Megan Finch
: sob kwie 18, 2026 6:20 pm
Megan "Magpie" Finch

data i miejsce urodzenia
14/02/98 I Toronto, Kanadazaimki
żeńskiezawód
rezydentka chirurgii (The Medical Officer Training Plan)miejsce pracy
Mount Sinai Hospital | Canadian Armed Forcesorientacja
biseksualnadzielnica mieszkalna
Distillery Districtpobyt w toronto
od zawszeumiejętności
prawo jazdy, dobra kondycja, szybka, precyzyjny strzelec, uczy się szybko przez praktykę, świetnie blefuje przy pokerze, fantastyczny kłamca, dobra w rozczłonkowywanie własnych emocji, mimo mocnej empatii słabości
słucha serca kiedy nie powinna, zamyka się zbyt mocno w sobie, kiedy czuje się zagrożona, słucha się autorytetu z uporem maniaka, stawia wobec siebie niemożliwe oczekiwania, wobec ludzi których kocha bywa obsesyjnie troskliwaFinchównom niczego nie brakowało; z punktu widzenia dorosłej i odpowiedzialnej osoby na którą wyrosła, nie mogła powiedzieć inaczej. Subiektywnie, oczywiście, mogła mówić tylko ze swojej własnej perspektywy i możliwe, że jej siostry miały całkowicie różne od niej podejście do ich dzieciństwa. Megan? Oh, Megan absolutnie uwielbiała wyzwania i to dokładnie to, co dostawała od swoich rodziców, to coś, co pozwoliło jej się rozwijać. Możliwe też, że jej miłość do wyzwań brała się po prostu z desperackiej próby zadowolenia swoich rodziców, z łaknienia pochwały, by być w ich oczach tą dobrą dziewczynką, najlepszą córką, tą, z której mokli być dumni.. I byli. Grzeczna, kulturalna, dobra uczennica, w gruncie rzeczy łatwa do ułożenia. Perfekcyjna córka... Prawie. Wszystko byłoby świetnie, gdyby nie fakt, że cierpiała na brak pewności siebie i przy każdym kroku który chociaż w najmniejszym stopniu mógł być definiujący, patrzyła w stronę rodziców, czekając na ich odpowiedź. Zajęcia pozalekcyjne? Pytała rodziców co ma wybrać. Dodatkowe języki, których miała się uczyć? Pytała o zdanie rodziców. Plany na przyszłość, ścieżkę kariery? Rodziców, oczywiście i z biegiem czasu również nauczycieli, tych, których uważała za autorytet. Wydawała się.. nie mieć kręgosłupa? Albo własnego zdania? Wycofana, stroniąca od konfliktów, uległa, może odrobinę naiwna, nawet jak na fakt, że była tylko dzieckiem.
Do czasu.
Bycie popychadłem nie było takie najgorsze i właściwie zdążyła się już do tego przyzwyczaić. Kujonka. Lizuska. Pupilek nauczycieli. Dziwadło. Niemowa. Zlewało się to po niej jak woda po kaczce, naprawdę, słowa rówieśników, ich opinie, nie miały większego znaczenia ani na dłuższą, ani na krótszą metę. Nic by się nie zmieniło, gdyby nie ten jeden raz, w którym jeden z wyjątkowo obrzydliwych chłopaczków podstawił jej nogę, zaraz przed wejściem na schody; gdzie runęła, turlając się, obijając boleśnie, finalnie rozbijając głowę, tracąc przytomność i tracąc film na następne kilka godzin, by obudzić się w szpitalu. Właściwie szpital był trochę jak takie nieplanowane wakacje, nawet jeśli w gruncie rzeczy nie spędziła tam jakoś specjalnie dużo czasu. Tylko jeden dzień na obserwacji po wstrząsie mózgu, który dla pewności i spokoju ducha jej rodziców, przeciągnął się do dwóch dni, podczas których miała pozwolenie nie robienia absolutnie niczego. Było fantastycznie i.. Coś przeskoczyło w jej głowie, coś się zmieniło, a jako dorosła i bardziej wykształcona osoba, podejrzewała, że miało to coś wspólnego z urazem głowy. Stwardniała. Przestała bać się własnego cienia, ulegać każdemu najmniejszemu naciskowi, zaczęła częściej kwestionować to, czego się od niej wymagało. Jej osobowość przeskoczyła. Wciąż uwielbiała swoje zasady, nadal absolutnie słuchała autorytetu i zdecydowanie preferowała słuchać poleceń, niż je wydawać.. Tyle że odnalazła przy tym wszystkim swój własny kręgosłup; czy raczej zaczęła częściej słuchać własnego wewnętrznego głosu, swoich myśli, formować własne opinie i nie bać się podejmować decyzji na własną rękę. Stopniowo, z czasem, zaczęła dorastać do własnego charakteru. Wciąż słuchając rodziców, wciąż ostrożnie, ale jednak podejmując kroki w stronę tego, czego chciała i co ją ciekawiło.
Nastoletnia Megan odnalazła sporo pasji, zaczynając od muzyki, przez obce języki i na fizycznej aktywności kończąc, z czego to ostatnie wydawało się z jakiegoś powodu zaskakiwać jej rodziców najbardziej. Przystawali na jej widzimisię, bo przy tym wszystkim wydawała się ani na moment nie zapominać o najważniejszym obowiązku, którym było przynoszenie do domu wzorowych ocen, do czego już z resztą przyzwyczaiła rodzinę. Wszyscy byli zadowoleni. Siostry miały względnie święty spokój, kiedy uwaga rodziców była na jej przyszłości, a sama Megan miała swoje ulubione wyzwania w postaci utrzymywania się na szczycie klasy, mimo rosnącej ilości dodatkowych zajęć, które brała na swoje ramiona. Sport hartował upór i ciało. Obce języki ostrzyły umysł. Muzyka cieszyła duszę. Nauka zaspokajała głód rozwiązywania zagadek. Miłość do zagadek było tym, co popchnęło ją w dół ścieżki zawodowej, która kierowała się po dziś dzień tak naprawdę. Tego dnia w którym wypełniła test, który pozostałym uczniom wydawał się śmieszny, dla niej był czymś przejmująco ekscytującym. Mogła dowiedzieć się czegoś wartościowego o sobie, wypełniając kilka stron prostych pytań? Count me the fck in. Nie zaskoczyło jej, że ścieżki kariery w rezultacie, układały się w stronę służby i wyzwań. Zawody związane z medycyną i wojskiem. Pytała, szukała, kopała w dostępnych dla niej, wydawało się jej że nieskończonych materiałach, dopóki nie odnalazła odpowiedzi. The Medical Officer Training Plan. Mogła być jednocześnie lekarzem i personelem wojskowym w jednym, a jedyne co musiała zrobić, to dostać się do medycznej szkoły i jedocześnie zostać przyjętą do Canadian Armed Forces. Brzmiało jak najlepsza rzecz na świecie, którą natychmiast przyjęła jako swoją osobowość i zaczęła robić wszystko, absolutnie wszystko, by osiągnąć postawiony sobie cel. Jak zawsze. Klapki na oczy i do przodu.
Oznaczało to poddanie swojego towarzyskiego życia, ale w gruncie rzeczy nie miała go nigdy zbyt wiele. Oznaczało też, że była wiecznie zmęczona rutynowymi treningami, przygotowując swoje ciało do przyszłej sprawnościowej części swojej aplikacji. Wykończona psychicznie i fizycznie, była całkiem bliska do tego ideału swoich rodziców; może nie prawnik, ale jednak, ambicja i głód na prestiżowy zawód, a dodatkowo służba kraju w mundurze! Duma jak cholera. Dostanie się do MOTP oznaczało też, że Finchowie nie musieli się przejmować płaceniem za jej edukację, podręczniki, sprzęt, w który musiała się zaopatrzyć, a dodatkowo mogła nawet utrzymywać się sama. Wojsko płaciło za jej przygotowanie w zamian za lata, które miała spędzić po zdobyciu pełnej certyfikacji w stałej gotowości do aktywnej służby; na froncie, podczas misji pokojowych.. Gdziekolwiek by jej nie wysłali; jej życie przez kilka lat po otrzymaniu tytułu dorosłego chirurga miało nie należeć do niej. Nie przeszkadzało jej to tak właściwie.. A nawet jeśli uderzał w nią ogrom tej obietnicy, szybko przypominała sobie, że całe jej krótkie życie sprowadzało się do tego właśnie. Do spełniania swojej funkcji, do robienia tego, co do niej należało i służba w pokoju czy wojnie, będzie po prostu kolejną taką funkcją. Zarówno w medycznej szkole jak i z początku rezydentury musiała mocno przetrenować umiejętności rozczłonkowywania własnych emocji, dzielenia myśli, pragnień, zmęczenia i tego, co zrobić koniecznie musiała. Umiejętność, która miała stać się jej chlebem powszednim, zapewniając, że podczas chaosu, odnajdywała spokój we własnej głowie, w taktykach, których się nauczyła, w powtarzanych raz po raz procedurach, w wyćwiczonych ruchach i protokołach. Zawsze pięć kroków do przodu.
- zna kilka języków oprócz ojczystego; koreański, francuski, włoski
- ma kolekcję ładnych, błyszczących kamyczków i pudełko pełne różnych kryształów; pseudonim "sroka" skądś się wzięło
- naprawdę lubi biżuterię, ma nadzieję znaleźć więcej czasu na wychodzenie do ludzi, żeby porządnie się wystroić
- mimo wyboru podwójnie męsko zdominowanej profesji, naprawdę lubi być kobieca; makijaż mniej lub bardziej intensywny w zależności od nastroju, ładne ciuszki i zdecydowanie zbyt wiele butów
- uwielbia pikantne jedzenie i koreańską kuchnię; hurtowo zamawia z azjatyckich sklepów co miesiąc, by mieć z czego sobie gotować
- je na mieście w ostateczności, woli domowo gotowane przez siebie posiłki
- chciałaby mieć psa, ale nie ma czasu
- przeczytała prawdopodobnie każdą spicy książkę na świecie, dark fantasy to jej ulubiony gatunek. Feminism is on pause.
- królowa nawadniania, nie spotkasz jej bez jakiegoś wygodnego naczynia z wodą albo kilku; plecak zwykle nosi tylko po to, żeby taszczyć ze sobą więcej wody
- absolutna feministka... chyba że chodzi o teksty piosenek, których słucha, zwłaszcza podczas ćwiczeń? Nic nie poradzi, niektóre absolutnie obrzydliwe teksty; slaps!
- a kiedy nikt nie patrzy, urządza sobie najlepsze samotne imprezy, żeby wypalić stres, nic tak dobrze nie działa jak taniec; czyt. ruszanie biodrami, podskakiwanie i udawanie, że tańczyć rzeczywiście potrafi
Do czasu.
Bycie popychadłem nie było takie najgorsze i właściwie zdążyła się już do tego przyzwyczaić. Kujonka. Lizuska. Pupilek nauczycieli. Dziwadło. Niemowa. Zlewało się to po niej jak woda po kaczce, naprawdę, słowa rówieśników, ich opinie, nie miały większego znaczenia ani na dłuższą, ani na krótszą metę. Nic by się nie zmieniło, gdyby nie ten jeden raz, w którym jeden z wyjątkowo obrzydliwych chłopaczków podstawił jej nogę, zaraz przed wejściem na schody; gdzie runęła, turlając się, obijając boleśnie, finalnie rozbijając głowę, tracąc przytomność i tracąc film na następne kilka godzin, by obudzić się w szpitalu. Właściwie szpital był trochę jak takie nieplanowane wakacje, nawet jeśli w gruncie rzeczy nie spędziła tam jakoś specjalnie dużo czasu. Tylko jeden dzień na obserwacji po wstrząsie mózgu, który dla pewności i spokoju ducha jej rodziców, przeciągnął się do dwóch dni, podczas których miała pozwolenie nie robienia absolutnie niczego. Było fantastycznie i.. Coś przeskoczyło w jej głowie, coś się zmieniło, a jako dorosła i bardziej wykształcona osoba, podejrzewała, że miało to coś wspólnego z urazem głowy. Stwardniała. Przestała bać się własnego cienia, ulegać każdemu najmniejszemu naciskowi, zaczęła częściej kwestionować to, czego się od niej wymagało. Jej osobowość przeskoczyła. Wciąż uwielbiała swoje zasady, nadal absolutnie słuchała autorytetu i zdecydowanie preferowała słuchać poleceń, niż je wydawać.. Tyle że odnalazła przy tym wszystkim swój własny kręgosłup; czy raczej zaczęła częściej słuchać własnego wewnętrznego głosu, swoich myśli, formować własne opinie i nie bać się podejmować decyzji na własną rękę. Stopniowo, z czasem, zaczęła dorastać do własnego charakteru. Wciąż słuchając rodziców, wciąż ostrożnie, ale jednak podejmując kroki w stronę tego, czego chciała i co ją ciekawiło.
Nastoletnia Megan odnalazła sporo pasji, zaczynając od muzyki, przez obce języki i na fizycznej aktywności kończąc, z czego to ostatnie wydawało się z jakiegoś powodu zaskakiwać jej rodziców najbardziej. Przystawali na jej widzimisię, bo przy tym wszystkim wydawała się ani na moment nie zapominać o najważniejszym obowiązku, którym było przynoszenie do domu wzorowych ocen, do czego już z resztą przyzwyczaiła rodzinę. Wszyscy byli zadowoleni. Siostry miały względnie święty spokój, kiedy uwaga rodziców była na jej przyszłości, a sama Megan miała swoje ulubione wyzwania w postaci utrzymywania się na szczycie klasy, mimo rosnącej ilości dodatkowych zajęć, które brała na swoje ramiona. Sport hartował upór i ciało. Obce języki ostrzyły umysł. Muzyka cieszyła duszę. Nauka zaspokajała głód rozwiązywania zagadek. Miłość do zagadek było tym, co popchnęło ją w dół ścieżki zawodowej, która kierowała się po dziś dzień tak naprawdę. Tego dnia w którym wypełniła test, który pozostałym uczniom wydawał się śmieszny, dla niej był czymś przejmująco ekscytującym. Mogła dowiedzieć się czegoś wartościowego o sobie, wypełniając kilka stron prostych pytań? Count me the fck in. Nie zaskoczyło jej, że ścieżki kariery w rezultacie, układały się w stronę służby i wyzwań. Zawody związane z medycyną i wojskiem. Pytała, szukała, kopała w dostępnych dla niej, wydawało się jej że nieskończonych materiałach, dopóki nie odnalazła odpowiedzi. The Medical Officer Training Plan. Mogła być jednocześnie lekarzem i personelem wojskowym w jednym, a jedyne co musiała zrobić, to dostać się do medycznej szkoły i jedocześnie zostać przyjętą do Canadian Armed Forces. Brzmiało jak najlepsza rzecz na świecie, którą natychmiast przyjęła jako swoją osobowość i zaczęła robić wszystko, absolutnie wszystko, by osiągnąć postawiony sobie cel. Jak zawsze. Klapki na oczy i do przodu.
Oznaczało to poddanie swojego towarzyskiego życia, ale w gruncie rzeczy nie miała go nigdy zbyt wiele. Oznaczało też, że była wiecznie zmęczona rutynowymi treningami, przygotowując swoje ciało do przyszłej sprawnościowej części swojej aplikacji. Wykończona psychicznie i fizycznie, była całkiem bliska do tego ideału swoich rodziców; może nie prawnik, ale jednak, ambicja i głód na prestiżowy zawód, a dodatkowo służba kraju w mundurze! Duma jak cholera. Dostanie się do MOTP oznaczało też, że Finchowie nie musieli się przejmować płaceniem za jej edukację, podręczniki, sprzęt, w który musiała się zaopatrzyć, a dodatkowo mogła nawet utrzymywać się sama. Wojsko płaciło za jej przygotowanie w zamian za lata, które miała spędzić po zdobyciu pełnej certyfikacji w stałej gotowości do aktywnej służby; na froncie, podczas misji pokojowych.. Gdziekolwiek by jej nie wysłali; jej życie przez kilka lat po otrzymaniu tytułu dorosłego chirurga miało nie należeć do niej. Nie przeszkadzało jej to tak właściwie.. A nawet jeśli uderzał w nią ogrom tej obietnicy, szybko przypominała sobie, że całe jej krótkie życie sprowadzało się do tego właśnie. Do spełniania swojej funkcji, do robienia tego, co do niej należało i służba w pokoju czy wojnie, będzie po prostu kolejną taką funkcją. Zarówno w medycznej szkole jak i z początku rezydentury musiała mocno przetrenować umiejętności rozczłonkowywania własnych emocji, dzielenia myśli, pragnień, zmęczenia i tego, co zrobić koniecznie musiała. Umiejętność, która miała stać się jej chlebem powszednim, zapewniając, że podczas chaosu, odnajdywała spokój we własnej głowie, w taktykach, których się nauczyła, w powtarzanych raz po raz procedurach, w wyćwiczonych ruchach i protokołach. Zawsze pięć kroków do przodu.
Ciekawostki
- potrafi grać na pianinie - zna kilka języków oprócz ojczystego; koreański, francuski, włoski
- ma kolekcję ładnych, błyszczących kamyczków i pudełko pełne różnych kryształów; pseudonim "sroka" skądś się wzięło
- naprawdę lubi biżuterię, ma nadzieję znaleźć więcej czasu na wychodzenie do ludzi, żeby porządnie się wystroić
- mimo wyboru podwójnie męsko zdominowanej profesji, naprawdę lubi być kobieca; makijaż mniej lub bardziej intensywny w zależności od nastroju, ładne ciuszki i zdecydowanie zbyt wiele butów
- uwielbia pikantne jedzenie i koreańską kuchnię; hurtowo zamawia z azjatyckich sklepów co miesiąc, by mieć z czego sobie gotować
- je na mieście w ostateczności, woli domowo gotowane przez siebie posiłki
- chciałaby mieć psa, ale nie ma czasu
- przeczytała prawdopodobnie każdą spicy książkę na świecie, dark fantasy to jej ulubiony gatunek. Feminism is on pause.
- królowa nawadniania, nie spotkasz jej bez jakiegoś wygodnego naczynia z wodą albo kilku; plecak zwykle nosi tylko po to, żeby taszczyć ze sobą więcej wody
- absolutna feministka... chyba że chodzi o teksty piosenek, których słucha, zwłaszcza podczas ćwiczeń? Nic nie poradzi, niektóre absolutnie obrzydliwe teksty; slaps!
- a kiedy nikt nie patrzy, urządza sobie najlepsze samotne imprezy, żeby wypalić stres, nic tak dobrze nie działa jak taniec; czyt. ruszanie biodrami, podskakiwanie i udawanie, że tańczyć rzeczywiście potrafi
zgoda na powielanie imienia
niezgoda na powielanie pseudonimu
nieZgody MG
poziom ingerencji
wysokizgoda na śmierć postaci
niezgoda na trwałe okaleczenie
takzgoda na nieuleczalną chorobę postaci
takzgoda na uleczalne urazy postaci
takzgoda na utratę majątku postaci
takzgoda na utratę posady postaci
tak