Strona 1 z 1

The world's a little blurry

: śr kwie 29, 2026 5:22 pm
autor: Lowen Graves
Są takie poranki po nocnej zmianie, kiedy własne mieszkanie wydaje się dziwnie ciche. Lowen znała to aż za dobrze. Ta cisza potrafiła być bardziej przytłaczająca niż jakikolwiek hałas. Dlatego zamiast wracać do mieszkania, jak niemal każdego dnia skręciła w stronę Birds and Beans Coffee. Zamówiła podwójne espresso i zajęła miejsce przy oknie, wtapiając się w dźwięk ekspresu i ciche rozmowy obcych ludzi. Wśród nich było jej jakoś łatwiej. Mniej samotnie.
Noc w Lakeshore Lodge minęła spokojnie. Kilka razy musiała odpowiedzieć na ciche wołanie z końca korytarza, poprawić kołdrę, podać wodę, upewnić się, że wszystko jest na swoim miejscu. Zdarzały się też chwile ciszy, kiedy wszystko na moment zwalniało, a ona mogła oprzeć się o ladę i błądzić wzrokiem po pustych ścianach. Zapach środków dezynfekujących i przytłumione światło wypełniały korytarze aż do świtu. Nic szczególnego się nie wydarzyło, a mimo to zmęczenie i tak dawało o sobie znać. Lubiła tę pracę, choć na początku miała zostać tam tylko na chwilę. Teraz jednak nie wyobrażała sobie, że mogłaby tak po prostu odejść i zostawić ludzi, do których zdążyła się przywiązać. Że mogłaby tak po prostu zniknąć ze świata Margaret, która w ciągu jednego dyżuru wielokrotnie potrafiła zapytać o pogodę, jakby od tego zależały losy świata. Albo Arthura, który uparcie rzucał niestosownymi żartami, zawsze z tym samym rozbawieniem, jakby sam słyszał je po raz pierwszy. Nie potrafiła wyobrazić sobie, że mogłaby już nigdy więcej nie spędzić czasu z Helen, która wciąż wracała do wspomnień o swoim zmarłym mężu i opowiadała o nim z czułością, która nie słabła mimo upływu lat. Jej historie miały w sobie coś wyjątkowego, coś, co dla innych mogło być wzruszające. Lonnie jednak słuchała ich z dystansem, bo dla niej miłość była raczej czymś, o czym się mówi, niż czymś, co naprawdę istnieje. Było to dość ironiczne, bo to właśnie miłość doprowadziła ją na samo dno.
Sięgnęła do swojej znoszonej, sztruksowej torby i wyciągnęła z niej dziennik. Okładka była lekko wygięta, a kartki pokryte były zaschniętymi plamami po kawie. Każdego dnia zapisywała w nim nie tylko swoje przeżycia, ale również wszystkie przemyślenia, którymi nie była w stanie podzielić się nawet ze staruszkami, którzy na obecny moment byli jej jedynymi przyjaciółmi. Upiła łyk kawy, złapała za długopis i zapominając o otaczającymi ją świecie, zaczęła przelewać na papier wszystko to, co tylko pojawiło się w jej myślach.

Yasmine Jefferson