ODPOWIEDZ
33 y/o
For good luck!
171 cm
aktorka dubbingowa i stand-uperka
Awatar użytkownika
Przyszłaś się tu ruszać czy wyglądać?
Ci chłopcy są i tak na jeden strzał
Na parkiet trzeba ich wyciągać
Może gdyby ten DJ lepiej grał
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobwa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

2
Spokój, równowaga i cofnięcie się o krok, potrzebuję tego jak tik potrzebuje tok. Tak sobie powtarzała z jakiegoś dziwnego powodu przy okazji rymując. Za dużo dziwnych rzeczy ostatnio się u niej działo, żeby nie łaknęła relaksu jak wariatka. Może i jej praca nie była porównywalna z robotą na kopalni, ale też wymęczała. Jeden z projektów, w którym brała teraz udział, wiązał się nie tylko z wysiłkiem arystycznym, ale i regularnym kontaktem z Babe Seaton, z którą nie była jakoś w stanie przejść naturalnie na stopę koleżeńską. Niby spędzały ze sobą w kabinach dużo czasu, ale i tak czuła, że partnerka głosowa wolałaby ją postawić za ścianą. To też było męczące. Spędzała też dodatkowe godziny w różnych studiach, łapiąc się tylu fuch, ile mogła. Nie potrzebowała jakiegoś szczególnego zastrzyku gotówki. Bardziej zależało jej na znajdowaniu wymówek na siedzenie poza domem. Mijała się z Zarą częściej niż powinna i to też ją męczyło.
Nie była jakąś maniaczką sportu. Doceniała ruch, ale raczej w sferze indywidualnej. Żadnych sportów grupowych, raczej bieganie. Basen też był niezłym rozwiązaniem. Mogła poprzebywać sama ze swoimi myslami, rozważyć wszystkie za i przeciw własnej egzystencji albo po prostu się pomodlić. W trakcie wysiłku fizycznego było jej z tym łatwiej niż w kościele. Bóg przecież i tak siedzi wszędzie, więc co za różnica? Dzisiaj nie potrzebowała przeprowadzać żadnych głębszych analiz. Potrzebowała po prostu świętego spokoju. Skorzystała z faktu, że kompleks sportowy był otwarty niemal całą dobę i wybrała późną godzinę, w której we wnętrzu nie kręciło się za dużo ludzi. Tłumy ją stresowały, a przecież nie będzie się dodatkowo dobijać, jak i tak chodziła permanentnie zestresowana.
Po wysiłku fizycznym mięśnie powinny odpocząć. Może powinna udać się na jakiś masaż? Ale to nie o tej godzinie. I nie tutaj. Basen nie oferował takich usług. Na szczęście mieli saunę. Gorąca para potrafiła zdziałać cuda. Laroche to uwielbiała. Czasami miała ochotę zamknąć się w pomieszczeniu na zawsze i po prostu odejść w zaświaty, wypacając z siebie resztki mózgu. Ale na publicznych saunach to było nie do zrobienia, ktoś by ją w międzyczasie pewnie uratował. Prywatnej sauny jeszcze nie miała – to było raczej trudne do osiągnięcia w mieszkaniu. Może kiedyś! Sauna zdecydowanie zaliczała się do jednych z takich durnych marzeń, które miała, gdy jeszcze miały siłę planować z Zarą wspólną przyszłość, w której będą sławne i bogate.
Poprawiła ręcznik i nacisnęła klamkę. Miała nadzieję, że zaraz będzie mogła się go pozbyć i zatracić w samotności na długie minuty. Zamknęła za sobą drzwi i dopiero wtedy wyrwała się z zamyślenia. Nie była sama, na co szczerze liczyła. Jakby tego było mało – w środku siedziała Babe. Ze wszystkich ludzi na świecie, trafiło akurat na nią, Chryste Panie. Paris zastygła w bezruchu, nie mając pojęcia, co ma teraz zrobić i jak zareagować na okrytą sylwetkę kobiety. Albo odkrytą?
— Yyyy... — rzuciła wyjątkowo elokwentnie w ramach powitania z serdeczną koleżanką po fachu.

babe seaton
29 y/o
BEJBA
166 cm
lektorka audiobooków/aktorka dubbingowa w pinewood studios
Awatar użytkownika
nadal lubię starego coldplay'a, barman tu puszcza chujową muzę
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

003.
Pracowała zdecydowanie więcej niż planowała i coraz częściej myślała o tym, że jednak wzięła na siebie zbyt dużo. Zwykle była zaradna i obrotna, ale ojcowie zawsze jej powtarzali, żeby mierzyła siły na zamiary. Oprócz projektu, nad którym pracowała z Laroche, wpadł jeszcze jeden, który miał być tylko dodatkiem, a rozciągnął się na kolejne sesje i poprawki w studio. Oprócz tego nagrywała równolegle dwa audiobooki i choć na pierwszy rzut oka nie miały ze sobą nic wspólnego, bo jeden był kryminałem, a drugi romansem, umysł Babe zaczął je łączyć i wszystko jej się mieszało.
Łatwo też było zapomnieć, że poza mikrofonem istnieje jeszcze ciało, które trzeba nakarmić, rozruszać i czasem zwyczajnie odciążyć. Dlatego regularnie uczęszczała na basen, mieszczący się we wschodniej części Toronto. Nie traktowała tego jak przykrego obowiązku, raczej jak konieczny, choć przyjemny element tygodnia, który pozwalał jej na chwilę wrócić do siebie. Sama mieszkała w jednej z pobliskich dzielnic, więc miała dogodny dojazd, a droga zajmowała jej zwykle tylko kilkanaście minut. Kompleks basenowy był nowoczesny i dobrze utrzymany, a co dla niej najważniejsze - otwarty także w późnych godzinach. Dzięki temu nawet wtedy, gdy kończyła pracę nad materiałem czy nagraniami późnym wieczorem, nie musiała się martwić, że nie zdąży na ostatnie wejście.
Najpierw zrobiła kilka długości basenu i przy okazji nałykała się chlorowanej wody, bo jakiś facet pływał na torze obok jak opętany. Potem zahaczyła jeszcze o jacuzzi, żeby rozluźnić mięśnie, a na sam koniec zostawiła w szatni przemoczony, jednoczęściowy strój kąpielowy, owinęła się ręcznikiem i udała się prosto do sauny, co miało być zwieńczeniem tych sportowych aktywności. Jedynych, na które Seaton decydowała się z własnej, nieprzymuszonej woli. No chyba, że można do nich zaliczyć sprint na autobus, gdy była już doszczętnie spóźniona.
W środku oparła się o drewnianą ścianę, a w trakcie siadania, owinięty dość luźno ręczniki, osunął się, odsłaniając piersi. Babe nawet nie zwróciła na to uwagi. Dlaczego miałaby? Po pierwsze, była tutaj całkiem sama. A po drugie, czy nie na tym właśnie polegało korzystanie z sauny?
Drzwi rozsunęły się chwilę później. Zarejestrowała, że ktoś wszedł do środka i nie jest już sama, ale wzrok podniosła dopiero, jak usłyszała przerywnik. Nie spodziewała się jednak, że ujrzy akurat Paris. Przez chwilę po prostu na nią patrzyła, ale nie poprawiła ręcznika, nie zasłoniła się gwałtownie ani nie zmieniła pozycji. Zamiast tego została tak, jak siedziała, a nawet lekko się wyprostowała, jeszcze bardziej eksponując piersi.
Wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha — odezwała się, parskając cicho pod nosem. — Albo cycki. Albo po prostu mnie — dodała, wzruszając ramionami. Marysia Paris była lekko w szoku. Trudno stwierdzić, czego bardziej się nie spodziewała - samej Babe, czy może roznegliżowanej Babe. Pewnie ogólnie Babe, ani ubranej, ani tym bardziej do połowy nagiej.
Bez obaw, nie rzucę się na ciebie — zapewniła, bo dostrzegła, że kobieta nie za bardzo wie, jak się zachować. Nie wyglądała tak, jakby zamierzała wyjść, ale jednocześnie nie przejawiała ochoty, żeby dołączyć. A przecież mogły po prostu tutaj posiedzieć w ciszy, ignorując wzajemną obecność.

Paris Laroche
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fairmount Community Centre”