3. pawn to d4
: czw kwie 16, 2026 9:31 pm
3.

– Mój pra-pradziadek zbudował ten kościół. – Anthony mruknął na powitanie zachrypniętym półszeptem, gdy drewniana ławka cichutko skrzypnęła, uginając się pod ciężarem kobiecego ciała. Choć siedział z głową zadartą ku górze i nie zerknął w jej stronę, wiedział, że to Love. Poznał ją po zapachu perfum i rytmie, który wygrywała, stukając obcasami po kamiennej posadzce. Stawiane przez nią kroki niosły się soczystym echem po pustej świątyni, a panujący w niej półmrok nadawał im wręcz filmowego charakteru. Bellore był z tej inscenizacji bardzo dumny. – Z zawodu był kamieniarzem, ale Włochów zatrudniali wtedy tylko na budowach albo w rzeźniach, więc… Mieszał zaprawę, jeździł taczką, kładł posadzki, wstawiał okna i tak dalej. W starym kraju czasem zaciągał się na pomocnika, tutaj po dwóch tygodniach zrobili go kierownikiem całej budowy. A on dopiero zaczynał mówić po angielsku – snuł dalej, nadal ze skupieniem wodząc spojrzeniem po sklepieniu z piaskowca. Podświetlone jedynie namiastką wpadającego przez witraże światła ulicznych lamp nie prezentowało się teraz w całej okazałości, ale spowite cieniem nabrało tajemniczej aury i przykuwało uwagę. Fascynowało. Anthony za rzadko tu przychodził.
Zwykle bywał tu bowiem jedynie, kiedy wpadał w jakieś tarapaty. Nie dlatego, że był kolejnym wyznawcą powiedzonka „jak trwoga, to do Boga”, ale ponieważ czuł się tu… Bezpiecznie. Oficjalnie – ze względu na rodzinne więzi i poczucie rzekomej „bliskości”; w praktyce – bo znał się z proboszczem i mógł zawsze liczyć na jego wsparcie, radę czy dyskrecję, a także domowy makaron i szklankę wina. Zgarniając z talerza tłusty sos pomidorowy, za każdym razem czuł się trochę jak młody Michael Corleone kilka godzin po zamachu na Vito. Podejmował właśnie decyzję, o którą (tak sobie wyobrażał) nikt go nie podejrzewał, a za którą miały iść wielkie rzeczy i jeszcze większe konsekwencje, w pełni przekonany o tym, że to jedyne wyjście. Potrzebował tylko kogoś, kto podłoży rewolwer w Louie’s.
(I prawdopodobnie dlatego ktoś wreszcie powinien się zainteresować jego głową.)
– Przyszłaś. – Powiedział i wreszcie obrzucił ją spojrzeniem. Na jej miejscu mniej więcej w tym momencie zacząłby się irytować tymi półsłówkami, enigmatyczną gadką i tak dalej, ale Love miała znacznie większe pokłady cierpliwości. Zwłaszcza do niego. – Oglądasz czasem telewizję? – Zapytał niby przewrotnie, ale to było wręcz oczywiste, do czego pił. Wbrew pozorom jednak – wcale nie czerpał z tego satysfakcji. – Ja tak, bo moja żona ogląda. Ma jedną ulubioną prezenterkę z CBC, ale coraz rzadziej widuje ją w wieczornych programach. Zadała sobie trud i zaczęła liczyć. Jak myślisz, na piętnaście ostatnich, w ilu wystąpiła? – Urwał. Jeszcze przez chwilę przyglądał się jej twarzy, a potem znów odwrócił wzrok. Mimo wszystko – nie chciał jej stawiać pod ścianą.Przynajmniej nie w tych okolicznościach. On też wolałby przeżywać w samotności. Choć zachowanie pozorów, że miał przewagę, na pewno nie mogło mu zaszkodzić.
Love Roderick

– Mój pra-pradziadek zbudował ten kościół. – Anthony mruknął na powitanie zachrypniętym półszeptem, gdy drewniana ławka cichutko skrzypnęła, uginając się pod ciężarem kobiecego ciała. Choć siedział z głową zadartą ku górze i nie zerknął w jej stronę, wiedział, że to Love. Poznał ją po zapachu perfum i rytmie, który wygrywała, stukając obcasami po kamiennej posadzce. Stawiane przez nią kroki niosły się soczystym echem po pustej świątyni, a panujący w niej półmrok nadawał im wręcz filmowego charakteru. Bellore był z tej inscenizacji bardzo dumny. – Z zawodu był kamieniarzem, ale Włochów zatrudniali wtedy tylko na budowach albo w rzeźniach, więc… Mieszał zaprawę, jeździł taczką, kładł posadzki, wstawiał okna i tak dalej. W starym kraju czasem zaciągał się na pomocnika, tutaj po dwóch tygodniach zrobili go kierownikiem całej budowy. A on dopiero zaczynał mówić po angielsku – snuł dalej, nadal ze skupieniem wodząc spojrzeniem po sklepieniu z piaskowca. Podświetlone jedynie namiastką wpadającego przez witraże światła ulicznych lamp nie prezentowało się teraz w całej okazałości, ale spowite cieniem nabrało tajemniczej aury i przykuwało uwagę. Fascynowało. Anthony za rzadko tu przychodził.
Zwykle bywał tu bowiem jedynie, kiedy wpadał w jakieś tarapaty. Nie dlatego, że był kolejnym wyznawcą powiedzonka „jak trwoga, to do Boga”, ale ponieważ czuł się tu… Bezpiecznie. Oficjalnie – ze względu na rodzinne więzi i poczucie rzekomej „bliskości”; w praktyce – bo znał się z proboszczem i mógł zawsze liczyć na jego wsparcie, radę czy dyskrecję, a także domowy makaron i szklankę wina. Zgarniając z talerza tłusty sos pomidorowy, za każdym razem czuł się trochę jak młody Michael Corleone kilka godzin po zamachu na Vito. Podejmował właśnie decyzję, o którą (tak sobie wyobrażał) nikt go nie podejrzewał, a za którą miały iść wielkie rzeczy i jeszcze większe konsekwencje, w pełni przekonany o tym, że to jedyne wyjście. Potrzebował tylko kogoś, kto podłoży rewolwer w Louie’s.
(I prawdopodobnie dlatego ktoś wreszcie powinien się zainteresować jego głową.)
– Przyszłaś. – Powiedział i wreszcie obrzucił ją spojrzeniem. Na jej miejscu mniej więcej w tym momencie zacząłby się irytować tymi półsłówkami, enigmatyczną gadką i tak dalej, ale Love miała znacznie większe pokłady cierpliwości. Zwłaszcza do niego. – Oglądasz czasem telewizję? – Zapytał niby przewrotnie, ale to było wręcz oczywiste, do czego pił. Wbrew pozorom jednak – wcale nie czerpał z tego satysfakcji. – Ja tak, bo moja żona ogląda. Ma jedną ulubioną prezenterkę z CBC, ale coraz rzadziej widuje ją w wieczornych programach. Zadała sobie trud i zaczęła liczyć. Jak myślisz, na piętnaście ostatnich, w ilu wystąpiła? – Urwał. Jeszcze przez chwilę przyglądał się jej twarzy, a potem znów odwrócił wzrok. Mimo wszystko – nie chciał jej stawiać pod ścianą.
Love Roderick