No, powiedzmy, że jej tolerancja dla wrzucania każdego spotkania na stories po uprzedniej sesji zdjęciowej, po której wszystko już było zimne, zmniejszała się z każdym wyjściem.
— No co ty robisz, zostaw! — Amanda niby żartobliwie pacnęła Hanę w wierzch dłoni, gdy ta sięgała po swojego bajgla. — W tamtym ujęciu przypadkiem ucięłam serwetkę…
— Za to w poprzednim nie było widać mojej kawy. A tak ładnie dzisiaj wyszła Ciasteczku Numer Dwa, że warto ją uwiecznić — poparła koleżankę Natasha, zerkając spod długich rzęs na baristę, który kompletnie nieświadomy bycia obgadywanym obsługiwał kolejnych klientów. — Jezu, te jego ramiona…
Hana przewróciła oczami, strzelając spojrzeniem ku siedzącej naprzeciwko Blair. Była już porządnie głodna, a bajgiel z kremowym serkiem, łososiem i jajkiem sadzonym wyglądał tak apetycznie… co prawda jajko już na pewno było chłodne, z kolei lód w jej mrożonej kawie roztopił się już częściowo, tworząc niezbyt estetycznie wyglądającą warstewkę wody tuż pod porcją bitej śmietany, ale to nie było teraz najważniejsze. Całe popołudnie Hana miała wypełnione spotkaniami w kwestii nadchodzącego wielkimi krokami ślubu jednej z klientek, więc energia z porządnego śniadania była jak najbardziej w cenie. A już zwłaszcza, że owa klientka mogłaby być jej matką, wyglądała jak Kris Jenner, tylko miała jeszcze bielsze licówki, a gdyby coś poszło nie tak, to z pewnością ruszyłaby niebo i ziemię, żeby tylko znaleźć Hanę i nafaszerować ją wszystkimi piórkami, kwiatami, wstążeczkami i brokatem, których zażyczyła sobie do dekoracji sali.
— Czekaj, teraz wyjdzie! — rzuciła Amanda, wysuwając lekko koniuszek języka spomiędzy warg. — Tak, perfekcyjne światło… i mamy to.
— Mogę już jeść? — Ton Hany był żartobliwy, ale… tak naprawdę czuła narastającą irytację.
— Jeśli chcesz mieć kawałki rukoli między zębami na naszym obowiązkowym selfie, to śmiało — odparła Natasha, odwracając się tak, by złapać na zdjęciu wszystkie koleżanki. — Hana, przesuń tę rękę, wygląda, jakby miała dwa metry… a ty, Blair, może byś się uśmiechnęła?
Pięć minut i trzy kłótnie między Amandą i Natashą później było już wreszcie po sesji zdjęciowej.
Hana w końcu wgryzła się w swojego bajgla, z umiarkowanym zainteresowaniem przysłuchując się dyskusji o szalenie seksownym instruktorze jogi, który przejął ostatnio grupę Natashy.
— Dziewczyny, p r z y s i ę g a m, jak przechodzi z psa z głową w dół do bitilasany, to klękajcie narody, on ma taki tyłeczek…
— A co na to Derek? — wtrąciła cicho Hana, rzucając koleżance długie spojrzenie.
— …że sama mam ochotę dosłownie zacząć szczekać…
— Mhm.
— Sztywniary z was, to tylko takie żarty. — Amanda starała się rozładować atmosferę, ale Blair i Hana milczały wymownie, a Natasha nie wiedziała, czy skupić wzrok na zrobionych ukradkiem zdjęciach instruktora, czy jednak uciec nim do przystojnego baristy, który akurat szedł w stronę zaplecza.
— Swoją drogą — odezwała się Natasha, kiedy obiekt zabierający całą jej uwagę zniknął już za drzwiami TYLKO DLA PERSONELU. — Nie sądzisz, że może lepiej zrezygnować z tych bajgli?
Hana aż się zakrztusiła kawałkiem zimnego już jajka.
— Dlaczego? — wychrypiała, zapijając szybko kawą.
— No wiesz, nie obraź się, może po prostu jesteś dzisiaj bardzo spuchnięta, ale mam wrażenie, że ta ilość tłuszczu ci nie służy, kochanie.
Pełen fałszywego zmartwienia uśmiech i poklepanie jej po szczupłym nadgarstku uprzedziły zapowiedź, że dziewczyny idą teraz do łazienki, bo słońce tak grzeje przez okno, że już im się całe czoła wyświeciły; a przecież po śniadaniu miały zrobić sobie nawzajem nowe fotki profilowe, bo Amanda przecież jest po wolumetrii twarzy i już zupełnie nie przypomina siebie sprzed trzech miesięcy, a Natasha… Natasha po prostu nie może być gorsza.
Przy stoliku zrobiło się dziwnie cicho, kiedy dwie rozgadane kobiety zniknęły za drzwiami łazienki.
— Przecież noszę rozmiar S… — mruknęła nagle Hana, zerkając w stronę Blair na poły z rozbawieniem, a na poły z irytacją. To jednak szybko jej przeszło, kiedy dostrzegła grobową minę przyjaciółki. — No dobra, mamy pewnie z pięć minut. Co zrobił? — spytała, a jej ton głosu nagle uległ totalnej transformacji. Miękkość zniknęła bez śladu, ustępując miejsca prostemu komunikatowi — „dawaj konkrety”. Wystarczająco długo znała Blair — i jej relację z Charliem — by wiedzieć, kiedy ten coś nawywijał. A to coś, czymkolwiek było, musiało być duże.