apollo ioannidis
: śr kwie 22, 2026 8:56 pm
Apollo "Polly" Nikolaos Ioannidis

data i miejsce urodzenia
21/06/1996, ateny (grecja)zaimki
on/jegozawód
pisarz, doktorant (filologia klasyczna)miejsce pracy
university of torontoorientacja
panseksualnydzielnica mieszkalna
greektownpobyt w toronto
od kilkunastu miesięcy bardziej na stałe, a wcześniej praktycznie od narodzin po prostu tu bywałumiejętności
Uwielbia bawić się słowem, a pisarstwo odkąd pamięta, towarzyszyło mu w różnej odsłonie. Dość dobrze radzi sobie z językami obcymi, które traktuje jako jeden z elementów poznawania obcej kultury. Potrafi prowadzić samochód oraz motor, lecz najczęściej wybiera piesze wędrówki (zazwyczaj ze względu na zagubiony kluczyk lub stan upojenia). W okresie szkolnym i studenckim starał się wpasować w ramy złotego syna; uprawiał wioślarstwo na poziomie uczelnianym oraz zdobywał wyróżnienia w przeróżnych konkursach poetyckich. Wszystko, byleby zagłuszyć we własnej głowie wyrzuty sumienia, iż może o d e b r a ł im kogoś o wiele lepszego. słabości
Jako dziecko bał się ciemności, co z czasem praktycznie mu przeminęło. Niekiedy jednak odczuwa wtedy niepokój, choć nie wie, czy bardziej nie przerażają go wtedy własne myśli. Notorycznie gubi rzeczy, które po prostu znikają w niezrozumiały dla niego sposób. Pamiąć - o, losie - nie jest również jego najmocniejszą stroną; imiona, terminy i inne drobnostki życia codziennego giną gdzieś w odmętach jego umysłu. Często działa pod wpływem impulsu, nie zastanawiając się kompletnie nad możliwymi konsekwencjami. Ma niezdrową potrzebę do testowania granic własnej moralności, która nie zawsze idzie w parze z normami społecznymi. O Phoebus, the whole range of song is fallen to you, both over the mainland that rears heifers and over the isles. All mountain-peaks and high headlands of lofty hills and rivers flowing out to the deep and beaches sloping seawards and havens of the sea are your delight.
Wszystko zaczęło się wraz ze spotkaniem księżyca ze słońcem na barwnym firmamencie. Kiedy pierwsze promienie żegnające się z nocą wkradały się przez okna sali porodowej, Wasze krzyki łączyły się w dysharmoniczną melodię niosącą się wśród szpitalnego gwaru.
Razem...
Twe Pola Elizejskie miały niegdyś swe miejsce na ziemi, nad kamienistym brzegiem południowej części Peloponezu. Gdzie promienie słońca zapisywały się opalenizną na Waszych dziecięcych ciałach, gdy odpoczywaliście na trawiastych zboczach prowadzących do posiadłości dziadków. Z zamkniętymi oczami i polnymi kwiatami łaskoczącymi odsłoniętą skórę dzieliliście ze sobą błogość wspólnych chwil. W tę sielską scenierię wszyte zostało pewne wspomnienie, zamknięte po wieki malującymi się na niebie konturami gór Tajget.
Z tańczącym szeptem rozbawieniem na Waszych ustach wyślizgnęliście się przez okno znajdującej się na parterze zajmowanej przez Was sypialni. Ze skrzypnięciem zawiasów starych okiennic rozpoczęliście przygodę pod płaszczem wyszywanym gwiazdozbiorami. Żwir chrobotał pod podeszwami butów, gdy pędziliście jedną ze słabo oświetlonych dróg Kardamyli. Łapiąc oddech, zrzucaliście pośpiesznie tenisówki, by poczuć pod stopami chłodne kamienie pobliskiej plaży.
Twoja wina; gdy wskazałeś głową w stronę fal rozbijających się z szumem o brzeg.
Twoja wina; gdy pozwoliłeś Waszym palcom rozpleść się, kiedy chłodne wody oplotły się wpierw wokół kostek.
Ta wina zapisana jest w Twojej pamięci jej imieniem wykrzykiwanym nad kołysaną wiatrem taflą wody, tuż po jej zniknięciu w morskiej pianie. Uciekającym ciepłem z jej ciała, kiedy roztrzęsiony próbowałeś ocucić ją na plaży. Ta wina okala Twoje ciało co nocy wraz z lśnieniem księżyca.
Przekroczyłeś próg domu na obrzeżach Aten ze wspomnieniami atakującymi Cię zewsząd, zaciskającymi się ciasnym sznurem na smukłej szyi. Złapałeś własne spojrzenie na wodzy, przemieszczając się dalej w głąb korytarza, z którego ze ścian spoglądały na Ciebie oczy Twoich najbliższych. Nim wszedłeś do salonu, czułeś, jak po ciele wędruje paraliżujący wręcz dreszcz; czy tym razem wyrwie się z mgieł niepamięci? Kładąc na posadzce sportową torbę wypełnioną brudnymi po treningu rzeczami, obserwowałeś wychylający się profil ojcowskiej twarzy zza wysokiego oparcia fotela. Wpierw nie zdążyłeś uchwycić jego rozbieganego spojrzenia, kiedy stanąłeś praktycznie tuż przed nim. Z głębokim westchnięciem zdusiłeś w sobie pragnienie objęcia mężczyzny na powitanie, potrzebę odszukania w tym utraconej w wodach zapomnienia ojcowskiej miłości. Choroba rozmyła w jego pamięci Twój obraz, bo gdy spoglądał wreszcie na Twoją twarz, widział wyłącznie nieznajomego młodzieńca. O podobnych oczach do swoich, choć już na zawsze pozostających obcymi.
- Kiedy wróci moja córka?
Tusz sączący się ze stalówki pióra wiecznego stawał się uosobieniem pamięci. W krętych zawijasach liter ukrywałeś uczucia, które rozdzierały Twoją duszę podczas jego pogrzebu. Musiałeś zachować ten ból, w panicznym odruchu chwytając się każdej ulotnej myśli. Mimowolnie zignorowałeś ciężar kobiecego ciała opierający się w chwilowej czułości o Twe ramię, wzrokiem wędrując po pomieszczeniu zamglonym od papierosowego dymu. Studio na ostatnim piętrze budynku wypełniały w większości nieznane Ci osoby, których imion nie kłopotałeś się nawet spamiętać. Zagubione w sztuce dusze kotłowały w zacierających się granicach dzielonej weny. Wszystko w tym było tak soczyście prawdziwe, a zarazem trwające zaledwie kilkadziesiąt uderzeń rozszalałego w uniesieniach serca.
Och, na bogów, gdy szkarłatny płyn dotykał czerwieni Twych ust, w duszy składałeś modlitwy o chwilę zbawienia. Jakby sama spartańska księżniczka dodała do niego magicznego wywaru mogącego przynieść mu ukojenie od trosk. Z wyuczonym uśmiechem kiwałeś głową, podtrzymując z grzeczności nieinteresującą Cię rozmowę. W głębi duszy bałeś się utonąć w wodach Lete, lecz pamiętanie niekiedy bolało b a r d z i e j.
— Urodzony jako syn znanego greckiego pisarza oraz kanadyjskiej działaczki społecznej, która po rozwodzie wróciła do swojej ojczyzny.
— Wisi nad nim widmo choroby Alzheimera, która u jego ojca rozwinęła się bardzo wcześnie. Przypadki zachorowań zdarzały się w tej części rodziny już wcześniej, lecz pozostawały zazwyczaj bagatelizowane. Z tego powodu Apollo często nosi przy sobie dziennik, by nie pozwolić przechwycić zapomnieniu własnych myśli.
— W dzieciństwie dość długo czuł strach w ciemności, a po śmierci siostry spotęgowało się to jeszcze bardziej przez pewien czas. Niekiedy i teraz wkrada się w jego myśli po zmroku jakaś myśl pełna niepokoju.
— W okresie studiów był członkiem drużyny wioślarskiej, lecz jego powiązania z tym sportem zamykały się wyłącznie w tych latach.
— Poza oczywistą znajomością języka greckiego oraz angielskiego, posługuje się bardzo dobrze starożytną greką głównie ze względu na studia oraz w mniejszym stopniu łaciną. Francuski opanował na poziomie pozwalającym na dość swobodną komunikację.
— Poza pomniejszymi opowiadaniami czy wierszami wydał jedną powieść, która zebrała sporo pozytywnych opinii krytyków. Sprzedaż oraz rozpoznawalność tytułu skupiła się jednakże głównie na Grecji.
zgoda na powielanie imienia
niezgoda na powielanie pseudonimu
nieZgody MG
poziom ingerencji
średnizgoda na śmierć postaci
niezgoda na trwałe okaleczenie
niezgoda na nieuleczalną chorobę postaci
niezgoda na uleczalne urazy postaci
takzgoda na utratę majątku postaci
niezgoda na utratę posady postaci
nie