Hello, it’s me
: ndz maja 24, 2026 6:34 am
Charly nie przypuszczała, że w ciągu zaledwie trzech tygodni będzie przeprowadzała się dwa razy. Niestety los w przypadku dziewczyny nie okazał się zbyt łaskawy, a dorosłość pozbawiona opieki rodziców potrafiła momentami przytłoczyć. Szczególnie wtedy, gdy człowiek siedział nocą nad rachunkami i próbował policzyć, czy bardziej opłaca mu się jeść normalne obiady, czy jednak przeżyć kolejny tydzień na makaronie instant i kawie. Teoretycznie posiadała własne mieszkanie w Toronto, ale praktyka okazała się znacznie mniej romantyczna niż brzmiała sama wizja „własnych czterech kątów”. Utrzymanie go pochłaniało więcej pieniędzy, niż była w stanie aktualnie zarobić pracą i okazjonalnymi sesjami zdjęciowymi. Dlatego finalnie podjęła jedyną rozsądną decyzję — wynajęła mieszkanie po rodzicach, a sama zaczęła szukać czegoś mniejszego.
Mimo wszystko Charly starała się nie traktować tego jak końca świata. Miała dach nad głową, aparat, pracę i jeszcze jako tako funkcjonujący poziom optymizmu. To już było więcej niż nic. Poza tym lubiła myśleć, że może wszechświat po prostu bardzo agresywnie zmuszał ją do wyjścia ze strefy komfortu. A skoro już i tak wszystko wywróciło się do góry nogami, mogła przynajmniej spróbować zrobić z tego jakąś przygodę.
Domek wyglądał dokładnie tak jak na zdjęciach z ogłoszenia — przytulny, trochę chaotyczny, otoczony zielenią i zdecydowanie bardziej „domowy” niż większość nowoczesnych mieszkań w Toronto. Charly stała właśnie przed wejściem z rozwianymi włosami, torbą przewieszoną przez ramię i dwoma kartonami opartymi o nogę. Reszta jej rzeczy została w aucie, ale po minie dziewczyny można było odnieść wrażenie, że psychicznie była już po piętnastej turze walki z własnym dobytkiem.
Westchnęła teatralnie, po czym poprawiła chwyt pudełka i nacisnęła dzwonek. Po chwili drzwi otworzyły się, a Charly automatycznie uniosła wzrok na współlokatora. Przez krótką sekundę mierzyła go spojrzeniem, po czym na jej twarzy pojawił się lekki, całkiem szczery uśmiech.
— Hej — rzuciła od razu pogodniej, niż sama się spodziewała. — Mam nadzieję, że nie rozmyśliłeś się z tym pokojem, bo jestem już emocjonalnie związana z tym domem po trzech kursach z kartonami. — Parsknęła cicho pod nosem i lekko uniosła pudło, które trzymała. — Charly. Oficjalnie przywożę chaos, aparat fotograficzny i prawdopodobnie zbyt dużo kubków do kawy.
Archie Miller
Mimo wszystko Charly starała się nie traktować tego jak końca świata. Miała dach nad głową, aparat, pracę i jeszcze jako tako funkcjonujący poziom optymizmu. To już było więcej niż nic. Poza tym lubiła myśleć, że może wszechświat po prostu bardzo agresywnie zmuszał ją do wyjścia ze strefy komfortu. A skoro już i tak wszystko wywróciło się do góry nogami, mogła przynajmniej spróbować zrobić z tego jakąś przygodę.
Domek wyglądał dokładnie tak jak na zdjęciach z ogłoszenia — przytulny, trochę chaotyczny, otoczony zielenią i zdecydowanie bardziej „domowy” niż większość nowoczesnych mieszkań w Toronto. Charly stała właśnie przed wejściem z rozwianymi włosami, torbą przewieszoną przez ramię i dwoma kartonami opartymi o nogę. Reszta jej rzeczy została w aucie, ale po minie dziewczyny można było odnieść wrażenie, że psychicznie była już po piętnastej turze walki z własnym dobytkiem.
Westchnęła teatralnie, po czym poprawiła chwyt pudełka i nacisnęła dzwonek. Po chwili drzwi otworzyły się, a Charly automatycznie uniosła wzrok na współlokatora. Przez krótką sekundę mierzyła go spojrzeniem, po czym na jej twarzy pojawił się lekki, całkiem szczery uśmiech.
— Hej — rzuciła od razu pogodniej, niż sama się spodziewała. — Mam nadzieję, że nie rozmyśliłeś się z tym pokojem, bo jestem już emocjonalnie związana z tym domem po trzech kursach z kartonami. — Parsknęła cicho pod nosem i lekko uniosła pudło, które trzymała. — Charly. Oficjalnie przywożę chaos, aparat fotograficzny i prawdopodobnie zbyt dużo kubków do kawy.
Archie Miller