ci przewagę dystansu. Im bliżej podchodzisz tym większą szansę mam trafić. Ty oczywiście też, ale jeśli nie trafisz mnie w głowę albo klatkę, a we mnie dalej buzuje adrenalina, ciebie o wiele bardziej zaboli ta wymiana, a mnie da absolutną przewagę. - powiedział jakby uczył młodsze pokolenie swojego fachu - Teraz odłożę nóż, a Ty postaraj się nie odstrzelić mi ucha. - spojrzał na nią jeszcze przez chwilę zanim podszedł powoli do blatu i odłożył tam swoje narzędzie.
Spojrzał na to pobojowisko, które zrobili w jej kuchni. Zaczynał również odczuwać skutki tej małej potyczki. Zaczynał doskwierać mu bark. Pewnie miał wielkiego siniaka na plecach. Szczypało go w kilku miejscach na rękach oraz czuł coś ciepłego na szyi, więc tam pewnie też krwawił. Mógł się założyć, że za chwilę odezwie się pewnie jeszcze jego kolano.
- Które niewygodne pytanie będzie pierwsze? - odwrócił się powoli w jej stronę bez gwałtownych ruchów unosząc na nią wzrok.

Sierra Valencia

Too old for this shit

: ndz kwie 12, 2026 7:02 pm
autor: Sierra Valencia
Jej brew uniosła się minimalnie, kiedy go słuchała. Każde jego słowo, ten ton — pouczający, niemal mentorski — działał jej na nerwy bardziej niż cała ta sytuacja. Aż jej kącik ust drgnął.
Pokręciła lekko głową, parskając pod nosem krótkim, zmęczonym śmiechem.
Słucham wykładu czy walczę o życie? – mruknęła, nie odrywając od niego wzroku. – Bo jeśli to pierwsze, to trochę późno na szkolenie, staruszku.
Przechyliła minimalnie głowę, celując wciąż stabilnie, jakby sprawdzała go pod innym kątem.
A co do odstrzeliwania… – dodała ciszej, z cieniem uśmiechu, który nie sięgał oczu – ucho to akurat najmniej interesujący cel.
Na moment zawiesiła spojrzenie niżej, tylko na ułamek sekundy, zanim wróciła do jego twarzy.
Mam lepsze pomysły.
Przez kilka długich sekund nic się nie wydarzyło. Sierra stała naprzeciw niego nieruchomo, z napięciem rozpiętym gdzieś między ramionami a palcami, które jeszcze chwilę wcześniej zaciskały się na spuście.
Jego ruch — powolne odłożenie noża — nie uszedł jej uwadze. Obserwowała każdy centymetr tej drogi, każdy drobny gest, jakby szukała w nim potknięcia.
Wzięła oddech i aż syknęła z bólu. Pierdolone żebra.
Bez słowa opuściła broń.
Ruch był kontrolowany, ale nie miękki. Odłożyła pistolet na blat, bliżej siebie niż jego, nadal chciała zaznaczyć granicę.
Przez chwilę patrzyła na niego uważnie, po czym uniosła wolno ręce i bez pośpiechu podciągnęła materiał koszuli wyżej, odsłaniając brzuch. Chciała pokazać, że za paskiem też nic się nie uchowało. Chociaż pewnie to siniaki bardziej rzuciły mu się w oczy.
Zaczynały wychodzić wyraźniej — ciemniejsze plamy ciągnące się wzdłuż żeber, jedno miejsce wyraźnie opuchnięte. Skóra napięła się przy tym ruchu, a ona sama aż wciągnęła powietrze.
Nie mam nic więcej – powiedziała spokojnie, choć w jej głosie pobrzmiewała chropowatość zmęczenia. – Reszta jest zbyt ciasna, żeby cokolwiek tam upchnąć.
Puściła koszulę, pozwalając jej opaść z powrotem na ciało. Materiał przykleił się miejscami ponownie do skóry.
Patrzyła na niego jeszcze chwilę. Dłużej, niż było to komfortowe. Jakby próbowała dopasować dwie wersje tej samej osoby — tę sprzed kilku dni i tę stojącą teraz przed nią, z krwią na rękach.
Siadaj – rzuciła w końcu, wskazując lekko głową na wyspę kuchenną. Ton nie był prośbą. – Zanim rozniesiemy to po całym domu.
Rozejrzała się jeszcze raz, oceniając straty, i z bólu nie miała nawet siły westchnąć. Chciała tylko spokojnego wieczoru po powrocie i co?
Maldita mierda – mruknęła do siebie w swoim ojczystym języku.
Odwróciła się, czując, jak przy tym ruchu coś ciągnie ją pod żebrami. Tym razem nie udało jej się tego całkowicie ukryć — napięcie przemknęło przez barki, a krok na moment stracił płynność.
Wspięła się na palce, żeby wyciągnąć wojskową apteczkę, która mogłaby robić za mini wersję szpitala. Techniczna, czarna skrzynka z matowym logiem AFEUR. Dorwała to już po przyjeździe do Kanady, bo niczego nie ceniła sobie bardziej niż zawartości tego pudła.
Zdjęła koszulę, której nie chciała już bardziej brudzić, i przewiesiła ją przez oparcie krzesła, zostając tylko w jasnym, koronkowym staniku. Oparła dłonie obok zlewu, a jej głowa opadła na sekundę.
Umyła dłonie i starała się ogarnąć swoją wargę, ale wiedziała, że to w tym momencie syzyfowa praca.
Przesunęła apteczkę na blacie, bliżej niego, i oparła się o krawędź wyspy, jakby potrzebowała tego punktu podparcia bardziej, niż chciała przyznać.
Przez moment milczała, otwierając pudełko i wyciągając co trzeba.
Mimo wszystko chyba ja wyglądam dzisiaj gorzej – rzuciła ciszej, zerkając na jego szyję i ręce.
Jej ruchy były konkretne. Sięgnęła w jego stronę, ale zatrzymała dłoń tuż przed kontaktem — zostawiając mu przestrzeń na decyzję.
Spojrzenie podniosła na jego oczy. Tym razem nie było w nim tylko chłodu. Coś się w nim mieszało — czujność, zmęczenie, cień czegoś bardziej osobistego.
Zróbmy tak – powiedziała w końcu spokojniej, ale z wyraźną twardością pod spodem. – Prawda za prawdę. Pytanie za pytanie.
Przechyliła lekko głowę, obserwując go uważnie.
Ty odpowiadasz mi szczerze, ja odpowiadam tobie. Bez ściemy. Bez wersji „łatwiejszej do przełknięcia”. Najgorsze gówno, jakie jest, ma wypłynąć.
Jej palce zacisnęły się lekko na gazie.
Bo mam wrażenie – dodała ciszej, niemal bez cienia uśmiechu – że właśnie oboje patrzymy w lustro.
Na moment zamilkła wpatrując się w jego oczy, które w tym momencie były tak znajome i jednocześnie tak nieznajome.
Więc… – uniosła lekko brew – Dlaczego tak dobrze znasz się na zabijaniu? - Skinieniem głowy wskazała na trupa na podłodze. – Bo te cięcia i dźgnięcia to jebany majstersztyk. - Usilnie ukrywała szacunek i podziw w swoim głosie.

Magnus Grimstad

Too old for this shit

: ndz kwie 12, 2026 9:15 pm
autor: Magnus Grimstad
- Kolejny błąd. Jeśli chcesz przeżyć w tym świecie nigdy nie jest za późno żeby nauczyć się czegoś nowego. - powiedział tym samym pouczającym i dość chłodnym tonem - Słyszałaś kiedyś powiedzenie - Uważaj na stare osoby w fachu, w którym ludzie umierają młodo? - spojrzał na nią wymownie nic sobie nie robiąc z jej krzywego spojrzenia.
Przyłapała go w takim momencie, że wszystkie maski mogły już opaść. Nie było najmniejszego sensu próbować teraz ukrywać to, kim naprawdę był. Doskonale widziała efekty jego doświadczenia. W tym momencie to nawet zabawne, że robili w tym samym fachu. Pewnie całą sytuację powinien brać bardziej na poważnie, zachowywać się właśnie... Zachowawczo. Jednak nie czuł się w tej chwili zagrożony. Już dawno temu pogodził się z myślą, że któregoś dnia umrze. Najprawdopodobniej właśnie z rąk innego kontraktowego zabójcy. Był na to gotowy w każdej chwili. To nie tak, że spieszyło mu się na drugą stronę. Po prostu w jego doświadczeniu sama świadomość tego, że w którymś momencie życia umrzemy całkowicie odbierało moc temu zdarzeniu. Pozwalało cieszyć się życiem bez zbędnego bagażu. Może dlatego tak chętnie wszedł w relację z nią. Dlatego mógł zachowywać się tak nonszalancko w momencie kiedy mierzyła do niego z broni. To po prostu część życia.
Docenił gest, który wykonała w jego stronę pokazując mu, że nie ma innej broni. Jego spojrzenie skupiło się bardziej na obrażeniach niż temu co mogła mieć pod spodem. Cisnęło mu się na usta coś o tym, że nie poprosiła go o to samo, co znów było według niego błędem, ale wyobrażał sobie, że wtedy naprawdę zaczęła by do niego strzelać. Trzeba wiedzieć kiedy w końcu można zluzować z życiowymi lekcjami.
- To prawda, jesteś całkiem ciasna. - nie mógł sobie odpuścić tej okazji nawet jeśli było to trochę infantylne z jego strony czuł, że doceni tę docinkę.
Na jego usta wpełzł delikatny cień uśmiechu. Sam zaczął ściągać swoją porwaną i poszarpaną marynarkę przy okazji odprowadzając ją wzrokiem po kuchni.
- Spokojnie, posprzątam po sobie. - stwierdził podwijając rękawy swojej koszuli chcąc ocenić jak głębokie są nacięcia na jego przedramionach.
Na szczęście żadne nie wyglądały jakby potrzebowały szwów.
- Wyglądasz jakbyś potrzebowała tej apteczki bardziej niż ja. - zebrał apteczkę z blatu i powoli obszedł wyspę podchodząc bliżej niej.
Jego własne obrażenia zdawały się być raczej powierzchowne. Większość krwi zdążyła już wsiąknąć w materiał jego ubrań więc też nieszczególnie brudził już jej kuchnię.
Sam przełamał tę barierę dotyku biorąc jej twarz w swoje dłonie i przyglądając się tej rozciętej wardze oraz szukając innych obrażeń na jej twarzy.
- Naprawdę musimy bawić się teraz w gierki? - zapytał z pewnym przekąsem wydając się teraz trochę zmęczony - Za moich czasów to się po prostu nazywała rozmowa, wiesz? - spojrzał na nią z pewnym politowaniem, ale szybko zabrał się za oględziny jej stanu fizycznego poza jej twarzą.
Zdecydowanie nie podobało mu się to, co widział. Nie było to coś niecodziennego, był do tego przyzwyczajony, ale wzbierała w nim pewna złość na myśl o tym, że ktoś podniósł rękę na Sierrę. Nie dało się uciec od pewnych uczuć, nawet w tym świecie.
- Pewnie dlatego, że byłem przez kilkanaście lat płatnym zabójcą. - powiedział to bardzo rzeczowo nachylając się i delikatnie przesuwając opuszkami palców po jej żebrach sprawdzając jej reakcję - Rzuciłem to też już ponad dekadę temu trochę po narodzinach mojej córki. - dodał w końcu się prostując i spoglądając na nią z góry - A jeśli pytasz o moje zdolności z nożem to jestem synem myśliwego. Wiem jak oporządzać zwierzynę. - bo tym była dla niego ofiara, zawsze tylko zwierzyną.
Nie widział większego sensu w ukrywaniu tego kim był. Było już na to o wiele za późno. Chciał też znać jej historię, aczkolwiek w tej chwili były ważniejsze rzeczy. Był po prostu pragmatyczny.
- O sobie powiesz mi później. Idź wziąć prysznic, jak masz coś w apteczce na zatamowanie krwawienia użyj tego. Ewentualnie ałun może pomóc. Ja ogarnę ten bajzel. Mam jeszcze kontakty. - to nie była prośba, mówił to z całkowitą pewnością siebie.
Wiedział jak pozbyć się ciała, a ona kręcąca się tutaj tylko narobi więcej bałaganu. Znów - pragmatyzm.
- Może nawet uda się uratować kolację. - spojrzał na porozrzucane warzywa po kuchni oraz mięso na blacie.
Czekało go cholernie dużo pracy, ale prościej było jak zrobi to sam.

Sierra Valencia

Too old for this shit

: ndz kwie 12, 2026 10:45 pm
autor: Sierra Valencia
Jej spojrzenie zrobiło się cięższe, kiedy tylko skończył mówić. Jego ton działał na nią jak papier ścierny przeciągnięty po świeżej ranie.
Parsknęła cicho, ale tym razem nie było w tym nic z rozbawienia.
Przeciągasz strunę – stwierdziła, unosząc lekko brew.
Czyżby wkurwianie jej miało być jego nowym ulubionym sportem?
Jego kolejna uwaga sprawiła, że jej spojrzenie na ułamek sekundy pociemniało. Prychnęła rozbawiona i nawet od powstrzymywanego śmiechu zatrzęsły jej się ramiona. Znalazł sobie idealny moment do żartów. Zdecydowała się tego jednak nie skomentować.
Jej spojrzenie jeszcze przez chwilę na nim spoczywało — twarde, czujne — zanim przesunęła je na krew na podłodze. Jak będzie miała parkiet do wymiany, to chyba kupi nowy dom.
Wpatrywała się w trupa. Widok jak każdy inny, ale jej głowa próbowała ogarnąć, kim był ten człowiek. Oprócz tego, że mordę miał znajomą.
Stała przez moment nieruchomo, kiedy jego dłonie znalazły się na jej twarzy. Nie cofnęła się od razu — bardziej z zaskoczenia niż zgody — ale coś w niej drgnęło, napięło się pod skórą jak struna przeciągnięta za mocno.
Jeszcze chwilę temu mierzyła do niego z broni, a teraz pozwalała mu się dotknąć. Czemu czuła, że to błąd? A może nie powinna mu ufać, może właśnie usypiał jej czujność?
Jego słowa docierały do niej powoli, jakby musiały przebić się przez zmęczenie i pulsujący ból. Płatny zabójca. Córka. Skoro była córka, to pewnie też żona. Dziesięć lat.
Informacje układały się w jakąś historię, ale nie przynosiły żadnego ukojenia. Wręcz przeciwnie — coś w niej się zamknęło, jakby nagle przypomniała sobie, że nie powinna tu stać tak blisko.
Kiedy jego palce przesunęły się po jej żebrach, syknęła cicho i instynktownie odsunęła się o pół kroku, wyrywając się z tego kontaktu. Tym razem świadomie.
Nie rób tego – powiedziała krótko, ciszej niż wcześniej, ale z wyraźną granicą w głosie. – Nie teraz.
Oparła się mocniej o blat, szukając stabilności i ulgi w trzymaniu ciała w pionie. Wiedziała już, że na pewno przez całą noc będzie miała gorączkę. Walka organizmu o dojście do siebie będzie sroga, a ona wtedy traciła siłę.
Nie wiedziała jednak, czy w momencie takiej słabości ma przy sobie wroga, czy sojusznika. Nie śpieszyło jej się na tamten świat, a teraz straciła do niego zaufanie. Nawet jeżeli nie czuła zagrożenia.
Przez chwilę patrzyła na niego w milczeniu. Już nie tak otwarcie jak wcześniej. Nie było w tym spojrzeniu tej samej ciekawości, tej iskry.
Zastąpiła ją chłodniejsza kalkulacja. Chciała mieć pewność co do niego, ale wiedziała, że jakby się starała, nie będzie jej miała nigdy.
Za szybko. Za szybko się odsłoniła. Za szybko pozwoliła mu wejść do swojego życia. Za szybko przestała traktować go jak potencjalne zagrożenie.
Głupia. Zakochana.
Jej spojrzenie na moment uciekło gdzieś obok niego, w przestrzeń. Walczyła z myślami.
Prysznic… – odezwała się w końcu, jakby przypominając sobie, że coś mówił. Ze zmęczenia niezbyt wiele do niej teraz docierało.
Przeniosła wzrok z powrotem na niego.
Korytarzem w prawo. Drugie drzwi. Ręczniki masz w szafce obok wanny. – Poinstruowała go krótko i rzeczowo.
Odwróciła się lekko, sięgając po kolejne rzeczy z apteczki — bardziej żeby zająć ręce niż dlatego, że naprawdę ich potrzebowała w tej sekundzie.
A w garderobie… – dodała po chwili, już nie patrząc na niego – powinna jeszcze wisieć twoja koszula. Ta czarna. Przywłaszczyłam ją sobie.
Kącik jej ust drgnął minimalnie, bo czuła zmęczenie w każdej komórce ciała.
Powoli podniosła wzrok.
Nie potrzebuję niańki – dorzuciła spokojnie. – Jak powiedziałeś, zajmiesz się tym… – skinęła lekko głową w stronę ciała – więc się tym zajmij.
Zamilkła na moment, jakby chciała powiedzieć coś jeszcze. Finalnie jednak tylko pokiwała głową i odprowadziła go wzrokiem, kiedy zniknął w korytarzu.
Oparła się o wyspę, zostając sama z ciszą, krwią i pytaniami, które kręciły jej się w głowie.
Stwierdziła, że ogarnie to gówno chociaż z wierzchu. Usprzątała, co mogła. Zakupy wróciły na blat, pistolet do szuflady. Ogarnęła krew, wyniosła zniszczone krzesło do garażu — uważając przy tym, żeby nie robić większego bałaganu.
Słyszała wodę pod prysznicem i przez chwilę zastanawiała się, czy do niego dołączyć, ale odpuściła. Potrzebowała wanny, więc zajmie łazienkę, jak on z niej wyjdzie.
Poszła do gabinetu, szukając tej jednej rzeczy, która mogła teraz wiele wyjaśnić. Wiedziała, że pudło z jej przeszłością gdzieś tu będzie.
Znalazła teczkę, której szukała, ale na razie zostawiła ją na biurku.
Słyszała, że Magnus jest już w kuchni, więc sama w końcu poszła do łazienki i wylądowała w wannie. Woda, którą nalała, była letnia - prawie zimna.
Przez moment siedziała z podciągniętymi kolanami, o które opierała policzek, i starała się schować wszystkie myśli do jakiejś szuflady, tak żeby ich teraz nie mielić.
Po kilkunastu minutach zanurzyła się cała, wstrzymała oddech, zamknęła oczy i schowała głowę pod wodą. Potrafiła długo wytrzymać, więc leżała tak, dopóki płuca, domagające się tlenu, nie zaczęły boleć już tak, że nie była w stanie wytrzymać. Ten moment groził omdleniem, a to mogłoby skończyć się utopieniem w wannie.
Uniosła głowę, biorąc gwałtownie powietrze, i w końcu zdecydowała się ogarnąć do końca i wyjść.
Wsunęła na siebie T-shirt i materiałowe spodenki, zabezpieczyła wargę przed lustrem i nawet łyknęła coś przeciwbólowego, co trzymała w łazience. Mokre włosy związała na czubku głowy i przez moment wpatrywała się w swoje odbicie w lustrze.
Czuła się tak, jak wyglądała. Okropnie.
W końcu wyszła z łazienki i zgarnęła z gabinetu teczkę, którą położyła na kuchennej wyspie. Było na niej jej pierwotne imię i nazwisko: Veronica Moreno Rojas.
Sama wspięła się na stołek i oparła pięty o siedzisko. Objęła swoje nogi i oparła głowę na kolanach, siedząc w tej mało wygodnej, ale kojącej pozycji.
Zaczęła go po prostu obserwować.

Magnus Grimstad

Too old for this shit

: pn kwie 13, 2026 1:03 am
autor: Magnus Grimstad
Przeciągał strunę, ale jej nie przeciągnął. Był na przegranej pozycji. Była poobijana, zmęczona, może nawet chora. Do tego znał jej charakter. W dobry dzień pewnie nie słuchałaby jego rad nawet jeśli były trafione. Dzisiaj zdecydowanie były trafione. W tej profesji cholernie ważnym było by uczyć się na błędach innych. Tutaj małe potknięcie nie kończyło się po prostu straceniem zlecenia, a często śmiercią. Czasami wystarczyły ułamki sekund by zakończyć swoją przygodę na tym świecie.
Choć pewnie teraz tego nie zauważała naprawdę próbował jej pomóc. Zaopiekować się w sposób, w który był teraz w stanie. Przed emeryturą pewnie nie wahałby się żeby ją sprzątnąć. Nie potrzebował świadków i bardzo rzadko pracował z kimkolwiek na swoich zleceniach. Odbieranie ludzkiego życia nigdy nie było dla niego problemem. Dzisiaj jednak się zawahał. Nie rzucił tym cholernym nożem nawet kiedy wyciągnęła i wycelowała w niego broń. Co dawało mu do zrozumienia, że jest dla niego ważniejsza niż do tej pory sądził.
Cóż, chyba sam fakt, że postanowił dla niej gotować powinien być tego najlepszym świadectwem. Tego, że teoretycznie uratował jej życie nawet w tym momencie nie liczył. Zabicie człowieka było dla niego o wiele łatwiejsze niż zaangażowanie w relację, a to właśnie zrobił przychodząc tutaj dzisiejszego wieczoru.
- Im wcześniej przekonamy się czy jest złamane czy obite tym lepiej. - wyjaśnił spokojnie unosząc na nią wzrok.
Widząc jak teraz na niego patrzyła, jak traciła do niego zaufanie, jak nadal widziała w nim zagrożenie? Wiedział, że ją tracił, a może właśnie stracił. To nawet trochę bolało. Nie powinno, nie powinno mu zależeć. To miał być tylko seks, dobra rozrywka. A jednak, zaczął czuć do niej coś więcej nawet jeśli sam przed sobą się do tego nie przyznawał. Tak wyglądało to życie. Już dawno się z tym pogodził, aczkolwiek za każdym razem gdy trzeba było dać komuś z tego życia odejść. Bolało.
Jeszcze przez kilka sekund stał tam po prostu się w nią wpatrując z mieszaniną kilku uczuć za jego tęczówkami. Finalne jednak poszedł do łazienki wziąć szybki prysznic. Robił to z wyuczoną rutyną. Zrzucił z siebie wszystkie ubrania. Wrzucił je do worka na śmieci, który wcześniej zebrał jeszcze z kuchni. Sprawdził swoje obrażenia. Wszystkie cięcia, siniaki. Nie miał niczego, co zagrażało jego życiu ani nawet zdrowiu. Odczuje to bardziej jutro, ale do tego był przyzwyczajony. Tak przynajmniej sądził. Ostatnim razem był dużo młodszy. Opłukał się jedynie szybko chłodną wodą chcąc jak najszybciej wziąć się do roboty. Wyskoczył jeszcze na chwilę do swojego auta po ciuchy. Zawsze trzymał jeden komplet na zmianę w bagażniku. Zanim tym razem to ona zniknęła w łazience on już krzątał się po kuchni wycierając kolejne plamy krwi. Dobra wiadomość była taka, że większość śladów w kuchni dawało się ogarnąć szmatką i chemią domową. Nie robił tego pierwszy raz. Dzięki temu, że niedoszły zabójca wykrwawiał się powoli, w kilku miejscach wiele krwi zostało na jego ubraniach, które miał szczelnie zawinięte by nie pozostawiać śladów DNA. Dzięki temu, że Magnus wykonał dość precyzyjne cięcie w serce większość krwawienia było wewnętrzne. Więc krwi było o wiele mniej niż mogło potencjalnie być.
Gdy Sierra wyszła z łazienki większość śladów była już ogarnięta. Wiele szafek jeszcze wysychało, ale prócz trupa w środku salonu, którego zawinął w dywan, który po prostu jej odkupi, wszystko wyglądało prawie normalnie. On sam akurat kończył rozmowę ze swoim znajomym, który miał załatwić i wysłać tutaj ekipę sprzątająca, za którą oczywiście to on zapłaci.
Gdy skończył rozmowę podszedł bliżej kuchennej wyspy, przy której siedziała. Oparł się tyłkiem o blat w bezpiecznej odległości od niej. Ostatnie, czego teraz chciała to pewnie jego bliskości. Ten statek już odpłynął.
- Załatwiłem ekipę sprzątającą. Do rana po tym wszystkim nie będzie już śladu. - powiedział dość rzeczowo ukradkiem zerkając na teczkę.
Powinien był się domyślić, że nie podała mu swojego prawdziwego imienia i nazwiska. To zrobiła świetnie. To on popełnił błąd podając jej swoje. Mógł jej okazywać sympatię, ale gdyby zdecydowała się chociaż spojrzeć w stronę jego rodziny nie miałby żadnych skrupułów.
- Idź się położyć. Padasz z nóg. - spojrzał na nią widząc, że długo nie wytrzyma - Jestem na emeryturze. Gdybym chciał Cię zabić, już dawno bym to zrobił. Podobnie z resztą jak Ty. - westchnął cicho.
- Zostanę tutaj do momentu aż się obudzisz. Upewnię się, że nie ma następnych. - skinął głową na nieboszczyka - Będziesz miała posprzątane mieszkanie. Nawet Cię nie policzę za moje usługi. Jestem w końcu na emeryturze. - wysilił się na żart oraz lekki uśmiech - Jestem stary, ale wiem, co robię. Będziesz bezpieczna. - tego był całkowicie pewien i z takim właśnie przekonaniem powiedział to patrząc jej w oczy.

Sierra Valencia

Too old for this shit

: pn kwie 13, 2026 1:02 pm
autor: Sierra Valencia
Przez dłuższą chwilę nic nie mówiła. Siedziała skulona na stołku, z brodą opartą o kolana, obserwując go spod lekko opuszczonych powiek.
Kuchnia wyglądała już niemal normalnie — aż absurdalnie normalnie, jakby to, co wydarzyło się jeszcze jakiś czas temu, było tylko jakimś złym przebłyskiem. Tylko dywan zawinięty gdzieś z boku psuł tę iluzję.
Jej spojrzenie wróciło do niego, kiedy mówił. Słuchała, ale nie przerywała. Coś w jego tonie — tej pewności i pragmatyczności — działało na nią inaczej niż wcześniej. Nie uspokajało, ale i sytuacja do takich nie należała, więc nie mogła tego oczekiwać.
Pokręciła lekko głową.
I tak nie zasnę – odezwała się cicho, zachrypniętym głosem. Kącik jej ust drgnął minimalnie. – Spać będę w trumnie. Jeszcze zdążę.
Przez moment patrzyła na blat, na swoje dłonie, które nieznacznie drżały, choć starała się to kontrolować.
Potem sięgnęła po teczkę i bez słowa przesunęła ją w jego stronę.
Przeczytaj – powiedziała po prostu.
Nie patrzyła na niego, kiedy ją otwierał. Wzrok miała wbity gdzieś w przestrzeń, jakby widziała coś zupełnie innego niż swoją kuchnię.
W środku były dokumenty, zdjęcia raporty. Udało jej się dorwać to jakiś czas temu. Veronica Moreno Rojas — młoda, skupiona, z tą charakterystyczną, twardą linią spojrzenia, która nie pasowała do jej wieku. Idealnie prezentująca się w mundurze kolumbijskiej armii. Dziewczyna, która przed nim siedziała, była wytworem systemu i wynikiem przeszkolenia.
Przeszłam selekcję, której większość nie kończy nawet w połowie – dodała ciszej, jakby odtwarzała coś z pamięci, a nie opowiadała o sobie. – Kilkanaście tygodni bez pełnego snu, bez jedzenia, bez prawa do błędu. Dżungla w najgorszym wydaniu. Jestem idealna na survivalowe wyprawy – z kory i węża zrobię posiłek jak w trzygwiazdkowej restauracji.
Jej palce zacisnęły się mocniej na kolanach.
Uczyli nas działać w ciszy. Wchodzić i wychodzić tak, żeby nikt nie wiedział, że tam byliśmy. Neutralizować cele, zanim zdążą zrozumieć, że coś jest nie tak. Strzelać, ciąć, łamać…
Kolejne strony mówiły same za siebie: jednostka specjalna, operacje w dżungli, odznaczenia za skuteczność, za lojalność, za wykonanie rozkazów bez zawahania. Były tam solidne i niespotykane wyniki. Stopień kapitana.
A potem ostatnia strona – krótka, sucha, oficjalna.
Pośmiertne odznaczenie. Data śmierci. Jej śmierci.
Veronica zginęła kilka lat temu – odezwała się w końcu cicho, jakby mówiła bardziej do siebie niż do niego. – W oficjalnym raporcie. Z grobem i pośmiertnym medalem – prychnęła. – Dziwne uczucie tak stać nad własnym grobem, chociaż nie sprawdzałam, kogo tam zakopali. Nie było nikogo, kto byłby w stanie zidentyfikować ciało.
Podniosła wzrok dopiero wtedy, kiedy wypowiedziała ostatnie słowo. Spojrzała na niego o wiele łagodniej niż wcześniej, czując, że dopiero teraz schodzą z niej emocje.
To, co widzisz… – lekko uniosła rękę, wskazując na siebie – …to coś, co zostało po niej.
Przełknęła ślinę. Na moment zacisnęła szczękę, jakby próbowała utrzymać coś w ryzach. Wskazała na swoją lewą rękę, która była jedną wielką blizną.
To trochę jak pamiątka śmierci i narodzin jednocześnie. Jestem Sierrą i czuję się nią. Tylko takie papiery był mi w stanie załatwić kontakt. Przyjęłam więc nową tożsamość.
Odwróciła na moment wzrok, wbijając go w podłogę. Zagryzła wargę, bo czuła, że zaczyna drżeć jej broda. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz płakała. Oczy jej się zaszkliły, ale żadna łza nie spłynęła po policzku.
Był pierwszą osobą, której to powiedziała. Kładła się na tacy, bo gdyby ją teraz sprzątnął, to nikt nawet by jej nie szukał. Ofiara idealna.
Zamrugała, odganiając łzy i przyjmując wyćwiczony uśmiech. Cisza, która trwała, nie była ciężka. Dla niej bardziej kojąca. Nie sądziła, że powiedzenie tego komuś na głos może być tak oczyszczające.
Podciągnęła nogi odrobinę bliżej, jakby nagle zrobiło jej się zimno.
Nie mam nikogo – dodała ciszej. – Ani jednego człowieka. Tak jest bezpieczniej.
Na ułamek sekundy jej spojrzenie znów spotkało się z jego.
Poza tobą. - Te słowa zawisło między nimi, zanim zdążyła je cofnąć. Odwróciła lekko głowę, jakby zirytowana sama sobą.
Więc… – zaczęła, wracając do tej ich „gry”, choć jej głos był już dużo mniej ostry – jak ma na imię twoja córka? Ile ma lat? I… – zawahała się minimalnie – masz żonę?
Nie patrzyła na niego w tym momencie. Jakby odpowiedź mogła coś zmienić, a ona nie była pewna, czy chce to zobaczyć od razu.
Nie mam w zwyczaju spędzać wolnych wieczorów z zajętymi facetami. Sypiać może, ale bez przesady – dodała ciszej, bardziej rzeczowo niż zaczepnie.
Wpatrywała się w niego bardziej miękko. Chciała mu ufać. Była jego, nawet jeżeli nie chciała tego przyznać przed nikim. Nawet sobą.

Magnus Grimstad

Too old for this shit

: pn kwie 13, 2026 7:17 pm
autor: Magnus Grimstad
Miał ochotę przewrócić na nią oczami, ale zamiast tego po prostu westchnął i pokręcił głową. Dlaczego kobiety w jego życiu zawsze musiały być takie uparte? Sam też był nieco zbyt zmęczony by teraz z nią polemizować czy chociażby fizycznie zaciągnąć do łóżka. W tym stanie nie mogłaby mu się specjalnie oprzeć, ale on też nie był jej ojcem ani facetem żeby robił z nią coś na siłę. Nie spodziewał się żeby ta relacja miała jakąś większą przyszłość po tym, co dzisiaj zobaczyła. Widział to już wcześniej w jej spojrzeniu. Nie będzie mu w stanie zaufać. Nie po tym jak widziała do czego jest zdolny oraz, że nie robiło to na nim już najmniejszego wrażenia.
Nie rozumiał jej zachowania. Kilkanaście minut temu celowała do niego z broni, była wyraźnie wrogo do niego nastawiona. Nie ufała mu. Teraz, trzymając teczkę z jej personaliami zmieniła swoje podejście o sto osiemdziesiąt stopni. Skoro wcześniej nie chciała go widzieć w swoim życiu, skąd teraz to otwarcie się przed nim? Nie przerywał jej. Zaczął wertować jej teczkę kartka po kartce. Niestety nie był szczególnie empatyczną osobą więc nie mógł powiedzieć by jej historia szczególnie go wzruszyła. Nie pytał o to dlaczego postanowiła się wstąpić do Kolumbijskich służb specjalnych. Słyszał o takich oddziałach. Słyszał o ich selekcjach. W świecie, z którego oboje się wywodzili można było znaleźć wielu zabójców z podobnych ugrupowań. Nie wszystkie były oczywiście sobie równe, ale był świadom tego jak zabójcze potrafią być ich selekcje.
Nie dziwił go też fakt, że ta historia nie skończyła się szczęśliwie. Papiery potwierdzające jej śmierć oraz ta lewa ręka... Wszystko powoli składało się w jakąś większą lub mniejszą całość. Z tego typu służb zazwyczaj się nie odchodziło. Ta decyzja została podejmowana przez kogoś z góry. Gdy ta część jej historii dobiegła końca odłożył jej teczkę i skrzyżował dłonie na piersi spoglądając w jej stronę.
Daleko było teraz szukać tej samej hardej, niebezpiecznej Veronki. Przed sobą miał Sierrę. Zlepek tego, co pozostało po poprzedniej osobowości oraz tego co nabyła od tamtej pory. Część osobowości, którą dla siebie wykreowała, a ta z czasem stała się jej częścią.
- Czasami dobrze jest pogrzebać swoją przeszłość. W Twoim przypadku całkiem dosłownie. - powiedział w końcu dość cicho obserwując jej ruchy, reakcje.
Nie chciał posądzać jej o to, że grała. Wiedział, że raczej nie dostała na niego kontraktu. Gdyby tak było pewnie już dawno by się go pozbyła. Jednak nie mógł powiedzieć, ze stuprocentową pewnością, że nie grała. Nie próbowała z jakiegoś powodu wzbudzić jego sympatii. To, co o sobie odkryli sprawiało, że zaufanie było czymś naprawdę odległym.
- Tak jest bezpieczniej... Dla wszystkich zainteresowanych. - odpowiedział nieco ciszej na chwilę odwracając wzrok w stronę okien jakby mógł zobaczyć tam swoich bliskich.
Doskonale zdawał sobie sprawę z tego jak to jest nie mieć nikogo. Nie mógł mieć rodziny, nie mógł mieć przyjaciół. Nie, jeśli chciał by byli bezpieczni. O nim samym nawet nie wspominając.
Sierra siedząc teraz na tym stołku w dość infantylnej pozycji zdawała się być po prostu skrzywdzoną przez los dziewczyną. Nie chciał tak na nią patrzeć. Jest zabójczynią. Dzisiaj osłabioną, ale nadal niebezpieczną. Powinien trzymać od niej dystans. Jednak nie potrafił widzieć jej jedynie w tym świetle. Patrzył przez pryzmat ich wszystkich poprzednich doświadczeń. Widział w niej tę samą dziewczynę, która ostatniego wieczoru tuliła się do niego przez całą noc. Żartowała i oglądała głupoty. Ta sytuacja była cholernie popaprana.
Wiedział jak samotne potrafi być życie płatnego zabójcy. Usłyszał jej słowa. Nikogo prócz niego. On potrafił zrozumieć przez co przechodziła. Co robiła. Tylko Magnus, którego znała nie jest tym samym Magnusem, który jest mordercą. Sam nie wiedział, czy będzie w stanie pogodzić te dwie osobowości i która jest prawdziwa.
Kiedy zapytała o jego rodzinę nastąpiła chwila ciszy. Wpatrywał się w nią jakby próbował wyczytać jej intencje. Jedno, czego bronił ze wszystkich swoich sił to jego rodzina. Przede wszystkim córka. Skrajnie nieodpowiedzialnym byłoby wyjawienie czegokolwiek więcej. Z drugiej jednak strony i tak wiedziała już wystarczająco dużo by ich odnaleźć. Przez dłuższą chwilę walczył sam ze sobą. Ze swoimi myślami oraz instynktem. W końcu po prostu ciężko westchnął.
- Melina. - na jego usta wpełzł cień uśmiechu na samą myśl o tej jednej dobrej rzeczy, którą sprowadził do tego świata - Ma czternaście lat. I może jestem jej ojcem, ale nie jestem jej tatą. - uśmiech szybko znikł z jego twarzy zastąpiony przez coś chłodnego i smutnego - A żony już nie mam. Wzięła rozwód i wychowuje naszą córkę z nowym partnerem. - rozwiał jej wszelkie wątpliwości bo doskonale wiedział o co i po co pytała.
- Na pewno nie chcesz się położyć? - zapytał już z pewnym ciepłem w głosie - Rzadko ma się okazję odpocząć wiedząc, że jesteś w pełni bezpieczna. - to była jego wersja czułości, chciał by odpoczęła.
Mogła zgrywać twardą, ale widział w jakim jest stanie. Był prawie pewien, że zasnęłaby w kilka minut gdyby rzeczywiście położyła się do łóżka.

Sierra Valencia

Too old for this shit

: pn kwie 13, 2026 9:53 pm
autor: Sierra Valencia
Uśmiechnęła się subtelnie, słysząc imię jego córki. Melina. Meli z greckiego to miód. Miała więc słodkie imię. Kiedy je wypowiadał, miał w sobie coś ciepłego, ludzkiego. Bez względu na to, czy czuł się dla niej ojcem, czy tatą, ewidentnie wywoływała w nim pozytywne emocje.
Wpatrywała się w niego i nie potrafiła tego wszystkiego poskładać. Z jednej strony widziała go tam — przy tej wyspie, z krwią na rękach, precyzyjnego, chłodnego, absolutnie bezwzględnego.
Z drugiej… pamiętała dokładnie, jak wyglądał, kiedy zasypiał obok niej. Jak marszczył nos, kiedy się z niego śmiała. Jak mówił do niej rzeczy, które nie miały nic wspólnego z tym światem.
To najbardziej się ze sobą nie zgadzało. Chociaż może zgadzało aż za bardzo? Może rozumiała to, bo w końcu sama pokazała mu takie same dwie strony.
Jej spojrzenie na moment uciekło w stronę zawiniętego ciała. To był dowód tego, kim był — kim oboje byli. Rozumiała tę część jego duszy i nie musiała sobie niczego tłumaczyć. Znała to. Czuła go. To nie było dla niej jak obcy język.
Wbiła sobie paznokcie we wnętrze dłoni, próbując się rozbudzić. Czuła, jak zmęczenie zaczyna przejmować kontrolę nad ciałem. Leki przeciwbólowe działały, czuła więc ciężkość mięśni i lekkość głowy.
Nigdy nie czuła tego czegoś, co czuła do niego. Czymkolwiek to było. Nie było nastoletnich zauroczeń, żadnych głupich historii, żadnych „pierwszych razy”, które ludzie wspominają z uśmiechem albo zażenowaniem. Była tylko krew, którą zmywało się szybciej niż emocje, które ją pochłaniały. Dlaczego nie dało się tego wyłączyć jakimś guzikiem?
Była tutaj i jednocześnie chciała być bliżej niego i odsunąć się jak najdalej. Bo jeśli zrobi krok w jego stronę, to czy to nie będzie moment, w którym on ją zabije? A jeśli się odsunie, to czy nie straci czegoś, czego nawet nie potrafiła nazwać?
W klatce piersiowej ściskało ją coś trudnego do nazwania — nie strach, nie do końca. Bardziej instynkt, który szarpał ją w dwie zupełnie przeciwne strony. Jedna kazała jej podejść bliżej, oprzeć czoło o jego ramię, zamknąć oczy i na chwilę przestać być czujną. Druga podpowiadała, żeby się odsunąć, zwiększyć dystans, zapamiętać każdy ruch jego ciała. Obserwować drapieżnika, jakim był.
Nigdy wcześniej nie stała tak blisko kogoś, kto jednocześnie dawał jej poczucie bezpieczeństwa i był jego największym zaprzeczeniem. Organizm reagował szybciej niż myśli — serce przyspieszało, mięśnie napinały się gotowe do reakcji, a jednocześnie gdzieś pod tym wszystkim pojawiała się potrzeba, żeby po prostu przestać walczyć. Na kilka sekund. Na jeden oddech. Dlatego zachowywała się tak, a nie inaczej.
Powoli zsunęła się ze stołka. Ruch był ostrożny, kontrolowany. Przeszła obok niego i sięgnęła do szafki po szklankę, żeby nalać do niej wody. Dłoń na sekundę jej zadrżała, ale zaraz się uspokoiła.
Spojrzała na niego. Ten dystans między nimi był teraz dziwnie namacalny. Dzieliła ich cienka linia, której żadne z nich nie chciało przekroczyć. Stali na krawędzi — zbyt doświadczeni i świadomi, żeby udawać, że nic się nie dzieje. Jednocześnie zbyt do siebie podobni, żeby tego nie rozumieć.
Zrobiła pół kroku w jego stronę i zatrzymała się. Uniosła powoli dłoń, a ruch był automatyczny. Tyle razy już to robiła. Gładziła kciukiem jego policzek, uśmiechając się za każdym razem, kiedy wtulał się w jej dłoń. To była czułość w jej wydaniu.
Zacisnęła jednak dłoń w pięść i cofnęła ją.
Ona chciała go przytulić, jej instynkt chciał wpakować mu nóż pod żebra. Mieszała się w tym, nie potrafiąc zdecydować, czego się posłuchać. To jak walka serca z rozumem, a to nigdy nie kończyło się dobrze.
Zgarnęła szklankę z wodą i posłała mu zmęczony uśmiech.
Dla odmiany posłucham mądrzejszego i starszego. Czuj się jak u siebie.
Ruszyła korytarzem w stronę sypialni, żeby zakopać się w pościeli. Ułożyła się na boku i wtuliła się w poduszkę. Nawet nie zauważyła, kiedy zasnęła.

Magnus Grimstad