Strona 1 z 1

002. White Party part 1.

: wt maja 19, 2026 8:23 pm
autor: Peach J. Pepper
vibik | vibik tez


White party organizowane przez Bylthów od wielu lat należało do najważniejszych wydarzeń sezonu. Nie wiadomo do końca skąd wziął się ten pomysł, ale zawsze na początku lata pani Bylthe - Barbara - zapraszała wszystkich swoich sąsiadów i przyjaciół z dorosłymi dziećmi, aby ubrani w kreacje od najlepszych projektantów raczyli się prosecco, szampanem, piwkiem i pysznym jedzeniem z kateringu, udającym, że tak na prawdę to jest garden party. Nic z garden party dla biedaków nie miało to wspólnego, bo nawet grill nie został nigdy odpalony, ale był na miejscu wypucowany, jakby dając sygnał gościom, że sezon letni zostaje otwarty. Natomiast katering to hot dogi, hamburgery i fryteczki, oraz owoce morza w panierce - czyli to co bogole wyobrażają sobie, że jedzą biedni ludzie. Dość śmieszny był to widok, kiedy panie na szpileczkach trzymały w dwóch palcach małe burgerki i starały się, aby sos nie spadł im na suknię od Schiaparelli.
To całe party było świetną okazją do networkingu, ale dla młodych dorosłych było też okazją do tego, żeby się legalnie upić pod okiem rodziców, którzy nie mogli się temu sprzeciwiać, bo skoro wzieli ich na taki melanż no to wiedzieli po co. I tak na przykład Peach jak miała te osiemnaście lat to też już zaczeła chodzić, co prawda wtedy się jeszcze trochę kryła, ale jako dwudziesto-jedno latka, już sie wcale nie kryła i często nieźle odwalała. Najczęściej spędzała czas z Patelem, Bylthami, rodzeństwem Wyatt i Marshallami, chociaż teraz na przykład już z tymi ostatnimi to tak nie bardzo. Zamiast tego stała z jakimiś córkami finansistów i słuchała o ich ciążach, bo to był przecież najciekawszy temat jak się ma prawie trzydziestkę. Ona w ciąży wcale nie planowała być, bo już sobie wymyśliła, że sobie jakąś surogatkę do tego ogarnie, no i też na pewno nie przez najbliższe pięć lat, bo teraz była w swoim prime time.
Peaches się odwaliła w biel, bo jakżeby inaczej, ale póki co nic nie jadła, bo po pierwsze nie chciała, żeby ją zaraz wzdeło i by łaziła z bebzonem i wyglądała jak jakaś w ciązy, a po drugie to takich niezdrowych rzeczy nie tykała publicznie. Oczywiście jak siedziała sama na chacie z zamkniętymi drzwiami to zjadła jakieś fryteczki, najgorsze że na początku mieszkania z Williamem oczywiście się nie przyznawała do tego i kiedyś go nie było, sobie zamówiła, a on nagle się pojawił i musiała udawać, że to wcale nie dla niej tylko dla niego zamówiła. Dopiero po kilku dniach, kikedy jednak jej się udało zamówić fastfood żeby go nie przechwycił, mogła go zjeść. Co prawda William przyszedł do niej do pokoju i zaraz wyczuł, więc niestety się wydało. Strasznie to wtedy przeżywała, szczególnie, że nie mogła się z nikim podzielić swoją niedolą, bo nikt nie wiedział. Ale może na dobrze wyszło, bo teraz jak zmawia to nie ma wyrzutów sumienia i William też na tym skorzysta często.
W końcu zobaczyła, że Galen wkroczył na salony i jak się wita ze wszystkimi jak jakiś mafiozo, a im bliżej się do niej przesuwał, tym częściej sobie na niego zerkała. W końcu przyszedł i do ich grupki i dziewczyny go obsiadły jak te kokoszki, pytają co tam Galenik - co nowego - ile ostatnio zarobiłeś - a jaka szkoda, że juz nie jestes z Cherry, widziałeś jak się odwaliła - a wgle to czemu nie masz Instagrama, bo nikt nie wie co u ciebie. Peach się trochę śmiała z tego jak go zarzucają pytaniami, ale postanowiła ich zostawić i poszła sobie do łazienki, żeby upudrować nosek.
Kiedy wróciła, Galen już się wydostał z macek i stał gdzieś z boku i pewnie zapisywał numery wszystkich tych laseczek, które mu się dziś przedstawiły. Peach go tak obserwuje trochę z boku, ale jednak uznała, że nie będzie wsi robić i podeszła do niego i wita się cmokiem w policzek.
- Cześć babe - i jak się odsuneła to pokazuje na siebie - Peach, pamiętasz? - uśmiecha się przebiegle, bo trochę chce mu dopiec za to, że ostatnio do niej mówił obcym imieniem. Sięga do jego policzka, bo tam jeszcze pod makeupem (na pewno jakiś nałożył) był ten siniak po pobiciu przez Madoxa - Jak się czujesz, słyszałam, że jednak nasza imprezka nie skończyła się dla ciebie najlepiej?

002. White Party part 1.

: wt maja 19, 2026 9:42 pm
autor: Galen L. Wyatt
071.
Everyone wore white.
Galen arrived dressed like a walking bad decision.


Lubił White Party u Blythów, bo to była dobra okazja, żeby spotkać się z innymi bogatymi dzieciakami, bo przecież Galen od lat przychodził tutaj bez rodziców. Jego matka i ojciec odcinali kupony z Northexu gdzieś we Francji hodując winogrono i popijając chardonnay ze złotych kieliszków.
A Wyatt dbał o firmę, o dobre nazwisko...
Chociaż to akurat ostatnio wychodziło mu średnio. Może już nie był na pierwszych stronach gazet, jako ten który zaliczał modelki, ale ta sprawa z kontenerami ciągnęła się za nim miesiącami. A ostatnio też te głośne zerwane zaręczyny.
Kiedy pojawił się u Blythów nic dziwnego, że wytykali go palcami, wiec Galen w pierwszej kolejności porozmawiał z Peterem, a potem przywitał jego rodziców.
Prezentował się nienagannie, ze srebrnym Rolexem na nadgarstku, w białym garniturze od Armaniego i nieskazitelnej koszuli. Równie nieskazitelny miał obity policzek, oczywiście siniaka chował pod makijażem, bo przecież nikt nie musiał wiedzieć.
Wiedziała chyba tylko Peach, której ciemne spojrzenie złapał na moment, kiedy stanął miedzy jej koleżankami. I nawet chciał do niej podejść. Wyciągnąć ją stąd i znowu... może przeprosić?
Ale już był pod gradobiciem pytań, a przecież Galen musiał na nie grzecznie odpowiedzieć, pouśmiechać się, przyjąć komplementy, a później jeszcze rzucić od siebie kilka następnych. W końcu jednak udało mu się przeprosić i odsunąć się od grona, które chyba najbardziej w tym momencie interesowało to, z kim Galen się obecnie spotyka...
A odpowiedź z nikim nie była satysfakcjonująca.
Złapał w palce kieliszek z prosecco, a zaraz znowu niebieskie spojrzenie odszukało Peach, i tym razem to ona już do niego podeszła. Przywitał się z nią buziakami w policzek, a smukłe palce Wyatta musnęły skórę na jej ramieniu.
- Cześć Peach, chciałem cię złapać - rzucił, a na jej kolejne słowa przewrócił oczami, ale zaraz uśmiechnął się delikatnie - przepraszam cię za tą pomyłkę... raz jeszcze. Dostałaś ode mnie kwiaty? - bo wysyłał jej bukiety, przez kilka kolejnych dni, ogromne piwonie, białe i różowe, żeby wiedziała, że intencje miał szczere. Powiódł niebieskimi tęczówkami za jej dłonią, kiedy sięgała do jego policzka, a kiedy musnęła jego skórę, to jeden kącik jego ust uniósł się delikatnie do góry - już wszystko wiesz? Od Willa? - musiał zapytać, ale pewnie tak skoro razem mieszkali - ale wiesz... nie wniosłem żadnej skargi, bo trochę nas poniosło - stwierdził Galen, bo on to nawet rozumiał tego całego Madoxa. Nie rozumiał tylko zupełnie siebie.
Że on to wtedy tak zepsuł wspomnieniem Pilar. Ale teraz też do końca nie wiedział czego chce. Galen nigdy nie wiedział. Wiecznie niezdecydowany. Chociaż zaraz podszedł do Peach trochę bliżej, tak, że z powodzeniem mogła czuć jego mocną wodę kolońską, a on zaciągnął się jej perfumami - ale wiesz... Chciałbym cię jeszcze gdzieś zaprosić, tylko może byśmy wtedy byli już we dwoje? W ramach przeprosin - rzucił ciszej, ale i tak już kilka dziewczyn, z którymi wcześniej stał Galen pokazywało ich sobie palcami. Jednak Galen Wyatt ze swoim majątkiem i gwiazda Peach Pepper zawsze budzili sensacje. A razem to już chyba szczególnie.
- Pięknie wyglądasz Peach - niebieskie spojrzenie przesunęło się po jej sylwetce i zatrzymało na ciemnych oczach, podniósł kieliszek z prosecco, żeby się z nią stuknąć, zamoczyć usta w orzeźwiającym drinku.

Peach 𐙚 ˚ 🍑 ₊˚⊹ ᡣ𐭩

002. White Party part 1.

: wt maja 19, 2026 10:42 pm
autor: Peach J. Pepper
- Kwiaty? - wzrusza ramieniem, tak jakby wcale cały jej pokój właśnie teraz nie wyglądał jak kwiaciarnia. Złość (której mówiła, że nie ma wcale wobec niego!) jej przeszła już przy pierwszym bukiecie, ale Galen nie ustępował i wysyłał codzień kolejny, a ona wcale nie zamierzała dawać mu znać, że nie musi. Zawsze miło było dostać kwiaty, chociaż przy trzecim dniu William już się z niej śmiał. Ona na to mówiła, że nie z niej się ma śmiać, tylko z Galena, ale chyba Billy wiedział lepiej. Bo Peach udawała obrażoną, a kiedy tylko spogłądała na piwonie to zaraz wzdychała jak jakaś dama z romansów. - Tak, faktycznie, chociaż nie wiedziałam, że były od Ciebie - udaje, że tylu ma adoratorów, że jej się aż myli. Co prawda wszystkie prezenty i paczki PR, które dostaje w tygodniu zlewały jej się już w jeden, ale kwiatów nie dostawała aż tylu. - No dobrze babe, w takim razie przeprosiny przyjęte. Chociaż mówiłam Ci, że jestem obrażona, wiesz - serce nie sługa, rozumiem że się kochasz wciąż w Pilar - tak to skomentowała gorzko, bo ona to już wie, że Galen się w Pilar kocha, a skoro tak, no to trzeba go było wspierać, bo się chyba nie zanosiło, żeby dla niego zostawiła Madoxa. Szczególnie po tym co jej w smsach pisała.
- Na prawdę? - zdziwiła się i powiodła spojrzeniem po tłumie gości, łapiąc kilka które było zwróconych w ich kierunku. A tak, faktycznie musieli robić olśniewające wrażenie jak para królewska. Wraca spojrzeniem ciemnych oczu do jego niebieskich. - Jesteś chyba jedyny w całym tym towarzystwie, który nie wniósł oskarżenia. Co druga osoba tutaj ma z kimś sprawę przedsądową za mniejsze błahostki - a mimo to zawyrokowała - A może ja wniosę za ciebie? To wielka szkoda, że tak cię skrzywdził - odsuwa rękę od jego policzka. A co jeżeli Madox złamałby mu nos i na przykład Galen już nie miąłby takiej przystojnej twarzy? Przecież to byłoby równoznaczne z jakąś stratą narodową! Ciekawe, że pomimo tego, co mówił William, Galen wyglądał dobrze, może był tylko lekko spuchnięty. Peach zastanawia się: - Pewnie dużo Cię kosztowo, żeby doprowadzić się dziś do takiego wyglądu
Peach jeszcze przed przyjściem na White Party ustaliła sama ze sobą, że chce to tak rozegrać z Galenem, że jak będzie za bardzo jej znów zaczynał kręcić w głowie, to pokaże mu granicę i nie będzie się dawała mu owijać wokół palca. Natomiast już w pierwszych pięciu minutach Galen wszystko jej zburzył, bo po pierwsze miał bardzo ładne perfumy, które teraz czuła jeszcze intensywniej, a po drugie zapraszał ją na jakieś romantyczne spotkanie we dwójkę?! Próbowała coś wyczytać z jego oczu, ale Galen zawsze patrzył na nią jakby była jedyną dziewczyną na świecie, a później mówił imię innej. Także może go zna, ale nie wie zupełnie co on ma w głowie.
- Chętnie, a gdzie mnie zabierzesz? - jest bardzo ciekawa, najbardziej tego, czy to będzie jakaś romantyczna kolacja przy świecach, czy raczej coś co się robi jako przyjaciele, czyli na przykład szybko kawka.
-Ty też wyglądasz dziś bardzo dobrze - tak ocenia słodko, jeszcze zerka w jego rozpiętą koszulę spomiędzy której wyłania się jakiś wisiorek, ciekawe czy tam trzyma jakiś pukiel włosów Pilar. -Może dzisiaj sobie darujemy taką ilość alkoholu jak ostatnio- zaproponowała równie cicho co on randkę, tuż przed tym, jak się stuknęli kieliszkami. Po jacuzzi miała potężnego kaca przez którego zupełnie nie zrozumiała na początku co chcieli jej przekazać rodzice, kiedy informowali ją o tym, że wybrali jej hinduskiego chłopaka, którego powinna wziąć pod uwagę. Ciężko było jej jednak brać kogokolwiek pod uwagę, kiedy Galen Wyatt tak się na ciebie patrzy przeciągle przy każdym spotkaniu. Napiła się małego łyka prosecco i układa jedną rękę pod kieliszkiem, żeby wyglądać profesjonalnie, jakby ktoś im chciał zrobić jakieś fotki.
- Wiesz, właściwie to mam do ciebie biznes-zaczyna, bo w jej głowie urodziła się świetna myśl. - Tylko nie wiem, czy to odpowiednie miejsce, żeby o tym mówić, może przejdziemy trochę na ubocze - tak go stara się hipnotyzować spojrzeniem, że pewnie Galen myśli, że ona chce go na jakiegoś loda wyciagnąć, ale nic bardziej mylnego. Chociaż...?

Galen

002. White Party part 1.

: śr maja 20, 2026 11:28 am
autor: Galen L. Wyatt
Skinął głową na te kwiaty. Wysyłał je jej przez równy tydzień, każdy bukiet opatrzony liścikiem ze złoconym G.W., więc Galen myślał, że chyba wiedziała od kogo są, a jednak nic nie powiedział, uśmiechnął się tylko delikatnie. Z tymi niebieskimi ślepiami utkwionymi w jej twarzy. Ale zaraz nimi wywrócił na jej kolejne słowa.
- Peach daj spokój, nie kocham się w Pilar, właściwie to wcale o niej nie myślałem, dopiero podczas tej naszej imprezy, jak się okazało, że jest zaręczona, to jakoś tak, ale ja to przecież szanuję... Nie będę rozbijał związków - i znowu strzelił oczami, ale prawda jest taka, że jak do łóżka Galenowi Wyattowi pakowała się jakaś długonoga ślicznotka, to nie pytał ją o status związku, aczkolwiek dla zabawy nigdy nie podrywał mężatek, czy zaręczonych. Nawet Galen jakieś swoje zasady miał. Co innego jak kobieta nie miała pierścionka, jak się z kimś dopiero spotykała... wtedy lubił dla sportu porywalizować. Ale z takim Madoxem nie szedłby w konkury, do tej pory czuł na policzku tą ściągniętą skórę, od krwiaka, który chował pod podkładem.
Zaraz opowiadał Peach, że nie wniesie oskarżenia, a kiedy tak się zdziwiła, to znowu patrzył na nią sponad kryształowego kieliszka.
- Daj spokój Peach, sam bym tak zrobił, jakby jakiś typ dzwonił do mojej narzeczonej z takim tekstem, ale wiesz co? Oddałem mu też raz, to tak za to, że obracał Cherry za moimi plecami - bo Galen tak cały czas myślał, tak mu powiedziała Peach, to musiała być prawda - zresztą gość prowadzi klub, na pewno ma dobrego prawnika, ja też mam dobrego, Williama, sprawa ciągnęłaby się miesiącami, Corrina na świadka, jeszcze was by wzywali, bez sensu - machnął ręką. A zaraz tą samą ręką sięgnął do idealnie ogolonego policzka, gdzie miał ten cały make-up - nie jest źle, czasem po naszych imprezach wyglądałem dużo gorzej - trącił ją lekko łokciem w bok, bo przecież za małolata jak balowali z William N. Patel , to robili takie wiksy, że willa Wyattów pękała w szwach i raz William spadł z dachu do basenu, a raz Galen usnął na słońcu i jak się obudził to był cały czerwony, a tylko ktoś mu na plecach kremem do opalania narysował kutasa. To były czasy. Zjebane.
Na szczęście z tego akurat już wyrośli, ale podejście Galena Wyatta do kobiet chyba nie zmieni się nigdy, bo on rzeczywiście każdą traktował wyjątkowo, jakby była jedyna na świecie. Nawet na swoją gosposię tak czasem patrzył, maślanymi oczami, jak u jakiegoś szczeniaczka, kiedy sprzątała po nim skarpetki i brudne talerze.
- A gdzie byś chciała? Tylko nie na rejs, czytałem ostatnio jakiś artykuł, że ktoś tam umarł... Ale może na jakąś kolację? - wiadomo, że Galen chciał, żeby było to coś wyjątkowego, jak ona swojej randce z tindera wynajął kiedyś stadion, bo lubiła baseball. I chociaż wiedział niby co lubiła Peach, to jednak jeszcze postanowił ją podpytać. Uśmiechnął się kiedy pochwaliła jego wygląd i wygładził klapę białej marynarki, przesunął palcami po tym wisiorku, gdzie pewnie miał grawer jakiś z GW, bo jednak Galen Wyatt najbardziej to był zakochany... no w sobie.
- Tak, po tym pobiciu byłem w prywatnej klinice i lekarz mi powiedział, żeby trochę ograniczyć alkohol, dzisiaj dwie... No może trzy lampki prosecco - stwierdził i już się stukali kieliszkami, na zgodę, a potem Galen upił kilka łyczków. Powiódł niebieskim spojrzeniem dookoła, ale zaraz przeniósł je z powrotem na Peach, kiedy zaczęła to, że ma do niego biznes - a jaki? - zapytał od razu, bo może chodziło o kolejne fotki? Albo jakieś inwestycje?
Skinął głową, kiedy powiedziała, żeby przeszli trochę na ubocze i rzeczywiście znaleźli sobie wysoki stolik za jakąś pierzastą, białą palmą, której pióropusz zwisał tak nisko, że sięgał prawie ich głów. U Blythów miało być swojsko, a było... był przepych, było pięknie. Galen oparł się obok Peach o ten wysoki stolik znowu pochylając w jej kierunku, znowu niebieskim spojrzeniem przesuwając się po jej bielutkiej sukience.
- O co chodzi Peach? - zapytał znowu i już wpatruje się w jej piękne, ciemne oczy, które chyba naprawdę czasem go hipnotyzują. A zaraz te jego niebieskie ślepia zatrzymały się gdzieś na jej włosach, do których sięgnął i zdjął z nich coś - piórko... - nawet jej pokazał, pewnie z tej pierzastej palmy nad nimi, która tak spływała za Peach jak jakieś anielskie skrzydła.

Peach 𐙚 ˚ 🍑 ₊˚⊹ ᡣ𐭩

002. White Party part 1.

: pt maja 22, 2026 4:06 pm
autor: Peach J. Pepper
- Hm - tak mruknęła tylko nieprzekonana, spoglądając sobie na to jak Galen się miota sam po prostu ze swoim sercem, bo tu jak mu mózg się przestaje skupiać to zaczyna serce mówić i mówi konkretne imie, a on niby teraz się burzy, że wcale nieprawda, że to imie powiedział z jakiegoś powodu. Troche smutne, ale już sobie zdążyła to nawet wyjaśnić. - Więc to nie Pilar miałeś na myśli, kiedy pomyślałeś o tym, że świetnym pomysłem będzie zmiana typu dziewczyny z którą się spotykasz na taką, która nie jest skupiona na twoich pieniądzach? - jakos nie mogła się przekonać, że tak nie było, ale Galen na pewno wymyśli jeszcze z piętnaście wymówek.
Peach się chciała pytać o to, że omg jak to Madox obracał Cherry, ale w porę skojarzyła, że to od niej wypłynęła ta plotka więc kiwa lekko głową, że totalnie to kuma.
- Wiesz, może to cie zdziwi, ale prawodpodobnie macie jednego prawnika - uświadamia go Peach, trochę w sumie się z tego nabija, bo to niesamowite że Rockefeller z Toronto ma takiego samego prawnika co chłopak, który prowadzi klub go-go. Znów umoczyła usta w szampanie i wygląda tak, jakby wcale ją nie rozbawił jego żarcik, a może nawet jakby nieco ją zdenerował.
Na szczęście Galen już tu szyje i jakąs randkę jej proponuje, w sumie to szkoda, ze nie na jachcie, bo ona uwielbiała morskie klimaty, ale skoro tak mówi, że ktoś tam umarł, no to ona nie potrzebuje takich atrakcji. - Musisz mnie zaskoczyć w stylu Galena Wyatta - odpowiedziała mu słodko się uśmiechając na sam koniec. W końcu jednak ruszyli się z tego miejsca w bardziej odosobnione, Peaches tak przysiada na wysokim krzesełku, przez chwilę się wahając czy mu mówić o swoim planie na biznes, bo jak mu to zaproponuje, to wszystko się pomiędzy nimi zmieni, a na przykład kiedy on tak teraz na nią patrzył i jej zdejmował piórka z włosów, to miała ochotę tylko słodko wzdychać i udawać, że wcale nie wie, że Galen się kocha w policjantce od Madoxa. Uniosła lekko spojrzenie za jego ręką i kiedy zobaczyła piórko na jego palcu, to zdmuchnęła je gdzieś tam dalej. Wyciąga swój telefon i bierze go za rękę, żeby się skupiał, bo ona tu ma ważne rzeczy do przegadania.
- No dobrze to słuchaj. Wpadłam na ten pomysł po naszym jacuzzi party, a później sprawdziłam to s moim zespołem marketingowym i z twoim zespołem od PR i patrz co mi podesłali - puściła tę jego dłoń i pokazuje mu na swoim telefoniku plansze z jakimiś wykresami i informacjami że +130% potencjał na viral albo +90% zaangażowanie albo +2.6k zapytan miesięcznie, +20M zysku. Wszystko było w takich różowych barwach jak by conajmniej chodziło o otwarcie jakiegoś sklepu z landrynkami. Unosi na niego spojrzenie, ale Galen chyba niewiele rozumie wiec mu już tłumaczy: - To są prognozy na to, jak wzrośnie nasza popularność i jak wycenili nasz teoretyczny związek na giełdzie. Myślałam o to, żeby zrobić to pod kątem takiego "power couple", więc wiesz trochę wywiadów, jakieś sesje zdjęciowe, mega dobrze podobno sprzedały by się suplementy które byśmy wypuścili, chociaż myślałam też o marce perfum. Twój zespół też powtarza, że przez to, że nie masz nikogo na stałe u boku wpływa bardzo negatywnie na Twój wizerunek i jest mega dużo deali, które upadają przez to, że cie wciąż wszyscy traktują jak nastolatka. A ja to samo, zupełnie straciłam jakieś 30% zasięgów, odkąd nie mam nikogo super hot przy boku - przechodzi do klu: - Więc co ty na to, żebyśmy przez dwa miesiące zrobili sobie taki PR związek pure pod publiczkę i dla pieniędzy. Oczywiście byśmy musieli mieć kilka zasad, ale w sumie mogłoby być całkiem fun a do tego zarówno Northex jak i ja byśmy coś zarobili.
I teraz to ona patrzy jak taki szczeniaczek, bo przecież tyle włożyła serca w te analizy marketingowe, tyle w pomysł jaki będzie "typ" ich związku, więc tona oczekuje tylko jedej odpowiedzi, bardzo entuzjastycznej zresztą.

Galen L. Wyatt