Strona 1 z 1

002. confessions among boxes

: czw kwie 16, 2026 7:18 pm
autor: Madox A. Noriega
039.
Between packed boxes and half-empty rooms…
there was still something he hadn’t told her.

trigger warning
przekleństwa i tajemnice?
Przylecieli z Meksyku i właściwie Madox nawet nie rozpakował walizki, nawet nie zdążyli z Pilar dobrze porozmawiać, a William już wyciągał go do Vegas zasłaniając się tym, że to sprawa życia i śmierci.
A na koniec dowalił mu jeszcze tekstem, że jako twój adwokat radzę ci, ze mną jechać, no i dodał, że za wszystko płaci, więc Noriega nie mógł mu odmówić. Zresztą prawda jest taka, że on mu nigdy nie odmawiał, nawet najgłupszych zajawek, ich relacja wyglądała odrobinę jak jego ze Stewart, razem wchodzili we wszystko, popierali swój każdy głupi pomysł. Szkoda tylko, że te Willa i Madoxa były naprawdę absurdalne, a najczęściej kierowane różnymi substancjami psychoaktywnymi. Bo jak się zejdzie ćpun ze ćpunem... To kończy się ślubem w Vegas, wycieczką do sekty na pustyni i

kilkoma milionami wygranymi w kasynie...


Tak więc przy śniadaniu, kiedy Noriega smarował kolejną kanapkę dżemem, a drugą stronę masłem orzechowym, żeby je potem złożyć i dać Pilar, to gdzieś pomiędzy... dżemem i masłem orzechowym, oznajmił jej, że leci z Willem do Vegas, ale to tylko dwa dni, jednego przylatują, balują, drugiego już wracają. Dwa dni.
Gdyby tylko wziąć pod uwagę fakt, ile u nich się wydarzyło podczas tych trzech dni w Meksyku, to można by się zastanowić, ale przecież... co złego może się wydarzyć w Vegas? Pograją trochę w kasynie, przepuszczą w ciul kasy Patela i wrócą. Chłopski wypad do Vegas, nic szczególnego. Tak jej się tłumaczył. A ona przecież mu nie odmówiła.
A powinna.
Tylko, że Pilar nie znała Williama tak dobrze jak Madox, może nawet... O zgrozo, miała go za porządnego prawnika?
W końcu był adwokatem, całkiem niezłym. Kiedy akurat nie był przećpany.
Ale Madox po powrocie z Vegas wierzył, że jednak William zna się na swoim fachu. Liczył na to i trzy razy dziennie pytał go, czy to już załatwił. A on nie załatwił wciąż...

A najgorsze jest to, że...
trzeba było przyznać się przed Pilar.


Bo jeszcze nic jej nie powiedział. Wrócił z Vegas wyjebany, na tak kurewskim zjeździe, że ledwo cokolwiek powiedział. A potem musiał iść do klubu, bo okazało się... Cały czas się okazywało, że jednak bez Maddie to nie było takie proste.
I teraz, dzień drugi po Vegas, Madox dopiero się zebrał, żeby porozmawiać z Pilar. Miedzy kartonami, które mieli od niej przewozić. Akurat te kartony go cieszyły, to, że jej przeprowadzka będzie już kompletna. Przyklepana kolejnymi pudłami, które złożą gdzieś u niego, chociaż Madox wciąż zastanawiał się gdzie. Ale przecież jeden pokój mieli wolny, ten w którym mieszkała Flora, bo ten po Debbie dostał Ricardo. Mieszkanie Noriegi było spore, trzy pokoje, salon, mini kuchnia i łazienka. Pewnie na rzecz tej mini kuchni postawiony był dodatkowy pokój. Ale im w zasadzie nic większego nie było potrzebne. Chociaż... Rich starał się tam gotować.
I dzisiaj też miał im coś ugotować. Więc Madox, kiedy wszedł do mieszkania Stewart lawirując między kartonami, to zaraz opierał się o jakiś stos pudeł, żeby wbić w nią ciemne spojrzenie.
- Ricardo dzisiaj robi jakąś kolację, z okazji twojej przeprowadzki - rzucił a zaraz już się prostował - to co? Zabieramy wszystko? - zapytał i jeszcze zajrzał do kuchni, gdzie blaty były już puste. A dobrze mu się nawet kojarzyły, blaty i stół. Kanapa też - masz już kogoś, kto się tu wprowadzi? - zapytał i zajrzał do jakiegoś kartonu, żeby zaraz go zamknąć - wziąłem w ogóle auto z klubu, więcej się tam zmieści - bo jednak jego BMW było mniejsze niż ten wielki, czarny SUV. Pokręcił się jeszcze po mieszkaniu, zanim finalnie stanął przed Pilar.
Najpierw kartony, czy najpierw powinien jej powiedzieć?
Widać było, że coś go gryzie? Starał się, żeby nie, z tym swoim luzackim uśmiechem, ale kurwa...
Przecież Stewrat czytała go jak z otwartej księgi, on nic nie umiał przed nią ukryć. Ostatnio w dwie sekundy rozgryzła go, kiedy kłamał, że był na spacerze z Sombrą, a nie był. W ogóle nie umiał jej kłamać...
Więc kiedy pytała rano jak było w Vegas to rzucił tylko krótkie spoko.
Ale teraz nie wykręci się jednym spoko.
Sięgnął do kieszeni kurtki i zaraz wyciągnął z niej jakiegoś czekoladowego batona, jej ulubionego Wunderbara w mlecznej czekoladzie.
- Kupiłem ci batona, tego co lubisz, bo akurat byłem na stacji po papierosy - liczył, że ją tym urobi? Chociaż odrobinę.
No i jeszcze pytanie... od kiedy Madox palił? Od powrotu z Vegas chyba. Ale kto by nie palił, gdyby po pijaku i naćpanym, wziął ślub ze swoim kumplem.
A przecież jedyny ślub jaki kiedykolwiek chciał wziąć Madox, to był... z nią.

Tengo que decirte algo, cariño ⋆⭒˚。⋆

002. confessions among boxes

: czw kwie 16, 2026 8:46 pm
autor: Pilar Stewart

029.
another day
another lie?

Spoiler
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
Po powrocie z Meksyku głównie leżała.
Tym razem nie tylko dostała masę papierologii do zrobienia od Eliota ale i również została wysłana na przymusowy pobyt w domu w związku z tym, co stało się w Guadalupe. Bo chociaż ich wielka ucieczka była epicka pod każdym względem, tak kiedy tylko Pilar pojawiła się w pracy, okazało się… że tam już wszystko wiedzieli.
Przez bite trzy godziny słuchała, jak komisarz prawi jej morały na temat tego, jak nieodpowiedzialne było to, co zrobili. Jak durnie się zachowali, nie tylko wtrącając się do tego stopnia w sprawę z Gonzalesem, ryzykując życie, ale potem też kradnąc ambulans i dosłownie uciekając przed policją. Na nic zdały się jej tłumaczenia, że mieli już kupione bilety i naprawdę się śpieszyli. Eliot nie kupił ani jednej jej bajeczki, chociaż sprzedawała je z prawdziwą pasja i przekonaniem. A kiedy zobaczył jej siniaki na całym ciele… po prosty wysłał ją do domu. Kazał zdać dokładny raport z całej akcji, ze szczegółami, spisać zeznania swoje i Madoxa i dostarczyć po kilku dniach na jego biurko. Zagroził jej też, że jeszcze jedna taka akcja, a postara się o to, żeby ją zdegradowano.
To był pierwszy moment, kiedy naprawdę doszło do niej, że ich wybryki mogły mieć prawdziwe konsekwencje. Nie chciała tracić pracy, dlatego faktycznie zrobiła wszystko, co kazał jej Eliot nawet nie próbując się z nim wykłócać. I może też dlatego tak łatwo zgodziła się na wyjazd Madoxa do Vegas? Kiedy powiedział jej, że on i Patel chcą sprawić sobie dwa dni baletów na odstresowanie po prostu się zgodziła. Bo co mogło się niby stać? Przecież ufała Noriedze. Wszystko co przeszli w ostatnim czasie sprawiło, że ufała mu bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Wierzyła w to, że pomimo durnych pomysłów, jego kręgosłup moralny był wystarczająco silny, by nie odjebać nic poważnego.
Więc poleciał. A ona nawet za bardzo do niego nie wypisywała, chcąc dać mu ten wolny czas spędzić z przyjacielem. Ten swój spędziła głównie na pakowaniu rzeczy z mieszkania. Dopiero kiedy zaczęła to wszystko wyciągać i ładować do papierowych kartonów, uświadomiła sobie, jak wiele z tego wcale nie potrzebowała, dlatego finalnie podzieliła pakunki na do oddania i te, które faktycznie zamierzała zabrać na Distillery District.
Kiedy Madox pojawił się w mieszkaniu, Stewart ładowała akurat sukienki z szafy do wielkiego wora. Nawet nie próbowała ich jakkolwiek złożyć — po prostu wrzucała wszystko jak leci z nastawieniem, że kiedy na nowo powiesi je na wieszaku, same się jakoś wyprostują.
I dobrze, bo umieram z głodu — krzyknęła z głową wciąż wciśnięta pomiędzy półki, na wieści, że Riczi przygotuj im kolacje. — A co będzie? — musiała o to zapytać. Wiedziała, że Ricardo świetnie gotował, jadła jego potrawy już od kilku dobrych tygodni, ale ciekawość i tak za każdym razem brała górę. Wrzuciła ostatnie łaszki do wora, a potem cisnęła nim przez drzwi, niefortunnie trafiając Madoxa prosto w klatkę piersiową. Nawet nie przeprosiła. Po prostu uśmiechnęła się do niego ciepło i zarzuciła ręce na biodra, otulając spojrzeniem wspomniane przez niego pudła.
Te o tutaj bierzemy — wskazała odpowiedni kierunek. — A tamto wszystko do wyjebania — wzruszyła ramionami. — I tak nie używam tych rzeczy, większość książek też już przeczytałam, więc pomyślałam, że może jutro zawieziemy to do domu dziecka? — spojrzała na niego wyczekująco. Jasne, mogła niektórą elektronikę wrzucić do neta i sprzedać, zarobić z tego dodatkową gotówkę, ale przecież dzieciaki nie tylko będą mieć z tego o wiele więcej pożytku ale też na pewno bardziej im się to przyda. Sama Stewart przez większość swojego pobytu miała pod poduszką tylko dwie książki, które czytała na okrągło, bo kiedy ona była w bidulu nie było tam nawet biblioteczki.
Skinęła głową na informację, że wziął auto z klubu, a zaś na pytanie czy już kogoś znalazła, pokręciła przecząco. Szczerze mówiąc nawet nie zaczęła szukać. Pewnie powinna zacząć od wrzucenia ogłoszenia, ale na to również nie znalazłam ostatnich dniach czasu. Z drugiej strony przecież się nie spieszyło. Miała już oszczędności i jeden dodatkowy czynsz nic nie zmieni w jej miesięcznych wydatkach. Zmieniło się jednak nieco zachowanie Noriegi. A może tylko się jej wydawało? Chociaż fakt, że nawet się z nią nie przywitał jak przyszedł samo w sobie było… dziwne. Nie w jego stylu. A kiedy zaraz władował jej w rękę czekoladowego batona, spojrzała na niego podejrzliwie.
Kupiłeś mi batona? — zmarszczyła brwi, mrużąc lekko oczy. I jak jeszcze sam baton nie był aż tak podejrzany, tak już w połączeniu z kupieniem papierosów, tworzył śmierdzącą mieszankę. — I od kiedy palimy bez okazji? — dopytała, przytrzymując go przy sobie za dłoń, z której trzymał Wunderbara. Madox doskonale wiedział, o co jej chodziło i co miała na myśli. Bo jasne, zdarzało im się palić, często nawet wspólnie ale raczej przy konkretnych wydarzeniach, wyskokach adrenaliny, stresie, czy wybornym seksie. Ale teraz?
Nie pasowało jej to.
Nie pasowało jej również jego spojrzenie.
Uciekał od niej wzrokiem. Madox. Madox Noriega, który normalnie nie mógł się od niej odkleić. Który już normalnie zaczepiałby ją na wszystkich możliwych frontach i pewnie przyciskał właśnie do framugi drzwi, w których stali. Coś musiało być nie tak.
No dalej — wyprostowała się, robiąc krok w jego kierunku. — Gadaj — rzuciła o wiele bardziej stanowczo, uważnie mu się przyglądając. W międzyczasie zgarnęła baton i oczywiście, że go otworzyła, a potem władowała kawałek do ust. — Choudzi o kloub? Couś się stao? — wymlaskała, z początku wciąż jeszcze nieprzejęta do tego stopnia, by odmówić sobie batona. Jakoś tak z góry założyła, że przecież nie mogło chodzić o nich. No bo jak?

¿Qué me estás ocultando, cariño? જ⁀➴ ♡

002. confessions among boxes

: czw kwie 16, 2026 10:22 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa i rozpraszanie c;
Dobrze, że bajeczkę Madoxa o kawalerskim jego najlepszego przyjaciela... w Vegas, Eliot kupił. Oczywiście, że się wydzierał, oczywiście, że chciał, żeby Madox mu to wszystko wyjaśnił, to co odjebało się w Meksyku, ale mógł poczekać dwa dni.
Bo jednak kawalerski ma się raz w życiu, a przynajmniej tak uważał Eliot, więc się zgodził. Pogadał jeszcze, że po powrocie Noriega ma się stawić na komisariacie.
Ta... na pewno. Już tam biegł.
Chociaż wiedział, że kiedyś będzie musiał to zrobić.
Ale po kolei... Najpierw Pilar.

I kartony.


Liczył na to, że może ją zagada, gdzieś między jednym pudłem, a drugim, rzuci sobie po prostu, a wiesz co cariño, tak wyszło, że wzięliśmy z Willem ślub w Vegas, i okazało się, że on wcale nie był lipny... Śmieszne nie?
A ona mu powie, że śmieszne, i jakieś Madox ale ty jesteś zabawny. Tylko chyba nie Pilar Stewart, i nie w tym życiu w ogóle. Bo przecież Noriega i jego spaczone poczucie humoru też pozostawiało wiele do życzenia.
Wiele do życzenia też pozostawiało to pakowanie sukienek przez Pilar i nawet Madox przez chwilę chciał do niej podejść i jej pokazać jak je składać, żeby się nie pogniotły, ale z drugiej strony... Jak on się pakował na wakacje zwijając wszystko w kłębek i do walizki, to chyba nie mógł się w tym temacie tutaj wymądrzać. No i druga rzecz... że w ogóle podchodził do Stewart trochę na paluszkach. Najpierw badał teren, chciał ją trochę urobić czymś dobrym, zanim wyskoczy ze swoją niespodzianką.
- Nie wiem, a na co masz ochotę, to mu napiszę? - i nawet wyjął telefon, żeby napisać do Ricardo ej stary ugotuj dzisiaj coś zajebistego, zapłacę ci, napiszę co jak się dowiem, to dla Pilar, ma urodziny, to najlepiej jakbyście się z Roską ulotnili... - napisałem, żeby nas zaskoczył - tak, dokładnie tak mu napisał. Ale akurat przy tym drobnym zmyślaniu to powieka mu nawet nie drgnęła. Za to on drgnął, kiedy rzuciła w niego workiem, i złapał go na swojej klacie, refleks Spidermana, nigdy go nie zawiódł. Często zawodził.
- A mundurki, w którym są mundurki? I kajdanki? I takie wiesz... - uniósł jedną brew, ale nie dokończył co, a ona albo wiedziała, albo nie. Ale jego mina mogła wskazywać... srebrną taśmę? Albo coś w tym stylu. Położył sukienki na wierzchu pudełek do zabrania i nawet już miał się po nie schylać, ale wtedy Pilar powiedziała o tym sierocińcu, a Madox zaraz się uśmiechnął - zajebiście, też coś dołożę - może nie książki, ale jakieś gry, które i tak się kurzyły tylko u niego na półce. Albo może coś, co zostawiła po sobie Flora, bo właściwie jeszcze dokładnie nie posprzątali jej pokoju. Na pewno coś się znajdzie. A jak nie... To Madox gotowy był nawet coś kupić, żeby tylko udobruchać trochę Stewart.
Zaraz próbował tym batonem, skinął głową na jej pytanie.
- Twojego ulubionego - podkreślił to, że to jej ulubiony, a nie byle jaki tam baton. Ale chyba trochę tym przegiął, tylko zaraz się okazało, że to wcale nie baton jej tutaj śmierdział, tylko te fajki.
No tak, bo Madox nie palił. Czasem. Ale nie tak o, bez żadnego powodu. Więc kiedy tak złapała jego rękę, i już wiedziała, że coś jest na rzeczy, to oczywiście jego ciemne tęczówki opadły gdzieś na kartony.
Mógł powiedzieć, że od kiedy ma problemy z klubem... Miał też problemy z klubem. Nawet by jej nie skłamał.
Trochę tylko, bo przecież nie o to mu chodziło.
Zamrugał kilka razy, kiedy kazała mu gadać.
Mógłby ją zagadać, opowiedzieć jej dziesięć historii od czapy i gdzieś pomiędzy wpleść to, co jej faktycznie chciał powiedzieć.

No nie mógł.
Ale mógł za to...
I zaraz to zrobił.


Przysunął się do niej i już wisiał gdzieś nad jej ramieniem.
- Daj spróbować - no tak... jakby nigdy nie jadł tego batona, a jadł, bo to był też jego ulubiony. Ale oczywiście jak mu dała kawałek, to zaczepił wargami o jej palec, a potem zamruczał jeszcze się do nie przysuwając, a już zaraz łasząc się do niej i przytulając do jej pleców - właściwie to wiesz co... - prosto do ucha, tak, żeby ciepły oddech wylądował na nagiej skórze za nim. Palcami przesunął delikatnie po jej brzuchu... bo siniaki, pamiętał o nich, ale wtulił się w nią, zaciągając jej zapachem - jest taka jedna rzecz - jedna maleńka rzecz... Tak tyci, tyci.
Nie no kurwa.
To nie była taka mała rzecz.
Chociaż Madox cały czas utrzymywał, że była, że to się zdarza, przecież... każdy ma na sumieniu jakiś pijany ślub w Vegas. No chyba nie każdy.
- Ej... ale może porozmawiamy przy kolacji? - bo skoro Pilar była głodna, to szanse na to, że jak się dowie, to go zapierdoli, rosły. Ale czy teraz ona w ogóle porzuci temat?
Wątpił w to... Mógł w ogóle go nie zaczynać. Albo musi się bardziej postarać, żeby ją rozproszyć. I nawet chciał, wsuwając czubki palców pod materiał jej koszulki - też jestem głodny, więc bierzemy co się zmieści i spadamy, co? - dobry pomysł? Liczył, że dobry, liczył też że jego ręka, którą przesunął na jej pierś, będzie dodatkowym argumentem przemawiającym za tym, że jednak... nie muszą rozmawiać w tej chwili. Pewnie musieli, skoro już zaczął...

recuerda que te quiero ✿˚ ༘ ⋆。♡˚

002. confessions among boxes

: czw kwie 16, 2026 11:21 pm
autor: Pilar Stewart
Widziała, że się do niej skradał.
Nie znała go przecież od wczoraj.
Już doskonale poznawała te jego sztuczki; to jak próbował zagadywać, zadawał pytania, chwytał się najdrobniejszych rzeczy tylko po to, żeby zmienić temat. Tak samo jak zagadał ją kolacji. O tym, że napisze Ricziemu co miał ugotować, specjalnie to na co ona miała ochotę? Od kiedy? Przecież zazwyczaj po prostu przychodzili i pochłaniali wszystko, co tylko czekało na talerzu. Może ktoś normalny nie zauważyłby tych odchyłów, ale przecież Pilar znała go już dobrze, a do tego widziała go w akcji już nie raz. To samo tyczyło się pytań o pudła i mundur.
Mundurki i kajdanki już mam przygotowane na przyszły tydzień — skoro on chciał się z nią bawić w zaczepki, ona również nie miała zamiaru być mu dłużna. — Mam nadzieje, że pamiętasz — a tak sobie rzuciła, chociaż w rzeczywistości sama Stewart ledwo wiedziała, jaki aktualnie mieli dzień, a co dopiero to, co miało być za tydzień. Pewnie nic. Chociaż w ich przypadku wystarczyły chęci, a okazja zaraz by się jakaś znalazła. Tak samo jak on zaraz zaoferował się, że od siebie również dołoży kilka artefaktów do darowizny dla domu dziecka. Uśmiechnęła na te słowa i skinęła energicznie głową, dając mu tym samym znać, że uważała to za dobry pomysł.
Jej spojrzenia jednak wciąż było podejrzliwie. Przyglądała mu się uważnie z każdym krokiem, jaki wykonywał. Wczytywała się w najdrobniejszy gest oraz słowa, jakie opuszczały jego usta. Może gdyby nie pracowała w policji, gdyby nie była śledczą… może wtedy nawet nie zauważyłaby, że coś jest na rzeczy. Ale była. I widziała. Dlatego kiedy chciał zgarnąć kolejnego gryza, odsunęła rękę, chowając Wunderbara za plecami. Nie dlatego, że nie chciała się z nim podzielić, ale bo chciała, żeby w końcu na nią spojrzał.
Jaka rzecz? — spytała już nieco bardziej niecierpliwie. Trzeba było jednak przyznać, że jego dłoń na gładkim brzuchu Pilar wcale nie uszła jej uwadze. Głowa mogła mówić sobie co tylko chciała, snuć niekończące się scenariusze i wariacje, jednak jej ciało żyło własnym życiem. Reagowało na niego odpowiednio, nawet gdy sama nie chciała. Mógł czuć, jak delikatnie zadrżała pod jego dotykiem, nieznacznie przysuwając się bliżej. Zaciągnęła się znajomym zapachem, przymknęła nawet oczy… tylko zaraz doszło do niej, że wcale nie odpowiedział jej na pytanie. Przecież jasno spytała, czy chodziło o klub. Wystarczyło powiedzieć tak i byłby koniec rozmowy. Ale on tego nie zrobił. A przecież Madox uwielbiał opowiadać. Zatrzymała się z batonem w połowie drogi do własnych ust i wyswobodziła z uścisku.
— Jak nie chodzi o klub, to o co? — teraz już naprawdę się zainteresowała. Wcześniej traktowała te jego podchody z przymrużeniem oka. Zdawała sobie sprawę, jak ciężko musiało być w Emptiness bez Maddie i była w stanie zrozumieć jego dziwne zachowanie, ale tu nie chodziło o klub. To wiedziała już na sto procent. I chyba wcale nie była to taka błahostka, biorąc pod uwagę, że nagle chciał o tym rozmawiać p o t e m. Jakie potem? — Czemu dopiero przy kolacji? — i w tym momencie zaczęła się stresować. Pilar może i nie miała wielkiego życiowego doświadczenia w związkach, jednak swoje wiedziała i tego typu zachowanie sprawiało, że w jej głowie kotłowały się już same najczarniejsze scenariusze.
Poznał kogoś w Vegas?
Zakochał się?
Chciał zerwać zaręczyny?
Nie chciał jednak z nią mieszkać?

Nie potrafiła nad tym zapanować. Zapętlała się w nieskończeniem mnożących się myślach, irytując się coraz bardziej. Szczególnie, że on ciągle nalegał na to, żeby jednak pogadać o tym potem. Problem w tym, że ona nie chciała potem. Ona chciała t e r a z. Dlatego w momencie, gdy zacisnął palce na jej piersi, ona wyrwała się do niego i sama zacisnęła swoje… poniżej jego paska.
Tak chcesz rozmawiać? — zajrzała mu głęboko w oczy, już prawie na niego warcząc. Z uśmiechniętej Pilar w świetnym humorze zostały szczątki. Mógł to widzieć w jej poważnej twarzy. — Bo ostatnim razem jak w taki sposób próbowaliśmy z siebie wyciągnąć informacje, to nie skończyło się najlepiej — dodała, oczywiście nawiązując do sytuacji sprzed Meksyku, kiedy spotkała go na komisariacie. Wtedy też zaczęło się od zagadywania i dotyku. Od r o z p r a s z a n i a, które skończyło się kłótnią, która przeciągnęła się jeszcze na kolejny dzień. Nie wspominając o tym, że nikt nie poczuł się wtedy ani trochę spełniony. Zacisnęła mocniej palce na znajomej wypukłości, wbijając paznokcie w materiał spodni i jeszcze przez moment po prostu na niego patrzyła. Głęboko w oczy. Dawała mu szanse, żeby sam zaczął gadać. Nie zrobił tego, ale czego ona się spodziewała? Przecież oboje mieli silne charaktery.
Dobra, to inaczej — odchrząknęła i z szybciej bijącym sercem w piersi, odsunęła się od niego. Przeszła kilka kroków w głąb pokoju, a potem wróciła się, by finalnie usiąść na jednym z twardszych pudeł i wbić w niego ciemne, ogniste już spojrzenie. — Albo mówisz o co ci chodzi, albo ja śpię dzisiaj tutaj — postawiła swoje warunki, opierając łokcie na udach i nachylając się do przodu. Znał ją. Dobrze wiedział, że jak się na coś uparła, to nie dało się jej tak łatwo przegadać. A w tym przypadku… była już za bardzo zafiksowana na tym, co to mogło być, że autentycznie nie dałaby rady wytrzymać do kolacji. Trzeba w końcu pamiętać, że chociaż byli od siebie różni pod wieloma względami, Pilar podobnie jak Madox była narwana. Ona też lubiła mieć rzeczy na już. A teraz chciała wiedzieć, skąd brało się to jego odklejone zachowanie, a tym bardziej dlaczego nie chciał jej po prostu powiedzieć.

Habla, cariño 𓍯𓂃𓏧♡