Totally fine.
: sob kwie 18, 2026 10:53 am
To tylko zadrapanie. Nie pierwszy i nie ostatni raz się przeciął przez własną nieuwagę, przez zmęczenie, przez ten ciągły ból głowy, który nie chciał odstąpić. Przez własne poczucie winy i ciche, złudne nadzieje, do których nie chciał się przyznawać nawet przed samym sobą. Kretyn. Nah, to by była obelga dla kretynów. Idiota? Nope, też nie chciał ich obrażać. Prawdziwy syn własnego ojca. Ah, tak, ta obelga pasowała najbardziej, że aż sam się do siebie skrzywił, poprawiając na niewygodnym krześle w poczekalni ostrego dyżuru, czekając na swoją kolejkę. Pielęgniarka w triage powiedziała, że może to chwilę zająć, bo teoretycznie rana nie była aż tak dramatyczna. I zgodziłby się z nią, gdyby nie fakt, że to był już drugi dzień gdzie próbował trzymać dłoń nad swoją głową, nie ruszać palcami, bo każdy najmniejszy ruch otwierał ranę na nowo. Był jeszcze bledszy niż zwykle, było mu niedobrze, ból głowy wyszedł ponad skalę, w uszach dzwoniło, widział podwójnie.. Może nawet potrójnie? I pierwszy raz w życiu wziął wolne, nie będąc w stanie sobie poradzić z własną raną. Mandolina 1, Theo 0. Głęboka rana na serdecznym palcu, czy raczej ostatnim knykciu może nie wyglądała poważnie, ale otwierała się raz po raz i przesiąkała każdy opatrunek, którym próbował się ratować.
Potrzebował cukru.
I chęci do życia, ale w automacie tego raczej nie mógł znaleźć, co? Wstał zbyt szybko, szybko oparł się ramieniem o przeciwległą ścianę jakby wypił o jednego drinka za dużo zeszłej nocy, mimo że nie pił od.. w sumie od dawna. Skupił się na automacie, potem na wyborze batona, który wydawał się największą dostępną cukrzycą, na koniec bardzo uważnie przykucnął, by odebrać swoją nagrodę za ten nieludzki wyczyn. Cukier sprawi, że będzie mu lepiej, na pewno. Oparł się o ścianę plecami, odwijając folię, ledwo przeżuwając dwa pierwsze gryzy, zanim usłyszał coś, co brzmiało jak jego imię, padające z ust drobnej pielęgniarki. Hey ho, let's go. Jak padnie na ryj, miał tylko nadzieję, że ta drobina miała znacznie większych kolegów na zmianie, którzy dali by radę powlec jego ciężkim ciałem.
Nie padł. Usiadł ciężko na leżance, raz jeszcze odpowiadając na wszystkie pytania, która ta miła pani miała do zadania, a potem podniósł spojrzenie ze swojego przesiąkającego opatrunku, na bardzo młodo wyglądającą, blond panią doktor. - Hey. Nie wiem dlaczego, ale to nie chce przestać krwawić. Rozważałem przez chwilę super glue, ale.. No, to by był głupi pomysł chyba. - zmarszczył brwi przez krótki moment zastanawiając się, czy powinien się do niej zwracać w jakiś konkretny sposób, ale szybko stwierdził, że nie miał absolutnie energii na to, żeby myśleć. - Chyba, że macie jakiś specjalny, chętnie przyjmę. Dwa dni to trochę długo. - dodał, siląc się na żarcik, czy raczej swoje typowe zaniżanie własnych obrażeń, ale jeśli miał zgadywać, to powiedziałby, że średnio wychodziło.
Ivy Harrison
Potrzebował cukru.
I chęci do życia, ale w automacie tego raczej nie mógł znaleźć, co? Wstał zbyt szybko, szybko oparł się ramieniem o przeciwległą ścianę jakby wypił o jednego drinka za dużo zeszłej nocy, mimo że nie pił od.. w sumie od dawna. Skupił się na automacie, potem na wyborze batona, który wydawał się największą dostępną cukrzycą, na koniec bardzo uważnie przykucnął, by odebrać swoją nagrodę za ten nieludzki wyczyn. Cukier sprawi, że będzie mu lepiej, na pewno. Oparł się o ścianę plecami, odwijając folię, ledwo przeżuwając dwa pierwsze gryzy, zanim usłyszał coś, co brzmiało jak jego imię, padające z ust drobnej pielęgniarki. Hey ho, let's go. Jak padnie na ryj, miał tylko nadzieję, że ta drobina miała znacznie większych kolegów na zmianie, którzy dali by radę powlec jego ciężkim ciałem.
Nie padł. Usiadł ciężko na leżance, raz jeszcze odpowiadając na wszystkie pytania, która ta miła pani miała do zadania, a potem podniósł spojrzenie ze swojego przesiąkającego opatrunku, na bardzo młodo wyglądającą, blond panią doktor. - Hey. Nie wiem dlaczego, ale to nie chce przestać krwawić. Rozważałem przez chwilę super glue, ale.. No, to by był głupi pomysł chyba. - zmarszczył brwi przez krótki moment zastanawiając się, czy powinien się do niej zwracać w jakiś konkretny sposób, ale szybko stwierdził, że nie miał absolutnie energii na to, żeby myśleć. - Chyba, że macie jakiś specjalny, chętnie przyjmę. Dwa dni to trochę długo. - dodał, siląc się na żarcik, czy raczej swoje typowe zaniżanie własnych obrażeń, ale jeśli miał zgadywać, to powiedziałby, że średnio wychodziło.
Ivy Harrison