Strona 1 z 2

my mama don't like you and she likes everyone

: wt maja 19, 2026 3:10 pm
autor: teddy darling
050.
Ostatnie spotkanie z rodzicami April nie wyszło najlepiej. Właściwie - jeśli już patrzeć na to uczciwie - nie wyszło wcale. Przez kilka dni po tamtym wieczorze temat Finchów praktycznie nie istniał w ich mieszkaniu. Nie dlatego, że żadna o tym nie myślała. Wręcz przeciwnie, to akurat wisiało nad nimi cały czas, tylko obie najwyraźniej uznały, że chwilowo lepiej nie dotykać niczego, co mogłoby znowu otworzyć tamtą awanturę. Mimo to Teddy co jakiś czas przyłapywała narzeczoną na zbyt długim wpatrywaniu się w telefon albo na nagłym milczeniu, kiedy Darling wspominała bezwiednie jakąś anegdotkę o swoich rodzicach.
A gdy któregoś popołudnia Abigail odezwała się do córki z propozycją spotkania, obie nie kryły zaskoczenia. Co prawda pani Finch od razu zaznaczyła, że chodzi o rozmowę bez udziału Paula, ale żadna z nich nie spodziewała się, że nastąpi to tak szybko. Co więcej, pani Finch chciała również, żeby w spotkaniu uczestniczyła Teddy, więc całe szczęście, że bez Paula, bo strażaczka nawet nie miała siły udawać, że wizja kolejnej wspólnej kolacji z ojcem April to świetny pomysł. Na samą myśl coś nieprzyjemnie ściskało ją w żołądku, a co dopiero, jakby miała znowu miałaby zasiąść z nim przy jednym stole.
Finalnie stanęło na tym, że Abigail przyjedzie do nich. I właśnie wtedy Teddy popełniła podstawowy błąd, uznając, że skoro spotkanie odbędzie się w ich lofcie, to przynajmniej będzie czuła się swobodniej. Nie czuła się. Od rana chodziła po domu jak nakręcona i nie potrafiła znaleźć sobie miejsca. Sprzątała rzeczy, które były już posprzątane, poprawiała rzeczy, których nikt normalny nawet by nie zauważył i co kilka minut wymyślała sobie nowy problem. Niby wiedziała, że to absurdalne. Pani Finch nie przyjeżdżała przecież na inspekcję sanitarną ani wycenę nieruchomości. Miała po prostu wpaść na kawę i obiad.
Przeszła przez salon i poprawiła poduszki na kanapie. Potem jeszcze raz poduszki na kanapie, bo jedna wyglądała dziwacznie. Później stwierdziła, że stolik jest zakurzony, mimo że przecierała go dosłownie dziesięć minut wcześniej. Łazienkę sprawdziła chyba ze cztery razy. Za każdym razem znajdowała coś nowego. A to ręcznik wisiał nierówno, a to dozownik mydła był wysunięty za bardzo do przodu, a to kosz wyglądał, jakby należało go opróżnić natychmiast, chociaż w środku leżały dwie chusteczki i opakowanie po paście do zębów. Wprawdzie April zapewniała, że jej matka nie będzie zaglądać im do śmieci, ale skąd wiedziała? Nie mogła tego wiedzieć!
I Teddy nagle zaczęła się zastanawiać nad kompletnymi idiotyzmami. Czy mieszkanie wygląda wystarczająco dorośle. Czy nie jest za bardzo zagracone. Czy Abigail zauważy suszarkę z praniem upchniętą w najodleglejszy zakątek antresoli. Czy uzna, że są niepoważne, bo na lodówce dalej wiszą głupie magnesy i zdjęcia, na których stroją miny. Czy kanapa wygląda tanio. Czy nie powinna była wsiąść do samochodu i podjechać do meblowego, żeby kupić lepszą wyspę kuchenną. W pewnym momencie złapała się nawet na tym, że poprawia książki na półce według wysokości. A przecież nigdy wcześniej tego nie robiła. W ogóle nie przywiązywała większej uwagi do porządków i miała tendencję do zostawiania skarpetek na samym środku salonu.
Spojrzała na narzeczoną, która kończyła przygotowywać obiad i odruchowo usiadła na kanapie. Ale może na całe trzy sekundy, bo zaraz znowu zerwała się na nogi.
Myślisz, że powinnyśmy zapalić świeczkę? Ale taką normalną, nie tę o zapachu majowego bzu, bo jeszcze pomyśli, że próbujemy coś ukryć — zapytała, ale co właściwie miałyby ukrywać? A na przykład to, że kanalizacja w budynku uległa awarii i czasami w łazience unosiły się nieprzyjemne, niezależne od nikogo zapachy.
I nie, Teddy absolutnie nie panikowała! Chciała po prostu, żeby było dobrze. Albo chociaż poprawnie. Bez uszczypliwości i paskudnych sugestii. Wszystko sprowadzało się do tego, żeby April nie musiała dziś czuć się tak, jak po ostatnim spotkaniu, kiedy potem przez pół godziny siedziały w samochodzie i dochodziły do siebie.

z patrzenia tka mi się dom, gdzie ściany są z cierpliwości zbudowane

my mama don't like you and she likes everyone

: wt maja 19, 2026 7:49 pm
autor: April Finch
39
Wychodziła z siebie, by zepchnąć temat rodziców na jak najdalszy plan. Nie miała siły teraz tego przepracowywać, a na wspomnienie tamtego wieczoru robiło jej się niedobrze i stawała w jakimś dziwnym zawieszeniu trzy kroki od ataku paniki. Zdecydowanie nie miała ochoty znowu w nich lądować. Obudowała się w głowie murem takiej grubości, że jak to wszystko w końcu pierdolnie, to cegły zaczną się jej wysypywać nawet nosem. Ale to było całkiem... niezłe.
Myślała, że spróbuje wkręcić się w temat przygotowań do ślubu, ale to jej tylko zaszkodziło. Nie zdążyła zaangażować się poważnie. Przejrzała kilka influenserskich wspomnień z ich imprez, polajkowała parę TikToków i miała dość. Ten temat za mocno wiązał się z tamtą nieszczęsną kolacją i też wywoływał w niej skrajne emocje. Musiała starać się funkcjonować normalnie. Znów brała na siebie trochę za dużo pracy, ale jednak starała się bardzo, żeby nie przesadzić. Czas z narzeczoną nadal był dla niej najważniejszy i tylko przy niej czuła się w pełni bezpiecznie. Po prostu gdyby chciała, to znalazłaby dużo więcej czasu w dobie na odpoczynek, ale jakoś ją nie ciągnęło. Jak raz to Burnett powinna być zadowolona – April z przyjemnością brała na siebie część jej zadań, pozwalając jej na nadprogramową swobodę.
Dzień, w którym odezwała się do niej matka, nieco to zaburzył. Coś w murze się zachwiało, o mało nie przegrała tej bitwy. Starała się przyjąć informację jak dorosła. Zaproszą Abigail do siebie, na pewno porozmawiają jak ludzie i wszystko sobie wyjaśnią. Skończy się dobrze, a przed weselem jej ukochana i rodzicielka na bank się zaprzyjaźnią i będą radośnie plotkować o... dobra, bez przesady. Takie wizje szybko porzuciła. Może i kochała fantasy, ale wszystko miało swoje granice. Dlatego był z niej kiepski Mistrz Gry – zbyt późno wyhamowywała!
Stresowała się mniej niż przed wizytą u rodziców. To pewnie zasługa tego, że nie będzie Paula. A może było jej już wszystko jedno? Nie wierzyła, ze mogłoby być gorzej, więc niech się dzieje wola nieba. Pomagała z grubsza w ogarnianiu loftu, ale szybko sobie odpuściła, bo Teddy co rusz coś po niej poprawiała albo rzucała jej krzywe spojrzenia, nie mogąc pojąć, jak mogła zostawić smugę na lustrze w łazience. April po prostu zajęła się pracą, a kiedy przyszła odpowiednia pora – jedzeniem.
— Jeżeli chcesz ją wykończysz, to jasne, odpal wszystkie na raz — odparła, zaglądając do piekarnika, do którego wsadziła przed momentem tatrę ze szparagami i ricottą. Miała ochotę otworzyć drzwi i przyjrzeć się blizej, jak idzie, ale robienie tego po trzech minutach byłoby raczej durne.
— Ma uczulenie na świeczki zapachowe — wyjaśniła, bo nie chciała, żeby Teddy pomyślała sobie, że wątpi w jej zdolności zadbania o BHP czy coś. Akurat z tym nie miałaby problemów! W razie pożaru pewnie wyniosłaby obie Finch na rękach. Może to przekonałoby rodziców? Podeszła bliżej narzeczonej i objęła ją w pasie, przyciągając do siebie jeszcze bardziej.
— Nie poprawiaj już. Jest dobrze — zapewniła i ucałowała ją w czubek nosa. Nie od dzisiaj przecież wiadomo, że lepsze jest wrogiem dobrego, a nie ma szans, by dotarły do momentu, gdy poczują się odpowiednio przygotowane na tę wizytę.
— Patrz na to. — Wyjęła telefon z kieszeni i odpaliła zegarek. Do umówionej pory została niecała minuta. Gestem poprosiła, by Teddy poczekała i pogapiła się wraz z nią w telefon. Dokładnie w momencie, gdy czas przeskoczył, rozległ się dźwięk domofonu.
— Nie wiem, jak ona to robi. Jebnięta jakaś — dodała ciszej, jakby jakimś cudem Abigail miała je usłyszeć. Odłożyła telefon gdzieś na bok i wzięła głęboki wdech. Przynajmniej z tym było wiadomo, czego się spodziewać. Pani Finch była fizycznie niezdolna do spóźnień.
Dzień dobry. Miło was znów widzieć. Proszę, powinno wam zasmakować.Abigail weszła do środka i wręczyła Teddy elegancko zapakowaną butelkę równie eleganckiego wina, które pewnie miało bardzo elegancką cenę. April uśmiechnęła się słabo i zaprosiła matkę w głąb loftu. Pani Finch rozejrzała się dyskretnie po wnętrzu, choć pewnie kusiło ją, by natychmiast obiec całe z lupą.
— Dziękujemy za prezent. Jedzenie jeszcze dochodzi, musimy poczekać. Mam nadzieję, że będzie chociaż w połowie tak dobre jak twoje. — April była wyraźnie zestresowana. Mówiła jakoś tak dziwnie spokojnie, jakby spotykała się z matką pierwszy raz w życiu. Sama nie wiedziała, co powinna teraz zrobić. Spojrzała na moment na partnerkę, która zajęła się znalezieniem najlepiej wypolerowanych kieliszków i korkociągu.
Talent masz po mnie, to przecież wiemy. A reszta to lata doświadczenia. Sama zobaczysz... za niedługo.Abigail uśmiechnęła się delikatnie, siadając na kanapie. To chyba miał być żart sugerujący, że nie była aż taka stara. No, zaczynały naprawdę na grubo.

Mam klucz dla Ciebie, chodź, naprawimy wszystko

my mama don't like you and she likes everyone

: wt maja 19, 2026 9:42 pm
autor: teddy darling
Sam fakt, że Abigail odezwała się po tamtym wieczorze, był już niewątpliwie czymś. Czym? Na razie trudno to stwierdzić. Może nie oznaczało to nagłego przełomu, ale przynajmniej nie ignorowała córki, nie odcięła się całkowicie i nie udawała, że temat zaręczyn w ogóle nie istnieje. A to i tak było więcej, niż Teddy spodziewała się jeszcze kilka dni wcześniej. Jednocześnie nie budowała sobie wokół tego żadnych wielkich wizji. Nie sądziła, że nagle zacznie wymieniać z panią Finch uprzejme wiadomości albo że będą spędzać wspólnie popołudnia przy kawie. Szczerze mówiąc, nawet nie próbowała sobie tego wyobrażać, bo zwyczajnie do siebie nie pasowały. Abigail była opanowana i elegancka w sposób, który momentami trochę onieśmielał Teddy. Nie oczekiwała rewelacji, po prostu wystarczyłoby, gdyby mogły normalnie usiąść przy jednym stole i dojść do momentu, w którym żadna z nich nie będzie czuła się nieswojo w swoim towarzystwie.
Odruchowo rozejrzała się po salonie, jakby chciała upewnić się, że naprawdę żadna świeca się nie pali. Jeszcze tego brakowało, żeby Abigail weszła do mieszkania, dostała wstrząsu anafilaktycznego i po pięciu minutach uznała, że przyszła synowa próbuje ją wykończyć metodą chemiczną. A przecież Teddy naprawdę się starała! I wszystko po to, żeby zrobić dobre wrażenie. Kolejne. Które to już właściwie było? Pięćdziesiąte? Setne? Każde spotkanie z panią Finch automatycznie uruchamiało w Teddy dziwną potrzebę zachowywania się trochę lepiej niż zwykle. Mniej przeklinania. Mniej siedzenia po turecku na kanapie. Więcej myślenia przed powiedzeniem czegokolwiek. Ale im bardziej Teddy próbowała wypaść dobrze, tym bardziej bała się, że zaliczy jakąś kompletnie idiotyczną wpadkę. Taką małą, absurdalną rzecz, którą normalny człowiek by olał, ale ona potem będzie chciała umrzeć przez trzy kolejnych dni. Jak te cholerne świece.
Niczego nie poprawiam — zastrzegła od razu, oczywiście w tej samej sekundzie po raz ostatni klepiąc poduszkę, która wyglądała dokładnie tak samo. Przestała dopiero wtedy, kiedy April przyciągnęła ją do siebie i cmoknęła w nos.
Westchnęła cicho i zerknęła na telefon, jakby odliczała sekundy do katastrof. Albo cudu. Właściwie sama nie wiedziała którego bardziej się spodziewa. Dźwięk domofonu rozbrzmiał dokładnie w chwili, gdy wybiła umówiona godzina spotkania.
Niewiarygodne — wypaliła z autentycznym podziwem. Punktualność była dla niej czymś abstrakcyjnym. Nie dlatego, że miała ludzi gdzieś albo spóźniała się z premedytacją. Po prostu zawsze coś się działo. Czasami już wychodziła z domu i dopiero przy windzie orientowała się, że zapomniała telefonu. Innym razem kluczy. Raz musiała wracać się trzy razy, bo najpierw zostawiła portfel, potem identyfikator ze straży, a na końcu okazało się, że jednak wypadałoby założyć bluzę, bo pogoda zdążyła się popsuć. Bywały też dni, kiedy naprawdę wychodziła odpowiednio wcześnie, a potem nagle znajdowała się w dziesięciokilometrowym korki. Albo zatrzymywała się tylko na chwilę po kawę i kończyło się tym, że ratowała starszej pani rozsypane zakupy na parkingu. April od dawna twierdziła, że Teddy funkcjonuje według jakiejś alternatywnej strefy czasowej i szczerze mówiąc, trudno było się z tym kłócić.
Dzień dobry, wspaniale pani wygląda — przywitała się szybko, odbierając od Abigail prezent. A potem dygnęła. Dosłownie, kurwa, dygnęła. Kto normalny robił takie rzeczy? Chyba tylko jakieś panny z wyższych sfer. Tak to potem jest, kiedy April traktuje ją jak prawdziwą księżniczkę!
Najgorsze było to, że pani Finch prawdopodobnie nawet tego nie skomentuje. Co tylko dodatkowo pogarszało sytuację, bo Teddy sama będzie pamiętać ten moment jeszcze przez najbliższe pięć lat. Do tego jeszcze to wspaniale. Czy wspaniale było w ogóle odpowiednim słowem? Brzmiało trochę jak komplement rzucany nauczycielce podczas zakończenia roku. Może powinna powiedzieć, że wygląda elegancko? Albo pięknie Nie, pięknie brzmiałoby z kolei zbyt intensywnie. Matko boska. Teddy poczuła, jak mózg zaczyna jej się zapętlać wokół jednej, kompletnie nieistotnej wymiany zdań. Dlatego zrobiła taktyczny w tył zwrot i szybki krokiem podeszła do barku, żeby wyciągnąć szkło. Nawet udało jej się znaleźć kieliszki bez odciśniętych paluchów i zarysowań po zmywarce, a to już był już jakiś odłamek sukcesu.
April zawsze świetnie gotowała — pochwaliła narzeczoną, odkorkowując butelkę z nieprzyzwoicie drogim alkoholem. Teraz byle niczego nie rozlać i pójdzie z górki! — Obie nieźle radzimy sobie w kuchni, ale jej przychodzi to całkiem naturalnie — dodała i naprawdę niewiele brakowało, żeby zaczęła opowiadać o swoich przygodach kulinarnych. A kto wie, może Abigail już zdążyła ją wystalkować na Instagramie, gdzie Darling dzieliła się z obserwującymi swoimi żenującymi filmikami?
Czyli faktycznie wdała się we mnie. I bardzo dobrze, bo Paul ma dwie lewe ręce do gotowania — oznajmiła, dziwnym trafem przyglądając się jednej z poduszek na kanapie. O nie, na pewno coś było nie tak! Na pewno była niedokładnie wymiętolona, a April zapewniała, że jest dobrze! I czy ta wzmianka o Paulu sugerowała, że teraz Teddy powinna zapytać, co słychać u pana Fincha?
Całe szczęście nie zdążyła się w to zagłębić, bo Abigail, po tym, jak znów rozejrzała się po lofcie, uprzedziła ją własnym pytaniem.
I jak wam się tutaj mieszka? Nie macie... zbyt mało miejsca? — spojrzała najpierw na strażaczkę, a potem na swoją córkę. Dało się wyczuć, że również stara się dobierać słowa, żeby przypadkiem nie powiedzieć czegoś za bardzo wprost. Pewnie w innych okolicznościach stwierdziłaby, że loft Darling to straszna klita. Ale w normalnych okolicznościach, czyli jeśli jej córka związałaby się z kimś zamożnym, jej noga by tutaj nie postała.

dobre zakończenie uda się nam napisać tylko wspólnie

my mama don't like you and she likes everyone

: śr maja 20, 2026 9:27 am
autor: April Finch
Z pewnością nie byłaby punktualna, gdyby nie jej matka. Było jej daleko do zdolności Abigail, ale potrafiła ogarnąć się w miarę sprawnie i uniknąć większych spóźnień. Zdarzały jej się wpadki, jak każdemu normalnemu człowiekowi, ale i tak wyciągnęła pod tym względem z domu całkiem sporo. Nie chciałaby mieć jednak pod tym względem takiej nerwicy jak matka. Pani Finch musiała mieć pod wieloma względami bardzo stresujące życie, o czym April myślała od czasu do czasu, próbując ją nieco usprawiedliwiać za wszelkie nieprzyjemne zachowania. Nie można było jednak tego nadużywać. Zwalanie wszystkiego na zawirowania psychiczne to przesada. Da się przecież żyć z całą masą problemów, które nie są niczyją winą, a i tak być ciepłym człowiekiem.
Obserwowała narzeczoną, starając się wyczuć poziom stresu, na którym już się znalazła. Zdecydowanie nie było jej lekko. Dygnięcie było... mocne. Dobrze, że Abigail postanowiła to zignorować, bo April nie miałaby pojęcia, jak zareagować. Zasłoniła usta dłonią, powstrzymując wybuch śmiechu, który tylko przyciągnąłby uwagę do tej kuriozalnej sceny. Teddy i tak miała już ciężko na bani, nie będzie jej przecież dobijać. Kiedy się mijały, pogłaskała ją czule po plecach, chcąc dodać nieco otuchy. Nie żeby sama miała jej tyle, by rozdawać na prawo i lewo, ale przecież Darling nie musi o tym wiedzieć! No dobra, wiedziała na bank. Potrafiła z niej czytać jak z otwartej księgi.
Usiadła na kanapie obok matki i pokiwała głową, zgadzając się w kwestii gotowania ojca. Miał wiele talentów, ale gotowanie nie było jednym z nich. Pod tym względem stanowili bardzo tradycyjny model rodziny. Na szczęście takich kwestii nie było zbyt dużo. Sam fakt, że Abigail pracowała, nieco to wszystko rozmywał.
— Miejsca jest naprawdę sporo! Nawet udało mi się nie zagracić mieszkania skrajnie, jak przywiozłyśmy tu moje rzeczy. — Machnęła ręką, jakby chciała zaprezentować cały loft jednocześnie. Teraz przecież prezentował się naprawdę dobrze! Zdążyły wreszcie rozpakować wszystkie pudliszcza i wynieść tekturę na śmieci. Otwieranie szaf z ubraniami i przemykanie między wieszakami stojącymi na górze mogło wprawdzie być niebezpieczne, ale poza tym było w porządku. Bardzo się starała, żeby nie wypchnąć z loftu całej osobowości narzeczonej, wciskając w każdy kąt własne graty. Darling była jak zawsze bardzo wyrozumiała i nie kręciła nosem praktycznie na nic, co wbrew pozorom nie ułatwiało sytuacji, bo April trudno momentami było wyczuć, gdzie jednak będzie przekraczała granice.
— Mamy przemiłych sąsiadów, mam teraz bliżej do pracy i w ogóle — dodała, chcąc zaprezentować matce jeszcze kilka niezaprzeczalnych zalet tego miejsca. Przecież loft naprawdę nie był zły! Był świetnie zlokalizowany i zadbany. To nie jakaś smutna kawalerka na obrzeżach, w której mieszka więcej szczurów niż ludzi. Nie ma co dramatyzować.
A w pracy wszystko w porządku?Abigail ponowiła pytanie, na które nie doczekała się odpowiedzi ostatnim razem. April nie miała pojęcia, czy rzeczywiście ją to interesuje, czy po prostu stara się w kulturalny sposób podtrzymać rozmowę.
— W jak najlepszym. Zimą mieliśmy lekki kryzys wizerunkowy, ale się z niego wygrzebaliśmy. Mam świetny zespół, to też ich zasługa. Och, no właśnie! Emma cię pozdrawia. — Uśmiechnęła się szeroko. To oczywiście nie była prawda. Burnett wolała unikać pani Finch jak prawie każdy, kto ją kiedykolwiek poznał. Dzisiaj rano życzyła im powodzenia w próbach przeżycia mrocznego rytuału, który na pewno ta wiedźma zrzuci im na łeb. W opinii April nieco dramatyzowała.
Dziękuję, również ją pozdrów. A jak ty się czujesz, Theodoro? Czy twoja jednostka uczestniczyła w gaszeniu apteki na Dufferin Street? To lokal jednego z moich klientów. Wybitny farmaceuta, tragiczny decydent w kwestii ubezpieczeń.Abigail obróciła się, by móc lepiej widzieć strażaczkę. April w życiu nie przyzwyczai się do zamiłowania matki do stosowania pełnych imion w kontakcie z każdym człowiekiem na świecie. Dobrze, że wszystkie siostry nazywały się tak krótko i prosto!

Zostań, poukładaj mi sny. Jeden z nich na pewno to my

my mama don't like you and she likes everyone

: śr maja 20, 2026 10:31 am
autor: teddy darling
Odetchnęła w duchu, kiedy Abigail faktycznie zignorowała całe to nieszczęsne dygnięcie. Nie skomentowała go i nawet nie uniosła nawet brwi, co było prawdopodobnie największym aktem miłosierdzia, jaki mógł ją dziś spotkać. Mimo to nadal czuła na sobie własne zażenowanie. I oczywiście miała stuprocentową pewność, że April ledwo powstrzymuje śmiech. Wystarczyło jedno spojrzenie, żeby Teddy od razu zrozumiała, co się dzieje w jej głowie. Znała ją za dobrze. Na szczęście pogłaskanie po plecach trochę ją uspokoiło. Odrobinkę. Ciągle miała jednak wrażenie, że zachowuje się przy Abigail jak nastolatka próbująca zrobić dobre wrażenie na matce swojej pierwszej dziewczyny.
Co było absurdalne, biorąc pod uwagę fakt, że były zaręczone, a to nie był wieczorek zapoznawczy. Darling miała już szansę, żeby zdobyć jej aprobatę. Kilkanaście lat temu zdecydowanie nie zrobiła na niej dobrego wrażenia. Potem tłumaczyła sobie, że na pewno zyska więcej przy bliższym poznaniu, ale nic takiego się nie wydarzyło.
Podała kobietom kieliszki z winem i usiadła ze swoim na brzegu kanapy. W kwestii mieszkania całkowicie zgadzała się z April. Przynajmniej nie musiały przekrzykiwać się z drugiego końca domu i miały wystarczająco dużo przestrzeni, żeby nie siedzieć sobie na głowie przez całą dobę. Antresola robiła największą robotę. Dzięki niej loft wydawał się przestronniejszy. Tedy lubiła te wysokie sufity, ogromne okna i fakt, że wieczorem światła miasta wpadały do środka tak mocno, że czasami prawie nie trzeba było zapalać lamp.
A przez moje zmiany i tak częściej jestem w pracy niż tutaj — wtrąciła, prostując się automatycznie. Idiotyzm. Jeszcze chwila, a zacznie trzymać dłonie na kolanach. Aż sama przewróciła na to w głowie oczami.
Upiła łyk wina i spojrzała na narzeczoną. Niestety nie było wśród nich Emmy, do której mogłaby się odwrócić i bez słowa popukać palcem w skroń. Kto z własnej, nieprzymuszonej woli pozdrawiał Finchów? Darling naprawdę nie chciała robić z rodziców April jakichś potworów. Nie siedziała tu po to, żeby ich demonizować albo dopisywać im najgorsze intencje na świecie. Ale jednocześnie znała już ich na tyle, żeby mieć pewność, że gdyby Burnett poznała ich poznała osobiście, raczej nie wysyłałaby im żadnych serdecznych pozdrowień. Nawet Abigail.
Pełne imię sprawiło, że Teddy poczuła się tak, jakby coś przeskrobała. I przez chwilę miała wrażenie, że zaraz będzie musiała coś doprecyzować, wyjaśnić albo się z czegoś usprawiedliwić.
Tak. To znaczy nie — zaczęła i od razu się zatrzymała, bo dotarło do niej, że wcale nie ma pewności, jak właściwie powinna odpowiedzieć. — Słyszałam o tym pożarze, ale nie byłam przy nim bezpośrednio — poprawiła się szybko, zerkając na panią Finch, a potem na April, chcąc się upewnić, czy nie weszła właśnie na jakiś dziwny teren. W jej głowie natychmiast pojawiło się absurdalne wrażenie, że Abigail zaraz zapyta, dlaczego jej tam nie było. — Przy gaszeniu apteki uczestniczyła inna jednostka. Ale staram się być na bieżąco — wytłumaczyła w końcu pokracznie i na okrętkę. Postarać, to mogłaby się zamknąć gębę. I tak zrobiła, dociskając sobie kieliszek do ust.
I choć może powinna, nie potrafiła jednak długo usiedzieć w ciszy. Czy wspomniałam już, że zestresowana Darling papla ponad normę? No właśnie.
A pani praca ogólnie wygląda na taką, w której ma się kontakt z wieloma różnymi ludźmi — powiedziała z uprzejmym zainteresowaniem. — Jak to aktualnie wygląda? To najczęściej duże firmy, indywidualni klienci, czy wszystko naraz? — dopytała, chociaż nie była pewna, czy powinna przejmować inicjatywę. Nie chciała wyjść nazbyt formalną, zbyt wścibską, albo taką, która próbuje podtrzymać rozmowę, kiedy nie za bardzo wie, co się powiedzieć. Z drugiej strony, praca była bezpiecznym tematem, prawda? No i Abigail sama zaczęła!

mówiłaś mi, że nie będę sam, bo to samo niebo nad głową masz

my mama don't like you and she likes everyone

: śr maja 20, 2026 2:32 pm
autor: April Finch
Abigail i April podziękowały za swoje kieliszki uśmiechem, po czym powąchały ich zawartość i upiły kilka łyków. Szkoda, że nie zrobiły tego idealnie synchronicznie, bo to dopiero byłoby popierdolone. April rzadko zwracała uwagę na takie szczegóły, ale przez całe życie słyszała, że jest dużo bardziej podobna do matki niż do ojca. Bardzo długo nie wiedziała też, czy to komplementy, czy próby dowalenia jej. Trudno brać jakiekolwiek zdania powiązane z jej rodzinom za suche fakty, bez chociażby szczypty opinii. To przecież była banda dziwaków – w bardzo różnym tego słowa znaczeniu.
Słuchała uważnie, jak narzeczona stara się odpowiedzieć na pytania Abigail w jak najbardziej naturalny sposób. Szło jej... nieźle. Może gdzieś w międzyczasie się zakręciła, ale w gruncie rzeczy szło naprawdę dobrze. Była ciekawa, jak jej matka to wszystko odbiera. Na pewno widziała, że jej potencjalna... zięcia (?) jest zestresowana. Może i była kiepska w okazywanie emocji, ale potrafiła rozpoznać je u innych, szczególnie, jak ktoś się wił przed nią, próbując zgrywać kogoś, kim nie jest. Może Teddy powinna ją po prostu wynająć? Wtedy Abigail nie powstrzymywałaby się, by powiedzieć jej w twarz wszystko, co myśli i wymusiłaby na niej porzucenie tego pajacowania. Przed własnym prawnikiem trzeba przecież być szczerym, żeby wiedział, czego może się chwycić! Paul pewnie nie popierał tej opinii i wolał, by jego klienci zatajali przed nim niektóre fakty ze swojego życia, by mógł ich bronić z czystszym sumieniem. Ale Abigail taka nie była. Słuchała wypowiedzi Teddy równie uważnie, co April. Może i pytanie było rzucone ze zwykłej grzeczności, ale potrafiła się zaangażować w temat, jeśli było trzeba.
Najczęściej pracuję przy sporach cywilnych i gospodarczych. Mam głównie klientów biznesowych. Ostatnio na tapet wzięłam kilka spraw zogniskowanych wokół ubezpieczeń, zwłaszcza przy szkodach majątkowych. Pożary, zalania, błędnie ocenione ryzyko, odmowy wypłaty... czasem trafiają się też indywidualni klienci, którym ubezpieczyciel nagle przypomina, że w umowie był drobny druk. Abigail wyraźnie się ożywiła, gdy tylko zahaczyły o temat jej pracy. Daleko jej było do euforii, z jaką potrafiła opowiadać o bzdurach jej córka, ale biorąc pod uwagę, jak stoicka była na co dzień, to nietrudno było zauważyć, że ten temat naprawdę ją jara i musi bardzo lubić swoją pracę. April uśmiechnęła się od razu, widząc matkę w takim stanie. Zdecydowanie wolała tę wersję od tej, z którą miała do czynienia na poprzedniej kolacji.
Ale nie będę was przecież zanudzać tym, co jest teraz na wokandzie dodała, uśmiechając się nieco przepraszająco. Na pewno byłaby w stanie paplać na ten temat do białego rana, gdyby tylko otrzymała taką możliwość.
Rozległ się dźwięk minutnika z telefonu April. Dziewczyna podniosła się z miejsca i od razu ruszyła w stronę piekarnika, żeby zając się posiłkiem, który powinien być już gotowy. Zajrzała do środka i pokiwała głową z uznaniem dla samej siebie.
— No chodźcie, chodźcie. Już wam nakładam — zawołała, nie patrząc nawet w ich stronę, bo była zbyt zajęta krzątaniem się po kuchni. Bardzo jej zależało, żeby matce zasmakowało. Rzadko kiedy miała okazję próbować jej kuchni. Nawet nie pamiętała, kiedy ostatnio gotowała dla Abigail.
Wszystkie usiadły wygodnie przy wyspie i zabrały się na pałaszowanie. April czuła, jak serce wali jej z emocji. Spróbowała i... no nie umarła ze szczęścia. Było w porządku, ale wiedziała, że może to zrobić dużo lepiej. Tarta była trochę za mało słona, a szparagi mogły spędzić w piekarniku minutę krócej. Wypuściła w myślach wiązankę przekleństw, bardzo uważając, by żadne nie wymsknęło się z jej ust na zewnątrz. Podniosła wzrok na matkę.
Wyszło świetnie. Cieszę się, że twój wegetarianizm nie opiera się na jedzeniu samych ziemniaków albo ryżu.Abigail upiła kilka łyków wina i posłała córce ciepłe spojrzenie. Może nie gorejące matczyną miłością, ale takie całkiem letnie! Nieco podgrzane w mikrofalówce. To od razu ją rozpromieniło. Potem będzie się martwić tym, jak bardzo była uzależniona od walidacji ze strony rodziców.
No dobrze, ale chyba miałyście mi do opowiedzenia coś dużo ciekawszego niż szczegóły odnośnie do pracy, prawda?dodała, spoglądając najpierw na April, a potem na Teddy, jakby nie była pewna, która z nich powinna zacząć oświadcznowe opowieści.

Ona chce zostać na życie, gdyby się okazało, że jednak istnieje jutro

my mama don't like you and she likes everyone

: śr maja 20, 2026 3:54 pm
autor: teddy darling
Dla Teddy wystarczająco popierdolone było wąchanie wina. Nigdy do końca nie rozumiała, co właściwie ludzie chcieli w ten sposób osiągnąć. Czy alkohol naprawdę miał smakować lepiej po kilku sekundach kręcenia kieliszkiem i analizowania zapachu? Nie miała pojęcia. Zwykle po prostu brała solidny łyk. Była pod tym względem raczej prosta. Zresztą pod wieloma innym względami również. W domu Darlingów nikt nie robił wokół alkoholu wielkiej ceremonii. Jej ojciec od lat robił własne nalewki i Teddy szczerze uważała, że większość z nich smakowała lepiej niż połowa drogich trunków, które znajdowały się w jej kolekcji, tylko dlatego, że otrzymywała je w ramach podziękowań za ratowanie życia. Ale wlewając nalewkę do gardła, człowiek przynajmniej wiedział, co pije, a nie udawał, że wyczuwa nuty drewna albo gałkę muszkatołową.
Mimo wszystko nie mogła nie zauważyć podobieństw między April a Abigail. To nie chodziło nawet o wygląd, bardziej o drobne zachowania. Sposób trzymania kieliszka i momenty, w których obie poprawiały coś identycznym ruchem dłoni. Na szczęście April nie była kopią żadnego z rodziców. I całe szczęście, bo wtedy ich związek nie miałby prawa bytu. Teddy nie mogłaby być z kimś, kto nie jest ciepły i po ludzku dobry.
Odwdzięczyła się pani Finch równie uważnym słuchaniem, kiedy ta zaczęła opowiadać o swojej pracy. Akurat z tym nigdy nie miała problemu. Słuchanie przychodziło jej dużo łatwiej niż mówienie, zwłaszcza w takich sytuacjach. Potrafiła wyłapywać szczegóły i naprawdę interesować się tym, co ktoś mówił. Gorzej było później z odpowiadaniem w sposób, który nie brzmiałby niezręcznie. Ale przez wszystkie lata spędzone z April zrobiła pod tym względem spory postęp. Kiedyś pewnie siedziałaby teraz cicho, kiwając tylko głową i odzywając się raz na dziesięć minut. Teraz przynajmniej próbowała normalnie uczestniczyć w rozmowie, nawet jeśli momentami nadal miała wrażenie, że mówi odrobinę za dużo albo nie do końca to, co planowała.
To bardzo ciekawe, co pani opowiada — skomentowała, kiedy obie podniosły się z kanapy i zachęcone słowami April, usiadły przy kuchennej wyspie. — Ogień potrafi strawić cały dorobek człowieka — dodała, bo w tym temacie mogła wypowiedzieć się z pełną świadomością i doświadczeniem.
Teddy widziała wiele takich miejsc. Małe mieszkania po zwarciach instalacji, gdzie po ugaszeniu zostawała właściwie tylko łazienka, bo reszta była kompletnie spalona albo zalana wodą. Domy, w których pożar zaczynał się od jednej świeczki zostawionej przy zasłonie. Garaże, które zajmowały się od prostownika do akumulatora. Ale nie zapominała też, że ludzie tracili w pożarach dużo więcej niż sam majątek. Miała przed oczami starszą kobietę, która po zakończonej akcji kilka razy próbowała wracać pod taśmę tylko po to, żeby upewnić się, czy naprawdę nie da się uratować porcelany po matce. Mężczyznę z trójką małych dzieci, który stał pośród zgliszcz i uparcie szukał pudła ze zdjęciami zmarłej żony. Rodzinę restauratorów, którzy w kompletnej ciszy obserwowali, jak strażacy wynoszą z lokalu kolejne nadpalone sprzęty i resztki wyposażenia kuchni, w którą włożyli większość życia. Ludzie często myśleli, że po pożarze najgorsze są same zniszczenia. A najtrudniejszy był moment, w którym człowiek uświadamiał sobie, że nie bardzo ma już do czego wracać. Zresztą Darlingowie znaleźli się w podobnej sytuacji, kiedy ogniem zajął się warsztat Trevora.
Według niej tarta była przepyszna, co od razu zakomunikowała narzeczonej samym spojrzeniem. W kwestiach żywieniowych strażaczka nie była za bardzo wymagająca. Jadła wszystko, o ile nie zawierało to kilograma cukru i drugie tyle konserwantów. I zawsze sprawdzała etykietki na opakowaniach! W jej pracy ważne było trzymanie formy, więc nawyki żywieniowe weszły jej w krew wraz z rozpoczęciem pracy w jednostce. Zdarzało się, że czasami musiała sobie czegoś odmówić albo znaleźć zamiennik, ale nigdy przesadnie nad tym nie ubolewała.
Ach, ma pani na myśli zaręczyny! — zreflektowała się Teddy, wychwytując wzrok pani Finch. Nie do końca wiedziała, czy kobieta była zainteresowana, jak to zrobiły czy może jednak dlaczego. Szybko jednak przypomniała sobie, że nie było z nimi Paula, więc mogła odrobinę wyluzować. — April już wcześniej poprosiła mnie o rękę, ale uparłam się, że trzeba to zrobić, jak należy i oświadczyłam jej się w pustej sali kinowej, którą wynajęłam specjalnie na tę okazję. Zamiast filmu, z rzutnika poleciało nagranie z naszymi wspólnymi filmikami i zdjęciami. Trochę nie tego nazbierało przez lata — uśmiechnęła się na samo wspomnienie zdziwienia, które wymalowało się wtedy na twarzy ukochanej. — Ale oczywiście April nie mogła pozostać bierna, więc napisała dla mnie piosenkę i kiedy zostałyśmy same po zakończonym evencie, zagrała mi ją na fortepianie i zapytała, czy za nią wyjdę— w tym miejscu spojrzała na narzeczoną z miłością, która aż wylewała jej się uszami.
Twarz Abigail nie zdradzała większych emocji, ale przynajmniej pokiwała głową, zamiast nią kręcić w niedowierzaniu.
Muszę przyznać, że obie jesteście bardzo kreatywne. Paul oświadczył mi się we francuskiej restauracji L’Auberge du Pont de Collonges, niedaleko Lyonu. Wiedziałyście, że to najdłużej utrzymujące się trzy gwiazdki Michelin w historii? — zerknęła na nie, choć Teddy nie miała o tym pojęcia. April zapewne znała tę historię. W końcu każde dziecko prędzej czy później dopytuje rodziców o takie rzeczy - jak się poznali, jak to wszystko się potoczyło. — I jesteście pewne tej decyzji, tak? — dodała, tym razem wbijając spojrzenie w córkę, jakby próbowała dostrzec w jej oczach jakiekolwiek wątpliwości.

a ja tylko chciałbym uciec stąd, leżeć pod palmą, pić drinki w kolorze nieba, trzymać za rękę, nie myśleć o problemach

my mama don't like you and she likes everyone

: śr maja 20, 2026 5:17 pm
autor: April Finch
Temat ludzkich tragedii nie był raczej tym, które powinny ciągnąć dłuzej. Nie wątpiła, że zarówno jej matka, jak i partnerka, miałyby mnóstwo ciekawych historii do wymienienia między sobą, ale od tego atmosfera pewnie by nieco siadła. A szkoda przerywać taką szampańską imprezę, nie? Niemniej jednak April cieszyła się, że znalazły jakąś nić porozumienia. Jeszcze kilka takich szczerych rozmów i będą miały o czym porozmawiać, jak już z jakiegoś dziwnego powodu będą zmuszone, żeby się spotkać. I nie chodzi tu tylko o wesele, bo tam tematy powinny nasunąć się same. Wewnątrz April wciąż tliła się jakaś bardzo głęboko skryta nadzieja, że przyjdzie dzień, w którym będą mogły razem udać się do jej rodziców na jakiś obiad albo święta i spędzą czas w przyjemny sposób. Przyjemny jak na rodzinę Finch, wiadomo.
Może i nie gadały o tragediach, ale i tak było jej trochę przykro przez ten nieszczęsny obiad. Doceniała reakcję Teddy, która jak zawsze ja chwaliła. Wiadomo, zę chciała, by narzeczonej też smakowało! Narobiła tego jak dla wojska, pewnie zostanie dla nich na jutro, więc tym bardziej partnerce powinno odpowiadać. Wiedziała jednak, że stać ją na więcej. Że – jak zwykle – w pewnym aspekcie okazała się niewystarczająca. Nawet bez jasnego komunikatu ze strony kogokolwiek, że zawaliła, gdzieś tam głęboko w środeczku czuła, że zawaliła. Bardzo nie chciała jednak kurczowo trzymać się teraz tego uczucia. Wiedziała, że jest głupie i kompletnie w tym momencie niepotrzebne. Powinna cieszyć się tym, że wyszło nieźle, a nie tworzyć dodatkowe problemy.
Zatopienie się we wspomnieniach na temat zaręczyn okazało się doskonałą odskocznią. Nie była w stanie powstrzymać uśmiechu, gdy tylko Teddy zaczęła opowiadać. Serce zabiło jej mocniej, tym razem z ekscytacji, zupełnie jakby znów przeniosła się do któregoś z momentów, gdy przed sobą klękały. Jak usłyszała te opowieści po raz kolejny na głos, to poczuła się naprawdę świetnie. Ależ one były cool! Wymyśliły wspaniałe zaręczyny. Kto by takich nie chciał? Tylko jakiś debil! Ale w sumie czemu się tu dziwić, przecież obie były megafajne. Może i jedna była sierotą obrzyganą, a druga rozhisteryzowaną nerdką, ale w swoich kategoriach były zajebiste.
Znała historię zaręczyn rodziców. Nie uważała ją za najbardziej porywającą w świecie, ale doskonale im do nich pasowała. Była pretensjonalna do bólu i tak nieporadnie romantyczna. Zupełnie jak oni sami. O gwiazdkach też oczywiście wiedziała, bo matka nie była w stanie opowiedzieć historii bez wspominania tego faktu.
Skupiła się wreszcie na matce. Nie uciekała wzrokiem w stronę Teddy. Niestety w tej jednaj kwestii narzeczona nie mogła jej pomóc. Zrobiła bardzo wiele i była nieocenionym wsparciem, ale to jednak sprawa dotycząca ich relacji. Panie Finch musiały sobie wreszcie nawzajem zaufać albo ich relacja nigdy w życiu nie wejdzie na jakąś normę i żadna nie będzie mogła być z niej zadowolona.
— Jestem tego pewna jak niczego innego. Musisz mi uwierzyć, mamo — powiedziała, cały czas się w nią wpatrując. Naprawdę brzmiała na całkowicie przekonaną. W jej głosie nie było ani milimetra zawahania, bo nie było go też w sercu. Myśl o tym, że chce poślubić Teddy, była już z nią totalnie zespolona.
— To znaczy – nie musisz, wiadomo. Ale bardzo bym chciała. Ja wiem, że bywam nieco... niestabilna i że zmieniałam kobiety jak rękawiczki. Właściwie to nawet nie wiesz jak bardzo. W sensie nie wiem, pewnie połowa dziewczyn... — zawiesiła głos, zdając sobie sprawę, o czym zaczyna bredzić. Abigail uniosła wyżej brew, na moment pozwalając emocjom wypłynąć na wierzch, ale szybko się zreflektowała i wróciła do rozdzierającego spokoju.
— Mniejsza z tym. W każdym razie chodzi mi o to, że kocham Teddy najmocniej jak potrafię. I nie wyobrażam sobie bez niej życia. Ale bez was też nie. Nie chcę żebyście się ode mnie odsuwali z powodu tego, że wreszcie jestem szczęśliwa i odnaleziona w tej pokurwionej rzeczywistości. Naprawdę nie mogłam trafić lepiej. — Uśmiechnęła się, choć w środku czuła, jakby miała zaraz wybuchnąć. Z tego stresu nawet nie zarejestrowała wulgaryzmu, którego użyła, ale i Abigail była na tyle taktowna, że nawet na niego nie drgnęła. Pani Finch wyciągnęła rękę w stronę córki i ujęła jej dłoń we własną.
Nie chcę się od ciebie odsuwać, April. Po prostu się o ciebie martwię. Zależy mi na tym, żebyś była szczęśliwa. Nie będę udawać ślepej. Doskonale przecież widzę, jaka zaszła w tobie zmiana w ostatnich miesiącachodpowiedziała spokojnym, ciepłym tonem. April poczuła się, jakby wróciła do dzieciństwa, w którym matka przed snem zapewniała ją, że będzie przez noc dbała o to, by nie zeżarły jej żadne potwory. Abigail puściła jej dłoń i spojrzała na Teddy. Naprawdę chciała uwierzyć w tę kobietę. Zawodowo ratowała ludzi, ale czy na pewno będzie w stanie zadbać w taki sam sposób o jej córkę? Gdyby tylko April była w stanie wsadzić mamie tę myśl na siłę do łba, na bank by to zrobiła.

Lubię robić z tobą wszystko, nawet nic

my mama don't like you and she likes everyone

: śr maja 20, 2026 10:13 pm
autor: teddy darling
Mogłaby opowiadać o takich rzeczach godzinami, tak samo pewnie jak Abigail o klientach, którzy tracili dorobek życia przez jeden zły podpis albo fatalną decyzję. Ale Teddy naprawdę nie chciała zamieniać tego wieczoru w serię opowieści o spalonych mieszkaniach i poszkodowanych, którzy cudem uszli z życiem. Straż była ogromną częścią jej życia, ale nauczyła się już, że nie każdy temat nadaje się na każdą okazję. No i to nie był odpowiedni kierunek na to spotkanie. Może kiedyś przyjdzie na to czas. Jak pani Finch pozna ją trochę lepiej i rozmowy nie będą przypominały wzajemnego badania gruntu. Na razie jednak dużo bardziej zależało jej na tym, żeby ten wieczór dobrze. A skoro udało im się znaleźć choć kilka normalnych tematów i kilka chwil, podczas których nikt nie czuł się atakowany ani oceniany, to Darling uznawała to za całkiem niezły początek.
Nawet przez chwilę nie pomyślała, że z tartą jest coś nie tak. Wiedziała, ile pracy April włożyła w całe to spotkanie jeszcze zanim Abigail pojawiła się w lofcie. Gotowała dla trzech osób, a jedzenie buła jak co najmniej dwudziestu. I jeszcze pilnowanie, żeby każdemu smakowało. Gdyby wiedziała, że narzeczona podkopuje się własnymi myślami, od razu wyperswadowałaby jej z głowy te bzdury. Niczego przecież nie zawaliła! Jedzenie było dobre. Atmosfera, biorąc pod uwagę okoliczności, też nie była katastrofą. Pani Finch rozmawiała z nimi normalnie, nikt się nie pokłócił i nikt nie wyszedł obrażony po piętnastu minutach. Szkoda tylko, że Teddy, mimo że ciągle siedziała w głowie ukochanej, dalej nie posiadała supermocy, dzięki której zdołałaby odgadnąć co ją trapi. Mogła jedynie podejrzewać, że - zresztą jak zwykle - wymagała od siebie zbyt wiele. A jeśli coś nie wychodziła jej doskonale, automatycznie stawało się porażką.
Pokiwała grzecznie głową, kiedy Abigail podzieliła się swoją historią zaręczyn. Było do przewidzenia, że wszystko musiało być eleganckie. I nieprzyzwoicie drogie. Właściwie Darling nie potrafiła udać zdziwienia, że Paul wybrał kosztowną restaurację gdzieś w środkowo-wschodniej Francji. Za to nie mogła powstrzymać uśmiechu, kiedy ukochana zaczęła zapewniać matkę o swoich wyborach. Nawet jeśli zrobiła to w ten aprilowy sposób - bardzo emocjonalnie i z użyciem słów, które pewnie nie powinny paść przy obiedzie z Abigail. Ale właśnie dlatego wybrzmiało to tak szczerze.
Widziała, jak pani Finch łapie dłoń April i jak April od razu trochę się w tym uspokaja. Ten ich gest był prosty, rodzinny i Teddy nie miała potrzeby tego przerywać ani komentować. Po porostu dała im tę chwilę, sięgając po kieliszek z winem.
Nie była jednak zaskoczona spojrzeniem Abigail. Raczej spodziewała się go wcześniej czy później. Mimo to nie odwróciła wzroku. Przez moment miała odruch, żeby jakoś lepiej usiąść na krześle, jakby to mogło cokolwiek ułatwić, ale zamiast tego spokojnie wciągnęła powietrze przez nos. Rozumiała, skąd brało się to spojrzenie.
Wiem, że nie wyglądam jak ktoś, kogo większość rodziców uznałaby za idealną partnerkę — powiedziała wprost. Darowała sobie zbędne kombinowanie, które i tak by niczego nie zmieniło. Abigail nie polubi jej tylko dlatego, że będzie świecić oczami i wypruwać sobie żyły. — Moja praca jest ryzykowana i kompletnie nieprzewidywalna. Nie mam dużego zaplecza finansowego i szczególnie poukładanego życia. Ale to nie jest coś, co przekłada się na to, jak traktuję April. Nie poznałyśmy się w zeszłym tygodniu, nasza relacja została zbudowana na wieloletniej przyjaźni — zrobiła krótką pauzę, nieco nerwowo zaciskając palce na kieliszku z winem. — Pani Finch, kocham pani córkę. Nie w jakimś uproszczonym sensie, ale tak naprawdę. Nie wyobrażam sobie, żebym miała ją skrzywdzić albo potraktować inaczej niż poważnie — powiedziała szczerze i czuła, że policzki zaczynają jej płonąć żywym ogniem.
Abigail w milczeniu sięgnęła po swój kieliszek. To milczenie zmuszało do czekania i nie dawało żadnej podpowiedzi, co będzie dalej. Teddy starała się nie interpretować jej wyrazu twarzy na siłę ani nie dopowiadać sobie niczego w głowie, chociaż było to okropnie trudne. Po prostu czekała na reakcję, która musiała w końcu przyjść.

obronię to, co znaczy kochać

my mama don't like you and she likes everyone

: czw maja 21, 2026 9:56 am
autor: April Finch
Nie do końca docierało do niej, czy matka zaczyna z nią empatyzować, czy nadal nic do niej nie dociera. Była o wiele bardziej uprzejma i ciepła niż ojciec, ale to nadal nie była dokładnie taka reakcja, jakiej April oczekiwała. Nie próbowała tego nawet porównywać do reakcji rodziców Teddy, którzy cieszyli się bardzo już samą informacją o ich związku, a na wieść o zaręczynach wykazali mnóstwo wsparcia i radości. To była zbyt wysoko postawiona poprzeczka, zdecydowanie niesprawiedliwa wobec Finchów. Abigail trzeba było oceniać w skali tej rodziny. Problem w tym, że April miała już od tego wszystkiego kompletny mentlik w głowie i nie mogła być pewna niczego.
Kiedy Abigail skupiła się na Teddy, April poczuła, że stres zaczyna rosnąć. Nie spodziewała się, żeby jej partnerka miała nagle oświadczyć, że cały ten związek jest do dupy i ona wychodzi, a Finche mają się stąd wynieść w przeciągu najbliższej godzinki. Wiedziała jednak, jak onieśmielający potrafią być jej rodzice i nie chciała, by Darling poczuła się tym wszystkim przytłoczona. Nie chciała też, by zaczęły nachodzić ją jakiekolwiek wątpliwości. Jeszcze niedawno żartowały, że Teddy zostawi ją dla długonogiej strażaczki i April nie brała sobie tego do serca, ale przez ten krótki moment pewnie byłaby w stanie uwierzyć we wszystko.
Na szczęście odpowiedź jej narzeczonej nie miała nic wspólnego z próbami wycofania się. Ze stoicką cierpliwością tłumaczyła Abigail swój punkt widzenia i potwierdziła, że nadal kocha April. Nic się nie zmieniło w ciągu ostatnich trzydziestu minut, a to akurat super i świetnie. Zrobiło jej się trochę lżej na duszy. Wyciągnęła rękę w jej strony i złapała ją mocno za dłoń. Ten prosty gest wyrażania miłości był też bardzo uniwersalny. Działał właściwie na każdej płaszczyźnie i faktycznie dodawał otuchy. April najchętniej wycałowałaby ukochaną od góry do dołu albo chociaż wyprzytulałaby tak, żeby wypłynęły jej oczy, ale tyle entuzjazmu na raz mogłoby zawiesić coś w systemach, z których zbudowana była jej matka.
Abigail na moment spuściła wzrok na talerz. Pewnie próbowała przyswoić wszystkie informacje, które teraz do niej dotarły. Milczenie zdawało się przeciągać na długie godziny, choć w rzeczywistości trwało tylko kilka sekund. Wiedziała jak zbudować napięcie. Może jednak powinna pracować w marketingu a nie w prawie? April powinna przedstawić jej możliwe opcje. Kto wie, może odnajdzie siebie na nowo.
Wiem, że jesteście dla siebie wsparciem od lat. Po prostu nie spodziewałam się, że wasza relacja może pójść w tym kierunku. Widzę, że to mój błąd. Muszę po prostu przyzwyczaić się do nowego stanu rzeczyodezwała się w końcu, podnosząc wzrok na dziewczyny. Mówiła spokojnie, bez żalu czy zawodu w głowie. Faktycznie starała się zachowywać naturalnie i przyjąć stan, przed jakim ją postawiono, jak najbardziej neutralnie.
To, że macie siebie nawzajem, jest waszą największą siłą. Pamiętajcie o tymdodała od razu. Rada, której udzieliła matka, spodobała się April. Spojrzała na swoją ukochaną z uśmiechem, całkowicie wierząc w to, że Teddy faktycznie jest paliwem na całą resztę jej życia.
Och, już odrzućcie te zmartwione miny. Nie doganiam was może ekspresją, ale staram się zaangażować w ten... babski wieczór. Za piękne wesele?zasugerowała, unosząc kieliszek nad stołem w oczekiwaniu, że dziewczyny stukną się z nią własnym szkłem. No prawdziwa krejzolka się zrobiła z tej Abigail. Może April powinna ją zaprosić na panieński? Uśmiechnęła się niepewnie i sięgnęła po własny kieliszek, gotowa go unieść w pojednawczym geście. Zanim jednak to zrobiła, spojrzała na Teddy, chcąc upewnić się, że ta mgliście pozytywna wypowiedź jej wystarczy.

I to nie sen ona ma czarne Louboutin I jеst sztuką jakby malował ją Gauguin