It's been one of these days, you know?
: pn kwie 13, 2026 1:33 am
Powrót z wakacji był trudniejszy niż sądził. Wydawało mu się, że powrót do rzeczywistości będzie łatwiejszy. Inaczej, nie rzeczywistości, a po prostu codzienności. Pierwsza i największa zmiana była taka, że cholernie przyzwyczaił się do obecności Darcy w każdej minucie swojego dnia. Tak, po prostu za nią tęsknił. Pewnie dlatego dał jej kilka mniej lub bardziej subtelnych sygnałów, że to zamieszkanie razem może nie być dla nich wcale takim najgorszym wyjściem. Dał jej klucze do swojego apartamentu i całkiem naturalnie wyszło tak, że praktycznie zamieszkali razem. Tak, Darcy kilka razy w tygodniu spała u siebie czy w hotelu żeby po prostu od niego odpocząć, ale spędzała więcej nocy u niego niż gdziekolwiek indziej, co było cholernie przyjemne. Nie tylko dlatego, że mogli się kochać kilka razy dziennie, ale po prostu lubił budzić się obok niej. Swojej kobiety. Nawet jeśli nadal nie powiedzieli sobie tak oficjalnie kim dla siebie są, ani nie usłyszał tych magicznych dwóch słów w stosunku do siebie. Nie wywierał też żadnej presji swoimi wyznaniami. Mogło mu się wymsknąć kilka razy kiedy rzeczywiście się kochali, lecz starał się być całkiem świadom tego jak często to mówił.
Drugą, nieco gorszą sprawą był powrót do pracy. Szczerze? Po prostu cholernie nie chciało mu się wracać do tego bajzlu. Już dawno jego morały zostały wypaczone. Rodzinne motto nie znaczyło tak wiele, co kiedyś. Nie miał tego przekonania, że zostawia świat lepszym niż go zastał. Nie miał już tego od lat. Do tego oglądanie na co dzień tych wszystkich okropności, do których dopuszcza się przestępczość zorganizowana... Zaczynało zbierać swoje żniwo. Czuł się tym wszystkim po prostu cholernie zmęczony. Do tego stopnia, że znów zaczynało go kusić sięgnięcie po nielegalne zarabianie funduszy. Nie chciał do tego wracać. Nie, kiedy sprawy z Darcy zaczynały wyglądać coraz lepiej. Nareszcie miał do czego i do kogo wracać.
Dzisiaj nie był dla niego najlepszy dzień. Mieli dość dużą obławę. Nie poszła tak, jak planowali. Kilka osób wylądowało w szpitalu. On pewnie też powinien. Traf chciał, że miał dzisiaj również trop odnośnie osoby, która, jak się później okazało, faktycznie włamała się do domu Darcy. Arvel należał raczej do impulsywnych osób. Nie zamierzał go przecież tak po prostu aresztować. Wywiązał się pościg, bójka. Tutaj też nie wszystko poszło po jego myśli. Oberwał bardziej niż mógł się spodziewać. Chyba robił się trochę za stary na tę robotę.
Wrócił do apartamentu dość późno. Było już dobrze po dwudziestej drugiej. Tak jak uwielbiał wracać do Darcy czekającej na niego w apartamencie, tak miał dzisiaj szczerą nadzieję, że to nie jeden z tych wieczorów. Nie chciał by widziała go w takim stanie, więc wysłał jej wcześniej wiadomość, że pewnie nie wróci dzisiaj na noc więc nie było sensu żeby na niego czekała. Przekroczył drzwi kuśtykając i klnąc pod nosem. Zrzucił z siebie swoją skórzaną kurtkę tuż przy drzwiach nie mając ochoty się w tym momencie schylać. Poszedł od razu do łazienki.
- Ja pierdolę... - mruknął przyglądając się sobie w lustrze.
Miał rozciętą wargę, podbite oko oraz policzek. A to tylko twarz. Dość głośno sycząc ściągnął z siebie również koszulkę. Kilka siniaków na żebrach, brzuchu i pewnie plecach. Przynajmniej nie miał niczego złamanego, ale mógł mieć zwichniętą kostkę. Najgorsza była jednak szrama na jego piersi. Rana nadal krwawiła i już wiedział, że sama się nie zamknie. Będzie musiał się zszyć. Ten skurwiel naprawdę był blisko z tym nożem.
Na chwilę po prostu oparł się o umywalkę zwieszając głowę. Był zmęczony, cholernie zmęczony.
Darcy Bowman
Drugą, nieco gorszą sprawą był powrót do pracy. Szczerze? Po prostu cholernie nie chciało mu się wracać do tego bajzlu. Już dawno jego morały zostały wypaczone. Rodzinne motto nie znaczyło tak wiele, co kiedyś. Nie miał tego przekonania, że zostawia świat lepszym niż go zastał. Nie miał już tego od lat. Do tego oglądanie na co dzień tych wszystkich okropności, do których dopuszcza się przestępczość zorganizowana... Zaczynało zbierać swoje żniwo. Czuł się tym wszystkim po prostu cholernie zmęczony. Do tego stopnia, że znów zaczynało go kusić sięgnięcie po nielegalne zarabianie funduszy. Nie chciał do tego wracać. Nie, kiedy sprawy z Darcy zaczynały wyglądać coraz lepiej. Nareszcie miał do czego i do kogo wracać.
Dzisiaj nie był dla niego najlepszy dzień. Mieli dość dużą obławę. Nie poszła tak, jak planowali. Kilka osób wylądowało w szpitalu. On pewnie też powinien. Traf chciał, że miał dzisiaj również trop odnośnie osoby, która, jak się później okazało, faktycznie włamała się do domu Darcy. Arvel należał raczej do impulsywnych osób. Nie zamierzał go przecież tak po prostu aresztować. Wywiązał się pościg, bójka. Tutaj też nie wszystko poszło po jego myśli. Oberwał bardziej niż mógł się spodziewać. Chyba robił się trochę za stary na tę robotę.
Wrócił do apartamentu dość późno. Było już dobrze po dwudziestej drugiej. Tak jak uwielbiał wracać do Darcy czekającej na niego w apartamencie, tak miał dzisiaj szczerą nadzieję, że to nie jeden z tych wieczorów. Nie chciał by widziała go w takim stanie, więc wysłał jej wcześniej wiadomość, że pewnie nie wróci dzisiaj na noc więc nie było sensu żeby na niego czekała. Przekroczył drzwi kuśtykając i klnąc pod nosem. Zrzucił z siebie swoją skórzaną kurtkę tuż przy drzwiach nie mając ochoty się w tym momencie schylać. Poszedł od razu do łazienki.
- Ja pierdolę... - mruknął przyglądając się sobie w lustrze.
Miał rozciętą wargę, podbite oko oraz policzek. A to tylko twarz. Dość głośno sycząc ściągnął z siebie również koszulkę. Kilka siniaków na żebrach, brzuchu i pewnie plecach. Przynajmniej nie miał niczego złamanego, ale mógł mieć zwichniętą kostkę. Najgorsza była jednak szrama na jego piersi. Rana nadal krwawiła i już wiedział, że sama się nie zamknie. Będzie musiał się zszyć. Ten skurwiel naprawdę był blisko z tym nożem.
Na chwilę po prostu oparł się o umywalkę zwieszając głowę. Był zmęczony, cholernie zmęczony.
Darcy Bowman