Strona 1 z 1

get the toronto look

: ndz kwie 19, 2026 1:33 pm
autor: Nico Rosenhall
002
Wbrew opinii rodzicom, decyzja Nico o powrocie do rodzinnych okolic nie była nieprzemyślana. Musiał naprawdę wiele czasu poświęcić nad tym, aby wszystko zorganizować — od przeprowadzki swoich gratów, przewozu psa i innych organizacyjnych kwestii, od których pękała mu głowa. To była jego trzecia duża przeprowadzka, tym razem najbardziej skomplikowana ze względu na wielkogabarytowy bagaż, który postanowił sprawić sobie nieco ponad rok temu. A i tak usłyszał, że podjął nieodpowiedzialną i nieprzemyślaną decyzję, że było to widzimisię, którego zaraz pożałuje. A potem matka go przytuliła, bo chyba jednak nieco ucieszyła się, że będzie mieć wszystkie swoje dzieci w zasięgu ręki. Takiej reakcji właśnie oczekiwał, bo robił to dla niej. Dla jej poczucia komfortu, ale i dla własnego spokoju ducha, że będzie mógł do niej doglądać, zajmować się i pomagać. Rodzina była dla niego ważna, jak i nie najważniejsza. Nie był od nich uzależniony, ale nie wybaczyłby sobie, gdyby w tym trudnym momencie był ponad cztery tysiące kilometrów stąd.
Po emocjonalnym, popołudniowym spotkaniu, nadeszła pora na przyjemności. Rozgościł się póki co u rodziców, zostawił im pod opiekę ich wnuka i ze spokojem mógł udać się w miejsce spotkania starszych braci Rosenhall. Musiał użyć całego swojego uroku osobistego, aby przekonać recepcjonistkę, że jest bratem właściciela przytułku, a na koniec pochwalił się swoim dowodem osobistym, żeby potwierdzić, że miał nazwisko takie samo jak dwóch gamoni. I w końcu powiedziała mu, że siedzą w niewielkim saloniku, przestrzeni wspólnej dla gości i udał się tam, stając w progu z uśmiechem na ustach i rękach założonych na biodrach. Spojrzał na ilość szkła na stoliku i zacmokał z dezaprobatą, jednocześnie przykuwając na siebie spojrzenie starszych braci.
— A gdzie kieliszek dla najmłodszego? — odpowiedział, z najbardziej urażonym tonem głosu, jaki był w stanie z siebie wydobyć. A ciężko było, skoro japa mu się cieszyła na ich widok, tym bardziej jeśli wyglądali, jakby zobaczyli ducha.

Leo Rosenhall Mark Rosenhall

get the toronto look

: wt kwie 21, 2026 8:40 pm
autor: Leo Rosenhall
Nadszedł TEN dzień. Dzień spotkania z braćmi marnotrawnymi, z których każdy miał swoje życie i każdemu ciężko było wygospodarować czas dla siebie nawzajem, mimo że pierwsze kilkanaście lat życia spędzili razem (albo kilka, biorąc pod uwagę wiek Nico) i powinny wytworzyć im się JAKIEŚ CIEPŁE WIĘZI. Początkowo Leo przygotował trzy talerzyki i trzy kieliszki w pensjonatowym saloniku, ale dopiero później sobie przypomniał, że miał się spotkać tylko z Markiem, bo Nico nie raczył zaszczycić ich swoją obecnością, bo cośtamcośtam, no i dlatego schował trzeci komplet z powrotem, naszykował alkohole i inne napoje, a nawet przygotował popcorn z mikrofali, co było szczytem jego umiejętności kulinarnych. W sumie to nie wiedział, po co naszykował talerzyki, bo nie miał czym poczęstować Marka (nie licząc popcornu), ale mama zawsze tak robiła, jak przyjmowali gości w domu. Najwyżej coś sobie później zamówią do jedzenia, tak? No tak. Mark przybył spóźniony, ale to nawet dobrze, bo Leo akurat wysłuchiwał skargi dotyczącej braku codziennej wymiany ręczników od jakiegoś natrętnego gościa. Przez telefon.

Jakieś dwadzieścia minut później Leo i Mark siedzieli sobie spokojnie w saloniku, chrupiąc popcorn, no i Leo zastanawiał się, jak ugryźć ująć w słowa to, co miał bratu do przekazania. Owijać w bawełnę? Walić prosto z mostu? A może jednak nic nie mówić, skoro nie byli w komplecie? Kurczę, kurczę... Co tu robić, co tu robić? Na szczęście, jego rozmyślania przerwało wtargnięcie najmłodszego Rosenhalla do pomieszczenia. Leo rozpromienił się na jego widok i wstał, od razu porywając braciszka w objęcia, bo jakżeby inaczej? A gdzie kieliszek dla najmłodszego? Leo przewrócił oczami i poklepał Nico po ramieniu. - No nie wiem, przecież miało cię nie być, młody? - odparł, po czym rozłożył ramiona i podparł się pod boki, posyłając najmłodszemu bratu znaczące spojrzenie. - No ale skoro już jesteś, to znajdziemy dla ciebie jakiś naparstek - dodał, rozglądając się w poszukiwaniu czegoś mniejszego od standardowego kieliszka, ale oczywiście, nic nie można było znaleźć w tym pensjonacie, drama, dlatego ostatecznie postawił przed Nico kieliszek, który pół godziny temu najpierw wyjął, a potem schował, a teraz znowu wyjął, nosz niech się ten najmłodszy Rosenhall zdecyduje, no.

No i znowu rozsiedli się wygodnie przy stoliczku, a po chwili Leo nachylił się do Nico. - Dobrze, że jesteś, bo już myślałem, że Mark mnie zanudzi na śmierć gadkami o biznesach - szepnął mu do ucha, patrząc znacząco na Marka, który i tak pewnie wszystko słyszał. Zaraz jednak Leo klasnął w dłonie i chwycił jedną z butelek stojących na stole. - Dobra, dobra, dość tych formalności, ja już wam tu… ten, ten… - zawiesił głos i przechylił butelkę z alkoholem, nawet nie wiedział jakim, bo nie rozpoznawał większości literek z etykiety, dostał ten alkohol od jakiegoś gościa z Polski. - … no… nalewam… i… kieliszki w górę, toast, toast - uniósł swój kieliszek. Spojrzał każdemu z nich w oczy, nastała długa cisza, przerywana tylko przez dzwoniący w recepcji telefon. - Saraaa, weź odbieerz ten telefon! No a wracając do tematu... Mam żonę, chłopaki - obwieścił uroczyście, starając się wyglądać na ucieszonego, ale jak tu być ucieszonym, kiedy chciał wziąć rozwód, a żonka z piekła rodem nie chciała mu go dać? No odrobinę mina mu zrzedła, zwłaszcza, gdy obserwował miny braci w milczeniu. A to milczenie było długie i dziwne. - Na zdrowie? - rzucił, w ramach rozładowania atmosfery, po czym wypił zawartość jednym haustem.

Kurwa jego mać, jakie to było obrzydliwe, jakby pił płyn do mycia naczyń, lol? Oni tak żyli w tej Polsce?

Nico
Mark

get the toronto look

: śr kwie 22, 2026 9:25 pm
autor: Mark Rosenhall
#2

Mark cieszył się z pomysłu, jakim było spotkanie z braćmi - choć po przeczytaniu wiadomości od Nico był przekonany, że do spotkania dojdzie wyłącznie z jednym bratem - oraz że całkiem sprawnie poszło im wybieranie daty i miejsca, bo szczerze? Markowi przez myśl przeszło, że termin przesunie się na następny miesiąc, lecz ostatecznie nic takiego nie miało miejsca.
Oczywiście nie byłby sobą, gdyby w sobotę jeszcze nie odpalił laptopa, by pozamykać sprawy z piątku lub powysyłać broszury dotyczące nowego osiedla, które czekało na nowych właścicieli. Oprócz tego, żeby nie było, że wpada z pustymi rękami, zajechł do supermarketu, gdzie kupił czipsy paprykowe i solone, precelki oraz piwo - dwa czteropaki tak dokładniej, bo rzecz jasna doskonale wiedział, że zostanie na noc w pensjonacie. No, także to praca oraz zakupy były jego POWODEM spóźnienia. Czy był z tego dumny? Niezbyt, ale przynajmniej w ogóle się pojawił, prawda?
Przywitał Leo uściskiem, a potem pootwierał chipsy oraz precle - bo przecież nie przywiózł przekąsek jako dekoracji - i korzystając z okazji, wziął sobie garść cziperków paprykowych oraz popcornu, a potem usiadł obok brata. Zaczął mu opowiadać o tym, że lada dzień jego firma prawdopodobnie podpisze umowę na kolejne spore osiedle, lecz decyzja ma nastąpić dopiero za kilka dni. Nagle, ku zdziwieniu Marka, usłyszał dobrze znany głos oraz zauważył dobrze znaną buźkę. Zamrugał kilka razy, by mieć pewność, iż nie miał żadnych zwidów.
- No proszę, proszę. Kto to nas odwiedził. - powiedział, wstając z miejsca, by przywitać się z młodszym bratem, i skinął głową na słowa Leo, bo tak jak powiedział, młodego miało nie być, a tu taka niespodzianka. Aż mu się przypomniało, jak w młodości spotykali się w którymś z pokoi (z przemycanymi przekąskami), by razem w coś pograć albo pogadać... normalnie jakby im ktoś teraz zrobił zdjęcie, mógłby je porównać do jednego ze zdjęć w albumie. O! Może właśnie któregoś razu powinni odtworzyć jakieś zdjęcia ot tak, dla beki i dla samych siebie - bardzo popularne przecież były tik-toki czy rolki na ig gdzie w tle leciało I'm just a kid w wykonaniu Simple Plan. Właśnie sobie zanucił wspomnianą piosenkę, gdy usłyszał słowa Leo, które skierował do Nico.
- Ej! Było mówić, że Cię to nie interesuje... - powiedział patrząc na starszego brata z powagą wymalowaną na twarzy - bo przecież nie mówił tego specjalnie by brata zanudzić, a wręcz uwazał, iż był to zaiste bardzo ciekawy temat, o którym Leo chciał posłuchać.
- Tak, pora się napić. - skinął głową, choć pierwszy raz widział taki alkohol - no dobra, wcale nie, ponieważ widział go w różnych sklepach obok innych wódek, ale nigdy nie kupił, by spróbować. Uniósł brew i podniósł kieliszek, słuchając słów Leo oraz podziwiając ten bezbawny trunek, tak jakby czegoś tam szukał. Przestał to robić, gdy zaczął dzwonić telefon, a Leo wyznał coś, co zaskoczyło Marka tak, że ten zmarszczył brwi, jakby nie rozumiał, jednocześnie wyglądając mniej więcej tak. Wykonał gest kieliszkiem tak, jakby potwierdzał rzucone chwilę temu na zdrowie i życzył tego samego, a następnie opróżnił kieliszek. Nie spodziewał się, że to będzie takie...
niedobre,
dlatego skrzywił się i pokręcił głową.
- Jest gdzieś cola? - spytał, bo jakoś nie widział jej na stole, ale oczywiście, mimo że niesmakowało, to pouzupełniał sobie i braciom kieliszki, coby puste szkło nie było.
- Masz co.. znaczy kogo? Czekaj, zaraz, chwila… kto nią został? Gdzie się poznaliście? Opowiadaj. I najlepiej pokaż fotkę. - powiedział, powoli przetwarzając usłyszaną informację, bo szczerze? Pic or didn't happen.

Leonidas
Nicolas

get the toronto look

: ndz kwie 26, 2026 11:45 am
autor: Nico Rosenhall
Nie mógł być oczywisty, musiał dbać o to, żeby starzy mieli nieco niespodzianek w swoim prawie że emeryckim życiu. Dlatego powiedzenie braciom, że od razu kupuje bilety lotnicze i zjawi się na braterskie spotkanie, kompletnie nie wchodziło w grę. Co prawda dawał znaki, że coś było inaczej — nieco ciche, bo zawsze gdy umawiali się bez niego to jojczył im przynajmniej dwa dni przed datą, jak mu przykro, że nie da rady dojechać, a tym razem odezwał się raz i temat zapadł się jak kamień w wodę. Może pomyśleli, że wreszcie dorósł? Zrobił się poważny i zaczął przyjmować rzeczywistość bez zbędnego użalania się? Nie powinni robić sobie aż tak złudnej nadziei. Nico dokładnie dostrzegał minusy mieszkania z dala od rodziny i nawet jeśli przez ostatnie pięć lat przyjmował je na klatę, to teraz miało się to zmienić. Dzisiaj była prawdziwa gala, ale nie tylko przybycia w odwiedziny, ale jego oficjalny powrót. I w tym momencie był prawdziwą gwiazdą wieczoru — szedł po dywanie w kierunku gości i potem przytulał swoich fanów.
— No i co z tego? — zapytał, jakby odpowiedź była oczywista. — Nawet jak mnie nie ma, to powinniście być przygotowani. Jak pusty talerz dla gościa wigilijnego — stwierdził, przytaczając idealne porównanie. Wcześniej nie robił takich niespodzianek, ale z nim czort wie czasami, co wymyśli. Dlatego teraz mogło się wydawać, że podsunął im pomysł na przyszłość, choć alfa brothers jeszcze nie wiedzieli, że od tego właśnie momentu, ich przyszłościowe spotkania nabierają tempa! — Dziękuję za litościwe potraktowanie, królu złoty — odpowiedział, kłaniając się w pas, że dostanie jakąś skromną szklaneczkę. Teraz był zdecydowany, nigdzie nie uciekał.
Parsknął na słowa dotyczące rozmów biznesowych. W takim razie nawet cieszył się, że spóźnił się o chwilkę! — Zamiast o biznesach mógłbyś opowiedzieć o rzeczach ważniejszych, czyli co z tą typiarą z twojej roboty — zauważył, choć dobrze, że wcześniej nic nie wypowiadał się w tym temacie. Najmłodszy jeszcze przegapiłby najbardziej pikantne ploteczki! Spojrzał na butelkę, którą Leo dzierżył w rękach i z całą koncentracją przyjrzał się napisu, który na niej widniał. Nawet gdyby chciał, to i tak nie przeczytałby tego w poprawny sposób, chociaż w jego głowie było kilka kombinacji, których mógłby spróbować. — Zbr… — zaczął, ale zaraz machnął ręką. Miało być dobre, a nie dawać się czytać. Czekał na jakiś toast ze strony najstarszego, w międzyczasie podkładając kieliszek pod nos, aby powąchać wódkę, choć każdy szanujący Polak teraz powiedziałby, że wóda to nie klej, więc nie wąchaj tylko chlej! I tak też chciał zrobić, Sara recepcjonistka w końcu podniosła telefon i po tej jakże cudownej nowinie zapadła cisza, a Nico zdążył tylko otworzyć w szoku usta, odkładając jeszcze pełen kieliszek na stół. — Żonę?! — niemalże krzyknął, patrząc na Leo z niedowierzaniem. — Jak to żonę? Gdzie rodzinne zapoznanie? Nie była na święta! Nie przeszła testu, czy się nadaje! — oburzył się, bo zaburzona została cała droga rytuału, aby stwierdzić, czy była na tyle zajebista i godna, aby zawracać dupę Rosenhallowi. — No na zdrowie, żeby wam się powodziło — stwierdził finalnie; w końcu nie będzie źle życzył bratu. Nie zmienia to jednak faktu, że czeka go długa opowieść. Wypił swój kieliszek i zaraz odchrząknął, odwracając głowę w bok i krótko kaszląc. Nie spodziewał się tego smaku — w zasadzie nie miał żadnych oczekiwań, ale na pewno nie sądził, że to było TAKIE. — Bez coli albo czegoś innego raczej może być… mało przyjemne do picia— zawtórował Markowi, bo bąbelki albo nawet zwykły sok wleciałby idealnie. — Skąd masz takie… cudo? — zagadnął jeszcze na temat alkoholu. Leo zaskakiwał ich dzisiaj na każdym kroku: najpierw przedziwny alkohol, a potem informacja bomba. Dobrze, że nie ogłosił jej w momencie, gdy pili, wtedy przy okazji wybiłby męskich potomków Rosenhall, bo prawdopodobnie z wrażenia by się podusili. — Czekamy na opowieść. I zdjęcia ze ślubu. Kurwa, ślub. Własnych braci nie zaprosiłeś?! — pokiwał głową z niedowierzaniem. Tego się nie spodziewał, ale zaraz nasunęło mu się najważniejsze pytanie: co na to rodzice!

tajemniczy pan młody no to co z tą typiarą?