one last ride
: pt maja 15, 2026 2:38 pm

Śnieżynka
Pojadę z rodzicami na rozdanie dyplomów. Tata się uparł, że to taki... rodzinny czas.
Ale widzimy się na miejscu!
Nie mogę się doczekac aż zobaczę cię w tej todze...
Na pewno będziesz wyglądał mega hot!
Wiadomość...
Na miejsce dotarli chwilę przed czasem. Na placu zbierali się już uczniowie, tworząc grupki towarzyskie i zawzięcie dyskutując. Niektórzy byli praktycznie bladzi ze stresu. Bo przecież podanie wyników wcześniej było dla szkoły zbyt mało prestiżowe, więc postanowili, że każdy o tym czy zdał, czy też nie, dowie się właśnie podczas ceremonii. Odkryli chyba sposób na szybkie doprowadzenie młodych ludzi do zawału serca. Wiwat edukacjo!
Przed rozpoczęciem całej tej szopki niestety nie udało jej się namierzyć wzrokiem swojego najpilniejszego ucznia i to wcale nie dlatego, że jedynego. Ale nawet po zajęciu miejsca przeznaczonego dla jej klasy nie przestała się rozglądać, wiercąc się przy tym niemiłosiernie. I oczywiście, że najciemniej było pod latarnią – siedział sześć miejsc dalej, w tym samym rzędzie, jednak w części przeznaczonej dla jego klasy. Jednak szczęście się do niej uśmiechnęło i kiedy ona go znalazła, on również spojrzał w jej stronę. Cóż, może wszyscy w tych togach i biretach wyglądali tak samo, ale tych jej intensywnie fuksjowych włosów nawet ślepy by nie przeoczył. Uśmiechnęła się lekko, posyłając mu od razu całusa. Na więcej nie mogła sobie pozwolić, bo od razu zaczęło się całe przedstawienie.
Nic nadzwyczajnego – przemówienie dyrektora, przedstawiciela rodziców oraz uczniów. Trwało to jednak zdecydowanie za długo. Tak bardzo chciała mieć już w ręce swój dyplom i chełpić się sama przed sobą jak super jej poszło! Bo poszło… prawda?
– Teraz zaczniemy wyczytywać nazwiska osób, które zdały alfabetycznie. Zaczniemy od klasy A… – To jedno zdanie wystarczyło, że wszyscy, którzy przysnęli na poprzedniej części, nagle się ożywili. Było to widać po głowach, które jak jeden mąż uniosły się nagle, aby skierować spojrzenie na scenę, na którą to zaczęli wchodzić uczniowie wywołani przez dyrektora. O dziwo, cały proces odbywał się dosyć sprawnie – nazwisko, dyplom, uścisk dłoni, szybkie zdjęcie i powrót na swoje miejsce. Dlatego dosłownie po kilku minutach przyszła kolej na klasę Dantego. Skrzyżowała palce na szczęście, czekając aż nadejdzie jego kolej. To nie tak, że w niego nie wierzyła, bo przecież nie raz jej udowodnił, że był uosobieniem sformułowania zdolny, ale leniwy. I może akurat na którymś egzaminie miał zły humor? Może uznał, że ma to w dupie tak jak te wszystkie sprawdziany z fizyki, na które się z nią uczył? I nawet nie wiedziała, kiedy padło ze sceny jego nazwisko, ale jej ciało machinalnie wstało, a dłonie same uniosły się do gromkich oklasków. Nie wspominając o tym szerokim uśmiechu i błyszczącym spojrzeniu, którym pierw zaprowadziła go na scenę, a następnie odprowadziła na miejsce, gdzie już czekało na niego gorące powitanie przez kolegów z klasy. Ale była z niego dumna!
– Klasa C…
Serce momentalnie podskoczyło jej do gardła. Wyprostowała się w krześle tak gwałtownie, że materiał togi zaszeleścił cicho o oparcie. Dłonie zacisnęła na własnych kolanach, próbując powstrzymać chęć skubania skórek przy paznokciach, żeby nie odebrać dyplomu zakrwawionymi palcami.
Pierwsze nazwisko.
Potem kolejne.
I następne.
Ludzie wokół podnosili się pojedynczo ze swoich miejsc, kierując ku scenie wśród oklasków i westchnień ulgi. Kątem oka widziała poruszenie w rzędach, sylwetki przeciskające się pomiędzy krzesłami, błyski aparatów. Jednak sama praktycznie przestała rejestrować cokolwiek poza listą nazwisk. Znała ją oczywiście na pamięć, wiedziała po kim powinna zostać wyczytana.
– Ana Ellison… Michael Evans…
Zamarła. Przecież pomiędzy l a v powinno być r! Dlaczego więc dyrektor jej nie wyczytał? Oblała?
Ręce zaczęły jej drżeć, a obraz przed oczami zamazywać się od wzbieranych łez.
Siedziała nieruchomo. Nie potrafiła nawet odnaleźć wzrokiem Dantego, aby sprawdzić czy może on wiedział, co się właśnie stało. A może nawet nie zauważył? Może pochłonięty świętowaniem swojego dyplomu wśród kumpli nie odnotował, że na liści zabrakło jednego nazwiska?
Czuła się tak, jakby ktoś nagle obdarł ją ze skóry na oczach tych wszystkich ludzi. Jakby każdy szept, każde poruszenie i każde spojrzenie natychmiast mówiło tylko o niej.
To ta, która nie zdała.
Gardło ścisnęło jej się boleśnie. Opuściła głowę, zaciskając usta tak mocno, że aż zabolała ją szczęka. Nie chciała płakać. Nie tutaj. Nie teraz. Ale… przecież tyle się uczyła! Od razu jej mózg zaczął analizować każdy napisany egzamin, każde pytanie i udzieloną przez nią odpowiedź… czy naprawdę popełniła ich tak wiele, że nie zasłużyła na ukończenie liceum?
– A teraz chcielibyśmy wręczyć ostatni dyplom. Uczennica ta wyróżniała się od początku wysokimi wynikami nie tylko w sferze naukowej, ale także sportowej…
Bla, bla, bla… bla, bla… bla, bla
W ogóle do niej nie docierało to co mówił dyrektor. Słyszała jego głos, ale pojedyncze słowa zlewały się w jeden monotonny szum. Jakby ktoś nagle ściszył cały świat, zostawiając ją sam na sam z pulsującym uczuciem beznadziejności. Chciała zapaść się pod ziemię, zniknąć… zawiodła rodziców, zawiodła Dantego. Bo co była z niej za korepetytorka skoro sama nie zdała? I dlaczego to tak długo trwało, dlaczego nie mogli tego już skończyć, aby mogła wrócić do domu schować się pod swój koc w śnieżynki?
– Dyplom z wyróżnieniem otrzymuje Elsa Erisen.
Co…?
Podniosła gwałtownie głowę, spoglądając w stronę sceny. Słyszała oklaski, ale przez kilka sekund brzmiały dla niej całkowicie nierealnie. Jakby dochodziły z bardzo daleka, a przede wszystkim – jakby dotyczyły kogoś innego.
Dyrektor patrzył prosto na nią z uprzejmym, wyczekującym uśmiechem, a stojący obok nauczyciele również zaczęli klaskać. Dopiero wtedy zauważyła, że ludzie siedzący najbliżej odwrócili się w jej stronę.
To naprawdę chodziło o nią.
Nie pamiętała jak weszła na scenę. Nie pamiętała uścisku dłoni dyrektora ani którą ręką sięgnęła po elegancko zwinięty dokument. Zejście ze sceny było również dla niej niewyraźnym wspomnieniem, podobnie jak zajęcie swojego miejsca i poczekanie aż mężczyzna oficjalnie zakończy ceremonię. A gdy wszyscy uczniowie podnieśli swoje tyłki z tych niewygodnych krzeseł, ona pognała w to jedno miejsce – nie do rodziców, nie do brata, ani do żadnego nauczyciela.
– Dante! – zawołała rozpromieniona, rzucając mu się na szyję i od razu przyciągając go do namiętnego pocałunku. Miała gdzieś jego kumpli. Nie interesowało ją nawet to, że w ich stronę szła właśnie rodzina Eriksenów, a także jego mama z ojczymem. Nie. Liczyło się tylko to, że wreszcie mogła się do niego przytulić i na nowo zasmakować tych miękkich ust.
Dante Levasseur