The world is so small 'til it ain't
: śr maja 20, 2026 6:24 pm
2
Nie była jakąś maniaczką sportu. Doceniała ruch, ale raczej w sferze indywidualnej. Żadnych sportów grupowych, raczej bieganie. Basen też był niezłym rozwiązaniem. Mogła poprzebywać sama ze swoimi myslami, rozważyć wszystkie za i przeciw własnej egzystencji albo po prostu się pomodlić. W trakcie wysiłku fizycznego było jej z tym łatwiej niż w kościele. Bóg przecież i tak siedzi wszędzie, więc co za różnica? Dzisiaj nie potrzebowała przeprowadzać żadnych głębszych analiz. Potrzebowała po prostu świętego spokoju. Skorzystała z faktu, że kompleks sportowy był otwarty niemal całą dobę i wybrała późną godzinę, w której we wnętrzu nie kręciło się za dużo ludzi. Tłumy ją stresowały, a przecież nie będzie się dodatkowo dobijać, jak i tak chodziła permanentnie zestresowana.
Po wysiłku fizycznym mięśnie powinny odpocząć. Może powinna udać się na jakiś masaż? Ale to nie o tej godzinie. I nie tutaj. Basen nie oferował takich usług. Na szczęście mieli saunę. Gorąca para potrafiła zdziałać cuda. Laroche to uwielbiała. Czasami miała ochotę zamknąć się w pomieszczeniu na zawsze i po prostu odejść w zaświaty, wypacając z siebie resztki mózgu. Ale na publicznych saunach to było nie do zrobienia, ktoś by ją w międzyczasie pewnie uratował. Prywatnej sauny jeszcze nie miała – to było raczej trudne do osiągnięcia w mieszkaniu. Może kiedyś! Sauna zdecydowanie zaliczała się do jednych z takich durnych marzeń, które miała, gdy jeszcze miały siłę planować z Zarą wspólną przyszłość, w której będą sławne i bogate.
Poprawiła ręcznik i nacisnęła klamkę. Miała nadzieję, że zaraz będzie mogła się go pozbyć i zatracić w samotności na długie minuty. Zamknęła za sobą drzwi i dopiero wtedy wyrwała się z zamyślenia. Nie była sama, na co szczerze liczyła. Jakby tego było mało – w środku siedziała Babe. Ze wszystkich ludzi na świecie, trafiło akurat na nią, Chryste Panie. Paris zastygła w bezruchu, nie mając pojęcia, co ma teraz zrobić i jak zareagować na okrytą sylwetkę kobiety. Albo odkrytą?
— Yyyy... — rzuciła wyjątkowo elokwentnie w ramach powitania z serdeczną koleżanką po fachu.
babe seaton