Nie mógł być oczywisty, musiał dbać o to, żeby starzy mieli nieco niespodzianek w swoim prawie że emeryckim życiu. Dlatego powiedzenie braciom, że od razu kupuje bilety lotnicze i zjawi się na braterskie spotkanie, kompletnie nie wchodziło w grę. Co prawda dawał znaki, że coś było
inaczej — nieco ciche, bo zawsze gdy umawiali się bez niego to jojczył im przynajmniej dwa dni przed datą, jak mu przykro, że nie da rady dojechać, a tym razem odezwał się raz i temat zapadł się jak kamień w wodę. Może pomyśleli, że wreszcie dorósł? Zrobił się poważny i zaczął przyjmować rzeczywistość bez zbędnego użalania się? Nie powinni robić sobie aż tak złudnej nadziei. Nico dokładnie dostrzegał minusy mieszkania z dala od rodziny i nawet jeśli przez ostatnie pięć lat przyjmował je na klatę, to teraz miało się to zmienić. Dzisiaj była prawdziwa gala, ale nie tylko przybycia w odwiedziny, ale jego
oficjalny powrót. I w tym momencie był prawdziwą gwiazdą wieczoru — szedł po dywanie w kierunku gości i potem przytulał swoich fanów.
— No i co z tego? — zapytał, jakby odpowiedź była oczywista.
— Nawet jak mnie nie ma, to powinniście być przygotowani. Jak pusty talerz dla gościa wigilijnego — stwierdził, przytaczając idealne porównanie. Wcześniej nie robił takich niespodzianek, ale z nim czort wie czasami, co wymyśli. Dlatego teraz mogło się wydawać, że podsunął im pomysł
na przyszłość, choć alfa brothers jeszcze nie wiedzieli, że od tego właśnie momentu, ich przyszłościowe spotkania nabierają tempa!
— Dziękuję za litościwe potraktowanie, królu złoty — odpowiedział, kłaniając się w pas, że dostanie jakąś skromną szklaneczkę. Teraz był zdecydowany, nigdzie nie uciekał.
Parsknął na słowa dotyczące rozmów biznesowych. W takim razie nawet cieszył się, że spóźnił się o chwilkę!
— Zamiast o biznesach mógłbyś opowiedzieć o rzeczach ważniejszych, czyli co z tą typiarą z twojej roboty — zauważył, choć dobrze, że wcześniej nic nie wypowiadał się w tym temacie. Najmłodszy jeszcze przegapiłby najbardziej pikantne ploteczki! Spojrzał na butelkę, którą Leo dzierżył w rękach i z całą koncentracją przyjrzał się napisu, który na niej widniał. Nawet gdyby chciał, to i tak nie przeczytałby tego w poprawny sposób, chociaż w jego głowie było kilka kombinacji, których mógłby spróbować.
— Zbr… — zaczął, ale zaraz machnął ręką. Miało być dobre, a nie dawać się czytać. Czekał na jakiś toast ze strony najstarszego, w międzyczasie podkładając kieliszek pod nos, aby powąchać wódkę, choć każdy szanujący Polak teraz powiedziałby, że wóda to nie klej, więc nie wąchaj tylko chlej! I tak też chciał zrobić, Sara recepcjonistka w końcu podniosła telefon i po tej jakże cudownej nowinie zapadła cisza, a Nico zdążył tylko otworzyć w szoku usta, odkładając jeszcze pełen kieliszek na stół.
— Żonę?! — niemalże krzyknął, patrząc na Leo z niedowierzaniem.
— Jak to żonę? Gdzie rodzinne zapoznanie? Nie była na święta! Nie przeszła testu, czy się nadaje! — oburzył się, bo zaburzona została cała droga rytuału, aby stwierdzić, czy była na tyle zajebista i godna, aby zawracać dupę Rosenhallowi.
— No na zdrowie, żeby wam się powodziło — stwierdził finalnie; w końcu nie będzie źle życzył bratu. Nie zmienia to jednak faktu, że czeka go długa opowieść. Wypił swój kieliszek i zaraz odchrząknął, odwracając głowę w bok i krótko kaszląc. Nie spodziewał się tego smaku — w zasadzie nie miał żadnych oczekiwań, ale na pewno nie sądził, że to było TAKIE.
— Bez coli albo czegoś innego raczej może być… mało przyjemne do picia— zawtórował Markowi, bo bąbelki albo nawet zwykły sok wleciałby idealnie.
— Skąd masz takie… cudo? — zagadnął jeszcze na temat alkoholu. Leo zaskakiwał ich dzisiaj na każdym kroku: najpierw przedziwny alkohol, a potem informacja bomba. Dobrze, że nie ogłosił jej w momencie, gdy pili, wtedy przy okazji wybiłby męskich potomków Rosenhall, bo prawdopodobnie z wrażenia by się podusili.
— Czekamy na opowieść. I zdjęcia ze ślubu. Kurwa, ślub. Własnych braci nie zaprosiłeś?! — pokiwał głową z niedowierzaniem. Tego się nie spodziewał, ale zaraz nasunęło mu się najważniejsze pytanie:
co na to rodzice!
tajemniczy pan młody no to co z tą typiarą?