Strona 1 z 1

dead on arrival

: wt cze 02, 2026 5:42 am
autor: august winters
ripping out my heartstrings
drowning in denial


2 years ago

Mówią, że czas potrafi cholernie zasuwać… zwłaszcza wtedy, gdy człowiek najmniej się tego spodziewa, no nie? Tak właśnie było w przypadku panny Winters. Od dwóch lat była w remisji. Nie miała na siebie najmniejszego pomysłu. Jedynymi rzeczami, które wywoływały uśmiech na jej twarzy, były kwiaty i wypieki, no ale przecież nie była na tyle zwariowana, żeby otworzyć coś swojego, right? Poza tym wymagało to pieniędzy, których jej rodzina na tamten moment najzwyczajniej w świecie nie posiadała.

All thanks to her.
Kto by pomyślał, że leczenie w świecie korupcji potrafi być tak kurewsko drogie?! Anyways, zamiast siedzieć i użalać się nad własnym losem, spojrzała na Szeryfa, który był rozwalony na kanapie, na pleckach, z brzuchem wystawionym do góry i parsknęła pod nosem. - Dobra, koniec tego dobrego - rzuciła sama do siebie, ale po części też do swojego rozpasionego, czteronożnego, kociego współlokatora. Musiała nareszcie wyjść do ludzi. Wizyty po szpitalach, fizjoterapia i spotkania z jej najlepszym przyjacielem Alexem sprawiały, że czuła się o niebo lepiej, ale potrzebowała tak po prostu wyjść gdzieś dla siebie. Zaczerpnąć świeżego powietrza. Może zrobić coś, o co nigdy by siebie nie podejrzewała?

Wstała, rozciągając się i ziewając, gdy jej wzrok padł na ulotkę leżącą na blacie. Siłownia. Wcale nie tak daleko od niej. Hm. Uniosła brew ku górze, przyglądając się papierkowi marketingowemu, zanim podeszła do lustra i przejrzała się w nim. Stanęła bokiem, przyglądając się długiej, grubej bliźnie przejeżdżającej wzdłuż uda, a potem odsunęła koszulkę ku górze, żeby zobaczyć kolejną parszywą bliznę przechodzącą wokół jej biodra. Winters nie należała do osób, które jakoś szczególnie przejmowały się wyglądem, jednak sam fakt, że już raczej nigdy nie pozbędzie się z ciała przypomnienia o tym cholerstwie, doprowadzał ją do mini załamania nerwowego. No ale nic. Zsunęła koszulkę od piżamy w dół, choć była już jakaś trzynasta, i poszła wziąć szybki prysznic, zanim wrzuciła na siebie legginsy, jakąś luźną koszulkę i ruszyła w siną dal. Prosto do budynku przepełnionego sprzętem do ćwiczeń, z którego za cholerę nie wiedziała, jak się korzysta. No może poza bieżnią. Zapłaciła za wejście. Jednorazowe, oczywiście, bo jak ośmieszy się na amen, to przecież tutaj nie wróci????
Nie była (no może troszkę) m a s o c h i s t k ą.
Zagubiona weszła w głąb pomieszczenia, w którym dudniła muzyka - mieszała się z metalicznym stukotem maszyn i odgłosami ciężarów odkładanych na stojaki. W oddali od razu rzucił jej się w oczy wysoki… umięśniony blondyn. - Fuck me - pomyślała, a raczej wyrzuciła z siebie niechcący. Zaraz zaczerwieniła się i odwróciła szybko, z nadzieją, że nie usłyszał tej jakże eleganckiej frazy wychodzącej z jej ust. Dobra, August. You’ve got this. Znajdźmy ci coś, co będziesz potrafiła robić bez zbłaźnienia się. Odwróciła się na pięcie szybko i poszła w kierunku ławeczki, która stała pośrodku strefy wolnych ciężarów. Nad nią spoczywała sztanga ułożona na metalowych stojakach, obciążona po obu stronach okrągłymi talerzami. Wyglądała bardzo niewinnie, a talerzyki wydawały się lekkie. Phi. Easy.

Położyła się na ławce, poprawiła barki, uniosła dłonie i złapała gryf tak, jak jej się wydawało, że było prawidłowo. Nadgarstki miała wygięte pod okropnym kątem, łokcie rozjechały się na boki, a stopy, zamiast stabilnie opierać się o podłogę, przesuwały się nerwowo po posadzce. Zdjęła sztangę ze stojaków. Iiiii bardzo szybko tego pożałowała. Ciężar zachwiał się nad jej klatką piersiową, raz w lewo, raz w prawo. Zacisnęła zęby, próbując opuścić go powoli, ale ruch wyszedł urwany. Metal jęknął cicho, jej ramiona zadrżały, a ona zamarła na sekundę, zdając sobie sprawę, że cholera… To metalowe badziewie zaraz ją udusi...

jakiś hot johnny bravo

dead on arrival

: śr cze 03, 2026 2:08 pm
autor: Jayce Byrne
003.
Panująca na siłowni duszność miała swoją własną wagę – nie przypominała w niczym parnych popołudni i szklących się w słońcu okien wieżowców na środku zabetonowanego osiedla w centrum Toronto. Nie chodziło o gorąc, który tam, tj. pod salwą promieni słonecznych, zwykle skraplał się na przechodniach w postaci potu na skórze. Tutaj – w centrum fitnessu – źródłem wszelkich zmian w ciele ludzkim pozostawał w y s i ł e k; determinacja i sumienność, z jaką ludzie przychodzili do tego miejsca, by o siebie zadbać.
Zwłaszcza przed okresem lata.
Jayce nie oceniał cudzych motywacji. Przeciwnie – jako trener personalny doceniał każde staranie, które miało na celu zmienić niezdrowe nawyki, czy poprawić ogólny wygląd sylwetki. Już sam rytuał przejścia od stanu kanapowca do weekendowego sportowca nie był prosty. Pracując z ludźmi o różnym stopniu aktywności i o różnym potencjale, widział ile poświęcenia kosztowało niektórych samo kupienie stroju i przekonanie się do tego, by w ogóle zacząć się ruszać.
Tym bardziej pierwsze wizyty na siłowni potrafiły wyciągnąć z człowieka zmęczenie i jęk niezadowolenia, gdy po każdym takim wypadzie ciało zdawało się docierać do granicy, o której nie miało się wcześniej pojęcia.

Ludzie, którzy nie zwykli uruchamiać na co dzień wszystkich mięśni, w bardzo dosadny sposób dowiadywali się o istnieniu niektórych z nich – zazwyczaj dopiero wtedy, gdy mięśnie te na drugi lub trzeci dzień piekły w absurdalnych miejscach, utrudniając codzienne funkcjonowanie. Inni opór przed wysiłkiem (tę naturalną potrzebę kapitulacji przed czymś, czego mieli wrażenie, że zupełnie nie znają) czuli już na etapie pierwszych ćwiczeń. Dlatego, gdy ściągając słuchawkę z ucha między seriami, dosłyszał krótkie, kobiece Fuck me, wypowiedziane niedaleko niego, uznał je albo za formę oporu przed rozpoczęciem ćwiczeń, albo za krótką manifestację słowną, która miała ją zmotywować do rozruchu.
Nikły uśmiech plenił się w kącikach jego ust, gdy podświadomie szukając w nieznajomej powodów do dumy – jako, że każda próba pracy nad sobą według niego zasługiwała na uznanie – patrzył na dalsze jej poczynania. Przerwany za sprawą obserwacji trans jego ruchu, zmusił go przy tym do zakończenia słuchania muzyki, wsunięcia słuchawek do kieszeni spodenek i odłożenia ciężarów na odpowiednie miejsce w sali, co stanowiło dobry pretekst do podejścia bliżej niej.

Przez chwilę tylko stracił ją z oczu, na czas odkładania hantli, a gdy klinga wzroku powróciła do drobnicy kobiecego ciała, gotów był podejść do niej spokojnie i zaproponować jej małą pomoc. Szczęk opadających na blokadę talerzyków jasno oznajmił mu jednak, że czas na powolne ruchy dobiegł końca, teraźniejszość domagała się znacznie radykalniejszych posunięć, dlatego też, nie czekając aż pracownik siłowni zareaguje na sytuację alarmową, sam doskoczył do niej sprawnie, z odległości kilku metrów prędko materializując się obok niej.
Zanim zaczął mówić, prawa dłoń sięgnęła za środek sztangi, podciągając ją do góry, co przy desperackiej, kobiecej próbie wypchnięcia ciężaru w tym samym kierunku okazało się wystarczające, by uwolnić ją od zaduszającej nieznajomą przeszkody.
W kolejnych sekundach obrócił się przodem do ławeczki, stając w zasadzie nad jej głową, by dotykając gryfu również drugą dłonią, równo odłożyć sztangę na stojaki.
Są lepsze sposoby na samobójstwo — skwitował żartem, pozwalając, by napięcie sytuacji rozproszyło się odrobinę między słowami. Obszedł jednocześnie zabezpieczoną już na hakach sztangę, podając jej pomocną dłoń, by bez dodatkowego wysiłku mogła usiąść i odetchnąć głębiej.
Co Ty na to, żebym dopasował Ci ćwiczenia, przy których nie stracisz tchu w pierwszych sekundach?
Propozycja przeprowadzenia dla niej treningu szybko osadziła się w rozmowie, zupełnie tak, jakby od początku, już od pierwszego Fuck me, właśnie to było im pisane.

Może nie miał w planach jej pieprzyć, ale zdecydowanie mógł ją zmęczyć.
august winters