-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Drugą, nieco gorszą sprawą był powrót do pracy. Szczerze? Po prostu cholernie nie chciało mu się wracać do tego bajzlu. Już dawno jego morały zostały wypaczone. Rodzinne motto nie znaczyło tak wiele, co kiedyś. Nie miał tego przekonania, że zostawia świat lepszym niż go zastał. Nie miał już tego od lat. Do tego oglądanie na co dzień tych wszystkich okropności, do których dopuszcza się przestępczość zorganizowana... Zaczynało zbierać swoje żniwo. Czuł się tym wszystkim po prostu cholernie zmęczony. Do tego stopnia, że znów zaczynało go kusić sięgnięcie po nielegalne zarabianie funduszy. Nie chciał do tego wracać. Nie, kiedy sprawy z Darcy zaczynały wyglądać coraz lepiej. Nareszcie miał do czego i do kogo wracać.
Dzisiaj nie był dla niego najlepszy dzień. Mieli dość dużą obławę. Nie poszła tak, jak planowali. Kilka osób wylądowało w szpitalu. On pewnie też powinien. Traf chciał, że miał dzisiaj również trop odnośnie osoby, która, jak się później okazało, faktycznie włamała się do domu Darcy. Arvel należał raczej do impulsywnych osób. Nie zamierzał go przecież tak po prostu aresztować. Wywiązał się pościg, bójka. Tutaj też nie wszystko poszło po jego myśli. Oberwał bardziej niż mógł się spodziewać. Chyba robił się trochę za stary na tę robotę.
Wrócił do apartamentu dość późno. Było już dobrze po dwudziestej drugiej. Tak jak uwielbiał wracać do Darcy czekającej na niego w apartamencie, tak miał dzisiaj szczerą nadzieję, że to nie jeden z tych wieczorów. Nie chciał by widziała go w takim stanie, więc wysłał jej wcześniej wiadomość, że pewnie nie wróci dzisiaj na noc więc nie było sensu żeby na niego czekała. Przekroczył drzwi kuśtykając i klnąc pod nosem. Zrzucił z siebie swoją skórzaną kurtkę tuż przy drzwiach nie mając ochoty się w tym momencie schylać. Poszedł od razu do łazienki.
- Ja pierdolę... - mruknął przyglądając się sobie w lustrze.
Miał rozciętą wargę, podbite oko oraz policzek. A to tylko twarz. Dość głośno sycząc ściągnął z siebie również koszulkę. Kilka siniaków na żebrach, brzuchu i pewnie plecach. Przynajmniej nie miał niczego złamanego, ale mógł mieć zwichniętą kostkę. Najgorsza była jednak szrama na jego piersi. Rana nadal krwawiła i już wiedział, że sama się nie zamknie. Będzie musiał się zszyć. Ten skurwiel naprawdę był blisko z tym nożem.
Na chwilę po prostu oparł się o umywalkę zwieszając głowę. Był zmęczony, cholernie zmęczony.
Darcy Bowman