what the fuck is up with bitches these days?
: pn kwie 20, 2026 10:30 pm
just don’t be fake, say it to my face,
what the fuck is up with bitches these days?
No, powiedzmy, że jej tolerancja dla wrzucania każdego spotkania na stories po uprzedniej sesji zdjęciowej, po której wszystko już było zimne, zmniejszała się z każdym wyjściem.
— No co ty robisz, zostaw! — Amanda niby żartobliwie pacnęła Hanę w wierzch dłoni, gdy ta sięgała po swojego bajgla. — W tamtym ujęciu przypadkiem ucięłam serwetkę…
— Za to w poprzednim nie było widać mojej kawy. A tak ładnie dzisiaj wyszła Ciasteczku Numer Dwa, że warto ją uwiecznić — poparła koleżankę Natasha, zerkając spod długich rzęs na baristę, który kompletnie nieświadomy bycia obgadywanym obsługiwał kolejnych klientów. — Jezu, te jego ramiona…
Hana przewróciła oczami, strzelając spojrzeniem ku siedzącej naprzeciwko Blair. Była już porządnie głodna, a bajgiel z kremowym serkiem, łososiem i jajkiem sadzonym wyglądał tak apetycznie… co prawda jajko już na pewno było chłodne, z kolei lód w jej mrożonej kawie roztopił się już częściowo, tworząc niezbyt estetycznie wyglądającą warstewkę wody tuż pod porcją bitej śmietany, ale to nie było teraz najważniejsze. Całe popołudnie Hana miała wypełnione spotkaniami w kwestii nadchodzącego wielkimi krokami ślubu jednej z klientek, więc energia z porządnego śniadania była jak najbardziej w cenie. A już zwłaszcza, że owa klientka mogłaby być jej matką, wyglądała jak Kris Jenner, tylko miała jeszcze bielsze licówki, a gdyby coś poszło nie tak, to z pewnością ruszyłaby niebo i ziemię, żeby tylko znaleźć Hanę i nafaszerować ją wszystkimi piórkami, kwiatami, wstążeczkami i brokatem, których zażyczyła sobie do dekoracji sali.
— Czekaj, teraz wyjdzie! — rzuciła Amanda, wysuwając lekko koniuszek języka spomiędzy warg. — Tak, perfekcyjne światło… i mamy to.
— Mogę już jeść? — Ton Hany był żartobliwy, ale… tak naprawdę czuła narastającą irytację.
— Jeśli chcesz mieć kawałki rukoli między zębami na naszym obowiązkowym selfie, to śmiało — odparła Natasha, odwracając się tak, by złapać na zdjęciu wszystkie koleżanki. — Hana, przesuń tę rękę, wygląda, jakby miała dwa metry… a ty, Blair, może byś się uśmiechnęła?
Pięć minut i trzy kłótnie między Amandą i Natashą później było już wreszcie po sesji zdjęciowej.
Hana w końcu wgryzła się w swojego bajgla, z umiarkowanym zainteresowaniem przysłuchując się dyskusji o szalenie seksownym instruktorze jogi, który przejął ostatnio grupę Natashy.
— Dziewczyny, p r z y s i ę g a m, jak przechodzi z psa z głową w dół do bitilasany, to klękajcie narody, on ma taki tyłeczek…
— A co na to Derek? — wtrąciła cicho Hana, rzucając koleżance długie spojrzenie.
— …że sama mam ochotę dosłownie zacząć szczekać…
— Mhm.
— Sztywniary z was, to tylko takie żarty. — Amanda starała się rozładować atmosferę, ale Blair i Hana milczały wymownie, a Natasha nie wiedziała, czy skupić wzrok na zrobionych ukradkiem zdjęciach instruktora, czy jednak uciec nim do przystojnego baristy, który akurat szedł w stronę zaplecza.
— Swoją drogą — odezwała się Natasha, kiedy obiekt zabierający całą jej uwagę zniknął już za drzwiami TYLKO DLA PERSONELU. — Nie sądzisz, że może lepiej zrezygnować z tych bajgli?
Hana aż się zakrztusiła kawałkiem zimnego już jajka.
— Dlaczego? — wychrypiała, zapijając szybko kawą.
— No wiesz, nie obraź się, może po prostu jesteś dzisiaj bardzo spuchnięta, ale mam wrażenie, że ta ilość tłuszczu ci nie służy, kochanie.
Pełen fałszywego zmartwienia uśmiech i poklepanie jej po szczupłym nadgarstku uprzedziły zapowiedź, że dziewczyny idą teraz do łazienki, bo słońce tak grzeje przez okno, że już im się całe czoła wyświeciły; a przecież po śniadaniu miały zrobić sobie nawzajem nowe fotki profilowe, bo Amanda przecież jest po wolumetrii twarzy i już zupełnie nie przypomina siebie sprzed trzech miesięcy, a Natasha… Natasha po prostu nie może być gorsza.
Przy stoliku zrobiło się dziwnie cicho, kiedy dwie rozgadane kobiety zniknęły za drzwiami łazienki.
— Przecież noszę rozmiar S… — mruknęła nagle Hana, zerkając w stronę Blair na poły z rozbawieniem, a na poły z irytacją. To jednak szybko jej przeszło, kiedy dostrzegła grobową minę przyjaciółki. — No dobra, mamy pewnie z pięć minut. Co zrobił? — spytała, a jej ton głosu nagle uległ totalnej transformacji. Miękkość zniknęła bez śladu, ustępując miejsca prostemu komunikatowi — „dawaj konkrety”. Wystarczająco długo znała Blair — i jej relację z Charliem — by wiedzieć, kiedy ten coś nawywijał. A to coś, czymkolwiek było, musiało być duże.